niedziela, 14 maja 2017

Recenzja przedpremierowa: Robert Seethaler "Całe życie"


"Całe życie" to z pozoru prosta opowieść o niezwykle pracowitym kuternodze z alpejskiej wioski, Andreasie Eggerze, którego życie to jedno wielkie pasmo nieszczęść. Andreas urodził się jako bękart, potem trafił pod opiekę wuja - bauera, który znęcał się nad nim fizycznie i psychicznie.  Pomimo dorastania w tak ciężkich warunkach oraz w atmosferze nienawiści, Egger wyrasta na człowieka o dobrym sercu. Jest mężczyzną prostolinijnym, małomównym, silnym, niezwykle pracowitym i dobrodusznym. Od życia niewiele oczekuje i robi swoje, a przy tym jest w stanie naprawdę wiele znieść (nie straszne mu mrozy i śnieżyce, lawina, wojna czy nawet śmierć). Mimo tych wszystkich negatywnych i tragicznych wydarzeń, przez krótki czas znajduje wytchnienie i szczęście w miłości, oraz docenia piękno przyrody, która go otacza. Niestety, przeznaczeniem Eggera jest jednak życie w pojedynkę. Mimo doskwierającej mu samotności i tęsknoty za utraconą miłością, Andreas Egger nigdy się nie skarży, nie poddaje i jest w stanie znaleźć radość w prostych rzeczach, takich jak dotyk rosy pod stopami czy pierwsze promienie słońca w dolinie. 


"Całe życie" to powieść napisana w nurcie minimalistycznym: krótka, prosta i oszczędna w formie, niemniej bardzo treściwa i zapadająca w pamięć. Czyta się ją jednym tchem, choć po lekturze melancholia i smutek są nieuniknione. W książce podoba mi się postać głównego bohatera oraz fakt, iż jego losy przeplatają się z historią dwudziestego wieku; na tych niecałych 200 stronach znajdziemy wzmianki między innymi o drugiej wojnie światowej, rozwoju technologicznym, czy historii budownictwa. Ponadto, ogromne znaczenie ma tu także przyroda, zarówno jej piękno, jak i niszcząca siła w znaczący sposób wpływają na życie protagonisty. Co więcej, w "Całym życiu" podoba mi się także tzw. Zimna Pani jako personifikacja śmierci oraz sposób, w jaki autor przemyca symbole w treść powieści (np. ćmy, które moim zdaniem uosabiają lęki bohatera). Nie wiem, czy moja interpretacja jest uzasadniona, ale zamiłowanie do szukania symboli zostało mi do dziś (od momentu napisania pracy magisterskiej o symbolach w poezji Williama Blake'a).

Z drugiej strony, muszę się przyczepić również do kilku moim zdaniem słabszych stron prozy Seethaler'a. Po pierwsze, język i narracja momentami wydają się nieco infantylne. Poza tym, "Całe życie" wywołuje konotacje z przypowieściami czy też z baśniami i przez to kojarzy mi się z prozą takich autorów jak Paulo Coelho czy Erik Emmanuel Schmitt (i to niestety są raczej pejoratywne konotacje). Na koniec wreszcie, nie podoba mi się wszechogarniający pesymizm i tragizm, jak również... brak happy end'u.

Historia życia Andreasa Eggera wywołała we mnie mieszane uczucia: z jednej strony historia jest dramatyczna i smutna, a z drugiej strony dziwnie podnosząca na duchu oraz inspirująca do tego, by dostrzegać w życiu to, co piękne i z pokorą przyjmować wyzwania, jakie stawia nam los. Jeśli lubicie klimaty powieści Olgi Tokarczuk czy też przypowieści, to "Całe życie" powinno przypaść Wam do gustu. Jeśli natomiast wolicie czytać thrillery czy innego rodzaju książki z wartką i ekscytującą akcją, to raczej odradzam Wam lekturę dzieła Seethaler'a. Ja akurat lubię powieści obyczajowe i historia życia Andreasa Eggera całkiem przypadła mi do gustu. Niemniej jednak, po lekturze "Całego życia" czuję lekki niedosyt - po zapowiedziach i nominacji do prestiżowej nagrody Booker'a spodziewałam się jednak czegoś więcej.


PS. Dziękuję Wydawnictwu Otwartemu za możliwość przeczytania książki.

11 komentarzy:

  1. Jestem ciekawa czy by mnie zainteresowała :) dla mnie książka musi być naprawdę dobra aby mnie zaciekawić, tu mam mieszane uczucia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się w takim razie,że to nie jest książka dla Ciebie 😉

      Usuń
  2. To nie jest książka, którą muszę przeczytać ale jeśli wpadnie mi w rękę - chętnie ją poznam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda na to, że to nie książka w moim guście. No trudno... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. książka ma dwie okładki? :/ chyba podoba mi się ta niebieska bardziej. Chętnie przeczytam bo nie wiem czy brak happy endu jest taki zły ... w końcu nasze życie też różnie się układa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta niebieska okładka to jest egzemplarz recenzyjny, nie do sprzedaży 🙁

      Usuń
  5. Czy więcej w tej książce dramaturgii i smutnych fragmentów życia bohatera czy raczej z każdej jego historii wyciągamy pozytywne wnioski, które od razu się nasuwają? Po takim tytule spodziewałabym się wzbudzenia jakiś emocji, dochodzenia do wniosków na równi z bohaterem.

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie musi być happy end... lubię pozytywne zakończenia

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy konstruktywny komentarz. Dodaje mi to energii i motywuje do dalszego pisania :)

- Justyna F (Elfie)

Copyright © 2016 Elfie's planet , Blogger