Wielki powrót Joybox'a - JOYBOX THE LOOK

Wielki powrót Joybox'a - JOYBOX THE LOOK

Od jakiegoś czasu Joybox niezbyt dobrze sobie radził na rynku; poprzednie edycje były słabe, firma miała sporo reklamacji i problemów, dlatego nie wiadomo było do końca, czy jeszcze wróci oraz ewentualnie z jakim skutkiem. Przyznam szczerze, że trochę zasmuciła mnie ta sytuacja, gdyż Joybox to od kilku lat mój ulubiony beautybox. Zazwyczaj inne subskrypcyjne pudełka-niespodzianki były dla mnie wielkim rozczarowaniem, więc widząc ciekawą dla mnie zawartość, od czasu do czasu zamawiałam właśnie Joybox. W październiku Joybox wrócił na rynek z nowym pudełkiem - tym razem jest to edycja The Look, w której znajdziemy zarówno produkty do włosów, twarzy, ciała, jak i zębów (!). Wszystko to ma nam pomóc "stworzyć wyjątkowy look" oraz zadbać o siebie kompleksowo jesienią.


Zacznijmy prezentację od podstawy boxa - w każdym pudełku z tej edycji znajdziemy 4 kosmetyki, szczoteczki do zębów oraz kupon rabatowy -20% do sklepu Lush Botanicals:


Avène Cleanance (100ml) - Żel oczyszczający do twarzy i ciała z woda termalna Avène, który ma koić i łagodzić skórę, pozostawiając ją czystą i odświeżoną. Przeznaczony do skóry tłustej z niedoskonałościami. Użyłam go na razie raz i mogę Wam powiedzieć, że jest przyjemny w użyciu - ma ładny zapach, a w połączeniu z wodą tworzy delikatnie oczyszczającą piankę. Cena produktu pełnowymiarowego (tj. 200 ml) w aptekach to ok. 35 zł. Tu mamy miniaturę - egzemplarz nie do sprzedaży. 😒 


L'biotica - Maseczka Biovax Glamour Diamond (125ml) - 15-minutowa maska z pyłem diamentowym i kompleksem minerałów, która ma wzmacniać, regenerować i dodawać energii włosom. Jestem jej bardzo, bardzo, ale to bardzo ciekawa! Chyba już w tym tygodniu ją wypróbuję, mimo iż mam już otwarte dwie naturalne maski w łazience. Cena: 18 zł.
Pielęgnujący żel pod prysznic Nawilżająca świeżość Kneipp (200 ml) z aloesem i masłem shea. Lubię produkty do kąpieli (olejki i płyny) tej marki, więc mam nieodpartą ochotę, by od razu wskoczyć pod prysznic i go wypróbować. Pachnie bardzo przyjemnie (delikatnie jak na Kneipp'a) i ma fajną, kremowo-żelową konsystencję. Cena: 10 zł.

Vianek Wzmacniający tonik i płyn micelarny 2w1 (200ml). Mamy tu m.in. ekstrakt z kwiatów czarnego bzu, rutynę i witaminę C, które działają wzmacniająco na naczynka. Ja co prawda nie mam z tym problemu, niemniej zarówno tego płynu, jak i całej serii jestem ogromnie ciekawa. Cena: ok. 17 zł.

*Niedawno pisałam o 2 rewelacyjnych kosmetykach do pielęgnacji twarzy z serii niebieskiej Vianka, więc odsyłam do RECENZJI - <<CUDA VIANKI!>>
Dentek Szczoteczki Easy Brush ISO 0 (16 szt). Pierwszy raz mam do czynienia z takim gadżetem. Jak informuje Joybox na swojej stronie, są to "delikatne szczoteczki do bardzo wąskich przestrzeni międzyzębowych. Pozwalają na głębokie oczyszczenie także przy aparatach ortodontycznych. Usuwają osad nazębny oraz posiadają optymalną zawartość fluoru i odświeżającej mięty. Wyposażone są w antypoślizgowy uchwyt oraz elastyczną szczoteczkę." Lubię dbać nie tylko o cerę, ale także o higienę jamy ustnej, więc z ciekawością przetestuję. Cena: 20 zł w drogeriach Rossmann.


Dodatkowo, w podstawie pudełka znajduje się kupon rabatowy uprawniający do zniżki -20% na wszystkie kosmetyki marki Lush Botanicals. Kupon jest ważny przez 6 miesięcy (do 15 maja 2018) i można go wykorzystać również w sklepie online. Ja raczej nie skorzystam - po pierwsze, te kosmetyki są dla mnie o wiele za drogie, a poza tym nie lubię trzymać kremów w lodówce. 

Następnie produkt z I kategorii do wyboru - Bell HYPOoallergenic BB Mousse Makeup (13 g) w kolorze 01. Jest to hypoalergiczny, wielozadaniowy podkład w musie; ma on jednocześnie kryć niedoskonałości, rozświetlać i matować. Dla mnie brzmi trochę jak obietnica na wyrost, ale pożyjemy, zobaczymy. Mam już w swojej toaletce kilka kosmetyków kolorowych firmy Bell (m.in. puder, róż i rozświetlacz) i jak dotąd przeważnie byłam zadowolona. Martwi mnie tylko kolor - na pierwszy rzut oka wydaje mi się jednak trochę za ciemny. Cena: ok. 23 zł. 


Kolejnym produktem wybranym przeze mnie jest świeczka, a w zasadzie sampler Yankee Candle o zapachu Vanilla Lime, z dołączonym z kieliszkiem. Moje pierwsze wrażenie jest pozytywne - zapach jest niezwykle rześki i niebanalny; mamy tu połączenie wanilii, cukru trzcinowego oraz limonki. Cena: 11 zł.


Ostatnim produktem, który wybrałam, jest Podkład 240re Perfect (30 ml) od Deborah Milano w odcieniu 0 Fair Vanilla. Podkład ma fajny, jasny odcień (nareszcie coś dla bladolicych!), aksamitną formułę i ma być wyjątkowo trwały oraz hipoalergiczny. Zobaczymy, czy obietnice producenta zostaną spełnione... jak na razie, zapowiada się naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Cena w różnych sklepach internetowych waha się w granicach 40-60 zł. 


Koszt pudełka to 49 zł, wliczając koszt transportu (kurier DPD). Czy było warto? Moim zdaniem, zawartość jest na tyle ciekawa i urozmaicona, że pudełko naprawdę się opłaca. Mamy tu kilka moich ulubionych marek (jak np. Vianek, Kneipp, Bell czy Yankee Candle) oraz kilka produktów, których jestem ogromnie ciekawa - mam tu na myśli przede wszystkim podkład Deborah Milano, który zapowiada się zacnie, maskę do włosów Biovax, jak również dermopielęgnację z wodą termalną Avene i te intrygujące szczoteczki do zębów Easy Brush. Niestety bądź stety, gdy zamawiałam pudełko, nie było już w puli żadnej maseczki marki Buna. Ja co prawda miałam już w domu wcześniej maskę oczyszczającą z drożdżami i glinką tej marki, więc widocznie tak miało być. Po przeliczeniu wartości wszystkich produktów w moim pudełku wyszło mi ok. 150 zł, więc oszczędność jest spora. Poza tym, sam design pudełka bardzo mi się podoba - jest i elegancko i zabawnie. Jedynym minusem był zdecydowanie zbyt długi czas oczekiwania; pudełko zamówiłam dzień po premierze (tj. w czwartek 19 października), natomiast dotarło do mnie dopiero po 11 dniach (czyli we wtorek 30.10). Pierwszy raz musiałam tyle czekać na swojego Joyboxa, ale najważniejsze, że jest i że powrócił w wielkim stylu. xo

Mandarynka z przyprawami, czyli YVES ROCHER Clementine & Epices

Mandarynka z przyprawami, czyli YVES ROCHER Clementine & Epices

Bardzo lubię zarówno świece zapachowe, jak i markę Yves Rocher, więc gdy tylko zobaczyłam mandarynkową świecę aromatyczną w sklepie YR online, od razu wiedziałam, że trafi do mojego koszyka. Już jako nastolatka w liceum kupowałam perfumy tej marki i pamiętam, że ich zapachy były niesamowicie intensywne i piękne. Czy świeca tej firmy wywarła na mnie równie pozytywne wrażenie? Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam na recenzję.


Świeca Zapachowa Aromatyczna Mandarynka (Clementine & Epices) 70g pochodzi z edycji limitowanej i kosztuje 22,90 PLN. Jak informuje producent, jest to mieszanka aromatów owocowych i korzennych przypraw, wprost idealna na Święta. Clementine & Epices znajduje się w niedużym białym kieliszku, który był dodatkowo zapakowany w kartonowe pudełeczko. Szata graficzna jest bardzo prosta i oszczędna, ale jak już pewnie zdążyliście zauważyć, takie eleganckie, minimalistyczne połączenie bieli ze złotem w  100% trafia w moje gusta. Na kartoniku większość informacji jest w języku francuskim, natomiast polska etykietka w głównej mierze informuje nas o zalecanych środkach ostrożności (m.in. o tym, by nie palić świeczki bez nadzoru oraz aby wietrzyć pomieszczenie po zakończeniu użytkowania świecy).



Świeczka pięknie i mocno pachnie już "na sucho", natomiast po odpaleniu owocowe nuty mandarynek przepięknie unoszą się w pomieszczeniu, stopniowo łącząc się ze słodkim kakao i korzennymi przyprawami (mam wrażenie, że wśród przypraw znalazły się tu przede wszystkim wanilia i goździki). Wbrew moim początkowym obawom, te mocniejsze, korzenne nuty nie dominują cytrusowo-słodkiej klementynki, tylko idealnie ją "doprawiają" i uszlachetniają. Całość jest moim zdaniem bardzo trafnie skomponowana i wyważona - nie jest to kompozycja ani zbyt lekka, ani jednocześnie zbyt ciężka (co istotne, nie dusi, nie przytłacza, nie powoduje bólu głowy). Propozycja idealna na wietrzne, jesienne dni lub też na Święta Bożego Narodzenia, oczywiście raczej dla amatorów słodkich zapachów


Przyznam szczerze, że nie miałam zbyt wielkich oczekiwań co do tego produktu (wzięłam chyba bardziej z ciekawości), jednak jestem bardzo pozytywnie zaskoczona zarówno wyglądem, jakością, jak i zapachem Aromatycznej Mandarynki. Jakby nie było, Yves Rocher to nie tylko producent kosmetyków, ale również świetnych i mocnych wód perfumowanych, kolońskich i toaletowych, także ja jestem zdecydowanie na tak i mam nadzieję wkrótce zobaczyć więcej wariantów zapachowych w ich ofercie, nie tylko od święta. Na koniec dodam tylko, że mimo sporej ceny przy tak małym rozmiarze, świeczka jest dosyć wydajna - zapach jest na tyle intensywny, że można go oszczędnie dawkować - w moim przypadku umilał mi większość październikowych wieczorów. Ponadto, bardzo ładnie i równomiernie się wypala (nie tuneluje i nie dymi). Jedynym jej minusem jest niestety to, że jest "limitowana" - w pewnym momencie się skończy, a ja bym chciała więcej, więcej, i jeszcze więcej... xo

Otwarcie Perfumerii Douglas w CH Wroclavia

Otwarcie Perfumerii Douglas w CH Wroclavia

Tydzień temu, tj. w środę 18 października 2017, miałam ogromny zaszczyt uczestniczyć w uroczystym otwarciu Perfumerii Douglas w nowej galerii Wroclavia. Do Wrocławia, jednego z moich ulubionych miast, udałam się samochodem wraz z moją dobrą przyjaciółką Ewą, która umilała mi całą drogę oraz czas spędzony w nowo otwartym centrum handlowym... 


Uroczyste otwarcie Douglas'a rozpoczęło się na scenie głównej o godzinie 18. Wraz z innymi blogerkami zasiadłyśmy pod sceną, sącząc szampana, i wysłuchałyśmy przeglądu trendów makijażowych na sezon jesień/zima w wykonaniu Pani Magdaleny Bystrzyckiej - głównej wizażystki i szkoleniowca Douglas. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że z aktualnymi trendami jestem niestety trochę na bakier. Na szczęście, Pani Magda rozjaśniła mi nieco w głowie i już wiem, że w tym sezonie królować będzie tzw. zadbany minimalizm, nieperfekcyjne usta czy też mocne kolory (numerem jeden jest Tawny port, czyli kolor wywodzący się z czerwieni rubinowej). 


*Zdjęcia: Douglas.

Po prezentacji trendów w modzie i makijażu, udaliśmy się do perfumerii, gdzie z kolei Pani Monika Mantewka, główny ekspert ds. pielęgnacji Douglas, opowiedziała nam co nieco o dokładnym oczyszczaniu i pielęgnacji cery. Jak zapewne wiecie, temat pielęgnacji jest mi bardzo bliski, w związku z tym jestem zwolenniczką oczyszczania wieloetapowego (najpierw przemywam twarz i oczy płynem micelarnym, a następnie stosuję olejek do demakijażu oraz piankę lub żel myjący do twarzy, po czym tonizuję skórę i nakładam pozostałe kosmetyki pielęgnacyjne). Wszystko, o czym mówiła Pani Monika, było zatem niezwykle bliskie memu sercu. Co więcej, zgadzam się ze stwierdzeniem, że po użyciu samego płynu micelarnego jesteśmy zwyczajnie niedomyte. Przy okazji prelekcji pielęgnacyjnej, miałam okazję pooglądać kosmetyki do demakijażu marki Douglas i już wiem, że prędzej czy później będę chciała się zapoznać z linią Douglas Naturals - mają naprawdę fantastyczne składy! 

*Zdjęcie z telefonu Ewy.



Następnie wizażystki Douglas wykonały konturowanie twarzy i makijaż zgodny z obecnymi trendami na jednej z ochotniczek, natomiast my-blogerki mogłyśmy skosztować przepysznych truskawek oraz "pobawić się" kilkoma kosmetykami kolorowymi marki Douglas. Muszę przyznać, że paleta do konturowania wywarła na mnie ogromne wrażenie.  




Po części warsztatowej przyszedł czas na wspólne zdjęcie pamiątkowe, nasze metamorfozy (szybkie, tj. 15-minutowe makijaże oraz fryzury), a następnie sesja okładkowa dla chętnych. Ja skorzystałam z makijażu i byłam z niego niesamowicie zadowolona. Pani wizażystka, która wykonała mój makijaż jest nie tylko bardzo kompetentną i sympatyczną osobą, ale także potrafi świetnie dopasować kolory kosmetyków do potrzeb klienta. Żałuję tylko, że nie zrobiłam make-up'u przed oficjalnym otwarciem oraz przed zdjęciami - w tym dniu byłam naprawde zmęczona po pracy i niewyspana, co niestety widać na załączonych zdjęciach. 

                                                                     *Zdjęcie z telefonu Ewy.



*Zdjęcie z telefonu Ewy.

Było to fantastyczne wydarzenie, łączące warsztaty pielęgnacyjno-makijażowe, metamorfozy, sesję fotograficzną, poznanie nowości kosmetycznych marki Douglas, jak również spotkanie z moimi dobrymi koleżankami z blogosfery, z zwłaszcza z Dorotką, Agnieszką, Magdą i Roksaną. Bardzo serdecznie dziękuję Perfumerii Douglas za zaproszenie oraz ciekawe warsztaty, jak również za rozpieszczanie mnie różami, truskawkami i szampanem. 💕 


*Zdjęcie: Douglas.

Na koniec pokażę Wam jeszcze kilka nowości do makijażu marki Douglas, które zamierzam niebawem przetestować: krem do demakijażu z linii Douglas Essentials, pogrubiający tusz do rzęs Devil Eyes, matową pomadkę w płynie w kolorze ciemnej czerwieni oraz paletkę cieni do powiek Mini Best of Colors. 


Powiem Wam jeszcze, że po prezentacji oraz wykonanym przez wizażystkę Douglas makijażu, jestem również zachwycona kremową pomadką w kolorze 08 Cheastnut oraz paletką do konturowania, która moim zdaniem będzie hitem tej jesieni! Dajcie mi koniecznie znać, czy lubicie zakupy w perfumeriach i czy znacie kosmetyki marki Douglas. Ja już się nie mogę doczekać testowania... xo

PS. Na koniec jeszcze dwie fotki CH Wroclavia:



Za co lubię Yves Rocher, czyli jesienny haul pielęgnacyjno-makijażowy

Za co lubię Yves Rocher, czyli jesienny haul pielęgnacyjno-makijażowy

Witajcie po krótkiej przerwie! Ostatnio sporo się dzieje u mnie w pracy i przez to niestety nie miałam czasu na regularne wpisy, ale postaram się poprawić i publikować nowe posty przynajmniej 2 razy w tygodniu. W zeszłą środę byłam we Wrocławiu na otwarciu Perfumerii Douglas w nowym Centrum Handlowym Wroclavia, ale o tym opowiem Wam przy następnej okazji, natomiast dzisiaj chcę Wam pokazać moje ostatnie zakupy ze sklepu internetowego Yves Rocher. Pokazywałam już zawartość na moim Instastory, ale jeśli ktoś nie widział, zapraszam na prezentację.


Zacznijmy od tego, że jako świecomaniaczka zdecydowałam się na Świecę Zapachową Aromatyczna Mandarynka (Clementine & Epices). Świeczka oczywiście poszła już w ruch i muszę przyznać, że pachnie przepięknie. Nie miałam jeszcze nigdy świec tej marki, a szczerze powiedziawszy to nawet nie wiedziałam, że produkują tego typu produkty. Tak czy inaczej, jestem z zapachu bardzo zadowolona, więc za jakiś czas możecie się spodziewać recenzji.


Kolejne produkty to pielęgnacja włosów: mój ukochany Szampon Odbudowujący z olejkiem jojoba oraz Odżywka z tej samej serii. Przyznam, że oprócz działania kocham również zapach tej linii. Mam jeszcze w łazience olejek, zakupiony latem stacjonarnie, ale na razie nie był przeze mnie zbyt często używany (czasem mój mąż-drwal podkrada go do pielęgnacji brody). 


Jeśli chodzi o makijaż, potrzebowałam przede wszystkim korektora pod oczy oraz na miejscowe przebarwienia, więc skorzystałam z promocji i zestaw Podkład + Korektor z serii Zero Niedoskonałości w kolorze Jasny Beż wybrałam sobie jako prezent do zakupów od 109 zł. Niestety, po wyjęciu podkładu z kartonika okazało się, że jasny beż to może będzie, ale dla latynoski, więc nawet nie będę go próbować, raczej komuś podaruję w prezencie. Korektor jest z kolei idealnie dopasowany, więc używam go codziennie już drugi czy trzeci tydzień. Ponadto, potrzebna mi była czarna Kredka do oczu 3w1 Intensywne Spojrzenie, natomiast Wydłużający Tusz 360० wpadł do koszyka jako gratis, gdy zamówienie przekroczyło 39 zł. Osobiście jestem fanką pogrubiającego tuszu Sexy Pulp, ale ten także z chęcią wypróbuję. Oczywiście, wybrałam sobie kolor brązowy, bo w takim kolorze czuję się jednak najlepiej.  


Nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła również czegoś do pielęgnacji i malowania paznokci. Do koszyka wrzuciłam zatem Peeling do paznokci i skórek oraz dwa lakiery: jeden w kolorze granatu (63. Bleu Pensee) i drugi w odcieniu intensywnej czerwieni (55. Hibiscus Rouge). Jeśli chodzi o peeling, to pachnie tak samo, jak większa wersja do dłoni z pestkami truskawek (uwielbiałam tamten produkt!). Na razie użyłam go tylko raz, ale zapowiada się bardzo dobrze. Moje skórki są teraz bardzo, ale to bardzo dopieszczone.


Uwielbiam robić zakupy na yvesrocher.pl raz na jakiś czas ze względu na super promocje (m.in. świetne kosmetyki za zakupy od 39 zł oraz darmowa wysyłka i prezenty za zakupy od 109 zł). Ponadto uważam, iż sklep Yves Rocher online ma obsługę klienta na najwyższym poziomie - doskonały kontakt w razie wszelkich pytań czy problemów, a poza tym, jeśli jakiś kosmetyk nas uczuli lub nie spełni naszych oczekiwań, firma zwraca nam wydaną kwotę przy kolejnych zakupach - sama tego doświadczyłam i między innymi z tego powodu jestem ich wierną klientką. Poza tym, czy jest ktoś, kto nie lubi kosmetyków i zapachów YR? Wiadomo, jak w przypadku każdej marki, nie wszystkie kosmetyki u każdego się sprawdzą, niemniej w ofercie marki jest kilka bądź kilkanaście perełek, do których ja osobiście lubię raz na jakiś czas wracać. xoxo

SEMILAC 123 Szeherezada

SEMILAC 123 Szeherezada


123 Szeherezada to tradycyjny lakier do paznokci z oferty marki Semilac, która zasłynęła na polskim rynku jako producent lakierów hybrydowych. Odcień, który trafił w moje ręce na spotkaniu Beauty by Bloggers II w Częstochowie jest pięknym, głębokim i "dojrzałym" różem, jednak na stronie producenta jest on opisany jako "uwodzicielska, ciemna, karminowa i/lub arabska czerwień o wyraźnej, wiśniowej tonacji". Ja czerwieni osobiście nie dostrzegam, dla mnie jest to odcień wiśniowego różu. Pasuje idealnie na jesień, nadaje się zarówno na co dzień (nawet do pracy), jak i na większe wyjścia - jest intensywny, szlachetny i elegancki, ale nie jaskrawy, wyzywający i tandetny. Moim zdaniem ten odcień spodoba się wielu kobietom; jest to klasa sama w sobie. Na stronie marki Semilac znajdziemy lakier hybrydowy w tym samym odcieniu; jest on trzy razy droższy od lakieru tradycyjnego (tj. kosztuje 29,90 PLN).


Muszę przyznać, że maluje się nim bardzo dobrze - pędzelek jest idealnej grubości i kształtu (tzn. nie za wąski ani zbyt szeroki), zaś konsystencja lakieru jest odpowiednio rzadka i lejąca, dzięki czemu lakier sunie szybko i gładko po paznokciach, bez jakiegokolwiek bąblowania czy ważenia się (nawet po prawie roku). Krycie jest bardzo przyzwoite już przy pierwszej warstwie, aczkolwiek dla mnie dwie są optymalne (zero prześwitów). Czasem stosuję na lakier utwardzacz, a czasem pozostawiam bez top'u. Schnie niestety raczej standardowo - moim zdaniem byłoby super, gdyby wysychał nieco szybciej. Co do trwałości lakieru, to w przypadku mojej miękkiej płytki, jest ona całkiem dobra - lakier przeciętnie trzyma się od 3 do 5 dni, przy czym po pięciu dniach mam odpryski praktycznie na każdym paznokciu (poza małym palcem). Zmywanie lakieru to niestety najgorsza jego strona - zmywa się ciężko i pozostawia zaróżowienie zarówno na płytce (pomimo zabezpieczenia płytki paznokcia bazą), jak i na skórkach wokół paznokci.

***
Na zdjęciu poniżej przedstawiam Wam manicure 
w świetle sztucznym (baza, lakier +top coat)
wykonany przez moją koleżankę - stylistkę paznokci 


Oraz w świetle dziennym (baza, 2 warstwy lakieru) 
- tym razem paznokcie malowałam samodzielnie:


Plusy:

- piękny, elegancki, uniwersalny kolor
- maluje się nim szybko i sprawnie
- dobre krycie już przy pierwszej warstwie
- przyzwoita trwałość lakieru
- przystępna cena (ok. 10 zł w sklepach internetowych).

Minusy:

- trochę wolno schnie
- ciężko się zmywa i zabarwia skórki oraz płytkę paznokcia na różowo.


Moja ocena: 7/10.


Dajcie znać, czy wolicie manicure tradycyjny czy hybrydowy,
 oraz jak ten kolorek Wam się podoba. xo

*Dziękuję Ani, organizatorce Beauty by Bloggers w Częstochowie
oraz Sponsorowi - marce Semilac
za możliwość wypróbowania lakierów i akcesoriów do manicure.

Cuda Vianki!

Cuda Vianki!

Uwielbiam naturalną, pozbawioną chemii pielęgnację, a zwłaszcza wtedy, gdy pochodzi w Polski, jest niedroga, a do tego sprawdza się na mojej skórze. Dzisiaj opowiem Wam o dwóch kosmetykach marki Vianek, które robią świetną robotę w tandemie. Pierwszym produktem jest Nawilżający płyn micelarny, natomiast drugi - prawdziwa petarda i moje największe odkrycie lata 2017 - to Nawilżający tonik-mgiełka z serii niebieskiej (tj. nawilżającej).



Nawilżający płyn micelarny, przeznaczony do cery suchej i wrażliwej, znajduje się w niewielkiej plastikowej buteleczce (poj. 200 ml) i zawiera kompleks humektantów (m.in. mocznik, który lubię, proteiny pszenicy czy kwas hialuronowy). Jego głównym zadaniem jest oczywiście usuwanie makijażu i zanieczyszczeń z naszej skóry, ale poza tym ma on też w delikatny sposób nawilżać, łagodzić i koić (głównie za sprawą panthenolu w składzie). 



Zacznijmy od tego, że oczyszcza nieco skuteczniej i szybciej niż testowany przeze mnie wcześniej Płyn micelarny Biolaven - w tym przypadku makijaż rozpuszcza się szybciej i w konsekwencji zużywamy mniej wacików niż w przypadku Biolaven'u. Po użyciu płynu micelarnego moja skóra była czysta, nawilżona i przyjemnie ukojona. Płyn nie uczulił mnie, nie szczypał ani też nie podrażniał moich wrażliwych oczu, a to ogromny plus. Przyznam jednak szczerze, iż na początku podejrzewałam go o spowodowanie reakcji alergicznej na skórze pod okiem, jednak po czasie okazało się, iż winowajcą był korektor pod oczy, a nie ten płyn. Ponadto, micelek ma przyjemny, naturalny skład, nie był testowany na zwierzętach, bardzo przyjemnie pachnie, a do tego kosztuje naprawdę niewiele (ok. 17 zł), więc z pewnością będę jeszcze do niego wracać.



Nawilżający tonik-mgiełka do twarzy (150 ml) z tej samej serii to mój absolutny ulubieniec i było mi ogromnie smutno, gdy po 3 miesiącach się skończył (podobnie zresztą jak płyn), choć z drugiej strony nie ma tego złego, gdyż należy go zużyć właśnie do 3 miesięcy od otwarcia. Podobnie jak micel, tonik ma prosty, naturalny skład (też zawiera glicerynę, panthenol, mocznik, kwas fitowy i olej z kiełków pszenicy) oraz przyjemny, delikatny zapach. Jego zadaniem jest z kolei tonizowanie i przywracanie równowagi suchej i wrażliwej skórze. Ja pokochałam go również za odświeżanie, nawilżanie oraz kojenie mojej mieszanej skóry (która, notabene, ma skłonność do przesuszania i ściągania poza strefą T). Poza tym, mgiełkę często-gęsto stosowałam również do spryskiwania maseczek na bazie glinki oraz przed nałożeniem maseczek w płacie, a w upalne dni spryskiwałam sobie buzię tym produktem w celu odświeżenia. Krótko mówiąc, dla mnie jest to kosmetyk-petarda, który pokochałam praktycznie od pierwszego zastosowania i który na stałe wpisuję w pielęgnację mojej kapryśnej i wymagającej cery. Jest to cudowny tonik o bardzo dobrym składzie i działaniu, a do tego ma też przyjazną cenę (również w granicach 17 zł) - czego chcieć więcej? :-)

Plusy:

  • wszystkie produkty mają przyjazne, naturalne składy
  • kosmetyki nie są testowane na zwierzętach
  • mają doskonałe działanie, zgodne z obietnicą producenta
  • oba produkty fantastycznie nawilżają i koją skórę
  • płyn micelarny skutecznie oczyszcza cerę z makijażu i zanieczyszczeń
  • mgiełka cudownie tonizuje i odświeża
  • mają przyjemny, subtelny zapach
  • ładne, poręczne i solidnie wykonane opakowania
  • kosmetyki te są delikatne i nie uczulają
  • dostępne w drogeriach w przystępnych cenach (ok. 17 zł).

Minusy: 

-brak.

Moja ocena: 10/10. 
Jednym słowem: kocham!

Z czystym sumieniem polecam Wam niebieską serię Vianka. Ja do tej pory miałam już kilka tych niepozornych, biało-niebieskich kosmetyków i z każdego byłam zadowolona (z tej samej linii miałam również bardzo fajny krem do stóp i do rąk, a w zapasach czeka jeszcze emulsja do mycia twarzy). Są to bardzo dobre, naturalne, delikatne, nawilżające i niedrogie produkty, więc z przyjemnością będę do nich regularnie powracać. Dajcie znać, czy znacie i lubicie te produkty i ewentualnie, jakie jeszcze serie Vianka polecacie. xo


Pielęgnacja włosów z COSNATURE: Naturalna regenerująca maska do włosów z awokado i migdałami

Pielęgnacja włosów z COSNATURE: Naturalna regenerująca maska do włosów z awokado i migdałami

Moje rozjaśniane, plączące się i zniszczone na końcach włosy wymagają szczególnej pielęgnacji i intensywnej regeneracji, dlatego zarówno w wakacje, jak i po lecie używałam Naturalnej regenerującej maski do włosów z awokado i migdałami marki Cosnature. Po wypróbowaniu genialnego masła do ciała tej firmy, miałam ogromne oczekiwania wobec tego kosmetyku. Niestety, produkt ten nie do końca spełnił moje oczekiwania. Jeśli jesteście ciekawi dlaczego, zapraszam do dalszej lektury.


Jak widać na załączonym obrazku, maska znajduje się w plastikowej tubie z zamykaniem typu klik. Tuba jest miękka, wygodna, bardzo poręczna i mieści 100 ml produktu. Minusem jest natomiast brak informacji o sposobie użycia produktu - nalepka polskiego dystrybutora zasłania informację o tym, iż maskę należy nałożyć na włosy i pozostawić na około 3 minuty, a następnie spłukać. Ja na szczęście trochę kumam niemiecki i udało mi się to doczytać z oryginalnego opisu producenta. Oprócz tego, na nalepce polskiego dystrybutora znajdziemy informacje odnośnie składników aktywnych i obiecanego działania. 


Maska ma postać zielonkawego kremu o przyjemnej konsystencji - nie jest ona rzadka i lejąca, ani też zbyt gęsta. Zapach ma delikatny i trochę mdły, ale za to w stu procentach naturalny (pozbawiony jakichkolwiek sztucznych nut) - wyczuwam w nim typową mieszankę awokado i migdałów. Jeśli zaś chodzi o działanie maski, to po zużyciu całego opakowania odnotowałam przede wszystkim nawilżenie przesuszonych końcówek. Zabrakło mi trochę tego obiecanego wzmocnienia, blasku i odbudowy zniszczonych pasm. Wiadomo, jak to bywa z naturalnymi, pozbawionymi silikonów kosmetykami do włosów, na działanie regenerujące trzeba nieco dłużej poczekać, nie ma co liczyć na natychmiastowy efekt WOW, jednak tutaj po zużyciu całego opakowania nie zauważyłam jakiejś spektakularnej poprawy struktury i kondycji moich włosów. Co więcej, zastosowanie maski po myciu nie ułatwiało mi rozczesania moich plączących się pasm, a dla mnie to spore utrudnienie, bowiem dodatkowo musiałam używać olejkowego serum lub czesać włosy dopiero po ich wysuszeniu.

Składniki: 

AQUA, CETEARYL  ALCOHOL, GLYCERIN, GLYCERYL STEARATE, PERSEA GRATISSIMA OIL, LECITHIN, SODIUM CETEARYL SULFATE, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL,  OLUS OIL, XANTHAN GUM, HYDROLYZED SWEET ALMOND PROTEIN, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN,  HYDROGENATED OLIVE OIL, TOCOPHEROL, CITRIC ACID, PARFUM, LINALOOL , BENZYL SALICYLATE, LIMONENE, SODIUM BENZOATE.

Plusy: 
  • produkt wegański o naturalnym składzie
  • neutralny, pozbawiony sztucznych nut zapach awokado i migdałów
  • konsystencja "w sam raz" (tj, nie za rzadka i nie za gęsta)
  • maska dobrze nawilża przesuszone włosy
  • nie podrażnia i nie uczula skóry głowy
  • ma miękką i poręczną tubę.

Minusy:
  • cena w stosunku do wydajności trochę wysoka (ok. 20 zł/100 ml)
  • dostępna tylko w wybranych sklepach (głównie drogerie Hebe oraz online)
  • trochę słabe działanie, bez efektu WOW
  • maska nie ułatwia rozczesywania włosów.


Moja ocena: 6/10.


Podsumowując, maska Cosnature średnio sprawdziła się na moich włosach. Przyznam szczerze, że po wypróbowaniu masła do ciała tej marki (które notabene jest rewelacyjne), maską do włosów jestem jednak trochę rozczarowana. Po tak dobrym składzie i opiniach spodziewałam się po prostu czegoś więcej (tj. zdecydowanie bardziej skutecznej regeneracji), a maska niestety poza nawilżeniem nie robiła zbyt wiele. Koniec końców, i tak po lecie musiałam udać się do salonu fryzjerskiego i znacznie skrócić włosy, więc zadowolona z tego powodu nie jestem. Na szczęście, ostatnio znalazłam w Hebe podobną maskę o naturalnym składzie (również z awokado!), która kosztuje połowę mniej, a ma ponad dwa razy większą pojemność. Dla mnie wniosek jest prosty - do tego produktu nie będę już wracać. Jeśli jednak wasze włosy nie są aż tak wymagające jak moje, to możecie spróbować - na pewno maska krzywdy Wam nie zrobi. xo

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger