BLOGMAS 2017 #6: Zimowa pielęgnacja twarzy

Dawno już nie robiłam wpisów zbiorowych dotyczących mojej pielęgnacji skóry, a ostatni jesienno-zimowy post z tej serii ukazał się dwa lata temu. Zima w tym roku jest co prawda łagodna dla mojej cery, ale niestety daje w kość, jeśli chodzi o infekcje górnych dróg oddechowych. Pisząc dzisiejszy tekst, nadal zmagam się z przeziębieniem i zapaleniem gardła, a od prawie tygodnia nie wychodzę z domu. Aby już do reszty nie zwariować i nie zdziczeć, postanowiłam wreszcie się do Was odezwać i opowiedzieć Wam co nieco o tym, jak dbam zimą o skórę.


CODZIENNIE

Oczyszczanie wieloetapowe. Moją codzienną rutynkę pielęgnacyjną zaczynam oczywiście od oczyszczania skóry. Najpierw wykonuję demakijaż oczu oraz wstępny demakijaż twarzy za pomocą płynu micelarnego (rano zazwyczaj poprzestaję właśnie na przemyciu twarzy płynem micelarnym). Ostatnio zużyłam Lipowy płyn micelarny Sylveco, ale nie zachwycił mnie aż tak, jak niebieski nawilżający z Vianka. Aktualnie zaczynam testować Wzmacniający Płyn Micelarny Tonik 2w1 mojej ukochanej marki Vianek, która jak dotąd lepiej się u mnie sprawdza od matczynej marki Sylveco. Kolejnym etapem demakijażu jest u mnie naturalny olejek Biolove Cleansing Oil do skóry normalnej i mieszanej, który następnie zmywam pianką lub żelem do oczyszczania twarzy. Niedawno wykończyłam rewelacyjną piankę koreańskiej firmy Holika Holika (recenzja już niedługo!), natomiast kilka dni temu zaczęłam stosować krem do demakijażu Douglas Essential Foaming Cream-Gel Cleanser, który pozostawia skórę tak czystą, że aż "skrzypi". Żel lub piankę rozprowadzam na buzi za pomocą moich ulubionych gąbek Konjac od Yasumi (jestem im wierna od lat), a w tym sezonie sięgnęłam po wersję z likopenem. Gąbka jest rewelacyjna, ale była tak wielka, że musiałam ją rozciąć na pół (przez co starcza mi na pół roku zamiast na zaledwie 3 miesiące -> i wilk syty, i owieczka cała ;).


Esencja, serum, krem. Gdy czuję, że moja buzia jest doskonale czysta, na twarz aplikuję odrobinę toniku bądź esencji. Jesienią zakochałam się w Nawilżającym toniku-mgiełce marki Vianek i za niedługo planuję do niego wrócić (lub wypróbować wersję łagodzącą), natomiast aktualnie mam w użyciu całkiem fajny produkt marki Bielenda - jest to Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy z filtratem drożdżowym. Ten kosmetyk bardzo dobrze spisuje się na mojej mieszanej cerze: fajnie doczyszcza, tonizuje, koi oraz nawilża skórę, a do tego przyjemnie pachnie (mimo iż czuć trochę te drożdże). Po esencji smaruję buzię cienką warstwą Rozjaśniającego Serum na Przebarwienia marki APIS Natural Cosmetics, a następnie krem pod oczy i krem na dzień lub na noc. Ostatnio testowałam nowy krem przeciwzmarszczkowy do twarzy, ale kompletnie się u mnie nie sprawdził, więc wróciłam do resztek (niestety są już na wykończeniu) rewelacyjnych, naturalnych kremów polskiej marki BeautyOil. Tak jak pisałam w recenzji, są to najlepsze kremy do twarzy, jakich kiedykolwiek używałam i z całego serca polecam Wam je wypróbować. Nigdy nie zapominam też o pielęgnacji ust - zwłaszcza zimą regularnie używam pomadki ochronnej na bazie masła shea (aktualnie jest to sztyft Yves Rocher z serii Karite). Muszę Wam powiedzieć, że moja skóra nigdy nie była bardziej szczęśliwa i nie wyglądała lepiej niż teraz - ta aktualna dieta po prostu wyjątkowo jej służy.


1-2 RAZY W TYGODNIU

Peeling + maseczka. Jak zapewne już wiecie, jestem psychofanką złuszczania martwego naskórka, więc obowiązkowo minimum raz w tygodniu wykonuję peeling twarzy. W tym roku testuję Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym z serii Dermiss Farmona, który jest całkiem fajny, ale trochę przeszkadza mi jego octowy zapach. Po peelingu coś, co elfiki, tygryski i inne boskie stworzenia kochają najbardziej, czyli maseczka. Najchętniej sięgam po naturalne maski do twarzy (również te w płacie), a od kilku lat jestem ogromną fanką maseczek w saszetkach Bania Agafii (aktualnie mam odmładzającą na mleku łosia oraz moją ulubioną, maskę-lifting tonizującą). Jeśli chodzi o koreańskie maski, to szukam takich, które mają jak najlepsze i możliwie najbardziej naturalne składy. Na razie najbardziej polubiłam Missha Pure Source Cell Sheet Mango, a na dniach będę testować również naturalną maskę w płacie Klairs Rich Moist Soothing Mask z kwasem hialuronowym i bogactwem roślinnych ekstraktów. Anetka z bloga CosmetiCosmos bardzo ją chwaliła, więc mam nadzieję, że i ja będę z niej zadowolona.


CO 2 TYGODNIE

Mezoterapia. Ogromnie wierzę w działanie mezoterapii mikroigłowej i od ponad pół roku robię sobie zabiegi w domu* za pomocą Yasumi Titanium Derma Roller. Na początek używałam najmniejszych igieł (o długości 0,25 mm) i mimo lekkiego dyskomfortu związanego ze szczypaniem, już po kilku sesjach zauważyłam znaczną poprawę napięcia oraz kolorytu skóry. 

*Spokojnie, chodziłam do szkoły kosmetycznej, więc zabiegi wykonuję prawidłowo i mojej skórze nie dzieje się żadna krzywda! ;)


Na dniach zamierzam przejść na następny level terapii mikroigłowej - tym razem zamówiłam rolkę z igłami o długości 0,5 mm oraz pakiet ampułek Yasumi (z witaminą C, kolagenem oraz kwasem hialuronowym), które mają również wygładzać pierwsze zmarszczki. W podobne działanie kremów do twarzy nie wierzę, natomiast w działanie tego magicznego urządzenia w tandemie ze specjalistycznymi kuracjami jak najbardziej. 

I tak w zasadzie wygląda moje dbanie o cerę zimą. Dajcie znać, jak to jest u Was i czy znacie któryś w przedstawionych przeze mnie produktów. Niebawem mam w planach również podobne wpisy dotyczące  pielęgnacji ciała i włosów. Na razie powiem Wam tylko tyle, że będzie bardzo... naturalnie ;) xo


Wpis powstał w ramach weekendowego cyklu blogowego dotyczącego Świąt. 
Koniecznie zajrzyjcie też na blogi pozostałych, fantastycznych dziewczyn:





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy konstruktywny komentarz. Dodaje mi to energii i motywuje do dalszego pisania :)

- Justyna F (Elfie)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger