środa, 14 czerwca 2017

NEW IN: Himalaya Herbals Neem

Seria Himalaya Neem to dziecko marki Himalaya, w skład którego wchodzą: Oczyszczająca pianka i żel do mycia twarzy, peeling oczyszczający, maseczka oczyszczająca plus peeling i maseczki w saszetkach. Nazwa tej linii brzmi nieco enigmatycznie, ale w praktyce oznacza po prostu kluczowy składnik całej serii. Neem, czyli po naszemu miodla indyjska, to stare jak świat lecznicze drzewo z Indii, którego liście wykazują właściwości oczyszczające, antybakteryjne, przeciwtrądzikowe i odżywcze (pół dnia robiłam wczoraj research, a co! ;) Dzięki uprzejmości marki Himalaya Herbals, od wczoraj testuję produkty z tej serii i na chwilę obecną mogę się podzielić z Wami pierwszymi wrażeniami z ich używania.*

*Recenzje kosmetyków zawsze piszę po zużyciu minimum całego opakowania, więc na to przyjdzie jeszcze pora!


Oczyszczająca pianka do mycia twarzy Neem

Pianka przeznaczona do codziennego oczyszczania cery normalnej i tłustej (do stosowania rano i wieczorem). Produkt ten nie zawiera SLS/SLES (mamy tu w zastępstwie ALS), ma za to ekstrakt z miodli indyjskiej i kurkumy, która ponoć daje sobie radę z pryszczami i trądzikiem. Myślę sobie, że ta pianka będzie całkiem udanym uzupełnieniem mojego wieloetapowego oczyszczania (pierwszym etapem jest płyn do demakijażu oczu oraz olejek do reszty twarzy). No cóż, pożyjemy, zobaczymy...


Peeling oczyszczający Neem

Delikatne zdzieradełko o kremowej konsystencji. Ma przede wszystkim oczyszczać, złuszczać martwy naskórek oraz usuwać zaskórniki i zanieczyszczenia. Podoba mi się fakt, że granulki zdzierające (zmielone pestki moreli) nie są zbyt duże i ostre - myślę, że z tym produktem raczej się polubię, choć do tego ziołowego zapachu muszę się jeszcze przyzwyczaić ;) 


Maseczka oczyszczająca Neem

Maska na bazie glinki, w składzie ma również wyciąg z Neem i kurkumy. Ma postać brązowej, zastygającej papki, którą należy zmyć po 10-15 minutach (ja jednak do zastygania glinek wolę nie dopuszczać, więc w międzyczasie zraszam ;). Maska po zmyciu pozostawia przez kilka minut uczucie chłodu, a po pierwszej aplikacji moja twarz była czysta i przyjemna w dotyku (miękka niczym pupcia niemowlaka - lubię to!). 


W mojej paczce znalazły się także dwa dodatkowe produkty plus urocze (i w 100% prawdziwe!) sukulenty, które idealnie pasują do wystroju mojego mieszkania :-)

Himalaya Intensywnie nawilżający krem do twarzy i ciała

Będę z Wami szczera - gdy zobaczyłam skład tego kremu, to się przeżegnałam i stwierdziłam, że parafiną to ja swojej twarzy traktować nie będę (co najwyżej dłonie czy stopy, choć od jakiegoś czasu wolę jej generalnie unikać). Ponadto, dalej na liście składników znajdziemy np. phenoxyethanol i parabeny, więc jeśli chodzi o krem do codziennej pielęgnacji skóry, to nie jestem skłonna podejmować tego ryzyka. Obiecywane olejki z kiełków pszenicy czy ze słodkich migdałów znajdziemy na liście INCI niestety dopiero pod koniec. No cóż, krem chyba dostanie ode mnie krzyżyk na drogę i powędruje dalej (prawdopodobnie do mojej mamy lub teściowej). Recenzji raczej nie będzie.


Himalaya Sparkly White

Wybielająca pasta do zębów o pojemności 75 ml. W przeciwieństwie do kremu, pasty do zębów jestem bardzo ciekawa (od dłuższego czasu chciałam ją przetestować!). Ogromnym plusem dla mnie jest tu brak fluoru oraz zawartość enzymów roślinnych z papai i ananasa, które mają usuwać przebarwienia i wybielać zęby (zamiast chemicznych wybielaczy). Poza tym, pasta ma w składzie również wyciąg z drzewa arakowego, którego zadaniem jest pielęgnacja dziąseł i zapobieganie krwawieniu czy stanom zapalnym. Jak na razie, dobrze smakuje, przyjemnie pachnie i mocno odświeża zęby oraz całą jamę ustną. Myślę, że może się to przerodzić w długotrwałą i zażyłą przyjaźń... Oby! 


***
Pierwsze wrażenia: bardzo przyjemne i dobrze zapowiadające się produkty. Po oczyszczeniu twarzy pianką, a następnie zastosowaniu peelingu i maseczki oczyszczającej mam wrażenie bardzo dogłębnie oczyszczonej, odświeżonej oraz mięciutkiej i milutkiej w dotyku cery. Moja buzia póki co jest zadowolona, a przy tym rano nie świeciła się jak psu [sami dobrze wiecie co!]. Pasty do zębów i pianki będę używać minimum 2 razy dziennie, natomiast peeling i maskę nałożę sobie 1-2 razy na tydzień. Po całkowitym zużyciu produktów (zapewne za około 2 miesiące) podzielę się z Wami ostateczną opinią w osobnej recenzji.


Ogromnym plusem jest dla mnie fakt, iż na kilku produktach widzę znaczek "No animal testing" - mam nadzieję, że marka Himalaya w ogóle nie testuje swoich produktów na zwierzętach. Co prawda, kosmetyki te w 100% naturalne nie są - jak podaje producent, są jedynie inspirowane dobrodziejstwami natury, przez co mają w składzie kilka baboków, za którymi nie przepadam lub też których ostatnio staram się unikać. Niemniej jednak, zarówno pasta do zębów, jak i te trzy kosmetyki do oczyszczania mają też sporo pozytywnych rzeczy i nietuzinkowe, ziołowe zapachy. Ciekawa jestem, jak linia Neem sprawdzi się na mojej mieszanej cerze, która latem ma straszne skłonności do przetłuszczania w strefie T. Ogólnie rzecz biorąc, produkty (poza niesławnym kremem) robią dobre wrażenie, więc jestem nastawiona bardzo optymistycznie. ☺ 

Znacie produkty Himalaya? 
Co z ich oferty warto wypróbować?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy konstruktywny komentarz. Dodaje mi to energii i motywuje do dalszego pisania :)

- Justyna F (Elfie)

Copyright © 2016 Elfie's planet , Blogger