środa, 29 czerwca 2016

Physio-micelarny żel do oczyszczania twarzy LIRENE Dermoprogram

Physio-micelarny żel do oczyszczania twarzy LIRENE Dermoprogram
Witajcie kosmetykomaniacy! W poprzednim poście opowiedziałam Wam o ciekawym gadżecie do demakijażu, który idealnie sprawdza się podczas nieplanowanych wyjazdów lub do szybkich poprawek makijażu w sytuacji gdy np. rozmaże nam się tusz czy szminka. Dzisiaj z kolei biorę pod lupę kosmetyk, który ostatnio stanowił podstawę mojego demakijażu, a jest nim Physio-micelarny żel do oczyszczania twarzy, który dostałam od marki Lirene po warsztatach na konferencji Meet Beauty w Warszawie.



O PRODUKCIE

Physio-micelarny żel do oczyszczania twarzy z błękitną algą to nowość w ofercie marki. Jest to kosmetyk, który ma postać bezbarwnego żelu o niezwykle przyjemnym, świeżym zapachu. Ma on za zadanie przede wszystkim delikatnie oczyszczać, nawilżać i regulować pH skóry. Nadaje się do każdego typu cery, również wrażliwej i alergicznej. 

Producent na opakowaniu informuje, iż produkt ten możemy stosować na 2 sposoby; pierwszy to żel myjący do użycia z wodą, natomiast drugi sposób to micelarny żel do demakijażu, aplikowany wacikiem na twarz (jak mleczko, płyn micelarny czy tonik). Ja osobiście nie potrafiłam się przekonać do pierwszego sposobu; najlepiej produkt ten sprawdzał się jako alternatywa płynu micelarnego, poza tym taka forma była dla mnie wygodniejsza. W moim przypadku, zmywanie żeli do demakijażu wodą często kończy się podrażnieniem, zaczerwienieniem lub ściągnięciem skóry, dlatego spróbowałam raz czy dwa i szybko wróciłam do aplikacji żelu na płatek kosmetyczny.

Opakowanie 200 ml żelu kosztuje 15 zł.

Więcej informacji znajdziecie na stronie sklepu marki Lirene TUTAJ.

Opakowanie

Kosmetyk jest zapakowany w niebieską plastikową butlę o pojemności 200 ml, wyposażoną w niezwykle praktyczną pompkę. Butelka jest pół-transparentna, przez co bez problemu widzimy ilość kosmetyku w środku, na niej zaś znajduje się etykieta z bardzo szczegółowym opisem produktu oraz pełną listą składników. Opakowanie jest nie tylko estetyczne, ale i praktyczne oraz solidnie wykonane; nic się nie wyciera, pompka nie zacina, wszystko działa i wygląda porządnie (nawet, gdy zużyjemy żel do samego końca).


Składniki:

Aqua (Water), Polysorbate 20, Glycerin, Methyl Gluceth-20, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Betaine, PEG-70 Mango Glycerides, Hydroxyacetophenone, Panthenol, Hydroxylcellulose, Acrylates/C10-30, Alkyl Acrylate Crosspolymer, Cyclopentasiloxane, Sodium Carbonate, Allantoin, Ethylhexylglycerin, Cyclohexasiloxane, Disodium EDTA, Sorbitol, Algae Extract, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Parfum (Fragrance).



Główne składniki aktywne, jakie wymienia producent, to pochodząca z Ameryki Północnej błękitna alga, która zawiera witaminy z grupy B i aminokwasy i przez to ma głęboko nawilżać skórę (ekstrakt z tej algi znajduje się jednak prawie na samym końcu listy składników INCI), a poza tym wosk z mango, który odżywia i zmiękcza skórę i D-Pantenol, który łagodzi podrażnienia i wygładza. Ponadto, w żelu znajdziemy również m.in. glicerynę, betainę, alantoinę.

MOJE WRAŻENIA

Co mi się w tym produkcie podobało:
  • produkt przyjemny w codziennym użytkowaniu, a przy tym delikatny
  • pięknie pachnie (tak świeżo, jakby oceanem i bryzą ;))
  • nie uczulił, ani nie podrażnił moich wrażliwych oczu (przy usuwaniu mocniejszego makijażu oka, w pierwszym momencie pojawiało się minimalne szczypanie, które na szczęście szybko mijało, jednak przy delikatnych kosmetykach nie było z tym problemu)
  • nie zostawiał uczucia lepkości, ani też ściągnięcia czy efektu przesuszonej skóry
  • walory pielęgnacyjne: żel nawilżał, odżywiał i fajnie odświeżał skórę
  • praktyczne opakowanie z pompką nie tylko zawierało szczegółowe informacje o kosmetyku, ale też umożliwiało idealne dozowanie produktu (oraz podgląd, ile żelu mamy jeszcze w butelce).
Co mi się nie podobało:
  • aby dobrze zmyć makijaż twarzy i oczu, trzeba było zużyć ok. 8 wacików (nawet przy delikatnym, codziennym make-up'ie, składającym się tylko z podkładu, tuszu i kredki), co w porównaniu z innymi moimi ulubieńcami, jest niestety dość słabym wynikiem
  • w związku z powyższym, produkt ten nie jest zbyt wydajny.
W skali szkolnej, produkt oceniam na 4.


Generalnie, produkt ten bardzo miło mnie zaskoczył, pomimo wcześniejszych obaw i sceptycznego podejścia. Co prawda, nie jest to może super hiper błyskawicznie oczyszczający produkt; aby oczyścić skórę z makijażu i zanieczyszczeń, trzeba się trochę namachać wacikami, a i tak efekt nie zawsze był do końca satysfakcjonujący (czasami poprawiałam jeszcze innym płynem micelarnym). Jednakże, bardzo doceniam kosmetyk za jego delikatność, cudny zapach oraz walory pielęgnacyjne - moja skóra po regularnym oczyszczaniu tym żelem była niezwykle miękka i dobrze nawilżona, wszelkie zaczerwienienia czy wcześniejsze podrażnienia zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Co również dla mnie niezwykle istotne, żel nie uczulił ani też nie podrażniał mi oczu, które z reguły są bardzo delikatne i wrażliwe. Na plus jest również przystępna cena (15 zł) oraz dostępność produktu w większości drogerii na terenie kraju. Jeśli lubicie tego typu delikatne produkty do demakijażu, polecam wypróbować ten żel.

A jakie są Wasze ulubione sposoby na demakijaż? xo

niedziela, 26 czerwca 2016

Ale szmata! - GLOV Quick Treat

Ale szmata! -  GLOV Quick Treat
Dokładnie rok temu opublikowałam swoje pierwsze przemyślenia po zapoznaniu się z mini rękawiczką do demakijażu GLOV Quick Treat (dostałam ją w pudełku Joybox w kwietniu 2015), natomiast dzisiaj zapraszam Was na update po zużyciu już trzech czy czterech egzemplarzy tej małej, ale jakże sprytnej szmatki...




GLOV Quick Treat to nowoczesny produkt, który umożliwia demakijaż tylko z użyciem wody, bez jakichkolwiek kosmetyków typu żel, mleczko, tonik czy płyn micelarny. Tak naprawdę cały demakijaż polega na tym, aby zmoczyć rękawiczkę, przyłożyć do oczu lub twarzy i zmyć makijaż. Potem wystarczy produkt uprać za pomocą szarego mydła lub delikatnego szamponu i wysuszyć, a wszystko to za sprawą specjalnie zaprojektowanych w tym celu mikrowłókien*! Być może, dla niektórych zabrzmi to jak chwyt marketingowy, ale musicie mi uwierzyć, że to naprawdę działa i zmywa nawet mocny makijaż (co widać na zdjęciu poniżej), i to już przy pierwszym przetarciu.



*Więcej info na stronie producenta glov.co.

Zalety szmatki:
  • jest mała, lekka i dyskretna, bez problemu zmieści się w najmniejszej torebce czy kosmetyczce, przez co zawsze możemy ją mieć przy sobie w pogotowiu
  • jest łatwa w użyciu (wystarczy nam ciepła woda, by za jej pomocą zmyć makijaż lub tylko dokonać poprawek w ciągu dnia) 
  • doskonale sprawdza się w podróży, na imprezie lub w pracy, bowiem nie wymaga użycia dodatkowych produktów, takich jak płyny do demakijażu czy waciki
  • jest hipoalergiczna, a zatem będzie świetną alternatywą dla osób o bardzo wrażliwej skórze i/lub oczach
  • starcza na 3 miesiące codziennego stosowania, potem ze względów higienicznych należy ją wymienić na nową
  • szmatka jest niedroga (14,90 zł), ale często pojawia się w boxach kosmetycznych, przez co ja nawet nie muszę się za nią rozglądać - miałam już 3 egzemplarze z pudełek Joybox i beGLOSSY, natomiast jeden dostałam na stoisku marki GLOV podczas konferencji Meet Beauty w Warszawie
  • szmatki GLOV są coraz łatwiej dostępne w polskich drogeriach i perfumeriach - widywałam je już w Sephorach oraz ostatnio także w Hebe.
Minusy szmatki:
  • pocieranie szmatką oczu nie należy do najprzyjemniejszych doznań - jakby nie było, trzeba nią chwilkę oko pocierać, a i tak do usunięcia makijażu całej twarzy lepsza z pewnością będzie większa wersja; z tego też względu nie używam szmatki codziennie, ale raczej na specjalne okazje lub w dniach, gdy moje oczy wykazują szczególną wrażliwość i są podrażnione (np. podczas pylenia traw)
  • dogłębne i porządne wypranie szmatki (zwłaszcza po usunięciu mocniejszego mejkapu) wymaga jednak użycia szarego mydła albo dobrze oczyszczającego szamponu - u mnie nie sprawdziło się np. zwykłe mydło w płynie, ale za to żel do mycia twarzy marki Biolaven czy jakiś delikatny, lecz dobrze oczyszczający szampon były idealnym rozwiązaniem.


Myślę sobie, że GLOV Quick Treat to świetny gadżet na imprezy typu wesele, weekendowe wypady, nieplanowany nocleg poza domem oraz na plażę; taki produkt na tzw. "czarną godzinę", gdy pod wpływem emocji czy wody make-up nam się rozmaże i trzeba szybko i dyskretnie dokonać małych lub większych poprawek. Będzie też dobrym produktem zastępczym do codziennego demakijażu dla wrażliwców, aczkolwiek ja lubię mieć tę małą szmatkę w łazience czy szufladzie w razie kataklizmu pt. "O rany! skończył mi się płyn micelarny, jak to się mogło stać?". Przyznam Wam się również do tego, iż stare szmatki GLOV wykorzystuję do przemywania oczu mojego psiaka (rasy shih-tzu) i w tej roli też sprawdzają się genialnie, bowiem są skuteczne i bardzo łagodne dla pupila. 

Uważam, iż GLOV Quick Treat to produkt godny uwagi, aczkolwiek jestem też bardzo ciekawa większej wersji, czyli tzw. szmaty "On the go"... :

Dajcie znać, czy miałyście już do czynienia z demakijażem za pomocą GLOV i co o tym sądzicie. Pozdrawiam i do następnego! xo

piątek, 24 czerwca 2016

Laboratorium Pilomax: szampon i odżywka do włosów farbowanych ciemnych

Laboratorium Pilomax: szampon i odżywka do włosów farbowanych ciemnych
Odkąd udało mi się zapuścić włosy (na razie z krótkich do półdługich), diametralnie zmieniło się moje podejście do pielęgnacji włosów. Gdy były krótkie, wystarczył mi szampon i szybkie wysuszenie suszarką. Gdy wreszcie mam o co dbać, z ogromną przyjemnością wcieram w kosmyki wszelkiego rodzaju odżywki, maski, a nawet sporadycznie olejki. Mimo, iż mam włosy tłuste u nasady, to nie wyobrażam sobie pominąć odżywki po umyciu włosów szamponem. Zwracam ogromną uwagę na włosy, ich pielęgnację i nawilżanie końcówek. Gdy podczas drugiej edycji Meet Beauty w Warszawie była okazja poddać się badaniu trychologicznemu na stoisku Laboratorium Pilomax, od razu ustawiłam się w kolejce. Muszę się przyznać, że było to dla mnie nie lada przeżycie, a zdjęcie skóry głowy dało mi bardzo dużo do myślenia. Po badaniu trafiło do mnie kilka produktów, dopasowanych do stanu i potrzeb mojej skóry i włosów, i właśnie dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o pierwszych dwóch kosmetykach tej marki, które właśnie dobiły dna - jest to szampon i odżywka do włosów farbowanych ciemnych. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak sprawdziły się u mnie, zapraszam do dalszej części posta...



Krok 1. Szampon do codziennej pielęgnacji 
włosów farbowanych ciemnych.
- nawilżenie
- zdrowy połysk

Szampon znajduje się w poręcznej plastikowej tubie o pojemności 70 ml. Tubka jest wykonana z miękkiego, nieprzezroczystego plastiku i jest wyposażona w bardzo praktyczne zamykanie typu klik. Zaletą opakowań jest fakt, iż możemy dozować odpowiednią ilość szamponu czy odżywki i nic nam się nie wylewa. Minusem natomiast jest to, iż nawet pod światło nie widać, ile jeszcze zostało nam produktu w opakowaniu, zaś tuba jest dosyć mocno "napompowana" powietrzem, i do samego końca trzyma fason (przez co też ciężko wyczuć ilość kosmetyku w opakowaniu). Kolejnym minusem opakowania jest również fakt, iż oprócz sposobu użycia i listy składników, producent poskąpił nam bardziej szczegółowych informacji o właściwościach kosmetyku czy jego działaniu (wiemy tylko, że szampon ma nam nadać wspomniane wcześniej nawilżenie i zdrowy połysk), ale być może pełnowymiarowe (200 ml) opakowania trochę się różnią...

Szampon ma postać niezbyt lejącego i rzadkiego, przezroczystego płynu o lekko brązowym zabarwieniu i dosyć intensywnym, ziołowym zapachu. Pomimo aplikowania naprawdę niewielkiej ilości (tj. 1/2 łyżki), szampon bardzo mocno się pieni i dogłębnie oczyszcza włosy oraz skalp. Moje włosy z reguły bardzo się plączą, więc bez zastosowania odżywki, po samym szamponie są trochę sypkie, takie wręcz "szorstkie" w dotyku i strasznie poplątane - nie byłabym w stanie ich rozczesać, nawet z pomocą Tangle Teezer'a. Na szczęście, drugim krokiem mycia i pielęgnacji jest odżywka z tej samej serii, ale o niej za chwilę. Niewątpliwym atutem szamponu jest obiecywany przez producenta "zdrowy połysk" - po szamponie włosy faktycznie się błyszczą i kolor tak łatwo się nie wypłukuje, aczkolwiek w moim odczuciu kosmyki zyskują jakieś takie lekko rude refleksy, co nie do końca mi się podoba.



Plusy i minusy: 

+ poręczna butla z praktycznym zamykaniem typu klik
+ szampon dobrze oczyszcza włosy
+ nie zawiera parabenów, silikonów, SLS czy SleS
+ nadaje połysk włosom i chroni kolor

- niezbyt przyjemny, mocno ziołowy zapach
- plącze włosy.

Moja ocena: 4/6.

Szampon możecie kupić TUTAJ w cenie 22/200 ml. Więcej info znajdziecie na stronie producenta. 

Krok 2. Odżywka do włosów farbowanych ciemnych do stosowania po każdym myciu.
- pogrubienie
- wygładzenie

Odżywka znajduje się w identycznym opakowaniu, co szampon, ma jednak zupełnie inną konsystencję (gęsty, perłowo-biały krem) i zapach (ten, na szczęście, jest bardzo przyjemny, mimo iż trochę sztuczny, coś a'la Dove czy Nivea). Odżywki używamy po każdym myciu; nakładamy jej dwa razy więcej, niż szamponu (tj. 1 łyżka), zostawiamy na 1-3 minuty, a następnie spłukujemy. I to właśnie z tego duetu odżywka jest moim ulubionym produktem. Dzięki niej, moje włosy nie tylko przyjemnie pachną, ale cudownie się rozczesują, po regularnym stosowaniu przez ok. miesiąc, są grubsze, mocniejsze, końce wygładzone i lepiej nawilżone oraz, co dosyć dla mnie istotne, ładnie się układają. Odżywka jest również dużo bardziej wydajna niż szampon, myślę, że powinna mi jeszcze wystarczyć na kilka aplikacji (tyle, że już z innym szamponem). Produkt godny uwagi, więc być może jeszcze kiedyś do niej wrócę...



Plusy i minusy: 

+ poręczna butla z praktycznym zamykaniem typu klik
+ odżywka jednocześnie pielęgnuje i pogrubia włosy
+ znacznie ułatwia rozczesywanie włosów
+ zawiera m.in. glicerynę, keratynę, pantenol i wyciąg ze skrzypu polnego
+ nie zawiera parabenów, silikonów, SLS
+ bardzo ładnie pachnie

- moim zdaniem, minusów brak.

Moja ocena: 6/6.

Odżywkę możecie kupić TUTAJ w cenie 23 zł/200 ml. Więcej info znajdziecie na stronie producenta. 



Podsumowując, jest to moje pierwsze starcie w produktami marki Pilomax. Szampon nie do końca mnie zachwycił, natomiast odżywkę oceniam bardzo pozytywnie i gorąco Wam ją polecam - moje włosy dzięki niej nie tylko łatwiej się rozczesywały i ładnie układały, ale też były wyraźnie grubsze i mocniejsze, natomiast końcówki wygładzone i nawilżone. 

Znacie kosmetyki do włosów tej marki? Co szczególnie polecacie?

* Dziękuję marce Laboratorium WAX Angielski Pilomax za kosmetyki do testów.

Oba produkty możecie kupić w zestawie (aktualnie w promocji, 36 zł zamiast 45 zł) na stronie sklepu Pilomax TUTAJ.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

BEAUTY BY BLOGGERS W CZĘSTOCHOWIE 11.06.2016 - UPOMINKI OD SPONSORÓW

BEAUTY BY BLOGGERS W CZĘSTOCHOWIE 11.06.2016 - UPOMINKI OD SPONSORÓW
Witajcie po krótkiej przerwie! Musicie mi wybaczyć, ale moja impreza urodzinowa trochę się przedłużyła, przez co praktycznie cały weekend spędziłam z bliskimi, z dala od komputera ;) Tak czy inaczej, dzisiaj wracam do Was z postem, w którym zaprezentuję upominki z I edycji spotkania Beauty by Bloggers w Częstochowie (RELACJA). Muszę przyznać, że Firmy bardzo się postarały i rozpieściły nas takimi oto kosmetycznymi cukiereczkami (po kliknięciu w nazwę firmy zostaniecie przeniesieni bezpośrednio na stronę lub do sklepu internetowego):



















Etja 






*Kod rabatowy dla Was: 5% R05MS do 31.08.2016!!! :-)
























Dajcie znać, jakie produkty Was szczególnie zainteresowały... xo

Sponsorzy i patroni medialni:

Bielenda / Bioxsine / Esentire.pl / Eveline Cosmetics / Bio-kraina.pl / Polskie Świece / Farmona / Tołpa / Hi Lift Cureplex / Etja / Eqilibra / Mia / Cztery pory roku / Dermaglin / Lemone - sklep online / Sklep kosmetyczny Minerwa.pl / Drogerie Polskie / Cosmepick / Natura dla ciała / Ingrid Cosmetics / Decoderm / Lee Stafford / 7 dni tygodnik regionalny / Życie Częstochowy i Powiatu 




Bardzo serdecznie dziękuję Ani - Organizatorce 
oraz Wszystkim Sponsorom spotkania za upominki!

środa, 15 czerwca 2016

I edycja Beauty by Bloggers w Częstochowie 11.06.2016

I edycja Beauty by Bloggers w Częstochowie 11.06.2016
O I edycji spotkania blogerek urodowych Beauty by Bloggers w Częstochowie dowiedziałam się w ostatniej chwili, i też w ostatniej chwili się na nie zgłosiłam. Pomyślałam sobie, że do innych miast na razie się nie wybieram, ale skoro w mojej Częstochowie nareszcie zaczyna się coś dziać, to grzechem byłoby nie spróbować... No i po jakimś czasie okazało się, że zostałam wybrana! Byłam zaskoczona i jednocześnie uradowana z tego powodu. W zeszłą sobotę (tj. 11 czerwca 2016 roku) spędziłam fantastyczne popołudnie w lokalu Resto&Cafe 29, tuż obok mojego miejsca pracy, w samym centrum miasta (przy Al. NMP 29).



Muszę przyznać, że lokal ma całkiem sympatyczne wnętrze i przede wszystkim serwuje dobrą kawę i pyszne lekkie przekąski. Słyszałam również, że w Resto&Cafe 29 mają też świetnego kurczaka z salsą oraz indyka w migdałach, ale tych spróbuję przy kolejnej wizycie. A teraz przejdźmy już do agendy i przebiegu I BbB....


Nasze spotkanie rozpoczął wykład dr Agnieszki Tomali z Beauty Club LEMONE. Pani Agnieszka jest lekarzem medycyny estetycznej z 15-letnim doświadczeniem i opowiedziała nam o kilku zagadnieniach z dziedziny medycyny estetycznej, m.in. o botoksie, o niciach hialuronowych, softfilling'u z wykorzystaniem tzw. mikrokaniuli, witaminie C, koenzymie Q10, lipolizie, ultradźwiękach i karboksyterapii jako sposobach na zbijanie tkanki tłuszczowej, jak również o tym, jak rozpoznać dobry gabinet medycyny estetycznej i kiedy zacząć zabiegi. Podobało mi się to, że wykład był poprowadzony w formie Q&A, czyli pytań i odpowiedzi, ale niestety brakło mi już czasu (i/lub odwagi), by wypytać Panią Doktor o zabieg redukujący przebarwienia, czyli Cosmelan. Na koniec dostałyśmy od sklepu Lemone torby pełne fantastycznych upominków, które niebawem pokażę Wam w osobnym wpisie (będą również recenzje tych produktów na blogu). Swoją drogą, bardzo się cieszę, że w moim mieście jest tak profesjonalny gabinet medycyny estetycznej (oraz salon kosmetyczny) i sklep z produktami na najwyższym światowym poziomie (w ofercie mają m.in. takie marki, jak Obagi, Living Proof, Yonelle, Purles, i wiele innych).



Po półgodzinnej przerwie na lunch i pogaduchy, po raz drugi miałam okazję uczestniczyć w prezentacji Jacka Krzanowskiego z Fabryki Świec Light (Polskie Świece). Pan Jacek opowiedział nam krótko o właściwościach (zaletach i wadach) parafiny, przedstawił ofertę swojej firmy (świece w słoiku, tealighty, lampiony, tzw. Everlasting Candles, kominki, woski, świece z aplikacjami itd.). Tym razem zaskoczyły mnie dwie nowości ofercie Poskich Świec: świece stearynowe oraz tzw. scented flames - świece w szkle z nadrukowanym logo firmy lub eventu, jak na pierwszym zdjęciu (na górze). Chyba sami przyznacie, że świeca przygotowana specjalnie na nasze spotkanie wygląda wspaniale? 





Ostatni był wykład Pani Ilony Nalewajki z Ministerstwa Urody (Cureplex). Pani Ilona to fryzjerka-profesjonalistka, która przykłada ogromną wagę do właściwej pielęgnacji włosów; podczas swojej prezentacji opowiedziała nam m.in. o tym, że warto przed dekoloryzacją i innymi zabiegami wykonać stand test, pozwalający sprawdzić strukturę, wytrzymałość i sprężystość włosa. Ponadto, Pani Ilona zdradziła nam, że to ilość siarki we włosach określa jego skręt, a potem wykonała efektowne upięcie na swojej współpracownicy, Magdzie. Wszystkie uczestniczki spotkania otrzymały od marki Hi Lift Cureplex maskę do włosów Bond Sustainer No.3 wraz z voucherem na zabieg odbudowy włosów z 50% rabatem w salonie Ministerstwa Urody Pani Ilony. Na pewno skorzystam w najbliższym możliwym terminie, bowiem prezentacja Pani Ilony wywarła na mnie ogromne wrażenie... :)




Na koniec dostałyśmy całe mnóstwo upominków od Sponsorów i miałyśmy chwilę na pogaduchy. Atmosfera była przecudowna, warsztaty niezwykle interesujące (tym bardziej, że dzięki nim poznałam nowe miejsca i specjalistki w mojej okolicy), natomiast dziewczyny-blogerki bardzo sympatyczne. To było dla mnie niezapomniane i pełne wrażeń spotkanie i mam nadzieję, że będzie mi dane wziąć udział również w kolejnych edycjach w przyszłości...

Uczestniczki I edycji Beauty by Bloggers w Częstochowie:





*Dodatkowo, podczas spotkania zdjęcia robiła nam Paulina Arcab
oto kilka z moich ulubionych ujęć ze spotkania:







Serdecznie dziękuję Ani, naszej fantastycznej organizatorce, za perfekcyjne ogarnięcie tego wszystkiego oraz informowanie na bieżąco o wszystkim poprzez e-mail i facebook, P. Arcab za świetne zdjęcia (wreszcie jestem na jakichś fotkach ze spotkania blogerek!), wszystkim prelegentom za wyjątkowe warsztaty, wszystkim uczestniczkom za świetnie spędzony czas i cudowną atmosferę oraz Sponsorom za wspaniałe upominki (o których więcej niebawem)...






PS. W osobnym poście szczegółowo przedstawię upominki otrzymane od Sponsorów I edycji Beauty by Bloggers, także trzymajcie rękę na pulsie! xo
Copyright © 2016 Elfie's planet , Blogger