Kosmetyczne podsumowania #20, czyli zużycia maja

Kosmetyczne podsumowania #20, czyli zużycia maja

Żegnamy maj, także dzisiaj mam dla Was post z małym podsumowaniem i recenzją zbiorczą zużytych w tym miesiącu kosmetyków. Kto lubi tego typu wpisy, zapraszam dalej, a kto nie kuma o co w tym chodzi, to niech nie marudzi i zajrzy niebawem po recenzje bardzo fajnych produktów, które mam dla Was w zanadrzu... 


TWARZ

Balneokosmetyki - Biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający do mycia twarzy 200 ml - bardzo dobry produkt, który polecam nie tylko osobom zmagającym się z trądzikiem. Doskonale oczyszcza buzię, ale jej nie wysusza ani nie ściąga. RECENZJA

Tołpa: dermo face, physio. Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu, 200 ml. Moje ostatnie odkrycie, pobił nawet różowego Garniera! RECENZJA

Była jeszcze 30 ml miniatura kremu intensywnie nawilżającego Bandi Hydro Care z marcowego beGLOSSY (KLIK), ale też wyrzuciłam wcześniej do kosza. Krem w ogóle mnie nie zachwycił. Nawilżenie było za słabe dla mojej mieszanej cery. Nie polecam i nie kupię.


WŁOSY

Receptury Agafii - Tradycyjny syberyjski szampon objętość i puszystość włosów na kwiatowym propolisie - 600 ml. Ten szampon zupełnie się u mnie nie sprawdził: ma glutowatą konsystencję, po nim moje włosy rosną jak dzikie i nie chcą się układać (tj. każdy w inną stronę). Zużyłam jako żel pod prysznic.

Tołps: green, odbudowa - regenerujący szampon do włosów zniszczonych 200 ml - mój ulubieniec, zdecydowanie jeszcze do niego wrócę. RECENZJA

Schwarzkopf: got2be - Volumania big volume 300 ml - lakier do włosów, który ładnie pachniał i faktycznie dodawał objętości. Lubiłam go, mimo iż trochę sklejał włosy.

-417 Catharsis Vitamin Mineral Shampoo (miniatura 40 ml) - był ok, ale bez rewelacji; starczył mi ledwie na 3 czy 4 użycia. Wiem, że jest dosyć drogi, więc raczej do niego nie wrócę.

Sylveco - Lniana maska do włosów 500 ml. Uwielbiałam ją za działanie, mimo iż nie pachniała zbyt ładnie. Na pewno kupię ponownie. RECENZJA

Standardowo, zużyłam również farbę do włosów L'Oreal Casting Creme Gloss oraz suchy szampon Batiste (nie ma go na zdjęciu, ponieważ przypadkowo wyrzuciłam butlę do kosza). Dla mnie najlepsze w swoim rodzaju.


CIAŁO

AVON - Planet Spa, Relaksując mgiełka do pościeli Rumianek i Lawenda 100 ml - bardzo przyjemny i mega wydajny odświeżacz powietrza o cudnym zapachu. Polecam. RECENZJA

Love me green - Organic revitalising hand cream, 75ml. Przyjemny i skutecznie nawilżający krem do rąk o bardzo dobrym składzie (w 98 % naturalny). RECENZJA

VICHY - Ideal Body Serum-milk (miniatura 30 ml). Genialny zapach, konsystencja i działanie nawilżająco-wygładzające zauważalne już po pierwszym użyciu. Niestety, miniatura starczyła mi tylko na tydzień smarowania tym cudem, a ze względu na wysoką cenę (ok. 79 zł) nie kupię mleczka pełnowymiarowego.

The Secret Soap Store - Wyszczuplające masło do ciała (pomarańcza), 200 ml. Bardzo przyjemny produkt, wspominałam o nim TUTAJ w ulubieńcach marca. Konsystencja trochę za gęsta na sezon wiosenno-letni, ale kto wie... być może jeszcze kiedyś do niego wrócę...


MAKIJAŻ

Żegnam 3 produkty do makijażu, które niestety nie do końca się u mnie nie sprawdziły, i które już są za stare i nie nadają się do użytku (a zatem ważą się lub szczypią mnie już po nich oczy). Odsyłam Was do pełnych recenzji:


Revlon, Colorburst Matte Balm (kolor Mischievous) - Nie sprawdziła się na dłuższą metę: ważyła się na ustach, brzydko wyglądała. Miałam jej używać jako korektor sińców pod oczami, ale jest już za stara. RECENZJA

Arbonne - Sugar Plum Baked Palette. Niby była ok, ale potem okazało się, że nie moje kolory, nie używałam jej prawie wcale, a że jest wegańska, to już się popsuła i szczypią mnie po tych cieniach oczy. Nie kupię ponownie, jest droga (160 zł) i moim zdaniem, nie warta tej ceny. RECENZJA

Yves Rocher, Mascara Volume Elixir 9ml. Zachwycałam się nią TUTAJ, ale niestety po odstawieniu odżywki do rzęs, mascara zaczęła się strasznie kruszyć i szczypać w oczy. Wyrzucam i jednak nie wrócę do niej nigdy więcej. 

Znacie któryś z tych kosmetyków? Jeśli tak, to jak się u Was sprawdził? xo
INDIGO NAILS: The Nudes - Milkshake

INDIGO NAILS: The Nudes - Milkshake

Odcienie nude wcale nie są nudne. Uwielbiam zarówno delikatne i mleczne odcienie beżu, jak i koloru różowego oraz uważam, że są doskonałe nie tylko do pracy, ale również na weekend za miastem, czy na imprezę. Nude to po prostu klasyka, która zawsze się obroni.
Manikiur, który dzisiaj prezentuję, został wykonany tylko jednym odcieniem z zestawu Nail Polish Set Nude, który dostałam od marki Indigo Nails podczas konferencji Meet Beauty w Warszawie, a jest to intrygujący Milkshake (nr 10). Kolor jest przepiękny - jest to beż, a w zasadzie kawa z mlekiem, która lekko wpada w odcień różu tudzież wrzosu. 



Aplikacja lakieru była lekka, łatwa i przyjemna, głównie za sprawą smukłego i sprytnego pędzelka, który równomiernie rozprowadzał lakier na płytce paznokcia, nie powodując smug. Buteleczka jest mała, czyli dla mnie w sam raz (nie lubię marnować produktów, a lakiery o zbyt dużej pojemności i tak zawsze potem wyrzucam), ponadto moim zdaniem bardzo elegancka. Dwie warstwy lakieru dały mi bardzo dobre krycie, bez jakichkolwiek prześwitów, a paznokcie ładnie się błyszczały bez nałożenia top coat'u. 



Jeśli natomiast chodzi o trwałość, to jestem naprawdę zadowolona - po 4 dniach pojawił się jeden mały odprysk i lakier minimalnie zaczął ścierać się na końcach, aczkolwiek w tym dniu sprzątałam mieszkanie i umyłam okna. Lakier ostatecznie zmyłam w 5 dniu od aplikacji (co na mojej miękkiej płytce stanowi świetny wynik!); zmywanie również było bezproblemowe. Jedyny minus, jaki dostrzegam w tym lakierze, to słaba dostępność (cały zestaw można nabyć tutaj w cenie 49 zł) oraz lekkie zażółcenie płytki po zmyciu produktu. Mimo to, Milkshake'a oceniam na 4+/5. Jak Wam się podoba? xo
Tołpa: dermo face, physio - płyn micelarny do mycia twarzy i oczu

Tołpa: dermo face, physio - płyn micelarny do mycia twarzy i oczu

Trafić na dobry, a przy tym naturalny płyn micelarny to jak wygrać los na loterii. Ja bardzo długo uwielbiałam słynnego różowego Garniera, jednak ostatnio miałam wrażenie jakby przesuszonej skóry po nim. Nie wiem, czy jest to spowodowane jakąś zmianą receptury, czy po prostu moja skóra ma aktualnie nieco inne potrzeby. Tak czy inaczej, bardzo się ucieszyłam, iż Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu Tołpa: dermo face, physio, przywieziony z Konferencji Meet Beauty, sprawdził się na mojej cerze doskonale...


O PRODUKCIE
Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu Tołpa: dermo face, physio jest to hipoalergiczny płyn do demakijażu twarzy i oczu, przeznaczony do skóry wrażliwej i bardzo wrażliwej. Jest to dermokosmetyk, którego zadaniem jest nie tylko usuwanie makijażu i zanieczyszczeń, ale również łagodzenie podrażnień i zaczerwienień, regeneracja skóry i przywrócenie komfortu. Zgodnie z filozofią marki, płyn nie zawiera alergenów, sztucznych barwników, PEG-ów, SLS-u i donorów formaldehydu, posiada natomiast łagodne substancje myjące, naturalny (lekko żółtawy) kolor, roślinne składniki aktywne (m.in. ekstrakt z torfu Tołpa), hialuronian sodu, fizjologiczne ph oraz opakowanie bezpieczne dla środowiska. Więcej informacji znajdziecie na stronie producenta TUTAJ.

SKŁADNIKI (INCI):



ZALETY PRODUKTU:

  • nie uczula i nie podrażnia skóry (produkt hypoalergiczny, przeznaczony głównie do cery bardzo wrażliwej) 
  • nie szczypie w oczy, nie powoduje "efektu mgły" czy łzawienia
  • koi, tonizuje i nawilża
  • przyjemnie pachnie (delikatny, nie przytłaczający roślinny zapach)
  • dobrze zmywa brud i makijaż (do zmycia delikatnego, naturalnego makijażu, zużywam 3-4 płatki, stosowane obustronnie, do zmycia mocniejszego make-up'u ok. 5-6)
  • minimalistyczne i praktyczne opakowanie (poręczna butla, łatwo mieści się w dłoni i jest przezroczysta, przez co widzimy dokładnie, ile produktu nam zostało; łatwe otwieranie i zamykanie, nic się nie wylewa np. w podróży)
  • dość fajny skład produktu (aczkolwiek wersja green jest zdecydowanie bardziej naturalna!), opakowanie nadaje się do recyklingu.

WADY:
  • cena (ok. 28 zł za 200 ml, choć warto szukać promocji w drogeriach)
  • mało wydajny w stosunku do ceny (butla 200 ml wystarczy na ok. 4 do 5 tygodni codziennego stosowania)
  • zawiera konserwanty (np. methylparaben i propylparaben).
MOJA OCENA
Podsumowując, jest to jeden z nielicznych płynów do oczyszczania twarzy, który nie podrażnia moich wrażliwych oczu, nie daje tzw. "efektu mgły", jest delikatny, przyjemnie pachnie, a do tego całkiem dobrze zmywa makijaż codzienny (aby zmyć podkład, korektor, puder, kredkę i tusz, zużywam ok.  3-4 waciki dwustronnie). Niestety, nie jest zbyt wydajny w stosunku do ceny (butelka 200 ml kosztuje ok. 28 zł i wystarcza mi na jakieś 4-5 tygodni codziennego stosowania). Ogromnym atutem tego płynu jest z kolei fakt, iż  nie podrażnił mi skóry i nie wywołał u mnie żadnej reakcji alergicznej, a wręcz uspokoił i nawilżał moją przesuszoną (zwłaszcza poza strefą T) cerę. Często stosowałam go również w roli toniku (np. po zmyciu maseczek, czy do odświeżania cery w ciągu dnia) i byłam bardzo zadowolona z efektu - moja skóra była przyjemnie nawilżona i przygotowana do przyjęcia nawilżającego kremu do twarzy i pod oczy. Generalnie bardzo Wam ten płyn polecam, warto na niego polować na promocjach, np. ostatnio widziałam go w Hebe za ok. 13 zł, więc naprawdę się opłaca! 


Myślę teraz o wypróbowaniu płynu marki Sylveco czy Biolaven, ale do tego prawdopodobnie jeszcze powrócę (albo do "zielonej" wersji, która też świetnie się u mnie sprawdzała, a jest znacznie tańsza i nie zawiera parabenów).
Miałyście ten płyn? Jeśli tak, to dajcie znać, jak się u Was sprawdza... xo
Umilacze wiosny - HOME & FASHION

Umilacze wiosny - HOME & FASHION

Witajcie kochani! Dzisiaj bez zbędnych wstępów zapraszam Was na drugą część ulubieńców (kwiecień -maj 2016); tym razem niekosmetycznie... Niektóre rzeczy kupiłam w kwietniu, a niektóre dużo wcześniej, ale to właśnie ostatnio były przeze mnie używane i umilały mi wiosenne dni. 


HOME 
Jeśli chodzi o wystrój domu, moim głównym celem w kwietniu był zakup ładnej pościeli. Ta ze zdjęcia jest wykonana w 100% z bawełny, a kupiłam ją na wyprzedaży w sklepie internetowym H&M, gdzie udało mi się ją nabyć za ok. 50 zł za komplet (poszewka na kołdrę + poduszkę). Najpierw zamówiłam jedną w kolorze biało szarym, ale potem dokupiłam jeszcze dwa komplety w jasnym różu, który bardziej wpada w ciepły beż. Polecam Wam pościel z H&M, ponieważ jest: a) ładna; b) wykonana z dobrej jakościowo bawełny (a nie np. poliestru); c) mamy do wyboru różne wymiary, zarówno poszewek na poduszki, jak i kołdry; d) na wyprzedaży komplet pościeli można nabyć w baaardzo niskich cenach, nawet poniżej 50 zł. 



Jakiś czas temu kupiłam sobie również dwie urocze miseczki w kolorze miedzi w sklepie Tiger (pierwsze zdjęcie, na samej górze); używałam ich już i w łazience, i w kuchni, i wszędzie sprawdzają się i wyglądają doskonale. Myślę również o dokupieniu pojemników w tym samym stylu, bo bardzo mi się podobają (podobne pojemniki widziałam również w aktualnej gazetce Netto). Poza pościelą, ostatnio kupiłam też dużą świecę w szklanym słoju z trzema knotami, w moim ulubionym dziale w TK Maxx, czyli Home. :) Świeca wygląda niezwykle elegancko, pachnie genialnie - solą morską i imbirem (myślę, że za jakiś czas poświęcę jej osobny wpis), a kosztowała jedynie 35 zł. Uwielbiam takie okazje, no i oczywiście ładne zapachy w moim domu. A kiedy jej nie odpalam, uwielbiam po prostu na nią patrzeć... :)



W przyszłym miesiącu postawię chyba jednak na wystrój ogrodu, bo robi się coraz cieplej i będę więcej czasu spędzać poza domem, aczkolwiek mam również w planach małe przemeblowanie i nowy wystrój gabinetu (ale to dopiero w wakacje). 

KSIĄŻKI
Jak zapewne widzieliście na moim Instagram'ie, ostatnio przeczytałam dwie książki. Pierwsza to lekki, łatwy i bardzo przyjemny poradnik pt. "Jak być Glam" autorstwa brytyjskiej youtuberki Fleur de Force. W poradniku tym najbardziej podobał mi się rozdział z poradami dotyczącymi podóżowania i pakowania się, nagrywania na youtube i blogowania, oraz lista składników toksycznych w kosmetykach, jak również przepisy na domowe maski do twarzy i do włosów. Jeśli lubicie takie lekkie poradniki, to ten gorąco Wam polecam - moim zdaniem całkiem przyjemna lektura. :) Druga książka to "Morfina" Szczepana Twardocha. Książka niezbyt nowa, ale jakoś tak nie mogłam się wcześniej zebrać, by ją przeczytać. ta prawie 600-stronicowa książka opowiada historię beztroskiego i egoistycznego bon vivanta w czasie II wojny światowej, i muszę przyznać, że jest dosyć ostra i miejscami obsceniczna (chodzi mi tutaj o język autora, jak i niektóre sceny, m.in. te, w których główny bohater nadużywa narkotyków czy alkoholu oraz morduje i wydłubuje jednemu facetowi oko). Mimo to, gorąco Wam tę książkę polecam; jest niezwykle wciągająca i pełna intryg, a poza tym, przedstawia bardzo ciekawy portret psychologiczny protagonisty.



Poza książkami, nadal prenumeruję i z przyjemnością czytam (zwłaszcza w niedzielne poranki) mój ukochany magazyn Instyle. Mam nadzieję, że teraz uda mi się wreszcie nadrobić zaległości i być na bieżąco...

FASHION
Torebka Michael Kors Jest Set Travel to produkt, na który oszczędzałam od paru miesięcy. Przy okazji wizyty w stolicy (->Konferencja Meet Beauty) skorzystałam z niesamowitej obniżki w salonie firmowym Michael Kors w outlecie Fashion House w Piasecznie, gdzie odejmowano 100 zł od rachunku*! Zakup torebki i tak miałam w planach, więc była to idealna okazja, by wreszcie spełnić moje małe modowe marzenie. Torebka jest przepiękna, wykonana z wysokiej jakości skóry, a szycie i wszystkie elementy ozdobne (w kolorze złotym) są po prostu doskonałe. Mam nadzieję, że będzie ta torebka będzie mi służyła przez lata...




*przy zakupach powyżej 500 zł

Jeśli chodzi o zakupy ubraniowe, to trochę poszalałam na wyprzedaży w H&M, gdzie oprócz pościeli zamówiłam też kilka par dżinsów (niestety, przy dorastającym szczeniaku wszystkie moje spodnie były albo poszarpane, albo pozaciągane), bawełnianą bluzę po domu oraz klasyczny różowy blezer/marynarkę, bez zapięcia (na zdjęciach poniżej). Na początku zastanawiałam się, czy jej nie odesłać, ale wszyscy mi mówili, że dobrze na mnie leży i fajnie wygląda, więc zostawiłam. Nie żałuję. Do pracy i na eleganckie wyjścia będzie jak znalazł.



Dodatkowo, kupiłam też trzy bransoletki z koralików, ręcznie robione przez jedną z moich słuchaczek z kursu angielskiego. Bransoletki kosztują 1/3 tego, co w sklepach firmowych, a są porządnie i z sercem wykonane z kamieni naturalnych (moje głównie z jadeitu). Noszę je praktycznie codziennie, zazwyczaj łączę dwie na raz do różnych stylizacji.



W maju muszę jeszcze zainwestować w wygodne skórzane czółenka do pracy, najlepiej na koturnie. Jeśli macie jakieś firmy lub modele godne polecenia, będę Wam ogromnie wdzięczna na rekomendacje... Do usłyszenia niebawem! xo
Oh! So beautiful, czyli beGLOSSY maj 2016

Oh! So beautiful, czyli beGLOSSY maj 2016

Wczorajsze beGLOSSY tak mnie rozczarowało swoją zawartością, że tuż po otwarciu cisnęłam pudełko w kąt, zapomniałam o nim i dopiero dzisiaj zrobiłam drugie podejście, specjalnie dla moich czytelniczek, które czekają na openbox'y. Jednak po ostatniej zacnej edycji, będzie bardzo lapidarnie i bez zachwytów :/


W zasadzie, w majowym pudełku znalazłam tylko jeden produkt pełnowymiarowy, który wykorzystam i jest to Pudrowo-matująca mgiełka w sprayu Pore&Matt Control marki EFEKTIMA (100 ml). Przyciągałam od jakiegoś czasu mgiełkę w pudełku, ale nawilżającą. No nic, taka też może się przyda na lato, także produkt mimo wszystko ciekawy. Nie mam pojęcia, ile kosztuje i gdzie można ją kupić, ale będę wdzięczna za podpowiedzi.


Niestety, poza mgiełką, w mojej wersji pudełka znalazły się niezbyt ciekawe produkty pełnowymiarowe. Kolejnym kosmetykiem jest bowiem lakier do paznokci (kolor nr 934) marki COLOR CLUB, o pojemności aż 15 ml. Dla mnie to zdecydowanie za dużo, produktu nie zużyję, gdyż mam już kilka podobnych nudziaków w kolekcji, zatem pewnie podaruję komuś w prezencie... 


Ostatnim produktem pełnowymiarowym jest... UWAGA: saszetka jednorazowego użytku, w której znajduje się Maska do stóp regenerująco-odprężająca SHEFOOT (10 ml). Markę lubię, miałam już kilka ich produktów, ale ten kosmetyk to jakaś kpina, użyję raz, wyrzucę i pewnie zapomnę. LOL albo ŻAL, sama nie wiem, jak o tym myśleć.


Następnie dwie miniatury: VICHY Mleczko-serum do ciała Ideal Body (30 ml) oraz CHARMINE ROSE Beta-Hypo Cream SPF30 (15 ml). Ok, kosmetyki może i fajne, ale takie pojemności starczą mi zaledwie na użycie parę razy, co moim zdaniem jest za mało, by wyrobić sobie zdanie o produkcie. 



Na osłodę lub na złagodzenie wkurzenia, beGLOSSY dorzuciło nam do pudełka prezent w postaci kuponów rabatowych (do Golden Rose i BingoSpa), próbki kremu ochronnego do twarzy z SPF50 Farmona oraz perfum CALVIN KLEIN CK2 (1,2 ml). Ok, lubię zniżki i markę CK, ale takie próbki to się dostaje gratis do zakupów w Douglas'ie albo nawet w czasopismach. Tak czy inaczej, dupa blada... :/



Jest to moje czwarte pudełko z pakietu 6-miesięcznego i jak dotąd, najsłabsze. Przykładowo, wiosenne pudełko Joybox, za te same pieniądze, jest po brzegi wypchane produktami pełnowymiarowymi, więc beGLOSSY w tym miesiącu to po prostu porażka. Jeśli mam być szczera, to jestem rozczarowana i zła. Liczę po cichu na to, że w czerwcu się poprawią. I tym optymistycznym akcentem żegnam się z Wami. Do następnego, xo
NEW IN, czyli wiosenne nowości kosmetyczne: Bath & Body Works, Nivea, The Body Shop, CD, Pilomax

NEW IN, czyli wiosenne nowości kosmetyczne: Bath & Body Works, Nivea, The Body Shop, CD, Pilomax

Witajcie kochani! Ostatnio trafiło do mnie sporo fajnych nowości kosmetycznych :) Część z nich jest wynikiem nowych współprac, a część to moje nabytki z wymiany, małe zakupy z Warszawy oraz jedna wygrana w konkursie na Instagramie. Jeśli jesteście ciekawi, co konkretnie trafiło w moje łapki, zapraszam na mały przegląd...



Na początek, podjęłam nową współpracę z firmą BATH&BODY WORKS Polska. Jest to znana na całym świecie amerykańska marka, specjalizująca się w produkcji wysokiej jakości świec oraz produktów do mycia i pielęgnacji ciała o nieziemskich zapachach. Ucieszyłam się jak dziecko, gdyż od jakiegoś czasu marzyłam o zapoznaniu się z produktami tej firmy oraz o bliższej znajomości (jest to zapewne wpływ amerykańskich kanałów na Youtube ;)). W mojej pierwszej paczuszce znalazłam takie oto nowości BBW: mydło do rąk w płynie i krem do rąk z linii Endless Weekend (które kojarzą mi się raczej z błogimi wakacjami na jakiejś cudnej i gorącej wyspie - zapach jest po prostu obłędny, niesamowicie świeży i intensywny zarazem); żel antybakteryjny CHILL OUT Sea Breeze (akurat miałam sobie kupić do torebki!) oraz mała świeca w szkle o zapachu Seaside Citrus.


Bardzo serdecznie dziękuję marce za wspaniałą i pięknie pachnącą paczuszkę! Niebawem dam Wam znać, jak produkty się u mnie sprawdzają, bo używam ich dopiero od 2 dni. Jeśli jesteście ciekawi produktów tej marki, odsyłam Was na stronę: bbw-online.pl oraz na Facebook BBW KLIK (polecam zerknąć w zakładkę PRODUKTY). Wiem, że te kosmetyki są dostępne stacjonarnie tylko dla mieszkańców Warszawy, ale pocieszające jest to, iż można też składać zamówienia telefonicznie (pod nr: 665-625-670).

Za pośrednictwem BLOGmedia, zaczęłam również testować dwa produkty przeciwzmarszczkowe marki NIVEA, której przedstawiać chyba nikomu nie muszę. Stary dobry krem Nivea to już klasyka gatunku, znały go już nasze babcie, natomiast ja będę miała okazję przekonać się na własnej skórze, jak sprawdzają się nieco nowsze produkty z serii Q10: Serum "Perły młodości" oraz Przeciwzmarszczkowy krem nawilżający na dzień z SPF15.


Marka THE BODY SHOP, podobnie jak Bath & Body Works, była na mojej liście chciejstw kosmetycznych na 2016 rok. Będąc w Warszawie na Konferencji Meet Beauty, wysłałam męża do Złotych Tarasów, który na promocji miał mi kupić jakiś fajny, owocowy żel pod prysznic oraz słynny olejek z drzewa herbacianego tej marki (a słyszałam o nim wiele dobrego). Jak widzicie na zdjęciu, jestem posiadaczką żelu z nowej serii Pinita Colada (250 ml) oraz Tea Tree Oil w mniejszej pojemności (tj. 10ml), na próbę. Jest podobno świetny na różne niespodzianki skórne i niedoskonałości...


Dwa produkty marki CD przywiozłam z wymianki z Candymoną, której dokonałyśmy w przerwie podczas Meet Beauty. Dzięki Moni, moje zapasy zostały wzbogacone o Żel pod prysznic oraz Deo Atomizer o zapachu cytrynowym. Te kosmetyki mają fajne, bliskie naturze składy, więc mam nadzieję, że na lato również sprawdzą się doskonale...


I na koniec nagroda za udział w instagramowym konkursie (#pilomaxnameetbeauty) od marki WAX ANGIELSKI PILOMAX: Odżywka ochronno-pielęgnacyjna bez spłukiwania w sprayu (100 ml) z filtrami UV. Super, na pewno przyda się latem, podczas kąpieli słonecznych i nie tylko. Dziękuję!!! :)


Aaa, i jeszcze dziś rano odwiedził mnie mój ulubiony kurier z majowym pudełkiem beGLOSSY, ale jego zawartość pokażę Wam wkrótce w osobnym wpisie (choć powiem szczerze, że tym razem nie bardzo jest co pokazywać :/) lub chociaż na moim Instagramie (@elfiesplanet). Trzymajcie się ciepło i do usłyszenia wkrótce! xo
Wyniki mineralnego rozdania z Annabelle Minerals

Wyniki mineralnego rozdania z Annabelle Minerals

Witajcie! Wiem, że nie lubicie długo czekać na wyniki, zatem jestem i ogłaszam wszem i wobec: zestaw kosmetyków mineralnych Annabelle Minerals powędruje do: 


1...
2...
3...

Agnieszki - nick BIBABA.


Gratuluję Zwyciężczyni i do 3 dni czekam na maila z danymi do wysyłki nagród (mój e-mail: justynafrymus@gmail.com). Pozostałym osobom dziękuję za udział i trzymam kciuki, by w przyszłości się udało! Nie poddawajcie się! xoxo
Umilacze wiosny - ulubione produkty kwietnia: BEAUTY

Umilacze wiosny - ulubione produkty kwietnia: BEAUTY

Mimo, iż już mija połowa maja, mam dla Was małe podsumowanie zeszłego miesiąca. Kwiecień był dla mnie raczej trudnym i pracowitym miesiącem, aczkolwiek nie zabrakło też kilku miłych rzeczy, dzięki którym tego miesiąca nie muszę spisywać na straty. Dzisiaj pokażę Wam moich ulubieńców z działu BEAUTY, natomiast w kolejnym wpisie zajmiemy się modą, dodatkami i wystrojem domu...



WYDARZENIE
Najważniejszym wydarzeniem kwietnia była oczywiście II Edycja Konferencji Meet Beauty, z której wróciłam naładowana wiedzą, pozytywną energią i wspaniałymi upominkami. Pisałam już o niej w osobnym poście, więc jeśli jesteście ciekawi moich wrażeń, zapraszam TUTAJ.

KSIĄŻKI
Przeczytałam tylko dwie książki w kwietniu, ponieważ miałam bardzo dużo dodatkowych zajęć w szkole. Pierwsza to "Red Lipstick Monster. Tajniki makijażu" - książka przydatna, aczkolwiek napisana trochę bez polotu. Bez rewelacji. Drugą pozycją są słynne "Sekrety urody Koreanek" Charlotte Cho, które świetnie się czytało (napisane lekkim piórem, z dużym poczuciem humoru) i z których sporo się dowiedziałam nie tylko o pielęgnacji, ale i o zwyczajach oraz usposobieniu Koreańczyków. Zauważyłam ostatnio, że polskie blogerki i vlogerki urodowe połknęły bakcyla na azjatyckie maseczki w płachcie. Sama za płachtami nie przepadam (może miałam jakieś kiepskie egzemplarze do tej pory?), aczkolwiek ciekawią mnie te od Skin79, zwłaszcza panda. :) Myślę, że niebawem przetestuję je na własnej skórze, bo glinki zaczynają mnie już trochę męczyć. Poza tym, pod wpływem książki zaczęłam nieco dokładniej oczyszczać skórę, choć osobiście nadal jestem zwolenniczką płynów micelarnych. Gdy myję buzię żelem i wodą przez dłuższy czas, moja skóra jest jednak trochę przesuszona i nie wygląda zbyt rewelacyjnie; do koreańskiego chok chok mi jednak daleko...



KOSMETYKI
Muszę przyznać, że w kwietniu bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie paletka cieni Catrice (a to mój pierwszy produkt tej marki) z pudełka beGLOSSY "Wiosenna energia". Paletka w kolorze Frosen Yoghurt kosztuje ok. 20 zł, więc jest bardzo tania. Ja zazwyczaj po tanich kosmetykach kolorowych do oczu mam straszne kuku, ale w przypadku cieni Catrice nic złego się nie dzieje, więc chwała im za to. Dodatkowo, jak same widzicie na zdjęciu, opakowanie produktu i kolorki urocze :)



Z tego samego pudełka beGLOSSY mam też świetny arganowy balsam do ciała marki CECE od Sweden. Balsam ten może nie jest tak do końca idealny (m.in dlatego, że jest średnio wydajny i ma w składzie parafinę :/), ale mimo to, fantastycznie nawilża i odżywia skórę, więc za działanie zasługuje na uwagę. Zapach jest dla mnie trochę za mocny i zbyt orientalny (mój mąż go jednak uwielbia), zatem smaruję nim głównie dolne partie ciała ;)



Jak już zapewne widziałyście w jednym z poprzednich postów, polubiłam się też ostatnio z Magical CC Cream marki Eveline. Mimo, iż ma raczej słabe krycie i skóra szybko się po nim świeci, uwielbiam ten naturalny, rozświetlający i poprawiający koloryt efekt na skórze oraz fakt, że nie przesusza mi skóry na policzkach i nie podkreśla suchych skórek na nosie. Co więcej, odcień jest odpowiedni dla mojej jasnej karnacji, nie za różowy ani nie za pomarańczowy, więc jest naprawdę spoko. Jeśli jesteście ciekawe pełnej recenzji, zapraszam Was TUTAJ.



No i nie może zabraknąć mojego ukochanego regenerującego duetu do włosów zniszczonych: szamponu i odżywki z serii green:odbudowa marki Tołpa (RECENZJA). Jak widzicie, szampon już się kończy, ale odżywka posłuży mi nieco dłużej. Dzięki niej mogę spokojnie włosy rozczesać, a do tego, po niej moje włosy przyzwoicie się układają, zwłaszcza na końcówkach, które są już dosyć zniszczone i przesuszone (z powodu zapuszczania, nie byłam u fryzjera przez prawie pół roku!). 



Kolejnym moim ukochanym produktem tej marki jest przywieziony z konferencji MB płyn micelarny do mycia twarzy i oczu z serii dermo face, physio, którego zaczęłam używać już w drodze powrotnej. Zmywa bardzo dobrze, jest delikatny dla skóry oraz oczu, i zostawia skórę nawilżoną. Moim zdaniem, jest lepszy od słynnego różowego Garniera, który ostatnio przesuszał moją skórę. Niebawem możecie spodziewać się recenzji... :)  



A jak Wy umilacie sobie wiosnę? Czy w Wasze ręce wpadło ostatnio coś godnego uwagi? xo
Yankee Candle Citrus Tango - ile jest cytrusów i tanga w tym zapachu?

Yankee Candle Citrus Tango - ile jest cytrusów i tanga w tym zapachu?

Z jednej strony kocham wiosnę (ostatnio zrobiło się cieplutko, słonecznie i zielono), ale z drugiej strony, już nie mogę doczekać się lata! Tęsknię za szumem morza, rozgrzaną słońcem plażą, popołudniem z książką, zapachem owoców tropikalnych i drinkami z palemką. Wiem, że jeszcze trochę trzeba będzie na to poczekać (w tym roku na urlop prawdopodobnie wyjadę dopiero we wrześniu), więc szukam już sposobów, by nieco umilić sobie to oczekiwanie... Mimo, iż sezon na świece i woski praktycznie się skończył, miałam dzisiaj ogromną ochotę odświeżyć mieszkanie typowo letnimi, cytrusowymi nutami. W tym celu wybrałam sampler Yankee Candle o nazwie Citrus Tango, który trafił mi się w jakimś starym pudełku Joybox, i musiał przeczekać zimę, aby go wreszcie wypróbować w słoneczne, wiosenne popołudnie.


Citrus Tango pochodzi z owocowej linii zapachowej z serii Classic, i jak podaje producent (tutaj), to "prawdziwa gratka dla miłośników świeżych, orzeźwiających i wielopłaszczyznowych zapachów". Ten typowo letni wariant "wypełniają olejki pomarańczowy i grejpfrutowy, urozmaicone kilkoma kroplami esencji wydobytej ze skórki kwaśnej cytryny. Pięknie zbilansowane, bardzo harmonijne Citrus Tango orzeźwia i tonizuje powietrze, a przy tym - z każdą kolejną minutą zaskakuje nas nowym, jeszcze bardziej cytrusowym brzmieniem. Smaczna, orzeźwiająca oranżada, i mocno efektywny odświeżacz, który wypełnia przesycone letnim upałem wnętrza owocową rześkością."



Trzeba przyznać, iż opis zapachu jest niezwykle imponujący; po jego przeczytaniu mamy nieodpartą ochotę na tę orzeźwiającą oranżadę. Trzeba jednak wziąć poprawkę, iż zacytowany powyżej opis dotyczy świecy w słoiku, anie samplera. Niestety, odnoszę wrażenie, że samplery Yankee Candle (czyli małe świeczki, palone w dołączonych do nich kieliszkach) pachną znacznie słabiej niż woski tej marki czy świece w słoiku. Zapach cytrusów wyczuwałam tutaj tylko przez chwilę, tuż po wyjęciu samplera z folii ochronnej. Była to delikatna, odświeżająca mieszanka limonek, pomarańczy i grejpfrutów, jednak raczej w dość oczywistej kompozycji, bez obiecanych wielu płaszczyzn zapachu. 


Czekałam cierpliwie po odpaleniu świeczki kilkadziesiąt minut i nic... Czekałam kilka godzin, aż zapach ulotni się w mieszkaniu i wreszcie w me nozdrza uderzy świeża, tonizująca i cytrusowa eksplozja tudzież ogniste tango. No i jest, ale kolokwialna lipa... owoców w mieszkaniu nie czuję, muszę podejść bliżej i po prostu się "sztachnąć" (a i tak zapachu cytrusów wciąż nie wyczuwam :/). Sampler w moim odczuciu wypada raczej słabiutko, do cytrusowego tanga lub chociaż oranżady jest mu baaaardzo daleko. Na plus oceniam jednak walory odświeżające; jeśli na przykład gotowaliście rybę na obiad albo robiliście sos czosnkowy, Citrus Tango w subtelny sposób "oczyści" atmosferę i wraz z czosnkiem, odstraszy wampiry ;) Moim zdaniem, jest to jedyna funkcja, jaką ten sampler spełnił w mieszkaniu, zatem trochę niezaspokojona, postanawiam pocieszyć się deserem z pomarańczy i bananów, który popiję wodą z limonką i miętą. Witaminy C nigdy za wiele!


Znacie zapach Citrus Tango? Może miałyście wosk lub świecę w słoju i sprawdziły się lepiej niż mój sampler? xo 
PS. Jakie typowo letnie zapachy polecacie? 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger