Kosmetyczne porządki, czyli DENKO Styczeń-luty 2018 Part II

Kosmetyczne porządki, czyli DENKO Styczeń-luty 2018 Part II

Hej, dzisiaj zapraszam na drugą część porządków, w której podsumuję zużyte produkty do włosów oraz ciała. W większości są to produkty naturalne, gdyż drogeryjnych już od dłuższego czasu nie kupuję (i nie zamierzam!).


WŁOSY

Sylveco, Lniana maska do włosów (150 ml) - to było moje drugie opakowanie. Ta maska ma cudowny, naturalny skład oraz działanie, ale by nie przeciążała moich włosów, zawsze stosuję ją przed myciem włosów. Pisałam o niej kiedyś tutaj.

Organic Shop, Miodowe awokado - ekspresowa regenerująca maska do włosów (250 ml) - maska niedroga (ok. 7zł), ma fajną konsystencję oraz zapach budyniu, a do tego naturalny skład. Co prawda w ekspresowe, 3-minutowe maski za bardzo nie wierzę, ale ta dosyć fajnie nawilżała włosy i sprawiała, że ładnie wyglądały i były podatne na stylizację. Szkoda tylko, że nie ułatwia rozczesywania (a mam z tym spory problem). Polecam wypróbować, choć ja sama raczej nie będę już do niej wracać (chcę wypróbować inne warianty tej marki, zwłaszcza maskę z figą).

Yves Rocher, Szampon odbudowujący z olejkiem jojoba (300 ml) - lubię zapach oraz działanie całej tej serii. Włosy po tym szamponie (+ odżywce i olejku, które nadal mam w użyciu) są fantastyczne w dotyku i genialnie się układają. Myślę, że za jakiś czas powrócę do tego szamponu, na razie jednak używam bananowego z The Body Shop.


CIAŁO

Yves Rocher, mini krem do rąk (30 ml) + Beaute des Pieds, krem intensywnie odżywiający do suchych stóp 30 ml) - od dłuższego czasu chciałam wypróbować oba kremy, ale niestety bardzo mnie zawiodły. Mam suche dłonie oraz bardzo suche stopy, ale po tych kremach zamiast oczekiwanego nawilżenia miałam wrażenie, że problem się nasilał. Nie polecam i na pewno nie kupię pełnowymiarowych wersji. 

Yope, Mydło w płynie Werbena - Refill (500 ml) - po zużyciu całej butli kupiłam refill, choć kosztował więcej niż całe opakowanie z pompką (15 zł vs 12 zł). Mydło pachnie bardzo ładnie, świeżo i cytrusowo, jest delikatne, nie zawiera SLS. Na pewno będę próbować jeszcze innych wariantów, choć uważam, że mydło OnlyBio jest od tego jeszcze lepsze (niestety, jest droższe i nie mam do niego dostępu stacjonarnie).

Organic Shop, Miodowy Cynamon - peeling do ciała (250 ml) - najlepszy peeling do ciała, jaki kiedykolwiek miałam (może poza solnym odchudzającym Bania Agafii). Cudownie pachnie, fajnie zdziera martwy naskórek, a przy tym nawilża i lekko natłuszcza skórę (nie trzeba już po nim używać balsamu do ciała!). Kosztuje mniej niż 10 zł i ma naturalny skład, więc dla mnie to ideał. Jedynym minusem jest zamykanie produktu, ale za tak niską cenę jestem w stanie przymknąć na to oko. Koniecznie wypróbujcie!

Farmona, Herbal Care, Ultradelikatny żel do higieny intymnej z czystkiem (330 ml) - miałam kupić inny, naturalny żel do higieny tzw. okolic bikini, ale ten był akurat na promocji w hebe za jakieś 6 czy 7 zł. Bardzo dobry i delikatny produkt, a do tego ma fajny skład, więc będę do niego wracać.

Kneipp, Pielęgnujący żel pod prysznic Nawilżająca Świeżość (200 ml) - żel miałam z Joybox'a. Bardzo fajny produkt do mycia ciała - poręczna buteleczka, żel pięknie pachniał aloesem*, dobrze mył i nie przesuszał mojej suchej skóry. Daję mu jednak mały minus za kilka baboków w składzie - zdecydowanie wolę produkty bez SLeS czy PEG'ów. 

*Gdy wyczytałam na wizażu, że ten żel pachnie pomidorami z krzaczka, omal nie spadłam z krzesła. Jestem wrażliwa na zapachy i doskonale znam zapach pomidorów z krzaczka (mamy własne w sezonie letnim), ale to na pewno nie to. Zapach jest świeży i lekki, no chyba że ta starsza wersja produktu pachniała nieco inaczej? Wiem, że miała też inny skład, więc kto wie... 

To już wszystkie moje zużycia z pierwszych dwóch miesięcy 2018 roku. Dajcie znać, czy znacie jakieś produkty oraz czy chcecie, bym dalej bawiła się w zbieranie śmieci - mnie to już trochę denerwuje, ale wiem, że zawsze tego typu posty były chętnie czytane. xo


Kosmetyczne porządki, czyli DENKO Styczeń-luty 2018 Part I

Kosmetyczne porządki, czyli DENKO Styczeń-luty 2018 Part I

Zapraszam Was na kolejne denko. Wiem, wiem, miało być małe i częściej, a wyszło jak zawsze. Jest tego sporo, więc podzieliłam je na dwie części. Dzisiaj mam dla Was podsumowanie zużytych kosmetyków do pielęgnacji oraz makijażu twarzy. Jak to zwykle u mnie bywa, pielęgnacji jest "w brud", za to z makijażem bardzo minimalistycznie.


PIELĘGNACJA TWARZY

Bania Agafii, maska do twarzy - odmładzająca z mlekiem łosia (100 ml) - pokładałam w niej spore nadzieje, ponieważ kiedyś bardzo polubiłam się z niebieską maską oczyszczającą na bazie glinki od babuszki. Niestety, ta maska poza ciekawym naturalnym składem nie zachwyciła mnie swym działaniem. Mało tego, wysypało mnie po niej przeokrutnie - nigdy więcej jej nie kupię i nie polecam! :/

Bania Agafii, maska-lifting do twarzy - tonizująca (100 ml) - o wiele przyjemniejsza od poprzedniej (miała fajną konsystencję i sympatyczny zapach kleju biurowego z lat 90.), jednak obawiam się, że w drogerii internetowej sprzedano mi przeterminowane egzemplarze - po trzecim czy czwartym użyciu dostałam uczulenia, więc maska idzie do kosza. :/

Klairs, Rich Moist Soothing Mask - maska nawilżająco-kojąca z kwasem hialuronowym w płacie. Ma dobry, prosty skład (poza jednym Peg'iem) i fajne działanie nawilżające oraz kojące; na pewno jeszcze do niej wrócę! Niestety, skład większości masek w płacie pozostawia wiele do życzenia dla miłośników kosmetyków naturalnych (takich jak ja!), więc obecnie ta maska oraz Missha Pure Source Mango to moi faworyci, do których co jakiś czas wracam. Chcę jeszcze wypróbować płat z Whamisy, bo maska marki Benton się niestety u mnie nie sprawdziła.

Douglas Essential, Foaming Cream-Gel Cleanser (100 ml) + Gentle Make-up Remover (50 ml) - krem dostałam na otwarciu Perfumerii Douglas w CH Wroclavia - całkiem fajnie oczyszczał (aż miałam wrażenie, że moja cera skrzypi) i miał całkiem poprawny skład (szkoda tylko, że ekstrakt z kawy bengalskiej był na samym końcu). Minusem jest jednak mega sztuczny zapach - przez niego na pewno nie wrócę do tego kosmetyku. Płyn do demakijażu był poprawny, ale ja nie cierpię dwufazówek, więc też na pewno go nie kupię (był w kalendarzu adwentowym, więc zużyłam).

Yasumi, Konjac Sponge - gąbeczka konjac z likopenem - bardzo fajna, ale dla mnie za duża, więc rozcięłam na pół i miałam 2 sztuki w cenie 35 zł. :) Na pewno jeszcze do niej wrócę - uwielbiam urządzenia i gąbeczki Yasumi! 

Yasumi, Collagen (3ml) - użyłam jakieś 3 razy przy zabiegach domowej mezoterapii rolką Yasumi. Fajne działanie, nic mnie nie podrażniło, być może jeszcze dokupię te ampułki. 

Vianek, Wzmacniający płyn micelarny tonik 2w1 (200 ml) - płyn był w Joybox'ie. Fajnie oczyszczał, miał miły zapach, delikatne działanie, nie podrażnił moich wrażliwych oczu. Jako że nie mam cery naczynkowej, wrócę raczej do wersji niebieskiej (tj. nawilżającej) Vianka - tamta seria bardzo przypadła mi do gustu i z przyjemnością będę wracać do tych kosmetyków.

Bielenda, MultiEssence 4w1 (200 ml)Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy z filtratem drożdżowym. Ten kosmetyk bardzo dobrze spisywał się na mojej mieszanej cerze: fajnie doczyszczał, tonizował, koił, nawilżał skórę, a do tego przyjemnie pachniał (mimo iż dało się wyczuć trochę drożdże). Ponoć ten tonik (bo dla mnie to nic innego jak tonik) został wycofany, więc była to raczej znajomość na jeden, góra dwa miesiące.

Farmona, Dermiss 03 Soft Exfoliation - Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym (75 ml) - żel miał spoko skład i dość fajne działanie, natomiast przez zapach octu nie mogłam się doczekać, aż go zużyję i wyrzucę. Nie chciałabym już do niego wracać, ale jeśli nie jesteście aż tak wrażliwe na zapachy, to polecam Wam wypróbować, bo kosmetyk jest naprawdę niezły.


MAKE-UP

Sephora, Lash Plumper w kolorze brązowym (12 ml) - tusz pogrubiający, który dawał bardzo delikatny efekt (niestety, bez efektu wow). Mimo to, bardzo lubiłam go za to, że był lekki, praktycznie nie wyczuwalny, nie sklejał rzęs, nie osypywał się i nie szczypał mnie w oczy. Poza tym, był bardzo wydajny i miał genialną, dużą szczotkę (a ja takie duże szczoteczki w mascarach uwielbiam). 

Physicians Formula Eye Definer (0.8 g) - naturalny eyeliner w kolorze Ultra Black. Nie był zły, ale niestety dość szybko wysechł i nie nadawał się do rysowania kresek. Raczej do niego nie wrócę, wypróbuję jakąś inną markę.


To tyle, jeśli chodzi o twarz. Wkrótce druga część, 
czyli pielęgnacja włosów i ciała. Do następnego! xo

Czekolada bez kalorii

Czekolada bez kalorii

Nie ma nic bardziej pokrzepiającego w ponure i zimowe dni jak kubek gorącej czekolady. Co jednak zrobić, jeśli się dba o linię? Jak osłodzić sobie życie bez dodatkowych kalorii? Dla mnie idealnym rozwiązaniem jest zapalenie świeczki Country Candle o zapachu Hot Chocolate. Jest to pierwszy zapach marki Country Candle, z jakim dotychczas miałam do czynienia. Jeśli jesteście ciekawi, co o nim myślę, zapraszam Was do dalszej części wpisu.


Daylight o zapachu Hot Chocolate dostałam w prezencie od szwagra podczas Świąt Bożego Narodzenia i przyznam szczerze, że był to idealny czas na zaprzyjaźnienie się z takim słodkim i ciepłym zapachem. Świeczka nie tylko uprzyjemniła mi okres poświąteczny i początek Nowego Roku, ale była również fantastycznym zastrzykiem energii w leniwe zimowe poranki stycznia i lutego (paliłam ją raczej oszczędnie). Daylight to maleńka świeczka zamknięta w plastikowym opakowaniu z pokrywką, dzięki której szybko możemy ugasić płomyk bez jakiegokolwiek dymu. 


Waga: 35,5g
Rozmiar: 5,5 cm x 2,5 cm
Czas palenia:  do 12 h
Dostępność: kringle.pl 
+ inne sklepy internetowe
Cena: 12 zł

Sam zapach jest bardzo prosty - jest to czysta gorąca czekolada, bez jakichkolwiek smakowych dodatków. Na początku obawiałam się, że będzie to bardzo mdły i męczący aromat, jednak okazało się, że jest idealny: słodki, lecz nie przesłodzony, dość intensywny, ale na szczęście nie za ciężki i nie przyprawiający o ból głowy. Po odpaleniu daylight'a dom przyjemnie pachnie świeżo zaparzoną, energetyczną gorącą czekoladą, humor od razu się poprawia, i co najważniejsze, czekolada nie idzie w boczki. Jeśli lubicie słodkości oraz potrzebujecie aromatów, które otulają, rozweselają i jednocześnie dodają wigoru, będzie to propozycja stworzona dla Was. Ja bardzo chętnie jeszcze kiedyś do niej wrócę. xo


A Wy jakie zapachy najbardziej lubicie zimą?
Ulubione książki 2017 roku - TOP 5: Poradniki

Ulubione książki 2017 roku - TOP 5: Poradniki

W poprzednim wpisie pokazałam Wam moje ulubione powieści, przeczytane w zeszłym roku, więc tym razem moja kolejna ulubiona kategoria, czyli wszelkiego rodzaju poradniki - książki dotyczące zdrowia, pielęgnacji oraz stylu życia. Zapraszam na moje TOP 5 2017 roku.



PORADNIKI

#1 Michalina Wisłocka "Sztuka kochania" 
& "Sztuka kochania w 20 lat później"

Jak widzicie, moje wydania (Wydawnictwo Iskry, Warszawa,1985 i 1988) są bardzo stare i dosyć mocno zdezelowane, przewinęło się bowiem przez kilka pokoleń czytelników biblioteki publicznej. Niestety, zarówno mała czcionka, jak i specyficzny zapach (no wiecie, trąci myszką - dosłownie! ;), nie ułatwiały mi lektury, niemniej, zawarte w niej treści sprawiły, że przeczytałam od deski do deski. Pierwsze rozdziały to już dla mnie "musztarda po obiedzie" (narodziny uczuciowości, dorastanie, pierwsze kontakty seksualne, antykoncepcja itp.), natomiast rozdziały poświęcone zmysłom, orgazmom, czy unikaniu monotonii w związkach okazały się niezwykle przydatne i fascynujące. 



Bardziej odpowiednia dla mnie okazała się druga część poradnika - "Sztuka kochania w dwadzieścia lat później". W tej części Wisłocka poświęca sporo uwagi różnego rodzaju problemom, takim jak onanizm młodzieńczy, oziębłość kobiet, niepłodność, klimakterium, przerost prostaty czy miłość w wieku dojrzałym. Część II - "Miłość po trzydziestce" najbardziej mnie zainteresowała (w tym roku kończę 35 lat!), ale w innych rozdziałach również znalazłam kilka interesujących i zaskakujących informacji (dowiedziałam się m.in., kim są tzw. "matki jemioły", co to jest wirylizator oraz jakie cechy powinien posiadać mądry mąż i jak powinien się podmywać ;) Przyznam, że niektóre porady i poglądy doktor Wisłockiej już dawno można by schować do lamusa, niemniej jest w jej książkach wciąż sporo aktualnych i uniwersalnych prawd, jak również sporo zaskakujących i przydatnych informacji. Moim zdaniem, "Sztuka kochania" powinna być lekturą obowiązkową każdej młodej kobiety (oraz mężczyzny!), także ogromnie się cieszę, że po ogromnym sukcesie filmu o autorce, książka znalazła się na liście bestsellerów w polskich księgarniach. Ja już znalazłam miejsce na regale i uzupełniłam swoje zbiory o nowsze wydania obu poradników.

#2 Julita Bator "Młodziej, piękniej zdrowiej"



Jest to genialny poradnik Julity Bator, która wcześniej zasłynęła książką pt. "Zamień chemię na jedzenie". W tej pozycji dowiemy się o tym, jak naturalnie dbać nie tylko o urodę, ale również jak utrzymywać ciało w dobrej kondycji i zdrowiu. Jest to taki poradnik, który otworzy Wam oczy oraz zmieni Wasze podejście do pewnych spraw; ja po przeczytaniu już pierwszych rozdziałów (polecam "Jeśli nie botoks, to co?"!) zaczęłam nie tylko inaczej myśleć, ale też działać; między innymi, pod wpływem tej książki przeprosiłam się na dobre z rosołem oraz ogórkami kiszonymi. Poza tym, jest to poradnik, do którego z pewnością będę jeszcze wracać. Serdecznie polecam!

#3 Agnieszka Maciąg "Pełnia życia"


Jest to moja pierwsza książka Agnieszki Maciąg, ale na pewno nie ostatnia. Książkę dostałam jako kompletnie niespodziewany prezent urodzinowy od przyjaciela i przeczytałam z ogromnym zaciekawieniem. Mamy tu nie tylko streszczoną historię życia i kariery Agnieszki Maciąg, ale również sporo osobistych refleksji na temat zdrowia, wiary i duchowości, modlitwy, medytacji, jogi czy też faz księżyca. Ponadto, w książce znajdziemy też kilka porad odnośnie czakr, tworzenia osobistej mapy marzeń oraz afirmacji. Jeśli takie tematy jak prawo przyciągania czy pozytywne myślenie nie są Wam obce, "Pełnię życia" po prostu powinniście przeczytać.

#4 Meik Wiking "Hygge. Klucz do szczęścia"


Mimo, iż to całe hygge jest nieco przereklamowane i opowiada o tzw. "oczywistych oczywistościach", z wielką przyjemnością przeczytałam tę maleńką książeczkę aż dwa razy. Uwielbiam hygge i, jak się okazuje, już od lat wdrażam tę filozofię w swoje życie niemal każdego dnia. Moim zdaniem, ta pozycja jest o niebo lepsza pod kątem merytorycznym oraz fotograficznym od tego drugiego "Hygge" w granatowej okładce. Zdecydowanie polecam oraz odsyłam do moich archiwalnych postów poświęconych idei hygge:


#5 "Sekrety urody babuszki" 



Przyznam Wam się szczerze, że gdy książka była promowana w social media, byłam pewna, że to jednak nie dla mnie. Mimo wszystko, po jakimś czasie sama się skusiłam i przeczytałam z przyjemnością - książka zawiera mnóstwo świetnych przepisów na naturalne, domowe kosmetyki oraz porady dotyczące zastosowania popularnych składników spożywczych w pielęgnacji cery, ciała i włosów. Jeśli jesteście ciekawi Słowiańskiego Elementarza Pielęgnacji, odsyłam Was do RECENZJI


Dajcie znać, jakie poradniki lubicie czytać i czy znacie 
któryś z mojej listy ulubionych w 2017 roku. xo

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger