Kalendarz adwentowy Douglas & Yves Rocher - druga połowa i podsumowanie zawartości

Kalendarz adwentowy Douglas & Yves Rocher - druga połowa i podsumowanie zawartości

Już minął tydzień od Świąt i za chwilę wkroczymy w Nowy (mam nadzieję, że o wiele lepszy) Rok. Dzisiaj mam dla Was zaległy post, w którym chciałam zaprezentować zawartość oraz krótko podsumować drugą połowę kalendarzy adwentowych Douglas i Yves Rocher. Jeśli jesteście ciekawi, to bez zbędnych wstępów zapraszam dalej.



DOUGLAS

Dzień 13 - Miniatura kremu do twarzy Daytox Rich Cream (10 ml). 

Dzień 14 - Chusteczka samoopalająca do twarzy i ciała Douglas Sun - meeh.

Dzień 15 - Miniatura dwufazowego płynu do demakijażu Douglas Essential (50 ml). 

Dzień 16 - Mini kredka do oczu (nr 1 Black) Douglas. 

Dzień 17 - Rolletka (10 ml) wody perfumowanej AnnaYake Kimitsu. 

Dzień 18 - Miniatura żelu oczyszczającego Artemis Skin Aquatics  (20 ml).

Dzień 19 - EOS Lip Balm w sztyfcie (4g). 

Dzień 20 - Miniatura żelu pod prysznic Douglas Home SPA Breath of Amazonia (30 ml). 

Dzień 21 - Miniatura naturalnej maski z glinką DayTox Clay Mask (20 ml). 

Dzień 22 - Lakier do paznokci Douglas w kolorze 74 Heart Break (10 ml). 

Dzień 23 - Miniatura serum przeciwzmarszczkowego AnnaYake (7 ml). 

Dzień 24 - 15 ml wody perfumowanej Toni Gard My Honey Woman.



YVES ROCHER

Dzień 13 - Miniatura żelu pod prysznic Plaisirs Nature Mandarine Bois de Cedre (50 ml)

Dzień 14 - Miniatura dwufazowego płynu do demakijażu oczu Pur Bleuet (50 ml)

Dzień 15 - Miniatura szamponu nabłyszczającego Brillance (50 ml)

Dzień 16 - Lakier do paznokci w kolorze 44. Rose pourpre 

Dzień 17 - Miniatura morelowego peelingu do ciała (30 ml)

Dzień 18 - Miniatura żelu pod prysznic Plaisirs Nature Amande Fleur D'Oranger (50 ml)

Dzień 19Lakier do paznokci w kolorze 94. Or paillete (z drobinkami)

Dzień 20 - Miniatura szamponu odżywczego do włosów suchych (50 ml)

Dzień 21Miniatura żelu pod prysznic Plaisirs Nature Vanille Bourbon (50 ml)

Dzień 22 - Miniatura wody perfumowanej Evidence (7,5 ml)

Dzień 23 - Cień do powiek w kolorze nr 94. Or Blanc Scintillant (2,5g)

Dzień 24 - Szminka Rouge Vertige w kolorze 56 Satine (3,7g).




Oba kalendarze sprawiły mi ogromną radość. Wiadomo, jak to w życiu - były lepsze i gorsze dni. Czasem trafiła się np. saszetka z chusteczką samoopalającą, którą niekoniecznie wykorzystam, kolejny czerwony lakier do paznokci albo czarna kredka do oczu, ale czasem były też produkty godne uwagi (np. balsam EOS lub miniatura kosmetyku YR, który od dłuższego czasu chciałam wypróbować) i one wywoływały ogromny uśmiech na mojej twarzy. Część produktów postanawiam wykorzystać w roli upominków dla bliskich lub na rozdanie, które planuję w niedalekiej przyszłości (bądźcie czujni!). Jeśli chodzi o pierwszą połowę zaprezentowanych tu kalendarzy, szczegółową zawartość pokazywałam Wam na łamach bloga już wcześniej. Druga połowa była równie ciekawa, aczkolwiek mój entuzjazm odnośnie codziennego odliczania i otwierania kolejnych okienek nieco opadł. Niemniej jednak uważam, że warto się skusić na któryś z tych kalendarzy w przyszłym roku (oczywiście, w cenach promocyjnych!). xo

APIS Natural Cosmetics: Ultra-Odżywcze masło do ciała z minerałami z Morza Martwego i masłem shea

APIS Natural Cosmetics: Ultra-Odżywcze masło do ciała z minerałami z Morza Martwego i masłem shea

Rok temu na spotkaniu blogerskim otrzymałam w prezencie od firmy APIS Natural Cosmetics Ultra-Odżywcze masło do ciała z minerałami z Morza Martwego i masłem shea z linii Inspiration. Ponad pół roku kosmetyk czekał cierpliwie w zapasach, natomiast jesienią wreszcie doczekał się, by otulić nim i dopieścić moje ciało. Właśnie wczoraj masło dobiło dna, więc postanowiłam, że jeszcze przed końcem roku podzielę się z Wami moim zdaniem na jego temat.


W tym jakże ładnym białym, minimalistycznym plastikowym słoiku mieści się 200 ml masełka o jasno-łososiowym zabarwieniu, bardzo przyjemnej konsystencji (w moim odczuciu, jest to raczej konsystencja lekkiego balsamu aniżeli ciężkie, tłuste masło do ciała) oraz delikatnym zapachu. Produkt ten dał mi czystą przyjemność użytkowania: aplikacja była szybka, łatwa i niezwykle przyjemna - masełko nie tylko łatwo było wydobyć ze słoiczka, ale też szybko i łatwo rozsmarowywało się i wchłaniało w moją skórę. Jeśli chodzi o zapach, to był lekko słodki (mieszanka masła shea, mango i ryżu), ale przy tym tak subtelny, że prawie nie czułam go ani w opakowaniu, ani na sobie (jest to zaletą, ponieważ nie kolidował ze słodkim zapachem moich perfum). 



Masło zostawiało na mojej skórze efekt glow - lekko połyskującą powłokę wynikającą z zastosowania oleju słonecznikowego, arganowego oraz masła shea z dodatkiem maleńkich złotych drobinek. Przyznam szczerze, że te drobinki rozświetlające nie do końca mi pasowały, ale na szczęście nie była to drobinkowa wersja hardcore, tylko raczej taki lekki soft ;) Co do działania kosmetyku, to praktycznie od razu po aplikacji można zauważyć, iż skóra jest doskonale nawilżona (jest to produkt przeznaczony dla skóry bardzo suchej), odżywiona, miękka i gładka. Właśnie takiego rezultatu oczekuję od jakiegokolwiek mleczka, balsamu czy masła do ciała, więc nie mogło być lepiej. 



Przejdźmy zatem do zestawienia zalet i wad produktu oraz do mojej subiektywnej oceny:

Plusy:
  • przyjemna konsystencja
  • łatwo się rozprowadza 
  • szybko się wchłania
  • bardzo subtelny, prawie niewyczuwalny zapach
  • dobre działanie nawilżające, odżywcze, zmiękczające i wygładzające
  • kosmetyk wydajny (200 ml)
  • przystępna cena (ok 20-23 zł).
Minusy:
  • fenoksyetanol w składzie (staram się go unikać w kosmetykach do smarowania twarzy/ciała oraz w odżywkach do włosów)
  • masło ma drobinki rozświetlające, a ja za takimi bonusami nie przepadam
  • problem z dostępnością produktu w sklepie producenta oraz w niektórych sklepach internetowych.

Moja ocena: 7/10.


Moim zdaniem, jest to bardzo przyjemne masło do ciała, którego największymi zaletami są konsystencja oraz świetne działanie. W zasadzie wszystkie obietnice producenta zostały spełnione, więc tutaj naprawde nie mam się do czego przyczepić. Jedyne, co mi się nie do końca podoba to to, że w składzie jest phenoxyethanol (zauważyłam jego obecność w większości lub nawet we wszystkich kosmetykach tej marki, a szkoda), jak również obecność tych złotych drobinek rozświetlających (nie lubię się świecić jak choinka w Wigilię). Tak czy inaczej, jeśli uda Wam się dorwać ten produkt w jakimś dobrym sklepie internetowym lub stacjonarnym, to myślę, że warto go wypróbować. xo

PS. Serdecznie dziękuję marce APIS za kosmetyk do testów! :)

APIS
BLOGMAS 2017 #6: Zimowa pielęgnacja twarzy

BLOGMAS 2017 #6: Zimowa pielęgnacja twarzy

Dawno już nie robiłam wpisów zbiorowych dotyczących mojej pielęgnacji skóry, a ostatni jesienno-zimowy post z tej serii ukazał się dwa lata temu. Zima w tym roku jest co prawda łagodna dla mojej cery, ale niestety daje w kość, jeśli chodzi o infekcje górnych dróg oddechowych. Pisząc dzisiejszy tekst, nadal zmagam się z przeziębieniem i zapaleniem gardła, a od prawie tygodnia nie wychodzę z domu. Aby już do reszty nie zwariować i nie zdziczeć, postanowiłam wreszcie się do Was odezwać i opowiedzieć Wam co nieco o tym, jak dbam zimą o skórę.


CODZIENNIE

Oczyszczanie wieloetapowe. Moją codzienną rutynkę pielęgnacyjną zaczynam oczywiście od oczyszczania skóry. Najpierw wykonuję demakijaż oczu oraz wstępny demakijaż twarzy za pomocą płynu micelarnego (rano zazwyczaj poprzestaję właśnie na przemyciu twarzy płynem micelarnym). Ostatnio zużyłam Lipowy płyn micelarny Sylveco, ale nie zachwycił mnie aż tak, jak niebieski nawilżający z Vianka. Aktualnie zaczynam testować Wzmacniający Płyn Micelarny Tonik 2w1 mojej ukochanej marki Vianek, która jak dotąd lepiej się u mnie sprawdza od matczynej marki Sylveco. Kolejnym etapem demakijażu jest u mnie naturalny olejek Biolove Cleansing Oil do skóry normalnej i mieszanej, który następnie zmywam pianką lub żelem do oczyszczania twarzy. Niedawno wykończyłam rewelacyjną piankę koreańskiej firmy Holika Holika (recenzja już niedługo!), natomiast kilka dni temu zaczęłam stosować krem do demakijażu Douglas Essential Foaming Cream-Gel Cleanser, który pozostawia skórę tak czystą, że aż "skrzypi". Żel lub piankę rozprowadzam na buzi za pomocą moich ulubionych gąbek Konjac od Yasumi (jestem im wierna od lat), a w tym sezonie sięgnęłam po wersję z likopenem. Gąbka jest rewelacyjna, ale była tak wielka, że musiałam ją rozciąć na pół (przez co starcza mi na pół roku zamiast na zaledwie 3 miesiące -> i wilk syty, i owieczka cała ;).


Esencja, serum, krem. Gdy czuję, że moja buzia jest doskonale czysta, na twarz aplikuję odrobinę toniku bądź esencji. Jesienią zakochałam się w Nawilżającym toniku-mgiełce marki Vianek i za niedługo planuję do niego wrócić (lub wypróbować wersję łagodzącą), natomiast aktualnie mam w użyciu całkiem fajny produkt marki Bielenda - jest to Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy z filtratem drożdżowym. Ten kosmetyk bardzo dobrze spisuje się na mojej mieszanej cerze: fajnie doczyszcza, tonizuje, koi oraz nawilża skórę, a do tego przyjemnie pachnie (mimo iż czuć trochę te drożdże). Po esencji smaruję buzię cienką warstwą Rozjaśniającego Serum na Przebarwienia marki APIS Natural Cosmetics, a następnie krem pod oczy i krem na dzień lub na noc. Ostatnio testowałam nowy krem przeciwzmarszczkowy do twarzy, ale kompletnie się u mnie nie sprawdził, więc wróciłam do resztek (niestety są już na wykończeniu) rewelacyjnych, naturalnych kremów polskiej marki BeautyOil. Tak jak pisałam w recenzji, są to najlepsze kremy do twarzy, jakich kiedykolwiek używałam i z całego serca polecam Wam je wypróbować. Nigdy nie zapominam też o pielęgnacji ust - zwłaszcza zimą regularnie używam pomadki ochronnej na bazie masła shea (aktualnie jest to sztyft Yves Rocher z serii Karite). Muszę Wam powiedzieć, że moja skóra nigdy nie była bardziej szczęśliwa i nie wyglądała lepiej niż teraz - ta aktualna dieta po prostu wyjątkowo jej służy.


1-2 RAZY W TYGODNIU

Peeling + maseczka. Jak zapewne już wiecie, jestem psychofanką złuszczania martwego naskórka, więc obowiązkowo minimum raz w tygodniu wykonuję peeling twarzy. W tym roku testuję Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym z serii Dermiss Farmona, który jest całkiem fajny, ale trochę przeszkadza mi jego octowy zapach. Po peelingu coś, co elfiki, tygryski i inne boskie stworzenia kochają najbardziej, czyli maseczka. Najchętniej sięgam po naturalne maski do twarzy (również te w płacie), a od kilku lat jestem ogromną fanką maseczek w saszetkach Bania Agafii (aktualnie mam odmładzającą na mleku łosia oraz moją ulubioną, maskę-lifting tonizującą). Jeśli chodzi o koreańskie maski, to szukam takich, które mają jak najlepsze i możliwie najbardziej naturalne składy. Na razie najbardziej polubiłam Missha Pure Source Cell Sheet Mango, a na dniach będę testować również naturalną maskę w płacie Klairs Rich Moist Soothing Mask z kwasem hialuronowym i bogactwem roślinnych ekstraktów. Anetka z bloga CosmetiCosmos bardzo ją chwaliła, więc mam nadzieję, że i ja będę z niej zadowolona.


CO 2 TYGODNIE

Mezoterapia. Ogromnie wierzę w działanie mezoterapii mikroigłowej i od ponad pół roku robię sobie zabiegi w domu* za pomocą Yasumi Titanium Derma Roller. Na początek używałam najmniejszych igieł (o długości 0,25 mm) i mimo lekkiego dyskomfortu związanego ze szczypaniem, już po kilku sesjach zauważyłam znaczną poprawę napięcia oraz kolorytu skóry. 

*Spokojnie, chodziłam do szkoły kosmetycznej, więc zabiegi wykonuję prawidłowo i mojej skórze nie dzieje się żadna krzywda! ;)


Na dniach zamierzam przejść na następny level terapii mikroigłowej - tym razem zamówiłam rolkę z igłami o długości 0,5 mm oraz pakiet ampułek Yasumi (z witaminą C, kolagenem oraz kwasem hialuronowym), które mają również wygładzać pierwsze zmarszczki. W podobne działanie kremów do twarzy nie wierzę, natomiast w działanie tego magicznego urządzenia w tandemie ze specjalistycznymi kuracjami jak najbardziej. 

I tak w zasadzie wygląda moje dbanie o cerę zimą. Dajcie znać, jak to jest u Was i czy znacie któryś w przedstawionych przeze mnie produktów. Niebawem mam w planach również podobne wpisy dotyczące  pielęgnacji ciała i włosów. Na razie powiem Wam tylko tyle, że będzie bardzo... naturalnie ;) xo


Wpis powstał w ramach weekendowego cyklu blogowego dotyczącego Świąt. 
Koniecznie zajrzyjcie też na blogi pozostałych, fantastycznych dziewczyn:





ONLYECO: Ekologiczne (i skuteczne!) sprzątanie jest możliwe

ONLYECO: Ekologiczne (i skuteczne!) sprzątanie jest możliwe

Bycie bardziej eko oraz używanie naturalnych produktów nie kończy się dla mnie na pielęgnacji skóry czy włosów. Dla mnie oznacza to również zwracanie większej uwagi na składy produktów spożywczych oraz stosowanie jak najmniejszej ilości środków chemicznych w moim gospodarstwie domowym. Oczywiście, całkowite pozbycie się chemii jest bardzo, ale to bardzo trudne, niemniej od lat staram się, jak mogę i trwam w swoich małych eko-rutynach nie tylko od święta. Od paru lat nie tylko segreguję odpady, ale też myję okna tylko i wyłącznie za pomocą wody i ściereczki z mikrofibry oraz co rusz testuję jakieś nowe, naturalne środki i domowe receptury do sprzątania. Ostatnio przekonałam się na przykład, że ekologiczne sprzątanie może być całkiem proste i skuteczne, a do tego o wiele przyjemniejsze niż robienie papki z mikstury sody oczyszczonej z octem. Jaki jest mój sekret? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: produkty Laboratorium Naturella - nowej firmy na polskim rynku naturalnych kosmetyków i środków czystości, która oferuje kosmetyki marki OnlyBio (o nich przeczytacie tutaj) oraz produkty do sprzątania marki OnlyEco, które od listopada mam zaszczyt testować. Jeśli interesuje Was zarówno skuteczność używanych produktów, jak i dbałość o środowisko, zapraszam na recenzję.


Krótko o marce

Laboratorium Naturella to nowa firma na polskim rynku naturalnych kosmetyków i środków czystości, która oferuje kosmetyki marki OnlyBio (o nich przeczytacie tutaj) oraz produkty do sprzątania marki OnlyEco, które zawierają przynajmniej 99% składników pochodzenia naturalnego oraz są biodegradowalne, jednocześnie zapewniając wysoką efektywność działania. Bazą wszystkich produktów firmy jest unikalna na skalę światową biosurfaktyna z rzepaku - substancja powierzchniowo czynna, która posiada właściwości myjące i czyszczące oraz antybakteryjne. Produkcja biosurfaktyny jest w pełni ekologiczna, a pozostałości po rzepaku służą jako pasza dla zwierząt. Co więcej, wszystkie produkty są pozbawione szkodliwej chemii, m.in. SLS, SLES, PEG-ów, silikonów oraz olejów mineralnych, a także substancji petrochemicznych i zwierzęcych oraz barwników mogących wywoływać podrażnienia i alergie. Brzmi dobrze, prawda? Przejdźmy zatem teraz do konkretów, czyli do przetestowanych przeze mnie produktów.

Płyn do mycia łazienek OnlyEco

Płyn do czyszczenia wyposażenia łazienek oraz toalet: wanien, umywalek, kabin prysznicowych, armatury oraz płytek ceramicznych. Zawiera m.in. glicerynę i olejek ze skórki cytryny; 99,15% składników pochodzenia naturalnego. Bez niepożądanych: SLS, SLES, NTA, EDTA, parabenów, PEG-ów, substancji petrochemicznych, barwników, syntetycznych kompozycji zapachowych, enzymów, fosforanów, siarczanów, formaldehydu, chloru, boranów, wybielaczy optycznych i chemicznych. Biodegradowalny. Nie zostawia zacieków. Produkt Wegański.

Składponiżej 5% niejonowe środki powierzchniowo-czynne na bazie wielocukrów; naturalny olejek eteryczny ze skórki cytryny (zawiera: Limonene). Zawiera także: wodę zdemineralizowaną, etanol den. otrzymywany przez fermentację skrobi roślinnej, kwas cytrynowy, kwas mlekowy, glicerynę, solubilizer naturalny.

Sposób użycia: spryskać czyszczoną powierzchnię, odczekać kilkadziesiąt sekund, a następnie przetrzeć wilgotną szmatką. Sprawdzić odporność czyszczonego materiału na działanie środka wykonując test na niewielkiej, ukrytej powierzchni. Nie nadaje się do czyszczenia powierzchni zawierających wapień (marmur, alabaster, lastriko, beton ,itp.).


Jak używam płynu? Spryskuję dokładnie umywalkę i wannę, pozostawiając białą pianę na chwilę, po czym wycieram wilgotną ściereczką. jednak w przypadku tzw. trudniejszych zabrudzeń, pianę na wannie i umywalce zostawiam na około pół godziny, by zrobiła swoje, po czym dokładnie spłukuję ciepłą wodą. Z kolei na płytkach i blatach spryskuję i zmywam mokrą szmatką bądź gąbką już po chwili, czasem zostawiam płyn nieco dłużej na fugach, by dokładnie się oczyściły (moja łazienka niestety lata świetności ma już dawno za sobą, a remontu się doczekać jakoś nie może ;). Powiem Wam, że produkt ten bardzo pozytywnie mnie zaskoczył swoim działaniem - mimo tak naturalnego składu, bardzo skutecznie czyści wannę, umywalkę i kafelki, a przy tym nie drażni i nie dusi mnie ostrym, chemicznym zapachem (ja na zapachy jestem bardzo wrażliwa, a podczas sprzątania tradycyjnymi środkami bardzo często robiło mi się niedobrze). Ponadto, opakowanie płynu zasługuje na same pochwały, bowiem nie tylko fajnie wygląda, ale też sprawdza się w praktyce - jest poręczne (idealnie mieści się nawet w drobnej kobiecej dłoni) i wygodne - pompka jest solidnie wykonana i pozwala w łatwy sposób nanieść płyn na czyszczoną powierzchnię. Czy można chcieć więcej? Ja jestem w pełni usatysfakcjonowana, co zresztą możecie zobaczyć sami na poniższym zestawieniu zalet i wad.

Plusy:
  • ma nie tylko ładne, ale też bardzo praktyczne opakowanie z pompką
  • bardzo dobrze czyści umywalkę oraz wannę, usuwając nie tylko brud, ale również kamień, rdzę oraz osady z mydła
  • nie drażni i nie dusi silnym, chemicznym zapachem
  • bezpieczna formuła i naturalny skład (dzięki czemu nie muszę się obawiać, że np. wchodząc potem do wanny, podrażni mi skórę)
  • jak przystało na produkt eko, opakowanie jest biodegradowalne 
  • ładnie domywa kafelki z brudu i osadów z mydła (jeśli zaś chodzi o fugi, to pianę trzeba jednak zostawić na nieco dłuższy czas, niż zaleca producent)
  • sprawdza się świetnie nawet jako środek do mycia zlewu kuchennego
  • niewygórowana cena (26 zł za opakowanie 500 ml). 

Minusy:
  • w przypadku starszych umywalek i wanien, tylko częściowo domywa nieestetyczne, żółte zacieki. 

Moja ocena: 9/10.


Płyn do mycia naczyń OnlyEco

Naturalny płyn do mycia naczyń o właściwościach antyseptycznych. Produkt skoncentrowany – można go stosować dodając już 4ml (1 łyżeczkę) do wody w zlewie, wystarczy na 2000 naczyń z jednej butelki, 250 myć. 

Zawiera m.in. biosurfaktynę z rzepaku, glicerynę i olejek ze słodkiej pomarańczy; 99,15% składników pochodzenia naturalnego. Bez niepożądanych: SLS, SLES, NTA, EDTA, parabenów, PEG-ów, substancji petrochemicznych, barwników, syntetycznych kompozycji zapachowych, enzymów, fosforanów, siarczanów, formaldehydu, chloru, boranów, wybielaczy optycznych i chemicznych. Biodegradowalny. Nie zostawia zacieków. Produkt Wegański. Delikatny dla skóry rąk. Przebadany dermatologicznie.

Sposób użycia: 
w zależności od stopnia zabrudzenia, wlać parę kropli płynu pod strumień wody w zlewozmywaku. Umyć naczynia i wypłukać.

Skład: 
poniżej 5% niejonowe środki powierzchniowo-czynne na bazie wielocukrów, anionowe środki powierzchniowo-czynne na bazie oleju kokosowego i rzepaku, amfoteryczne środki powierzchniowo-czynne na bazie oleju kokosowego, hydroksymetyloglicynian sodu, naturalny olejek eteryczny ze słodkiej pomarańczy (zawiera: Limonene). Zawiera także: wodę zdemineralizowaną, chlorek sodu, glicerynę, dodatek balsamiczny, kwas cytrynowy.

Płyn znajduje się w białym plastikowym opakowaniu o pojemności 500 ml i mega fajnym designie. Ma postać transparentnego płynu o lekko żółtym zabarwieniu i średnio-rzadkiej konsystencji. Pachnie bardzo delikatnie (ale jakże przyjemnie!) cytrusami, co jest ogromnym plusem. Mimo iż płyn do mycia naczyń to nie jest produkt o jakiejś bardzo wyszukanej filozofii - ma przede wszystkim myć naczynia, to jednak ten płyn nie tylko dobrze spełnia swoją rolę (tj. zmywa zabrudzenia i tłuszcz), ale dodatkowo pielęgnuje skórę rąk i dłoni. Odkąd używam mydła w płynie OnlyBio oraz płynu do mycia naczyń OnlyEco, moje dłonie są w znacznie lepszej kondycji niż dotychczas - znacznie mniej się przesuszają i są miękkie w dotyku, przez co nie potrzebuję już non stop smarować ich kremem do rąk.  

Plusy:
  • fajne opakowanie (oczywiście, biodegradowalne)
  • delikatny cytrusowy zapach 
  • bezpieczna formuła i naturalny skład
  • opakowanie biodegradowalne
  • usuwa tłuszcz i zabrudzenia jak tradycyjne płyny do mycia naczyń
  • usuwa nawet zaschnięte plamy i tłuszcz z naczyń żaroodpornych czy blach z piekarnika (trzeba tylko roztwór płynu z wodą zostawić w naczyniu na dłużej)
  • nie niszczy i nie przesusza dłoni 
  • ma bardzo przystępną cenę (17 zł zapłacimy za opakowanie 500 ml, natomiast 31 zł za litrowe opakowanie z pompką).

Minusy:
  • w przypadku zmywania pod bieżącą wodą, płyn jest mało wydajny (producent zaleca wlać parę kropli płynu pod strumień wody w zlewozmywaku, jednak ja ze względu na ograniczone miejsce w kuchni oraz obecność zmywarki, mam tylko jedną, małą komorę, więc zmywam pod bieżącą wodą).

Moja ocena: 9/10.

Jak widzicie na powyższym zestawieniu plusów i minusów, produkty marki OnlyEco w ponad 90% spełniają moje oczekiwania. Tak naprawdę, poza rewelacyjnym, naturalnym składem oraz dodatkowymi walorami zapachowymi, nie widzę różnicy pomiędzy nimi a silniejszymi środkami (mam tu na myśli fakt, iż te środki równie dobrze radzą sobie ze zmyciem naczyń lub tzw. powierzchni płaskich). Są nie tylko ekologiczne i bezpieczne dla zdrowia, ale też skuteczne. W przypadku trudniejszych i bardziej uporczywych zabrudzeń (takich jak np. zeschnięty tłuszcz na naczyniu żarodopornym czy blasze do pieczenia), roztwór płynu pozostawiam na mytej powierzchni na dłużej i efekt jest naprawde super! Odkąd mam przyjemność używać tych produktów zarówno w mojej kuchni, jak i łazience, nie zamierzam już wracać do tradycyjnych, chemicznych środków dostępnych w każdym sklepie za rogiem czy markecie. Raz na jakiś czas będę zamawiać te produkty online oraz z nadzieją wypatrywać ich w sklepach stacjonarnych. Swoją drogą, ciekawa jestem również płynu do prania i płukania tkanin, żelu do toalet oraz płynu do mycia kuchni - dajcie mi koniecznie znać w komentarzach poniżej, jeśli znacie te produkty i macie już wyrobione zdanie na ich temat, a ja tymczasem... wracam do moich eko-porządków przedświątecznych. Dom niestety sam się nie posprząta, a naczynia same nie umyją ;) xo
Więcej produktów znajdziecie na stronie producenta oraz na FB Laboratorium Naturella

Laboratorium Naturella

Serdecznie dziękuję Laboratorium Naturella za produkty do testów.
BLOGMAS 2017 #5: Ulubione zimowe zapachy - moje TOP 5

BLOGMAS 2017 #5: Ulubione zimowe zapachy - moje TOP 5

Jeśli chodzi o aromaty typowo świąteczne, to dla mnie nie ma nic lepszego, niż zapach ciasta lub pierników roznoszących się po domu. Póki co, pierników jeszcze nie zdążyłam upiec, więc nie pozostaje mi nic innego, jak pocieszać się zapachem jesienno-zimowych wosków, olejków czy świec zapachowych w szkle (właśnie taką formę uwielbiam najbardziej ze względów wizualnych oraz praktycznych). Jeśli szukacie ładnych wosków lub świec, które uprzyjemnią Wam ponure, zimowe (jak również świąteczne) dni, zapraszam na mój subiektywny przegląd - listę TOP 5 najpiękniejszych zimowo-świątecznych zapachów.


#1
Najpiękniejszym jak dotąd zimowo-świątecznym zapachem jest dla mnie Kringle Candle Gold & Cashmere, który miałam na razie tylko w formie wosku, ale od jakiegoś czasu rozglądam się za świecą w szkle w moim częstochowskim TK Maxx'ie. Co takiego ma w sobie ten zapach - nie jestem w stanie powiedzieć, ale była to po prostu miłość od pierwszego "poniuchania". 


Złoto i Kaszmir kojarzą mi się przede wszystkim z bogactwem i luksusem oraz produktami dobrej jakości, z tzw. wyższej półki. Kaszmir to w moim odczuciu synonim otulenia miękkim szalem lub ciepłym swetrem o niezwykle delikatnej fakturze i wysokiej jakości wełny. Złoto z kolei to surowiec typowo biżuteryjny, jednak pozbawiony jakichkolwiek konotacji zapachowych. Tak czy inaczej, już sama nazwa Gold & Cashmere przywodzi na myśl nuty ciepłe i otulające, takie, które dadzą nam przyjemne doznania i rozgrzeją w chłodne dni. Znajdziemy tutaj słodkie aromaty wanilii i owoców cytrusowych (domyślam się, że głównie są to pomarańcze), przyprawione nieco cięższymi aromatami piżma i drzewa sandałowego. W moim odczuciu jest to mieszanka idealnie wyważona i subtelnie słodka; nie przytłacza i nie męczy, ani też, co gorsza, nie powoduje bólu głowy; w przyjemny i delikatny sposób roznosi się po mieszkaniu, dodając mu nie tylko przytulności i słodyczy, ale również finezyjnego sznytu i wyrafinowania.


#2
Na drugiej pozycji stawiam prześliczny zapach Aromatyczna Mandarynka od Yves Rocher. Jest to świeca  z tegorocznej kolekcji świątecznej (niestety, limitowana!), zatopiona w minimalistycznym białym kieliszku. Świeczka pięknie i mocno pachnie już "na sucho", natomiast po odpaleniu owocowe nuty mandarynek przepięknie unoszą się w pomieszczeniu, stopniowo łącząc się ze słodkim kakao i korzennymi przyprawami (mam wrażenie, że wśród przypraw znalazły się tu przede wszystkim wanilia i goździki). Wbrew moim początkowym obawom, te mocniejsze, korzenne nuty nie dominują cytrusowo-słodkiej klementynki, tylko idealnie ją "doprawiają" i uszlachetniają. Całość jest moim zdaniem bardzo trafnie skomponowana i wyważona - nie jest to kompozycja ani zbyt lekka, ani jednocześnie zbyt ciężka (co istotne, nie dusi, nie przytłacza, nie powoduje bólu głowy). Propozycja idealna na wietrzne, zimowe dni lub też na Święta Bożego Narodzenia, oczywiście raczej dla amatorów słodkich zapachówW ofercie marki Yves Rocher jest jeszcze świeca Owoce Leśne, którą zamierzam w najbliższym czasie dorwać. Wydaje mi się, że też będzie pięknie pachnieć, ponieważ kocham nuty owocowe. ;)


#3
Dosyć podobny do Gold & Cashmere jest zapach Warm Cashmere z tegorocznej jesiennej kolekcji Yankee Candle. Jest to cudowna, słodka, ciepła i otulająca niczym kaszmir kompozycja - na liście nut zapachowych, które wchodzą w skład "ciepłego kaszmirku" znajdziemy między innymi: drzewo sandałowe, kardamon, piżmo, paczulę i francuską wanilię. W rezultacie, mamy piękną i zaskakująco subtelną mieszankę słodkich przypraw z cięższymi nutami, takimi jak drzewo sandałowe czy paczula. Na szczęście, zapach nie jest zbyt mocny, a zatem nie muli, nie męczy i nie wywołuje migreny. Bardzo, ale to bardzo przyjemny, aczkolwiek Kringle i tak pozostanie numerem 1!


#4
Kolejna piękna propozycja od Yankee Candle to Pain au Raisin. Świeczkę miałam w małym słoiku, który służy mi do dziś do przechowywania złotych monet na szczęście ;) Pain au Raisin to w moim odczuciu zapach ciasteczka lub rogalika maślanego z dość wyraźnie wyczuwalną nutą cynamonu i rodzynek. Jest to zapach raczej subtelny i nienachalny, taki typowo zimowy, ciepły i otulający. Co więcej, świeca pachnie delikatnie, nie wywołuje bólu głowy ani innych nieprzyjemnych reperkusji (choć jeśli mam być szczera, to aromat ciasta, wanilii i rodzynek mógłby być nawet trochę mocniejszy). Uwielbiałam odpalać ją zwłaszcza rano, do kawy i śniadania, gdyż pozytywnie mnie nastrajała i przywoływała na myśl to, co najlepsze o tej porze roku (m.in. aromat ciasta, przypraw, słodyczy i masła). Jeśli miałabym określić ten zapach jednym słowem, to powiedziałabym, że jest... przepyszny ;)


#5
I na koniec propozycja dla osób, które zamiast ciasteczkowo-kuchennych aromatów preferują nuty owocowe z domieszką słodyczy, czyli Yankee Candle Cranberry Pear. Według producenta, ten sampler to wyjęta z pieca tarta z gruszkami i syropem żurawinowym lub też pieczone gruszki zatopione w syropie żurawinowymJa uważam, iż  Cranberry Pear to przede wszystkim lekko kwaskowata żurawina połączona ze słodkim zapachem ciasta, niekoniecznie gruszkowym. Gruszki w tej mieszance nie wyczuwam prawie wcale (no, może w minimalnym stopniu). W każdym razie, zapach jest z jednej strony orzeźwiający i kwaskowaty (żurawina rządzi!), a z drugiej słodki, lecz nie przesłodzony. W rezultacie, otrzymujemy mieszankę bardzo przyjemną, a przy tym subtelną i nie przytłaczającą. Mimo, iż Cranberry Pear czy Pain Au Raisin to nie są żadne nowości w ofercie marki, to muszę przyznać, że oba zapachy totalnie mnie oczarowały i jestem skłonna do nich co jakiś czas wracać.


A jakie są Wasze ulubione zapachy zimowo-świąteczne? xo

Wpis powstał w ramach weekendowego cyklu blogowego dotyczącego Świąt. 
Koniecznie zajrzyjcie też na blogi pozostałych, fantastycznych dziewczyn:





BLOGMAS#4 2017: Kalendarz adwentowy YVES ROCHER na półmetku

BLOGMAS#4 2017: Kalendarz adwentowy YVES ROCHER na półmetku

Wczoraj w ankiecie na moim Instagramie wyraziliście 100% chęć na pokazanie zawartości Kalendarza Adwentowego marki Yves Rocher. Po raz pierwszy w sklepie YR musiałam czekać na przesyłkę około 2 tygodnie (mimo, iż od razu opłaciłam zamówienie), ale w poniedziałek kalendarz wreszcie do mnie dotarł. Pomimo początkowej irytacji i zniecierpliwienia, muszę stwierdzić, że jednak warto było na niego czekać. Oczywiście, jako mistrzyni łowienia rabatów i wszelkiego rodzaju okazji, kalendarz wyhaczyłam za -40% oryginalnej ceny (czyli 119 złotych zamiast 199). Kto ciekawy, jakie cuda kryją się w tych ślicznych biało-czerwonych pudełeczkach o numerach od 1 do 12, zapraszam dalej na openbox. 



Dzień 1 - Miniatura (5 ml) wody perfumowanej Quelques Notes d'Amour. Ten zapach już kiedyś wąchałam (miałam próbkę) i totalnie nie przypadł mi do gustu, więc pójdzie dalej w świat.



Dzień 2  - Miniatura (50 ml) Szamponu odbudowującego z olejkiem jojoba. Mój ulubiony szampon (zresztą cała linia jest genialna), moje włosy po tym szamponie wyglądają świetnie, więc na pewno zostawię sobie do kosmetyczki podróżnej.



Dzień 3 - Miniatura (30 ml) Kremu naprawczego do włosów z olejkiem jojoba. Jest to nowość - krem do włosów na noc, którego bardzo byłam ciekawa, więc na pewno przetestuję.



Dzień 4 - Cień do powiek w kolorze 31. Brun Acajou Nacre. Jeśli znajdę podobny odcień w którejś z moich palet cieni, ten pójdzie do kogoś bliskiego. Kolor jest prześliczny, wprost idealny na zbliżające się Święta oraz Sylwestra.



Dzień 5 - Miniatura (30 ml) Kremu nawilżającego do rąk z arniką. Byłam go bardzo ciekawa, ale jakoś nigdy nie miałam okazji, by go wypróbować, więc oczywiście już jest w użyciu.



Dzień 6 - Miniatura (50 ml) Łagodzącego płynu micelarnego 2w1 do skóry wrażliwej. Chętnie przetestuję, a jeśli będzie ok, to zostawię sobie na weekendowe wyjazdy.



Dzień 7 - Miniatura (10 ml) Kremu nawilżająco-łagodzącego do skóry wrażliwej. Pewnie też wrzucę go do kosmetyczki wyjazdowej albo dam mężowi.



Dzień 8 - Pomadka ochronna z masłem karite. Mam już ten sztyft w kosmetyczce i bardzo sobie chwalę, więc myślę, że dam ją w prezencie komuś, kogo lubię.



Dzień 9 - Miniatura (30 ml) Kremowego żelu pod prysznic z karite do skóry bardzo suchej. Ciekawa jestem zapachu oraz właściwości, więc pewnie zaraz przetestuję ten produkt. 



Dzień 10 - SOS Wzmacniająca baza do paznokci (5 ml). Miałam w planach zakup tej bazy, więc ogromnie się z niej cieszę. Mam nadzieję, że podratuje mi trochę płytkę po hybrydzie.



Dzień 11 - Lakier do paznokci (5 ml) w kolorze nr 42. Coquelicot. Czerwień ciut ciemniejsza niż na zdjęciu, bardzo mi się podoba. Bardzo lubię lakiery tej marki, więc cieszę się, że ten lakier był w kalendarzu.



Dzień 12 - Miniatura (30 ml) Nawilżająco-natłuszczającego mleczka do ciała z wyciągiem z owsa. Zazwyczaj nie lubię zapachu mleczek YR z owsem, więc albo dorzucę komuś do upominku gwiazdkowego, albo wrzucę do torebki i zużyję jako krem do rąk.


Jako że od lat jestem klientką sklepów Yves Rocher, kilka kosmetyków już znałam. Myślę, że podaruję je komuś bliskiemu albo zostawię na urodzinowe rozdanie na blogu i/lub IG. Miniaturki to fajny sposób na wypróbowanie nowych kosmetyków albo na zmniejszenie rozmiaru i wagi bagażu podczas wyjazdów, więc na pewno je wykorzystam. Najbardziej cieszy mnie odżywcza baza oraz lakier do paznokci - produkty Yves Rocher do pielęgnacji i stylizacji dłoni są moimi ulubionymi, więc lepiej być nie może. 



Ponadto, samo pudełko z kartonikami prezentuje się prześlicznie i będzie się nadawać na wykonanie kalendarza adwentowego dla siebie lub bliskiej osoby na kolejny rok (zero waste!). Jak na razie, z produktów jestem zadowolona, tylko trochę mi żal, że YR tak nawaliło z wysyłką i nie mogłam się cieszyć codziennym (stopniowym) odkrywaniem zawartości kalendarza. Druga połowa będzie się już odbywać jak należy (tj. stopniowo będę otwierać po jednym pudełku na dzień), więc zachęcam gorąco do obserwowania mojego bloga, Instagrama oraz FB. xo

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger