Przeczytaj i Podaj Dalej - Wielka Wymiana Książkowa V

Przeczytaj i Podaj Dalej - Wielka Wymiana Książkowa V

Nie lubię, gdy książki kurzą mi się na regałach. Zdecydowanie wolę, gdy krążą i służą ludziom. Jak już pewnie wiecie, lubię także minimalizm i często robię porządki na półkach z książkami, zatem z przyjemnością po raz trzeci dołączam do Wielkiej Wymiany Książkowej, organizowanej przez Magdalenę z bloga Save the magic moments oraz Dagmarę z bloga SocjopatkaSzczegóły oraz zasady akcji znajdziecie TUTAJ.



OGÓLNE ZASADY WIELKIEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ 
  •    Akcja trwa od 15 do 22 kwietnia 2018 r.
  •  Udział w akcji może wziąć każdy - nie tylko bloger!
  •  Książkami się wymieniamy, nie sprzedajemy!
  • Wymiana odbywa się bezkosztowo - ponosisz jedynie koszty przesyłki (w przypadku Poczty Polskiej, wysyłamy list polecony; mogę również nadać paczkę w Ruchu).
Grafika stworzona przez: yummymummyideas


Oto moje pozycje na wymianę. 
Wszystkie książki są w stanie bardzo dobrym lub dobrym+:


Woody Allen "Obrona szaleństwa", stan bdb,

Wojciech Drewniak "Historia bez cenzury 2"stan bdb - wymiana z The Carolina's Book,

Jacek Fedorowicz "Święte krowy na kółkach"stan bdb.




Manuela Gretkowska "Miłość po polsku"stan bdb, obwoluta stan db - wymiana z @allthesunrises;

Manuela Gretkowska "Polka", stan db+ (kilka podkreślonych cytatów),

Michał Witkowski "Margot", stan bdb.



Katarzyna Dowbor "Mężczyźni mojego życia"stan bdb,

Grażyna Borkowska "Nierozważna i nieromantyczna. O halinie Poświatowskiej"stan bdb, okładka db+,

Paulo Coelho "Życie. Myśli zebrane", stan bdb.


Miasta Marzeń: Londyn, stan bdb - wymiana z Anna Go,

John C. Parkin "Filozofia fuck it, czyli jak osiągnąć spokój ducha"stan bdb - wymiana z The Carolina's Book.



Ponadto, mam też kilka tytułów w języku angielskim: The Irish Biographies: James Joyce, Paula Hawkins "The girl on the train", The Concise Cambridge History of English Literature, Modern Literary Theory, Introducing Romanticism, Britain in Close-Up.



                                      
Jeśli chcecie się zamienić na którąś z tych książek, piszcie w komentarzach, wstawiając linki lub zdjęcia swoich propozycji. Jeśli nie macie konta Disqus, 
to napiszcie mi e-mail na adres: justynafrymus@gmail.com. xo

Dominika Smoleń "Bieg do gwiazd"

Dominika Smoleń "Bieg do gwiazd"

Cukrzyca to choroba, z którą pierwszy raz zetknęłam się w liceum, ponieważ jedna z moich najbliższych koleżanek chorowała na nią od dzieciństwa. Podczas naszych wspólnych wypadów czy noclegów często byłam świadkiem, jak X mierzyła sobie poziom cukru glukometrem, wyciągała z plecaka pena, wstrzykiwała sobie odpowiednią dawkę insuliny lub też szybko musiała zjeść coś słodkiego, aby przy mnie nie "odjechać". Zawsze wiedziałam, że jej życie lekkie nie było i jednocześnie podziwiałam jej ogromną siłę i pogodę ducha, które nigdy jej nie opuszczały (a może nigdy nie dała tego po sobie poznać?). W związku z tym, byłam ogromnie ciekawa najnowszej książki Dominiki Smoleń pt. "Bieg do gwiazd"wydanej przez Wydawnictwo Szara Godzina 5 lutego 2018 roku, która opowiada o młodej dziewczynie, która właśnie z cukrzycą się zmaga.


"Czy diagnoza lekarska przekreśli marzenia młodej dziewczyny?
Cukrzyca. Słowo, które zmienia życie na zawsze. Choroba, z którą każdy może mieć do czynienia. Błogosławieństwo czy klątwa?

Ada była pewna, że usłyszała wyrok śmierci. Bez wsparcia rodziców i przyjaciół coraz bardziej zamykała się w sobie, popadając w depresję. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego dostała list od babci, który diametralnie zmienił jej nastawienie do rzeczywistości. Zapragnęła stać się normalną nastolatką, nawet jeśli oznaczałoby to walkę z własnymi słabościami.

Bieg do gwiazd to wstrząsająca historia o dziewczynie, która uczy się żyć na nowo. Historia, obok której nie można przejść obojętnie."


Jak już pisałam we wstępie, książka Smoleń porusza tematykę bardzo bliską memu sercu. Po pierwsze, w liceum miałam przyjaciółkę, która zmagała się z cukrzycą, natomiast ja sama w dzieciństwie byłam naznaczona chorobą serca i wiem, jak to jest nosić brzemię przewlekłej choroby, walczyć o zdrowie, czuć się samotnym, wyalienowanym oraz nie zrozumianym przez rówieśników (i większość osób dorosłych). Z tego też względu, lektura "Biegu do gwiazd" była dla mnie dość istotnym i długo wyczekiwanym przeżyciem literackim. Autorka sama choruje na cukrzycę, więc jej opowieść jest po prostu autentyczna i wiarygodna. Ponadto, ogromnym plusem powieści są ciekawi i inteligentni bohaterowie (mam tu na myśli przede wszystkim młodzież, ponieważ rodzice Ady to osoby, których najchętniej potraktowałabym jakimś grubym i twardym kapciem - oczywiście to żart, choć prawdą jest, że szczerze nie znoszę tego typu ludzi). Na plus zasługuje też niebanalne i zaskakujące zakończenie oraz bardzo przydatny słowniczek pojęć związanych z cukrzycą, znajdujący się na końcu książki.

Jeśli miałabym z kolei wskazać rzeczy, które nie do końca mi się podobały, to jak na lingwistkę przystało, przyczepię się nieco do języka powieści. Pomijając sporadyczne błędy, których nie wyłapali korektorzy (np. restytuować zamiast resuscytować), trochę irytowały mnie określenia takie jak moja rodzicielka i blondyn opisujące matkę oraz najlepszego przyjaciela głównej bohaterki. Z jednej strony, rozumiem zamysł autorki, by unikać powtórzeń i wzbogacić słownictwo zamiast w kółko używać tych samych wyrażeń. Z drugiej strony, ów zabieg wydał mi się nieco sztuczny i wolałabym, by autorka zamiast rzeczowników użyła po prostu zaimków. Być może lata studiowania teorii literatury oraz analizowanie dzieł literatury angielskiej nieco "zryły mi beret" i zwyczajnie się czepiam, ale chcę, by recenzja była szczera i wyważona (ja już po prostu tak mam, że w każdej książce muszę znaleźć również jakieś słabsze strony). 

Tak czy inaczej, powieść "Bieg do gwiazd" była dla mnie ciekawą i wartościową lekturą, dzięki której miałam okazję powspominać moje licealne lata, przyjaźnie i problemy. "Bieg" to również (a może przede wszystkim?) książka, która uczy i skłania do refleksji. Dominika Smoleń opowiedziała wzruszającą historię o tym, co jest w życiu naprawdę ważne, a przy okazji stworzyła kilka niesamowitych postaci, takich jak babcia Ady, Lena i Łukasz. Szczególnie zainteresowała mnie także problematyka depresji, samookaleczania się, prób samobójczych bohaterki oraz pobytu w szpitalu psychiatrycznym (jedna z moich koleżanek z liceum była w psychiatryku za sprawą anoreksji). Uważam, iż jest to całkiem dobra powieść z gatunku Young Adult, przeznaczona zwłaszcza dla młodych czytelników (nastolatków i 20+), aczkolwiek osoby starsze (czyli formaliny takie jak ja ;) również sporo z niej wyciągną. W moim odczuciu, fani książek takich jak "Zmierzch", "Małe życie", "Weronika postanawia umrzeć", "7 razy dziś" (lub innych autorstwa Lauren Oliver) z pewnością znajdą tutaj coś dla siebie. Cieszę się, że jest w naszym kraju tak zdolna i obiecująca młoda pisarka i z chęcią sięgnę jeszcze po inne jej książki.

Moja ocena: 7/10.
Autor: Dominika Smoleń
Wydawnictwo: Szara Godzina
Oprawa: Miękka
Ilość Stron: 320
Premiera: 5.02.2018.

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Dominice Smoleń oraz Wydawnictwu Szara Godzina.




COSNATURE Naturalne odżywcze masło do ciała z masłem shea i tonką

COSNATURE Naturalne odżywcze masło do ciała z masłem shea i tonką

Po pierwszym, nieco rozczarowującym spotkaniu z naturalną niemiecką marką Cosnature (KLIK) mam dla Was recenzję rewelacyjnego Naturalnego odżywczego masła do ciała z masłem shea i tonką. Jeśli lubicie naturalne emolienty oraz skórę miękką i gładką niczym pupcia niemowlaka, to ten kosmetyk z pewnością Was zainteresuje.



Jak widzicie na załączonym obrazku, kosmetyk znajduje się w biało-pomarańczowym plastikowym słoiczku, który kryje 200 ml produktu. Opakowanie jest solidne i poręczne, a przy tym umożliwia wydobycie masła z łatwością aż do samego końca. Na etykiecie znajdziemy informacje w języku niemieckim (swój egzemplarz dostałam od Organizatorów i Sponsorów III Konferencji Meet Beauty, ale domyślam się, iż produkty w sklepach posiadają nalepki z informacjami po polsku).



W składzie znajdziemy m.in. olej z nasion słonecznika (na 2. miejscu na liście INCI), masło shea, olej ze słodkich migdałów, masło kakaowe czy też ekstrakt z nasion fasoli tonka.


Składniki (INCI):

Aqua, Helianthus annuus seed oil, Glycerin, Cetyl alcohol, Butyrospermum parkii butter, Cetearyl alcohol, Prunus amygdalus dulcis oil, Glyceryl stearate citrate, Theobroma cacao seed butter, Xanthan gum, Dipteryx odorata bean extract, Alcohol, Citric acid, Parfum, Limonene, Coumarin, Geraniol, Citral, Linalool, Sodium benzoate.



Produkt jest zbity, ma konsystencję gęstego i treściwego kremu i przez to niezbyt łatwo rozsmarowuje się na skórze. Prawda jest taka, że trzeba się trochę napracować, aby produkt całkowicie się wchłonął. Niemniej, jest to jedyny minus, jaki odnotowałam podczas stosowania kosmetyku. Jeśli zaś chodzi o plusy, to jest ich mnóstwo. Po pierwsze - zapach. Masło pachnie tak niesamowicie, że aż brakuje mi słów, aby go opisać. Po krótce, jest to połączenie czegoś bardzo słodkiego (wanilia? kakao?) z orzeźwiającymi i cytrusowymi nutami. Zapach jest raczej intensywny, ale na szczęście nie jest mdły ani sztuczny i utrzymuje się na ciele przez kilka godzin. Po prostu cud, miód i orzeszki! 

Co do działania kosmetyku, to jest równie fantastyczne. Przede wszystkim, cudownie nawilża i zmiękcza skórę całego ciała - efekt "pupci niemowlaka" można zauważyć już po pierwszym zastosowaniu produktu. Ponadto, masło za sprawą zawartości masła shea pozostawiało moją skórę niesamowicie odżywioną i ładnie napiętą, a przy tym nie pokrywało skóry irytującym tłustym filmem. Kolejnym plusem było również to, że kosmetyk mnie nie podrażnił i mogłam się nim smarować również po depilacji. W pewnym momencie odkryłam również, że to masło idealnie nawilża i zmiękcza moje suche i problematyczne pięty i w związku z tym bardzo często stosowałam je właśnie w roli gęstego kremu do stóp. Przyznam szczerze, że masła Cosnature używałam dosyć oszczędnie (niemal przez pół roku!), bo z jednej strony bardzo się z nim polubiłam, a z drugiej strony nie miałam potrzeby sięgać po niego codziennie. Jak widzicie, w moim przypadku kosmetyk okazał się bardzo, ale to bardzo wydajny.  



Plusy:

  • naturalny skład
  • cudowny zapach
  • solidne i poręczne opakowanie
  • działanie nawilżające, odżywcze, zmiękczające
  • delikatny dla skóry, nie podrażnił, nie uczulił
  • nie pozostawia tłustej warstwy na skórze
  • przystępna cena (ok. 20-25 zł w sklepach 
  • internetowych lub drogeriach, np. Hebe)
  • produkt nie testowany na zwierzętach
  • bardzo wydajny

Minusy:

  • ciężko się rozprowadza.

Moja ocena: 9/10.

Bardzo się cieszę, że po wielkim rozczarowaniu odżywką do włosów z awokado tej firmy, drugie spotkanie okazało się bardzo owocne i przyjemne. Ten kosmetyk, oprócz bogatego i naturalnego składu, fantastycznie działał na moją skórę, pozostawiając ją nawilżoną, uelastycznioną, miękką i pięknie pachnącą. Jeśli szukacie dobrych, naturalnych smarowideł do pielęgnacji całego ciała, to Naturalne odżywcze masło do ciała z masłem shea i tonką marki Cosnature z czystym sumieniem Wam polecam. Sama z pewnością jeszcze kiedyś do niego wrócę... xo

BOOK SALE - wiosenne porządki na regałach z książkami

BOOK SALE - wiosenne porządki na regałach z książkami

Hej, dziś pierwszy dzień wiosny, a ja niestety na zwolnieniu. Spędzam zatem ten czas odpoczywając i czytając w łóżku. Jakiś czas temu razem z mamą postanowiłyśmy zrobić wiosenne porządki na regałach z książkami, więc dziś przychodzę do Was z postem wyprzedażowym. Zależy mi na szybkim pozbyciu się książek i zrobieniu miejsca na nowe, dlatego ceny są symboliczne (od 5 do 15 zł). Do książek należy doliczyć koszt wysyłki (wysyłam tylko na terenie Polski za pośrednictwem PP, ewentualnie Paczka w RUCHu), a ze względu na cennik Poczty, warto brać minimum 3 pozycje ;-). Wszystkie książki są w stanie bardzo dobrym lub dobrym (te z ostatniego zestawu).


Poradniki: SPRZEDANE!

Joanna Glogaza "Slow fashion" - stan bdb, 7,50 zł + kw

Fleur de Force "Jak być glam" stan bdb, 7,50 zł + kw

Ewa Grzelakowska-Kostoglu "red Lipstick Monster. Tajniki makijażu" 
stan bdb, 7,50 zł + kw

Charlize Mystery Karolina Gliniecka "(Nie) mam się w co ubrać" stan bdb, 7,50 zł + kw.


