wtorek, 21 lutego 2017

RÓŻowo mi! czyli o aplikacji różu słów kilka...

RÓŻowo mi! czyli o aplikacji różu słów kilka...
Róż jest kropką nad i makijażu twarzy - sprawia, że nasza cera wygląda świeżo, promiennie i po prostu młodziej. Róż jest świetnym i przede wszystkim błyskawicznym sposobem na dodanie cerze zdrowego blasku i promienności. Ponadto, jest to produkt, który częściowo modeluje (a w zasadzie uwypukla) policzki. Wygląda dziewczęco, czasem zalotnie, a przede wszystkim sprawia, że nasza twarz wygląda na wypoczętą i zdrową.



FORMUŁA
Mamy wiele różnych form i konsystencji różu: od róży "suchych": sypkich bądź prasowanych (w pudrze), po róże "mokre": w żelu bądź w kremie (kremowe mogą mieć także formę sztyftu), jednak to róże prasowane są najczęściej stosowane, najłatwiejsze w aplikacji i najbardziej trwałe.

ODCIEŃ
Przy wyborze odpowiedniego odcienia różu kierujemy się naturalnym kolorytem naszej cery. W praktyce jest to dosyć proste: przy karnacjach cieplejszych, z nutką żółci, powinno się sięgać po róże ciepłe, np. odcienie koralowe czy morelowe, natomiast przy chłodniejszych i jasnych cerach wybieramy chłodne odcienie różu (ewentualnie z domieszką fioletu lub niebieskiego). Oczywiście, czasem bierzemy również pod uwagę kolor naszych oczu oraz ust. Dobrze by było, gdyby nasz kolor ust zgrywał się właśnie z odcieniem różu. Dla przykładu, koralowa szminka na ustach przy różowych policzkach będzie wyglądać raczej sztucznie.



NARZĘDZIA
Warto na wstępie wspomnieć o idealnym narzędziu do aplikacji różu, czyli pędzlu. Może on być duży, puchaty i okrągły, jak również nieco mniejszy i/lub ukośnie ścięty (jednak nigdy płaski!). Warto zaznaczyć, że ścięty pędzel ma więcej funkcji niż ten okrągły - można nim nie tylko nakładać róż, ale i jego dłuższym brzegiem konturować twarz. Zdaniem wielu makijażystów, optymalny jest pędzel ścięty wykonany z naturalnego włosia, ponieważ pozwala nałożyć róż bardziej równomiernie, a przy tym zmniejsza ryzyko wymalowania sobie na twarzy plam. Co więcej, jest to świetny wybór dla początkujących, pod warunkiem, że nie mamy alergii na naturalne włosie (wówczas trzeba wybrać odpowiednik syntetyczny).
Opcjonalnie, możemy nakładać róż gąbką typu beauty blender. W moim odczuciu gąbki sprawdzają się lepiej w przypadku kremowych formuł, natomiast pędzle będą lepsze w przypadku róży sypkich (np. mineralnych) bądź pudrowych. Róże kremowe można również wklepać w policzki palcami.

NAKŁADANIE
Gdy już znajdziemy właściwy pędzel do aplikacji różu, nabieramy nim niewielką ilość kosmetyku z opakowania a po chwili strzepujemy jego nadmiar np. nad dłonią. Następnie przykładamy pędzel do policzka, nie przeciągając go zbyt daleko. Jeśli nie mamy pewności, w jakim miejscu róż powinien się znaleźć na naszych policzkach, pomocna może się okazać zasada dwóch palców -  róż aplikujemy w odległości dwóch palców od nosa i od oczu (choć niektóre źródła sugerują, by odmierzyć odległość jednego palca od oka), a następnie rozcieramy delikatnie na zewnątrz i do góry, wzdłuż kości policzkowych. Pamiętajmy jednak, by nie nakładać różu zbyt rozlegle, tj. nad kość jarzmową, ponieważ tam jest miejsce na rozświetlacz.


          
PRZYDATNE PORADY
* aby uniknąć plam i nadmiaru różu na policzkach (i w efekcie uniknąć karykaturalnego efektu matrioszki), przed aplikacją trzeba koniecznie strząsnąć jego nadmiar (np. na dłoń lub nad opakowaniem czy umywalką)
* jeśli już nałożymy go za dużo, warto wówczas wziąć do ręki czysty pędzel, nałożyć na niego puder, przyłożyć na róż a następnie stonować poprzez delikatne roztarcie ewentualnie zwilżyć czysty beauty blender i usunąć nadmiar produktu
* róże suche nakładamy na twarz zagruntowaną wcześniej pudrem, natomiast kremowe przed nałożeniem pudru
* gdy akurat nie mamy przy sobie różu (np. w pracy czy w podróży), możemy w tym celu użyć pomadki do ust w odpowiednim odcieniu.


*Na zdjęciach wykorzystałam zdjęcie z książki Garance Dore "Love Style Life", 
wydanej przez Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2015 (str. 144-145).

Jak się okazuje, róż wcale nie jest trudny w aplikacji, a jego obecność w codziennym makijażu znacząco wpływa na zdrowy, świeży i pełen blasku look. Mimo, iż jest on czasami przez nas pomijany lub po prostu boimy się z nim przesadzić, warto czasem po prostu usiąść przed lustrem i zwyczajnie popróbować. Jestem pewna, że po kilku lub kilkunastu minutach osiągniemy zadowalający efekt i z różem się po prostu polubimy. Dodatkowym bonusem będzie fakt, że nasza cera będzie wyglądać promiennie, a my przy okazji zbierzemy niejeden komplement. xo

sobota, 11 lutego 2017

JOYBOX Surprise, czyli wielka wyprzedażowa niespodzianka

JOYBOX Surprise, czyli wielka wyprzedażowa niespodzianka
Wczoraj na moim Instagramie pokazałam Wam na szybko zawartość wyprzedażowej edycji Joybox Surprise, po czym zasypałyście mnie pytaniami i prywatnymi wiadomościami na jego temat. Stwierdziłam zatem, że dziś pokażę Wam zawartość mojego pudełka i w tym oto wpisie odpowiem na najczęściej zadawane pytania z nim związane. 


Ekipa Joybox zapowiadała wyprzedaż starszych edycji oraz wprowadzenie pudełek niespodzianek kilka dni wcześniej na swoim Facebooku. Mnie najbardziej zainteresowała opcja pudełka Surprise w cenie 29 zł. Miało się w niej znaleźć minimum 5 losowo wybranych produktów, wśród których część może mieć krótszy termin ważności niż w edycjach regularnych (pojawiających się w sprzedaży raz na 2 miesiące). Jak to zwykle bywa z Joybox'em, w zapowiadany przez nich poniedziałek (tym razem był to 6.02) o godzinie 15:00 zaczyna się polowanie na pudełka. Po około 10 minutach odświeżania strony i kilku nieudanych próbach, udało mi się złowić pudełeczko-niespodziankę za 29 zł. Gdy kurier w końcu przywiózł moje pudełko w piątek, byłam ogromnie zaskoczona jego wagą; mimo iż właśnie szykowałam się do wyjścia do pracy, postanowiłam je szybko otworzyć i sprawdzić, co znajduje się w środku. I tutaj było ogromne zaskoczenie - aż 18 produktów plus kilka saszetek i/lub miniaturek:


Dwa produkty do kąpieli marki Kneipp: Esencja do kąpieli Totalny Relaks Melisa (100 ml) oraz Pielęgnujący Olejek do Kąpieli Kwiat migdała (20 ml) - bardzo się cieszę z tych produktów i wykorzystam je z przyjemnością (pachną nieziemsko!). Kwiat migdała miałam już dwa razy w poprzednich edycjach i była to czysta radość z kąpieli, natomiast melisa na pewno będzie idealna po ciężkim dniu pracy - jej zapach również przypadł mi do gustu :)


Ekipa Joybox'a wrzuciła do pudełka aż cztery kosmetyki firmy Perfecta i ten fakt również mnie cieszy - moja skóra bardzo te produkty lubi. SPA Kawowy Żel pod prysznic Peelingujący (250 g) już kiedyś miałam (w edycji Joybox "Wiosna") i bardzo go lubiłam, natomiast do pielęgnacji twarzy z chęcią wypróbuję Mineralne mleczko micelarne (200 ml), Mineralny krem myjący - maska 2w1 (50 ml) oraz Peeling mineralny (60 ml). Mam już w domu jeden peeling do twarzy tej marki i jestem z niego zadowolona, więc myślę, że ten również dobrze się spisze.


Kolejną rzeczą jest to, co elfiki lubią najbardziej, czyli świeczka-sampler z kieliszkiem marki Yankee Candle, tym razem o zapachu Cranberry Pear. Samplery co prawda pachną słabiej od wosków czy świec w szkle, niemniej jest to świetna okazja, by poznawać nowe zapachy Yankee. W Joybox za każdym razem trafia mi się inny wariant, więc tym bardziej jestem na tak (i wypalę z wielką przyjemnością).


Kolejną pozycją w pudełku jest naturalne Mydło cynamonowe z nutą wanilii i szczyptą imbiru marki Scandia Cosmetics (200 g). Prezentuje się bardzo ciekawie, ma bogaty skład i pachnie bardzo mocno (cynamonowo!). Super! Również chętnie wypróbuję.


W pudełku znajdziemy też sporo kolorówki: lakier do paznokci (10 ml) Ingrid Cosmetics Estetic w kolorze 286, brązowy eyeliner L'ambre czy bronzer marki Quiz Cosmetics ( 12 g) już miałam z poprzednich edycji, więc pewnie je komuś podaruję do wypróbowania, natomiast paletkę cieni Essence All about NUDES (9,5 g) oraz błyszczyk marki deBBy Kiss my Lips w kolorze 14 Love Potion z ciekawości  wypróbuję. Miniaturka podkładu AA Lumi to raczej nie mój kolor (105 Sand), więc pójdzie dalej w świat bądź wyląduje w koszu ;)


Cieszą mnie również w pudełku dwa produkty do dłoni: Pielęgnacyjny zmywacz w saszetce marki Cleanic (idealny na wyjazd!) oraz Luksusowy krem-serum do rąk i paznokci Argan&Vanilla firmy Eveline Cosmetics (30 ml), który miałam już przyjemność używać (pachnie mega słodko!). Mimo krótkiej daty ważności (oba do 4.2017) produkty zużyję bardzo szybko.


No i na koniec tego pudełkowego Dnia Dziecka saszetki/próbki: Bielenda Professional Formula Peeling Drobnoziarnisty (2 x 5 g), Zestaw Intensywnie Nawilżający w 3 krokach (peeling, maska i krem) marki Sayen oraz próbka kremu dla dzieci Dermedic babyTakie saszetki bardzo lubię zabierać na weekendowe wypady, gdyż dzięki nim nie muszę dźwigać ciężkich tubek, a przy okazji nie zajmują wiele miejsca w bagażu. Na pewno się nie zmarnują...


Pudełka będą jeszcze dostępne w poniedziałek 13.02.2017 (podejrzewam, że standardowo o godzinie 15:00) i jak zwykle trzeba będzie się wykazać refleksem oraz szybko zapolować na swój wymarzony wariant. Jeśli chodzi o koszt wysyłki (jest to kurier DPD), to jest on już wliczony w koszt pudełka (ceny różnych wariantów wahają się w granicach 29-49 zł). Co do krótszych terminów ważności kosmetyków, to wcale nie jest tak źle, jak się spodziewałam; większość produktów ma termin ważności do stycznia bądź nawet września 2018 roku, natomiast większość kosmetyków kolorowych, jak również saszetki i produkty, które zużyję od razu, mają zazwyczaj termin ważności do jesieni 2017, więc też nie jest źle. 

Ja swoim pudełkiem jestem zauroczona i uważam to za świetny deal. A Ty masz już swoje wyprzedażowe pudełko Joybox? Jeśli tak, to śmiało wklejaj link w komentarzu - w wolnej chwili chętnie obejrzę także inne warianty... xo

czwartek, 9 lutego 2017

KRINGLE CANDLE Welcome Home, czyli zapach domu

KRINGLE CANDLE Welcome Home, czyli zapach domu
Czym pachnie dom? Moim zdaniem, odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta, bowiem każdy dom ma swój unikalny aromat nie do podrobienia. Łączy w sobie nie tylko zapach mieszkańców, ale również ścian, przedmiotów, gotowanych w nim potraw, zamieszkujących ten dom zwierząt i roślin oraz jeszcze wielu innych rzeczy, np. aktualnie używanych kosmetyków do pielęgnacji ciała czy choćby wypalanych w nim świec zapachowych... 


Marka Kringle Candle stworzyła swoją własną wariację na temat zapachu domu w postaci świecy o nazwie Welcome Home, czyli z angielskiego 'Witaj w domu'. Jak podaje producent, Welcome Home pachnie przede wszystkim przyprawami, świeżo upieczonym chlebem oraz ciepłym paleniskiem. Według mnie, dominujące są tutaj nuty aromatycznych korzennych przypraw (wyczuwam tutaj głównie cynamon). Co do zapachu chleba, to na początku nie był on dla mnie taki oczywisty i zaczęłam go rozpoznawać dopiero przy drugim czy trzecim paleniu, jednak mimo to jest on bardzo subtelny i nie każdy będzie w stanie go wyniuchać. Zapach jest ciepły i radosny, kojarzy się z domowym ogniskiem i przytulnym kątem, w którym można się schronić oraz poczuć bezpiecznie. Jest to zdecydowanie propozycja dla domatorów oraz dla miłośników zapachów tzw. otulających (czyli dla mnie!). W moim odczuciu nie jest to mieszanka prosta i oczywista; z jednej strony jest mocna i gorzkawa (nuty drzewno-korzenne), a z drugiej także słodka (niczym ciasto i cynamon) oraz momentami nawet nieco kwaśna. 


Świeczka Coloured Daylight (52 g) pali się ok. 12 godzin, kosztuje 10-12 zł i jest dostępna w wielu sklepach internetowych (m.in. goodies czy minti shop). Polecam ją zwłaszcza na zimowe popołudnia spędzane w domu. xo 

środa, 1 lutego 2017

Ulubieńcy stycznia 2017

Ulubieńcy stycznia 2017
Pierwszy miesiąc nowego roku nie był dla mnie miesiącem obfitującym w ulubione produkty i spektakularne wydarzenia, niemniej jednak chciałabym docenić w nim wszystko, co sprawiło mi przyjemność i wywołało uśmiech na mojej twarzy. 
Zapraszam Was zatem na przegląd moich styczniowych ulubieńców kosmetycznych, książkowych oraz muzycznych!



ULUBIONE KOSMETYKI
W styczniu postawiłam przede wszystkim na pielęgnację. Zaczynając od twarzy, za sprawą boxa Face& Look Piękna Cera wróciłam do genialnych kosmetyków firmy Dermedic: płyn micelarny jest tak dobry i łagodny dla moich wrażliwych oczu, że chyba nawet zdetronizował moją ulubioną Tołpę green, natomiast  żel-krem nawilżający jest przede wszystkim niesamowicie lekki i genialnie nawilża, więc czego więcej chcieć dla skóry zimą? Pełnia pielęgnacyjnego szczęścia! :) 



Moje (i mojego męża!) włosy pokochały luksusowy szampon marki Paul Mitchell z olejkiem marula (Rare Oil Replenishing Shampoo), który przywiozłam ze spotkania Beauty by Bloggers jako prezent od salonu Ministerstwo Urody Ilona Nalewajka (jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję!). Szampon
świetnie nawilża, odżywia i zmiękcza włosy (zwłaszcza te suche i zniszczone), przepięknie pachnie, ma bogaty skład i nie zawiera siarczanów.

*Warto również wspomnieć, iż kupując produkty z linii MarulaOil w salonach fryzjerskich, wspieramy Republikę Marzeń Mimo Wszystko Fundacji Anny Dymnej oraz działania marki Paul Mitchell, która do pozyskiwania i produkcji olejku zatrudnia afrykańskie kobiety, przeszkolone pod kątem bezpiecznych praktyk przemysłowych. Więcej szczegółów TUTAJ.

Ponadto, dwa razy w tygodniu stosowałam też Structural - emulsję do odnowy struktury włosów w ampułkach (5 x 7ml) marki Professional BY FAMA, które mimo sporej zawartości alkoholu (zwłaszcza alkohol denat., którego wiele z Was stara się unikać), bardzo dobrze wpływały na nawilżenie, odżywienie, miękkość i połysk moich rozjaśnianych włosów. Najwidoczniej moje włosy, w przeciwieństwie do mnie, lubią procenty ;)



Z kolei ciało z największą przyjemnością wygładzałam organicznym peelingiem z oliwą i glinką marki Organic Shop - kosmetyk ten dość intensywnie i specyficznie pachnie, ale przy tym rewelacyjnie złuszcza skórę i kosztuje niecałe 10 zł! :) Po złuszczaniu, jak również po każdym codziennym prysznicu chętnie smarowałam się balsamem Richness Body Lotion marki Indigo. Ma on nie tylko bardzo przyjemne dla oka opakowanie z praktyczną pompką, ale też śliczny zapach i dobre działanie (nawilża, nie pozostawiając tłustej warstwy na skórze). Bardzo przyjemny produkt, jak zresztą chyba większość kosmetyków tej marki, które do tej pory poznałam.

ULUBIONA KSIĄŻKA
Z przykrością stwierdzam, że w ubiegłym miesiącu przeczytałam tylko trzy książki. Dwie przygarnęłam z biblioteki ("Trafny wybór" J.K. Rowling oraz "Alef" Paulo Coelho), jednak uważam, że są to pozycje raczej średnie, takie po prostu do przeczytania na raz (i prawdopodobnie zapomnienia). Moją ulubioną książką okazał się prezent, który jeszcze w grudniu dostałam od Marioli, czyli "Hygge. Klucz do szczęścia" autorstwa Meik Wiking. Mimo, iż książka jest z gatunku poradników lekkich, łatwych i przyjemnych i być może Ameryki nie odkrywa, to jednak pozwoliła mi docenić uroki zimy oraz sprawić, że ferie były o wiele bardziej znośne niż zazwyczaj. Jeśli jesteście ciekawi idei hygge, to kilka pomysłów znajdziecie w moim poprzednim wpisie tutaj. Serdecznie polecam lekturę ;)



ULUBIONA PIOSENKA
A w zasadzie TOP 3 moich ulubionych kawałków w styczniu:

#3 Clean Bandit feat. Sean Paul 
Gdy już na wstępie słyszę moje ulubione wezwanie "Szana Pola", to mam ciarki dosłownie wszędzie. Nie wiem dlaczego, ale mam po prostu słabość do tego pana, a poza tym lubię pozytywne rytmy i wibracje zespołu Clean Bandit. Pani Anne Marie wcześniej nie znałam, ale uważam, że też ma całkiem przyjemny wokal i słucham jej z wielką rozkoszą :)



#2 DJ Snake feat. Justin Bieber "Let me love you"
Bimbera głos oraz piosenki bardzo lubię i się tego nie wstydzę! Ten kawałek (kolaboracja z DJ Snake) pokochałam od razu i nuciłam bez obciachu przez calutki styczeń:



#1 Ed Sheeran "Shape of you"
Ten kawałek po prostu rozwalił mnie na łopatki. Totalne zaskoczenie i geniusz w jednym - coś czuję, że to będzie wielki hit tej zimy. Jeśli jeszcze nie znacie, posłuchajcie koniecznie!



Chętnie poczytam również o Waszych ulubieńcach stycznia, xo



Copyright © 2016 Elfie's planet , Blogger