Konferencja MEET BEAUTY IV w Warszawie, 21-22 kwietnia 2018


Wiecie, dlaczego w zeszłym roku nie zgłosiłam się na Meet Beauty? Przez pracę. Wspaniałomyślnie (nie po raz pierwszy zresztą) zgodziłam się wziąć zastępstwo za dziewczynę w ciąży, która miała takie zaległości ze swoimi zajęciami, że nie mogło być mowy o wzięciu wolnej soboty - wszystko wzięłam na siebie i robiłam, co mogłam, by ten bajzel ogarnąć i uratować zeszłorocznych maturzystów. Wiecie, dlaczego też w zeszłym roku nie pojechałam na planowane we wrześniu wczasy? Oczywiście, przez pracę. Wzięłam ostatni intensywny kurs wakacyjny, który w dodatku zazębił się z moimi kursami śródrocznymi, i oczywiście pod koniec września z zapaleniem gardła musiałam jakoś to wszystko ciągnąć. Jednak bez odpowiedniego wypoczynku, cały rok szkolny infekcje górnych dróg oddechowych wracały niczym bumerang. Ze względu na pracę zrezygnowałam nie tylko z wakacji, ale też ze swoich pasji i zainteresowań. Blogowanie zeszło na boczny tor i skupiłam się na tym, co jak myślałam, robię najlepiej i co zapewnia mi środki do życia. Niemniej jednak, już zimą poczułam, że potrzebuję odpoczynku i że chciałabym powrócić do blogowania. Zaplanowałam zatem wyjazd na konferencję, dwa miesiące wcześniej zarezerwowałam hotel, zaś w pracy poinformowałam o moim wyjeździe. Niestety, pech chciał, że z przepracowania i osłabionej odporności, kilka dni przed konferencją złapałam infekcję. Lekarz w przychodni zdiagnozował zapalenie gardła, przepisał leki i na szybko poprawił mój stan zdrowia, więc w sobotę wyruszyłam do Warszawy. Niestety, okazało się, że już w Warszawie wysiadła mi krtań i struny głosowe - na konferencji nie odzywałam się praktycznie do nikogo, a po powrocie do domu strasznie się załamałam. Mimo wszystko, nie żałuję, że wzięłam udział w tej konferencji. Sporo się nauczyłam i sporo rzeczy sobie po niej przemyślałam. Jeśli jesteście ciekawi, jak z mojej perspektywy wyglądała 4. edycja największej konferencji dla blogerów urodowych, to zapraszam do dalszej części postu.


21.04, Sobota

Zacznijmy od tego, że po raz kolejny nawigacja wyprowadziła mnie w pole - zabłądziłam w Warszawie (jakimś cudem udało mi się nawet wjechać na teren lotniska!), więc na miejsce dotarłam dopiero przed południem. Chciałam wziąć udział w panelach dotyczących Instagrama, ale nie zdążyłam. Na pocieszenie, od razu miałyśmy wolny pokój w hotelu, więc przed kolejnymi warsztatami, udało nam się z Mariolą zameldować i rozpakować. Po dłuższej chwili, zeszłyśmy na dół na wykład o aromaterapii.

12:30-13:15 "Za kulisami aromaterapii: jak olejki eteryczne mogą pomóc skórze?" Klaudyna Hebda

W tym roku nastawiłam się głównie na wykłady i na warsztaty pielęgnacyjne. Wykład Klaudyny Hebdy był rewelacyjny - dziewczyna z ogromną pasją, wiedzą i doświadczeniem prawie dwie godziny opowiadała nam o takich zagadnieniach jak destylacja czy działanie niektórych olejków aromatycznych na skórę (i nie tylko). Na koniec  otrzymałyśmy w prezencie olejek pomarańczowy, który jest moim aktualnym ulubieńcem. 




Prosto z wykładu wskoczyłyśmy w kolejkę na badanie skóry na stoisku Pollena Eva. Jak się okazało, moja cera w wieku 36 lat nie ma aż tak dużo przebarwień i zmarszczek, jak się obawiałam. Brakuje mi przede wszystkim nawilżenia. Nieco psychicznie podbudowana, wraz z Mariolą udałam się na lunch - w tym dniu skosztowałam pysznej zupy krem z papryki oraz ryżu z kurczakiem i warzywami. 



15:45-16:30 Warsztaty O2 SKIN - działanie tlenu w kosmetykach

To było największe moje rozczarowanie tej edycji. W zasadzie, o tlenie w kosmetykach można było zrobić prezentację w 20 minut. Reszta czasu była poświęcona na krytykowanie konkurencji oraz klub wzajemnej adoracji marki O2 Skin i jej ambasadorek. Dla mnie to była strata czasu, ale ciekawa jestem, czy chociaż kosmetyki się obronią. 



Po tym niezbyt udanym wydarzeniu, poszłyśmy pooglądać stoiska marek, a potem został nam już tylko odpoczynek w pokoju hotelowym, kolacja i upragniony sen (moja koleżanka ze względu na dojazd nie spała całą noc, dacie wiarę?). 







22.04, Niedziela

10:00 Warsztaty Natura Siberica - Dzikie zbiory, czyli pochodzenie ma znaczenie

To były najlepsze warsztaty z całej konferencji. Po pierwsze, oczarowała mnie filozofia marki oraz sama prowadząca, która konkretnie i merytorycznie opowiadała o pochodzeniu kosmetyków, ręcznych zbiorach czy roślinach adaptogennych oraz poinstruowała nas, jak własnoręcznie wykonać peelingi cukrowe.




Po warsztatach była przerwa, podczas której musiałyśmy się wymeldować z hotelu i pozbierać klamoty do auta, następnie wypiłyśmy kawę i poszłyśmy na wykład mojej ukochanej marki Tołpa.

12:00-12:45 Wykład przedstawicielki marki Tołpa - 
"Spędza sen z powiek i przegania uśmiech z twarzy. Trądzik"


Przedstawicielka Tołpy, którą miałam przyjemność poznać podczas drugiej edycji MB, jak zwykle fachowo i ciekawie opowiadała o pielęgnacji cer problematycznych. Mimo iż trądzik nie jest moim problemem, wykład był dla mnie niezwykle interesujący i wzbogacający. Po wykładzie dostałyśmy dodatkowe paczuszki od firmy z kosmetykami, które mają nam pomóc zwalczyć niedoskonałości.



Po tym wykładzie została nam już tylko długa przerwa (trzeba było doładować  baterie - nasze własne oraz te w telefonie przed podróżą), lunch, odprowadzenie M. na przystanek, potem wzmacniająca kawa i, ze względu na złe samopoczucie, opuszczenie Hotelu Lord. Chciałam jeszcze zostać na panelu dyskusyjnym pt. "Metamorfoza bloga - case study", prowadzonym przez Anię Pytkowską z BLOGmedia, Sylwię Lewczuk z bloga czerwonousta.pl oraz Magdę Ostrowską z Monkey Business, ale czułam się naprawde kiepsko bez możliwości odezwania się do kogokolwiek. Na szczęście, czerwonousta udostępniła cały panel na żywo na swoim IG, więc obejrzałam całość z łóżka w poniedziałek rano. 
Hotel Lord

Zatrzymałyśmy się w Hotelu Lord, który jest bardzo elegancki, wygodny i czysty. Jedzenie w restauracji podano nam na zasadzie szwedzkiego stołu (wszystko było bardzo smaczne i świeże), obsługa bez zarzutu. Niestety, nie spodobały mi się w hotelu dwie rzeczy. Po pierwsze, klimatyzacja w sali konferencyjnej i w kilku innych miejscach (np. w holu przy recepcji) była podkręcona za mocno - ja z reguły nie znoszę klimy i zazwyczaj niemiłosiernie wtedy marznę. Po drugie, jako gość hotelu, który normalnie płacił za nocleg, musiałam dopłacić ekstra 60 zł za dwie doby parkingu samochodu - pierwszy raz spotkałam się z czymś takim, aby klient hotelu płacił za parking, no ale cóż... przynajmniej miałam wszystko na miejscu. Poza tym, w pokojach znajdowały się czajniki, kawka, herbatka, woda, natomiast łazienki były wyposażone w suszarki, co jest dużym plusem. Generalnie, hotel polecam zwłaszcza na wyjazd służbowy i/lub konferencje.




Nieprzyjemne konsekwencje mojego wyjazdu

Niestety, w tym roku choroba pokrzyżowała trochę moje plany - w sobotę wieczorem straciłam całkiem głos i w konsekwencji miałam potem nieprzyjemne klimaty w pracy (nie mówiąc o wszystkich zaplanowanych i odwołanych lekcjach i urlopie w czerwcu, o którym teraz mogę jedynie pomarzyć). Byłam tak przepracowana i zmęczona, że dostałam zapalenia krtani i strun głosowych. Niestety, pewne osoby w pracy nie potrafiły docenić tego, że od 2 lat spalałam się, prowadząc zajęcia, uczestnicząc w każdym mniej lub bardziej przydatnym szkoleniu, brałam wszystkie możliwe zastępstwa za koleżanki na urlopach macierzyńskich, a w zeszłym roku zrezygnowałam nawet z wyjazdu na wczasy. Byłam potrzebna, to pracowałam. Co kilka miesięcy powracające zapalenia gardła oraz krtani dały mi w tym roku nieźle popalić. Dwa miesiące wcześniej zarezerwowałam hotel, zaplanowałam wszystko i poinformowałam koleżanki, że 21 maja mam konferencję i zajęcia odrobię w innym terminie. Niestety, okazało się, że nie powinnam była być chora przed i po konferencji. Nie powinnam była jechać do Warszawy. Nie zasługuję na chwilę odpoczynku oraz na to, by rozwijać swoje pasje. Jestem tylko pionkiem w grze, który nie zasługuje na żaden szacunek, ma tylko zapieprzać i zostaje oceniany jak jakaś siksa, której znudziła się praca, a zachciało się jechać na szkolenie kosmetyczne i pewnie jeszcze jakieś grubsze after party. Mam dość. Pojechałam i nie żałuję. Żałuję tylko tego, że byłam praktycznie na każde zawołanie w pracy, w której i tak nie jestem doceniana. W tym roku koniec z bycia jeleniem na każde zawołanie i zastępstwo. Potrzebuję odpoczynku i w wakacje zamierzam po prostu odpoczywać. Po konferencji przemyślałam sobie wiele spraw i mam nadzieję, że znowu będę miała więcej czasu na swoje pasje i hobby, jakim jest na przykład pisanie bloga. Wybaczcie mi proszę moją wylewność i te gorzkie żale. Zbierało się to we mnie od jakiegoś czasu i w końcu wybuchło. Zrezygnowałam z siebie, zrezygnowałam ze swojej pasji, bo praca była dla mnie wszystkim. Teraz to się musi zmienić, więc mam nadzieję, że wpisy będą pojawiać się minimum dwa razy w tygodniu. Tak czy inaczej, w następnym poście pokażę Wam, co przywiozłam z konferencji i co będę w najbliższym czasie testować. Trzymajcie za mnie kciuki! Do usłyszenia niebawem... xo


Komentarze