Literatura piękna / wspomnienia:

Paulo Coelho "Życie" (zbiór cytatów)stan bdb, 5 zł + kw

Michał Witkowski "Margot" stan bdb, 7,50 zł + kw

Katarzyna Dowbor "Mężczyźni mojego życia" stan bdb, 7,50 zł + kw

Manuela Gretkowska "Miłość po polsku" stan bdb, 7,50 zł + kw

Małgorzata Kalicińska - najchętniej sprzedam jako zestaw (30 zł już z wysyłką!):

"Miłość nad rozlewiskiem" stan bdb, 5 zł + kw

"Powroty nad rozlewiskiem" stan bdb, 5 zł + kw

"Dom nad rozlewiskiem" stan bdb, 5 zł + kw

Artur Domosławski "Kapuściński Non-Fiction" - stan bardzo dobry, 10 zł + kw.
(Książka jest praktycznie nowa, nie czytana, przeleżała kilka lat na regale).


Zestaw dla fanów Haliny Poświatowskiej 
- 50 zł całość już z kosztami wysyłki :-)

Najchętniej wyślę wszystko razem w jednej paczce do jednej osoby, ale jeśli interesują Was poszczególne pozycje, to piszcie (poniżej podaję ceny za pojedyncze sztuki); jestem skłonna negocjować.

Izolda Kiec "Halina Poświatowska" - stan dobry, 7,50 zł + kw

Katarzyna Karaskiewicz "Halina Poświatowska w zwierciadle swej kobiecości" 
- stan dobry, 7,50 zł + kw; w książce były podkreślenia i notatki ołówkiem, 
wszystkie obecnie wymazane.

"Poezja" nr 2 z 1985 roku w całości poświęcony Poświatowskiej, stan db, 
5 zł + kw (zawiera podkreślenia i zaznaczenia w tekstach).

Halina Poświatowska "Właśnie kocham... / Indeed I love" 
(wydanie dwujęzyczne) - stan bdb, 15 zł + kw.

***

Jeśli interesuje Was jakiś tytuł, piszcie w komentarzu lub wyślijcie 
mi e-mail bezpośrednio na adres: justynafrymus@gmail.com. xoxo


Kate Hudson "Pretty Happy. Przepis na pokochanie siebie" + KONKURS!!!

Kate Hudson "Pretty Happy. Przepis na pokochanie siebie" + KONKURS!!!


Uwielbiam Kate Hudson zwłaszcza za rolę chorej na raka Marley w filmie pt. "Odrobina nieba" czy też za rolę byłej żony boskiego Matthew McConaughey'a w filmie "Nie wszystko złoto, co się świeci" (swoją drogą, oba filmy serdecznie Wam polecam!). Poza tym, kilka razy czytałam z aktorką wywiady w starych numerach "Instyle" i od razu wyczułam, że jest normalną, równą babką (tzw. dziewczyną z sąsiedztwa) a nie wielką gwiazdą z Hollywood z wysokim mniemaniem o sobie. W związku z tym, byłam ogromnie ciekawa jej książki pt. "Pretty Happy. Przepis na Pokochanie Siebie" (w oryginale "Pretty Happy. Healthy Ways to Love Your Body"), wydanej w Polsce przez Wydawnictwo Kobiece pod koniec lutego 2018 roku.


"Pretty Happy" to przepięknie wydany poradnik w twardej oprawie, z mnóstwem wielkoformatowych zdjęć ślicznej, uśmiechniętej i tryskającej energią Kate. W rezultacie, jest to kolorowa i niezwykle inspirująca pozycja (zarówno formą, jak i treścią zachęca do lektury). Hudson podzieliła swoją książkę na trzy części. Pierwsza część, zatytułowana "Jak stać się body smart?" jest teoretyczna i składa się z 2 rozdziałów. Ta część książki skupia się przede wszystkim na wsłuchiwaniu się w siebie oraz w potrzeby naszego organizmu. Druga część poradnika - "Cztery filary w praktyce" jest już bardziej praktyczna i zawiera aż 6 rozdziałów. W tej części znajdziemy między innymi sporo ankiet do wypełnienia, ale również praktyczne porady oraz ćwiczenia na temat naprawy własnych myśli, zdrowego odżywiania, ruchu (zwłaszcza na świeżym powietrzu), uważności i walki ze stresem, głębokiego oczyszczania organizmu, wdzięczności, upraszczania naszego życia jak również toksyn, których należy się pozbyć z naszego życia.  Trzecia część książki ("Życie zgodne z inteligencją twojego organizmu") jest najkrótsza; zawiera sporo osobistych przemyśleń aktorki, przegląd jej typowego tygodnia oraz kilka bonusów w postaci mantry motywacyjnej, listy zakupów żywieniowych, listy produktów zasadotwórczych i zakwaszających organizm, oraz planer dnia do wydrukowania.


Dla kogo jest ta książka? Zdecydowanie dla osób, które sięgają po poradniki i/lub interesują się zdrowym stylem życia, zdrowym odżywianiem, zagadnieniami samoświadomości, ajurwedą czy fitnessem. Ponadto, szczególnie polecam ją osobom, które pragną się zmienić i oczyścić swój organizm, przede wszystkim dla poprawy zdrowia i własnego samopoczucia. Moim zdaniem ta pozycja jest idealna na nadchodzącą wiosnę.

Moja opinia. "Pretty Happy" to zaskakująco dobry poradnik o tym, jak dbać o ciało naturalnie i holistycznie, jak zwiększać samoświadomość oraz żyć w zgodzie ze sobą. Powiem szczerze, że po przeczytaniu wcześniej kilku poradników o podobnej tematyce, jestem zaskoczona faktem, że z książki Hudson dowiedziałam się kilku nowych rzeczy. Między innymi, poznałam trzy dosze (tj. typy fizyczno-emocjonalno-umysłowe znane z ajurwedy): vata, pitta i kapha, zaś po wypełnieniu kwestionariusza odkryłam, że jestem typem pittaPonadto, książka wskazała mi, jakie objawy świadczą u mnie o zaburzeniu energii i co wówczas należy z tym fantem zrobić. Hudson w swej książce wspomina również o problemie tzw. dysmorfofobii, czyli negatywnego, zafałszowanego obrazu nas samych, który może mieć negatywny wpływ na naszą psychę i ciało. Co więcej, autorka udziela kilku rad i wskazówek, jak możemy naprawić własne myśli. Sporo uwagi poświęca medytacji, uważności oraz prowadzeniu tzw. zeszytu myśli, w którym odpowiadamy na pytania dotyczące naszych nawyków, naszego samopoczucia, diety itp. Według Kate Hudson, aby osiągnąć pełnię szczęścia i zdrowia, należy mieć nie tylko zadbane ciało, ale przede wszystkim zdrową i szczęśliwą duszę. Pod tym względem jestem skłonna porównać poradnik Hudson do "Pełni życia" Agnieszki Maciąg. Na pewno nie jest to Anna Lewandowska czy Ewa Chodakowska. Gotowych zestawów ćwiczeń oraz porad jak schudnąć w tej książce po prostu nie znajdziecie. 


Co mi się podobało:

  • piękne i solidne wydanie książki z dodatkiem ładnych zdjęć, ilustracji, motywujących cytatów, kwestionariuszy, list oraz planerów do wydrukowania
  • brak nudnej powtórki z lekcji anatomii (jak to miało miejsce w poradnikach Lewandowskiej czy Diaz)
  • holistyczne podejście do dbania o zdrowie i ciało
  • książka inspiruje do działania i wprowadzenia zmian (w trakcie lektury, od razu wzięłam się za ćwiczenia oraz zmiany w diecie)
  • książka to nie tylko sucha teoria, bowiem zawiera sporo ćwiczeń praktycznych -> mamy tu miejsca na notatki, kwestionariusze, planery itp.
  • podoba mi się to, że Hudson wspomina również o pozbyciu się z domu toksycznych środków czyszczących, odświeżaczy powietrza, pestycydów czy produktów do higieny osobistej oraz zachęca, by zastąpić je bezpiecznymi odpowiednikami (sama wyznaję i stosuję taką filozofię w życiu).

Co mi się nie podobało:

  • nie do końca przekonuje mnie idea hurtowych zakupów oraz gotowania w niedzielę (po pierwsze, teraz zakupy w niedzielę z wiadomych względów w naszym cudnym kraju odpadają, a poza tym szkoda mi jedynego wolnego dnia w tygodniu zmarnować przy garach)
  • w 2 czy 3 miejscach znajdziemy błędy merytoryczne, np. na liście zdrowego jedzenia (str. 121-122) białko jaja raz znajdziemy w sekcji "białko-nabiał", a za chwilę jest zakwalifikowane jako "warzywa strączkowe" - albo jest to chochlik drukarski, albo kwestia przekładu, sama nie wiem.

Moja ocena: 8/10.
Autor: Kate Hudson & Billie Fitzpatrick
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Oprawa: Twarda
Stron: 256
Premiera: 28.02.2018 r.


Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


PS. Jeśli też lubicie Kate i chcielibyście otrzymać egzemplarz "Pretty Happy", 
gorąco zachęcam Was do wzięcia udziału w konkursie na moim Instagramie!


 Szczegóły KLIK
Książkowo-filmowi ulubieńcy: styczeń - luty 2018

Książkowo-filmowi ulubieńcy: styczeń - luty 2018

Luty był dobrym miesiącem na czytanie i oglądanie filmów (miałam dwutygodniowe ferie), więc dzisiaj podzielę się z Wami książkami oraz filmami, które zachwyciły mnie w ostatnich 2 miesiącach zimy.


Książki

Ostatnio czytam dużo (po powrocie z pracy praktycznie nie mam już siły i ochoty robić nic innego). W styczniu i lutym przeczytałam 13 książek. Wśród nich znalazły się m.in. "Hygge. Duńska sztuka szczęścia" autorstwa Marie Tourell Soderberg, "Na fejsie z moim synem" Janusza L. Wiśniewskiego czy "Make Photography Easier" Kasi Tusk. Te książki mnie jednak bardzo rozczarowały, więc nie będę na ich temat pisać, w końcu to post o ulubieńcach. 

W styczniu najbardziej urzekła mnie powieść "Małe życie" Hanyi Yanagihary, wydana w 2016 roku przez Wydawnictwo W.A.B.. Jest to dosyć konkretne tomisko (ponad 800 stron!), które porusza takie zagadnienia jak przyjaźń, miłość, homoseksualizm, trauma, samookaleczanie się, samorealizacja, droga do kariery, spełnianie marzeń czy życie w Nowym Jorku (ten temat od lat fascynuje mnie zarówno w książkach, jak i w filmach). "Małe życie" to dość szczegółowo opisana historia wcale nie tak małego w moim odczuciu życia Jude'a, który zmaga się nie tylko z kalectwem, ale i z paskudną tajemnicą z okresu dojrzewania oraz mimo wszystko próbuje wyjść z mroku i odnaleźć szczęście i spełnienie. Do ostatnich chwil ciężko było mi się oderwać od tej książki, kilka razy również zdarzyło mi się w trakcie lektury popłakać. Myślę, że każdy powinien tę powieść przeczytać i... przeżyć po swojemu. Na pewno nie odłożycie jej na półkę obojętni!


Jako że mój egzemplarz miałam z biblioteki, zdjęcie okładki "pożyczam" ze strony znak.com.pl:



"Lokatorka" JP Delaney to z kolei thriller psychologiczny, w całkowicie innym klimacie niż powieść Yanagihary. Mieszkanie przy Folgate Street 1 w Londynie jest bardzo nowoczesne, minimalistyczne i wymagające od lokatorek bardzo rygorystycznego przestrzegania panujących w nim zasad. Obie lokatorki (tj. poprzednia, Emma oraz obecna, Jane) łączy wiele wspólnego: wyglądają podobnie, chcą zacząć nowy etap w życiu i obie zostały wybrane przez właściciela zarówno na lokatorki, jak i kochanki. Jak można się domyślić, w książce jest morderstwo, jest romans, są dylematy do rozstrzygnięcia oraz chęć rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Książka wciąga, lekko i szybko się czyta, zakończenie zaskakuje, ale jednocześnie pozostawia lekki niedosyt. Jeśli lubicie thrillery psychologiczne, serdecznie Wam tę książkę polecam.



Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o plannerze pt. "Bullet Book. Bądź pięknie zorganizowana" wydawnictwa Insignis. Planner otrzymałam w prezencie od Marioli, i jestem z niego bardzo zadowolona. Mogę w nim zapisywać nie tylko plany i zadania na kolejne miesiące roku, ale również monitorować wydatki czy też planować drobne remonty w domu, zmiany w szafie, treningi itd. Prosty design, sporo miejsca na zapiski oraz możliwość kreatywnej pracy nad własnym rozwojem sprawia, że z przyjemnością go używam do realizacji celów krótko- czy długoterminowych. Mam nadzieję, że do końca 2018 roku będzie mi dobrze służył.


                                                              Źródło


Filmy

A gdy wracając z pracy jestem tak zmęczona, że nie mam siły na czytanie książek, odpalam sobie Showmax i oglądam filmy. Ostatnio postawiłam głównie na polskie produkcje, wśród których zachwyciły mnie trzy filmy. Pierwszy z nich to komediodramat pt. "Dziewczyna z szafy" (2012) w reżyserii Bodo Koxa, który opowiada o autyzmie (w roli autystycznego Tomka wystąpił przegenialny Wojciech Mecwaldowski), miłości (również braterskiej) oraz o radzeniu sobie z problemami i wyobcowaniem poprzez stworzenie własnego zmyślonego świata pełnego odjechanych wizji i niecodziennych rytuałów. Film jest wzruszający, ale i momentami zabawny (ukazuje problem autyzmu oraz ograniczenia z nim związane z przymrużeniem oka). Oprócz ciekawej fabuły, w tej produkcji podobały mi się również nieco surrealistyczne zdjęcia oraz Piotr Głowacki w roli brata. Dla mnie mistrzostwo - musicie sami zobaczyć!



Kolejny polski film, który bardzo spodobał mi się w minionym miesiącu to "Yuma" - komedia z 2013 roku, opowiadająca o latach po upadku PRL'u. Główny bohater, Zyga (Jakub Gierszał) próbuje wyrwać się z biedy i pod wpływem swej ekscentrycznej ciotki-burdelmamy (jedna z lepszych ról Katarzyny Figury!) regularnie wyjeżdża do Niemiec na "transfer dóbr deficytowych", czyli tzw. jumę (kto nie wie, o co chodzi, spieszę wyjaśnić, iż Zyga wraz z kolegami po prostu przywozili do Polski luksusowe towary pochodzące z kradzieży). Sytuacja staje się z czasem coraz bardziej ryzykowna, więc akcja szybko nabiera rozpędu i sporo się dzieje. Film dość wiernie ukazuje lata 80. i 90. w Polsce, więc choćby z tego względu warto go zobaczyć. Poza tym, rola Gierszała, Figury czy Tomasza Kota z pewnością Was zaskoczy. Polecam!



I wreszcie trzeci polski film, który mnie poruszył do głębi - "Chce się żyć" z 2013 roku w reżyserii Macieja Pieprzycy. Jest to piękna historia chorego na porażenie mózgowe Mateusza, który walczy o godne życie i normalność, jednocześnie udowadniając, że wbrew opiniom lekarzy, wcale nie jest pozbawioną rozumu i uczuć rośliną. Podobnie jak w przypadku Mecwaldowskiego w "Dziewczynie z Szafy", mamy tu do czynienia z wielkim talentem i rewelacyjną grą aktorską Dawida Ogrodnika. Poza tym, seans dostarczy Wam niesamowitych emocji i wzruszeń; przez moment zastanowicie się nad sensem egzystencji oraz docenicie to, co macie. Jeśli moje słowa jeszcze Was nie przekonały, koniecznie obejrzyjcie zwiastun. Dla mnie jest to jeden z najbardziej genialnych polskich filmów.


A jakie filmy i książki Was ostatnio zachwyciły? 

PS. Jeśli macie konta na portalu lubimyczytac.pl, śmiało 
dodawajcie mnie do znajomych - uwielbiam
podglądać, co czytają i rekomendują inni czytelnicy! xo

Kosmetyczni ulubieńcy: styczeń-luty 2018

Kosmetyczni ulubieńcy: styczeń-luty 2018

Właśnie rozpoczął się trzeci miesiąc 2018 roku, a ja wciąż nie potrafię znaleźć odpowiedniej ilości czasu na blogowanie. Na swoje usprawiedliwienie mogę Wam jedynie powiedzieć, że w tym roku szkolnym mam bardzo dużo pracy i stąd tak mało mnie jest w blogosferze oraz w social mediach. Bardzo chciałabym pisać więcej oraz regularnie to wszystko ogarniać, jednak wiecie jak to w życiu bywa... chcesz zarabiać pieniądze, to musisz pracować, nic nie przyjdzie za darmo, a w związku z powyższym z czegoś trzeba zrezygnować lub robić to rzadziej. Mimo wszystko mam nadzieję, że od wiosny uda mi się poprawić swoje wyniki (tym bardziej, że w kwietniu jadę na konferencję Meet Beauty!) i być z Wami częściej. Blogowanie to wciąż moja pasja i jednocześnie odskocznia, więc nie chciałabym całkowicie tego zaniedbać i przestać publikować. Tak czy inaczej, oto wracam z ulubieńcami minionych 2 miesięcy. W dzisiejszym poście pokażę Wam ulubione kosmetyki, natomiast w kolejnym wpisie będzie nieco bardziej kulturalnie (opowiem Wam, jakie książki i filmy skradły moje serce w pierwszych 2 miesiącach 2018 roku).


Ulubione kosmetyki: styczeń-luty 2018

Jeśli chodzi o kosmetycznych ulubieńców, to w dalszym ciągu króluje u mnie naturalna pielęgnacja. W styczniu oraz lutym ogromnie polubiłam (i zużyłam do cna!) dwa produkty marki Organic Shop. Pierwszy z nich to maska do włosów z awokado, którą pokochałam przede wszystkim za budyniowy zapach i konsystencję. Jest to ekspresowa (tj.3-minutowa) maska regenerująca, która kosztuje niecałe 10 złotych, ma świetny, naturalny skład i bardzo dobrze nawilża oraz odżywia włosy. Niestety, nie ułatwia rozczesywania moich niesfornych kosmyków i ma trochę kiepskie zamykanie, ale mimo to bardzo ją polubiłam i z całego serca polecam Wam ją wypróbować. 



Poza tym zakochałam się w peelingu do ciała o zapachu miodu z cynamonem, który nie tylko bosko pachnie, ale też rewelacyjnie złuszcza martwy naskórek oraz delikatnie natłuszcza skórę całego ciała. Peeling, podobnie jak maska, ma naturalny skład oraz bardzo przystępną cenę (ok. 7-10 zł). Wersję miodową kupiłam w drogerii Hebe, natomiast aktualnie jestem w trakcie testowania wersji z mango, którą znalazłam w Biedronce. Generalnie, jestem wielką fanką kosmetyków tej marki i jakiś czas temu rzuciłam się na produkty promocyjne w dyskoncie jak szczerbaty na suchary. Właśnie zaczęłam używac również żel pod prysznic oraz szampon. Oczywiście, za jakiś czas dam znać, jak się sprawdzą.



Ponadto, ostatnio w mojej łazience królowało Mydło w płynie Werbena popularnej polskiej firmy Yope. Mydło ma żelową konsystencję, przepięknie i świeżo pachnie werbeną, a do tego nie zawiera SLS. Po zużyciu pełnowymiarowego opakowania z pompką dokupiłam uzupełniacz (tzw. Refill Pack), również o pojemności 500 ml. Niebawem chciałabym jednak wypróbować również inne zapachy tych mydeł, więc dajcie mi koniecznie znać, które są godne uwagi! Nie wyobrażam już sobie wracać do tradycyjnych mydeł w płynie, zamierzam używać tylko tych naturalnych. 


W zasadzie to by było na tyle kosmetycznych odkryć początku 2018 roku. Jeśli chodzi o pielęgnację twarzy czy kolorówkę, wciąż używałam kosmetyków polubionych jeszcze w 2017 roku lub wzięłam na tapetę próbki i miniaturki z kalendarzy adwentowych Douglas i Yves Rocher. Niestety, nie odkryłam tam żadnego produktu, który by mnie totalnie zauroczył, ale mam nadzieję, że w marcu będzie pod tym względem znacznie ciekawiej. A jakie kosmetyki skradły Wasze serca w ostatnich miesiącach? Podzielcie się Waszymi ulubieńcami w komentarzach! Ściskam Was mocno, xo


Kosmetyczne porządki, czyli DENKO Styczeń-luty 2018 Part II

Kosmetyczne porządki, czyli DENKO Styczeń-luty 2018 Part II

Hej, dzisiaj zapraszam na drugą część porządków, w której podsumuję zużyte produkty do włosów oraz ciała. W większości są to produkty naturalne, gdyż drogeryjnych już od dłuższego czasu nie kupuję (i nie zamierzam!).


WŁOSY

Sylveco, Lniana maska do włosów (150 ml) - to było moje drugie opakowanie. Ta maska ma cudowny, naturalny skład oraz działanie, ale by nie przeciążała moich włosów, zawsze stosuję ją przed myciem włosów. Pisałam o niej kiedyś tutaj.

Organic Shop, Miodowe awokado - ekspresowa regenerująca maska do włosów (250 ml) - maska niedroga (ok. 7zł), ma fajną konsystencję oraz zapach budyniu, a do tego naturalny skład. Co prawda w ekspresowe, 3-minutowe maski za bardzo nie wierzę, ale ta dosyć fajnie nawilżała włosy i sprawiała, że ładnie wyglądały i były podatne na stylizację. Szkoda tylko, że nie ułatwia rozczesywania (a mam z tym spory problem). Polecam wypróbować, choć ja sama raczej nie będę już do niej wracać (chcę wypróbować inne warianty tej marki, zwłaszcza maskę z figą).

Yves Rocher, Szampon odbudowujący z olejkiem jojoba (300 ml) - lubię zapach oraz działanie całej tej serii. Włosy po tym szamponie (+ odżywce i olejku, które nadal mam w użyciu) są fantastyczne w dotyku i genialnie się układają. Myślę, że za jakiś czas powrócę do tego szamponu, na razie jednak używam bananowego z The Body Shop.


CIAŁO

Yves Rocher, mini krem do rąk (30 ml) + Beaute des Pieds, krem intensywnie odżywiający do suchych stóp 30 ml) - od dłuższego czasu chciałam wypróbować oba kremy, ale niestety bardzo mnie zawiodły. Mam suche dłonie oraz bardzo suche stopy, ale po tych kremach zamiast oczekiwanego nawilżenia miałam wrażenie, że problem się nasilał. Nie polecam i na pewno nie kupię pełnowymiarowych wersji. 

Yope, Mydło w płynie Werbena - Refill (500 ml) - po zużyciu całej butli kupiłam refill, choć kosztował więcej niż całe opakowanie z pompką (15 zł vs 12 zł). Mydło pachnie bardzo ładnie, świeżo i cytrusowo, jest delikatne, nie zawiera SLS. Na pewno będę próbować jeszcze innych wariantów, choć uważam, że mydło OnlyBio jest od tego jeszcze lepsze (niestety, jest droższe i nie mam do niego dostępu stacjonarnie).

Organic Shop, Miodowy Cynamon - peeling do ciała (250 ml) - najlepszy peeling do ciała, jaki kiedykolwiek miałam (może poza solnym odchudzającym Bania Agafii). Cudownie pachnie, fajnie zdziera martwy naskórek, a przy tym nawilża i lekko natłuszcza skórę (nie trzeba już po nim używać balsamu do ciała!). Kosztuje mniej niż 10 zł i ma naturalny skład, więc dla mnie to ideał. Jedynym minusem jest zamykanie produktu, ale za tak niską cenę jestem w stanie przymknąć na to oko. Koniecznie wypróbujcie!

Farmona, Herbal Care, Ultradelikatny żel do higieny intymnej z czystkiem (330 ml) - miałam kupić inny, naturalny żel do higieny tzw. okolic bikini, ale ten był akurat na promocji w hebe za jakieś 6 czy 7 zł. Bardzo dobry i delikatny produkt, a do tego ma fajny skład, więc będę do niego wracać.

Kneipp, Pielęgnujący żel pod prysznic Nawilżająca Świeżość (200 ml) - żel miałam z Joybox'a. Bardzo fajny produkt do mycia ciała - poręczna buteleczka, żel pięknie pachniał aloesem*, dobrze mył i nie przesuszał mojej suchej skóry. Daję mu jednak mały minus za kilka baboków w składzie - zdecydowanie wolę produkty bez SLeS czy PEG'ów. 

*Gdy wyczytałam na wizażu, że ten żel pachnie pomidorami z krzaczka, omal nie spadłam z krzesła. Jestem wrażliwa na zapachy i doskonale znam zapach pomidorów z krzaczka (mamy własne w sezonie letnim), ale to na pewno nie to. Zapach jest świeży i lekki, no chyba że ta starsza wersja produktu pachniała nieco inaczej? Wiem, że miała też inny skład, więc kto wie... 

To już wszystkie moje zużycia z pierwszych dwóch miesięcy 2018 roku. Dajcie znać, czy znacie jakieś produkty oraz czy chcecie, bym dalej bawiła się w zbieranie śmieci - mnie to już trochę denerwuje, ale wiem, że zawsze tego typu posty były chętnie czytane. xo


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger