Sprzątamy przed majówką, czyli projekt denko #19 kwiecień 2016

Sprzątamy przed majówką, czyli projekt denko #19 kwiecień 2016

Uwielbiam zużywać kosmetyki do końca, a po każdym projekcie denko z wielką rozkoszą otwieram nowe opakowania. Zanim jednak przyjdzie czas na nowe, pozwólcie, że rozprawię się z moimi kwietniowymi zużyciami...


TWARZ

W tym miesiącu tak się jakoś dziwnie złożyło, że zużyłam praktycznie same miniatury i saszetki do twarzy:

Garnier, płyn micelarny 3w1 skóra wrażliwa (w wersji mini 125 ml) - gratis do pełnowymiarowej butli, zakupionej na promocji w hebe. Miała to być moja wersja podróżna, ale jak skończyła mi się standardowa, duża butla, nie mogłam się oprzeć i zużyłam. Na pewno jeszcze wrócę do klasycznego różowego Garniera, aczkolwiek teraz używam Tołpy Dermo do skóry wrażliwej i bardzo wrażliwej i mam wrażenie, że jest chyba jeszcze lepsza, bo pozostawia uczucie większego nawilżenia cery niż Garnier.

DERMEDIC Hydrain3 Hialuro, krem-żel ultranawilżający - leciutka konsystencja, dobre nawilżenie skóry i śliczny zapach zachęcają do wypróbowania wersji pełnowymiarowej...

ARTEMIS, More than SPF, Sun Care Face Cream SPF 30. Całkiem przyjemna próbka z Douglas'a, aczkolwiek z moją skłonnością do przebarwień, bez SPF 50 się nie obędzie...

Dermaglin, Maseczka oczyszczająco-odżywcza z zieloną glinką kambryjską, jedwabiem i olejkiem jojoba - ostatnio nie przepadam za zastygającymi glinkami; ta jest może i nawet niezła, ale odkąd poznałam super milutką i niezbyt gęstą oczyszczającą maskę z glinką Bania Agafii, żadna inna nie jest w stanie tamtej dorównać i w związku z tym, jestem raczej na nie... 

Maska oczyszczająca Bandi Home Spa to z kolei 10-minutowa maseczka w formie żelu. Pięknie pachniała i była miła w użyciu, ale nie zachwyciła mnie jakoś szczególnie swoim oczyszczającym działaniem.

AVON Clearskin, Invisible Blemish Corrector - Korektor na wypryski 7 ml. Wysuszał wypryski, ale potem na twarzy zostawały brzydkie przebarwienia. Nie kupię ponownie, teraz zmieniam go na słynny olejek z drzewa herbacianego od The Body Shop... 


CIAŁO

Balea, płyn do kąpieli Kwiat wiśni i mleko ryżowe, 750 ml. Był to mój pierwszy produkt słynnej niemieckiej firmy. Zapach mnie jednak nie zachwycił, więc zużyłam głownie jako zamiennik mydła w płynie. Być może wypróbuję jeszcze kiedyś jakieś ładnie pachnące żele pod prysznic tej marki...

Original source, Coconut 250 ml - fajnie pachnie i nie wysusza skóry, ale teraz mam ochotę na inne, nieco świeższe zapachy. Na plus jest fakt, iż to produkt wegański, tylko nie rozumiem tego SleS w składzie (żel nawet zbytnio się nie pieni). RECENZJA

Spa Vintage Body Oil, Peeling do ciała cukrowo-orzechowy Masło Shea 200 ml. Po raz kolejny jestem na nie - peelingi tej marki są nieprzyjemnie tłuste, oblepiają skórę, zawierają parafinę i niespecjalnie pachną. Never again!

Plus dla skóry, Emolientowy balsam do ciała 200 ml - całkiem przyjemny produkt o ładnym zapachu (który poniekąd kojarzy mi się z zapachem mydełka Dove), nawilżał w porządku, tylko strasznie ciężko się rozsmarowywał, przez co pewnie nie sięgnę po niego ponownie (no chyba, że znowu dadzą na jakimś spotkaniu blogerskim ;).

-417, Aromatic Body Butter / Ocean, 50 ml - miniatura z pudełka beGLOSSY Perfect Gift; bardzo przyjemne masełko do ciała o zapachu oceanu, z olejem ze słodkich migdałów, masłem shea, minerałami z Morza Martwego etc. Niestety, zbyt szybko się skończyło, a poza tym jest bardzo drogie, więc sama się raczej nie skuszę...

L'OCCITANE, krem do rąk z masłem shea Piwonia (miniatura 10 ml z beGLOSSY) - miał być kwiat wiśni, a dali piwonię. Generalnie,  lubię kremy do rąk tej marki, ale ten zapach zalatywał mi bułgarską różą, więc na pewno sama go nie kupię. 


WŁOSY

Joanna Naturia, Szampon do włosów przetłuszczających się i ze skłonnością do łupieżu (z biosiarką i bursztynem) 500 ml - szampon dostałam od mamy i o dziwo, z przyjemnością myłam nim włosy, a czasami i ciało, kąpałam w nim psa oraz prałam pędzle, gąbki czy rękawice do demakijażu. Szampon bardzo fajnie pachnie, może kiedyś jeszcze do niego wrócę...

Timotei Precious Oils, Odżywka do włosów Drogocenne Olejki 200 ml - ostatnio stosowałam tę odżywkę razem z ww szamponem; była całkiem przyjemna i nie obciążała włosów, no i cudownie pachniała! RECENZJA 

Timotei Strength & Shine, szampon 50 ml - to już moja druga miniatura tego bardzo przyjemnego i delikatnego szamponu z m.in. z różą z jerycha. Generalnie, moje włosy lubią markę Timotei, więc jest całkiem prawdopodobne, że kiedyś sobie kupię ten szampon.

O'right, Golden Rose Oil - dostałam wraz genialnym szamponem Goji Berry, jednak ten produkt ma typowy zapach różany, którego nie znoszę, więc zużyłam do pielęgnacji włosa mojego shih tzu, a czasami olejek podkradał mi mąż, który ma bardzo suche, wypadające włosy. Nie polubiłam się z tym olejkiem i na pewno sama go nie kupię, natomiast z pewnością jeszcze chcę wypróbować szampon i odżywkę z serii Recoffee oraz Bamboo.


MAKIJAŻ
(w zasadzie same nieużytki)

AVON, True Colour, poczwórna paletka cieni do powiek purple haze 5g. Cienie dostałam w prezencie za jedno z moich pierwszych zamówień jako konsultantka. Są to delikatne fiolety (niestety, nie przepadam za takimi kolorami) o nie najgorszej jakości. U mnie niestety leżą już zbyt długo nie używane, więc najwyższa pora się z nimi rozstać.

AVON, Podkład rozświetlająco-antystresowy 30 ml, w odcieniu Ivory (najjaśniejszym). Podkład jest dosyć ciężki i bardzo wchodzi w pory, podkreślając je. Poza tym, wpada w różowe tony, przez co podkreśla zaczerwienienia. Na plus oceniam jedynie zapach, pompkę i niską cenę. Na pewno nie kupię ponownie.


Chanel Stylo Yeux Waterproof, bardzo dobra jakościowo i mocno napigmentowana wodoodporna wysuwana kredka w kolorze czarnym. Dostałam w prezencie od przyjaciółki, niestety ostatnio mi się złamała ;( Nie jest mi chyba po drodze z tymi wysuwanymi kredkami, nie ma tego jak zatemperować, a jak się złamie, to już nadaje się tylko do kosza. Jeśli kiedyś wrócę do kredek Chanel, to raczej do mojej ukochanej brązowej w ołówku, ewentualnie wypróbuję eyeliner w pisaku...

Mariza Selective, pomadka do ust nr 02 - produkt z mojej jednorazowej przygody z Shinybox; konsystencja nawet przyjemna, natomiast opakowanie i kolor (Barbie pink) po czasie wydają mi się strasznie tandetne, nie wspominając o tym, że strasznie się warzy na ustach. Nie mam już ochoty męczyć się z tą szminką, więc wyrzucam bez żalu.


Podsumowując, większość produktów z tego projektu denko dostałam w prezencie lub w jakimś boxie subskrypcyjnym. Samodzielnie zakupiłam tylko płyn Garnier (zresztą, na pewno nie ostatni!) oraz podkład AVON, do którego już na pewno nie wrócę. W szufladzie czekają już kolejne kosmetyki do przetestowania, a zwłaszcza upominki z konferencji Meet Beauty (same cudowności!), zatem nie pozostaje mi już nic innego, jak się z Wami rozstać i iść się smarować i malować... ;) Udanej majówki! xo 
MEET BEAUTY Part II - Upominki + ROZDANIE

MEET BEAUTY Part II - Upominki + ROZDANIE

Witajcie! W poprzednim poście opisałam krótko moje wrażenia z II edycji konferencji Meet Beauty w Warszawie, dzisiaj natomiast, zgodnie z obietnicą, chciałam pokazać Wam upominki. Powiem Wam tylko, że warto zostać ze mną do końca, ponieważ mam dla jednej szczęsciary małe co nieco...


TOŁPA: po panelu pielęgnacyjnym trafił do mnie płyn micelarny, peeling-masaż do dłoni oraz krem do rąk, natomiast w zbiorczej torbie "Zblogowani" znalazłam jeszcze nowy krem bb Idealic. Wszystkie produkty pochodzą z serii dermo face/dermo mani, której nie miałam jeszcze okazji poznać. Płyn micelarny był mi pilnie potrzebny, więc zaczęłam go używać już w podróży powrotnej z Warszawy (i póki co, jest spoko!).


BIELENDA: w tej samej fioletowej torbie znalazły się następujące kosmetyki marki Bielenda: balsam do ciała nawilżający z serii Skin Clinic, ochronna pomadka do ust, fluid matujący MATT w kolorze nr 1 (jasnym) oraz Dotleniająco-nawilżająca maseczka enzymatyczna w saszetce. Próbkami natomiast poczęstowałam się sama na stoisku marki...


ANNABELLE MINERALS: Firma podarowała nam urocze torebeczki zawierające następujące kosmetyki mineralne: podkład mineralny matujący GOLDEN FAIR, puder rozświetlający, róż mineralny ROSE, cień mineralny VANILLA. Jako że ja z minerałami nie umiem się polubić (nie odpowiada mi taka sypka konsystencja ani forma aplikacji), kosmetyki oddam jednej z Was... szczegóły na samym końcu! 


WAX ANGIELSKI PILOMAX: po badaniu trychologicznym trafiły do mnie kosmetyki dopasowane do mojego rodzaju włosów: szampon i odżywka do włosów farbowanych na ciemny kolor, szampon głęboko oczyszczający do stosowania przed maskami oraz dwie maski: jedna aloesowa (z niej najbardziej się cieszę) oraz do włosów farbowanych.


LIRENE: po panelu makijażowym jestem bogatsza o nowy, świetnie zapowiadający się podkład NO MASK w odcieniu jasnym (alleluja!) oraz o Physio-micelarny żel  do oczyszczania twarzy z błękitną algą. Jestem ogromnie zadowolona z tego upominku, akurat brakowało mi nawilżającego podkładu w jasnym odcieniu, natomiast żel do mycia też zawsze się przyda :)


GOLDEN ROSE: Marka tym razem spakowała nam 2 produkty do fioletowych toreb, które otrzymaliśmy pod koniec konferencji. Jestem super happy, gdyż wreszcie będę miała okazję przetestować najsłynniejszy produkt marki, czyli szminkę (tu akurat mam Sheer Shine Stylo Lipstick z SPF 25 w odcieniu nr 10 oraz lakier do paznokci z serii Ice Chic w kolorze 58). Uroczy długopis w kształcie szminki dostałam z kolei na stoisku firmy.


GLOV: minirękawiczkę Quick Treat poznałam dokładnie rok temu, za sprawą Joybox'a i jest to już mój trzeci egzemplarz. Pisałam już o niej kiedyś tutaj, ale myślę o tym, by pokazać Wam ją w akcji i zrobić mały update...


INDIGO: najbardziej na konferencji rozpieszczała nas marka Indigo, którą wcześniej kojarzyłam wyłącznie z produktami do malowania paznokci. Podczas konferencji dostałyśmy od marki piękne złote torby pełne dobroci: zestaw lakierów do paznokci w odcieniach NUDE, odzywkę, top coat, pilnik, olejek do skórek, jak również próbki perfum oraz balsamy do ciała, olejek arganowy czy kremy do rąk. Mam teraz ochotę tylko leżeć i pachnieć, i oczywiście się tym wszystkim na zmianę smarować! Czad total! ;)


I to w zasadzie już wszystkie prezenty, jakie przywiozłam do domu z Meet Beauty. Za wszystkie kosmetyki serdecznie dziękuję Sponsorom oraz Organizatorom. Jest mi niezmiernie miło, że oprócz wiedzy mam w domu cały arsenał fantastycznych produktów do przetestowania (taka praca to sama przyjemność!). 

DZIĘKUJĘ! DZIĘKUJĘDZIĘKUJĘ!

ROZDANIE

Niestety, jako że fanką kosmetyków mineralnych nie jestem i nie chcę zmarnować produktów od Annabelle Minerals, obdaruję zestawem jedną z moich czytelniczek. Zasady są bardzo proste; trzeba być publicznym obserwatorem bloga (przycisk "Dołącz się do tej witryny", a nie google+ followers) i zostawić w komentarzu poniżej chęć zdobycia kosmetyków. Nie trzeba mnie śledzić na Facebook'u czy na Instagram'ie, no chyba że ktoś ma taką potrzebę, płynącą z serca (nie ma to jednak wpływu na wynik rozdania). Zabawa trwa od 27.04.2016 do 15.05.2016 (do godziny 23:59). O wygranej poinformuję Was na blogu najpóźniej do 20 maja. 

Powodzenia! xoxo
MEET BEAUTY Conference - moje wrażenia po II edycji

MEET BEAUTY Conference - moje wrażenia po II edycji

Sobota 23 kwietnia 2016 roku będzie jeszcze długo wspominana przez prawie 300 blogerów i vlogerów urodowych w Polsce, bowiem w tym dniu odbyła się już II edycja konferencji Meet Beauty w Warszawie. Tym razem Organizatorzy zaprosili nas na Stadion Narodowy, gdzie czekała na nas cała masa atrakcji (badania trychologiczne, konsultacje, manicure, czesanie oraz gifty od Sponsorów) oraz ciekawe wykłady i warsztaty tematyczne (z zakresu pielęgnacji, makijażu i stylizacji paznokci - do wyboru, do koloru). Ja na początku zdecydowałam się tylko na panel pielęgnacyjny z moją ulubioną polską marką (Tołpa) z samego rana, jednak jakieś dwa dni przed konferencją jakiś impuls kazał mi się zalogować ponownie na stronie z zapisami i odhaczyć 1 wolne miejsce w panelu makijażowym z marką Lirene (w ostatniej chwili ktoś zrezygnował!).


*Wybaczcie mi jakość zdjęć (wykonane telefonem - Samsung Galaxy Trend), ale nie miałam siły dodatkowo taszczyć po konferencji mojej ogromnej i ciężkiej lustrzanki...

PANEL PIELĘGNACJA - TOŁPA

Tematyka zajęć była moim zdaniem nieco przewrotna. Jak kupować mniej kosmetyków? Na konferencji dla kosmetykomaniaków? Serio? Mimo to nie mogłam tego opuścić, ponieważ: a) uwielbiam kosmetyki i filozofię marki Tołpa, więc ze zwykłego szacunku musiałam tam być, b) dążenie do minimalizmu i kupowanie mniejszej ilości, ale właściwych kosmetyków to przecież tak naprawdę mój target do osiągnięcia w tym roku, więc chciałam dowiedzieć się czegoś nowego, co mogłoby mi trochę pomóc. 


W zasadzie panel był nieco przydługi i sporo osób nie dotrwało do końca; wiele dziewczyn narzekało również na to, że nie dowiedziały się tam niczego nowego. Ja osobiście nigdy nie zakładam, że jestem taką alfą i omegą i zawsze uczę się nowych rzeczy (m.in. dowiedziałam się, że lepiej jednak wykonywać testy alergiczne za uszami zamiast na dłoniach oraz po raz pierwszy usłyszałam określenie cery sebostatycznej), więc mimo wszystko nie żałuję, że wybrałam się na ten panel. Ucieszyłam się również, gdy zobaczyłam prezent, jaki dostali uczestnicy tych warsztatów od firmy - płyn micelarny (akurat nie miałam w domu!) oraz peeling i krem do rąk. Trafili doskonale w moje potrzeby; z przyjemnością zużyję do końca, zgodnie z 7. warsztatowym przykazaniem ("Zużywam do końca i właściwie"). Jeśli jesteście ciekawe poszczególnych wskazówek, być może przygotuję kiedyś na ten temat osobny wpis...


STOISKA WYSTAWCÓW
Po panelu pielęgnacyjnym, udałam się prosto na salę ze stoiskami Sponsorów; były tam takie marki kosmetyczne, jak: Lirene, GLOV, Wax Angielski Pilomax, Eveline Cosmetics, Indigo Nails, Palmer's, Schwarzkopf (tj. Gliss Kur i got2be) oraz Golden Rose. Ja wybrałam sobie tylko kilka z tych propozycji. Na pierwszy strzał poszłam z dziewczynami posłuchać o genialnych rękawicach GLOV, z którymi miałam już do czynienia za sprawą Joybox'a czy beGLOSSY. 



Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie Pani z Indigo, która na dzień dobry spytała, czy już otrzymałam swoją złotą torbę pełną ich produktów. Poza tym dowiedziałam się, że firma produkuje nie tylko produkty do paznokci, ale również kosmetyki do pielęgnacji ciała oraz perfumy! Stoisko było chyba najbardziej kolorowe i pachnące ze wszystkich w tym dniu, a dodatkowym bonusem była możliwość zrobienia sobie manicure przez mistrzynię stylizacji paznokci. Ja niestety nie miałam na to czasu...

WYKŁAD: "INSTAGRAM - JAK BUDOWAĆ I ANGAŻOWAĆ SPOŁECZNOŚĆ"

Pomiędzy warsztatami pielęgnacyjnymi marki Tołpa, a makijażowymi Lirene udałam się na wykład pt. "Instagram - jak budować i angażować społeczność", który rewelacyjnie poprowadziła Marta Lech-Maciejewska z bloga superstyler.pl. Muszę przyznać, że nie żałuję, iż nie poszłam na panel paznokciowy. Na poprzedniej edycji nauczyłam się sporo o hybrydach, które jednak okazały się nie moją bajką, zatem wiedza dotycząca Instagrama z pewnością bardziej mi się przyda. Prowadząca sprzedała nam kilka cennych wskazówek, pokazała ciekawe patenty i "pewniaki" na zdobycie większej ilości lajków, opowiedziała nam co nieco o hasztagach oraz pokazała inspirujące profile. Po wykładzie stwierdziłam, że muszę być jednak bardziej systematyczna i publikować znacznie więcej postów, aby trochę bardziej rozhulać mojego IG (oczywiście, z tego miejsca serdecznie Was zapraszam TUTAJ)... xo



BADANIE TRYCHOLOGICZNE

Po wykładzie, mimo narastającego głodu, postanowiłam stanąć w kolejce do stoiska Gliss Kur & got2be, gdzie styliści wykonywali szybkie fryzury, a panie trycholog wykonywały badania włosów i skóry głowy. Niestety, po jakimś kwadransie okazało się, że już się nie załapiemy. :(


Byłam trochę rozczarowana z tego powodu, a do tego bardzo głodna, więc stwierdziłam, że najwyższa pora udać się na lunch. W trakcie przerwy na szczęście dołączyły do mnie fantastyczne dziewczyny, z którymi potem stanęłyśmy w kolejce na badanie włosów z Laboratorium Pilomax. Ta kolejka okazała się być dla nas pomyślna i udało nam się skorzystać z badania. Ja swoim zdjęciem byłam trochę zdegustowana, ale Pani Trycholog podzieliła się ze mną paroma wskazówkami oraz obdarowała produktami do pielęgnacji, dopasowanymi do moich potrzeb i rodzaju włosów. Największą ekscytację wywołała we mnie maska aloesowa, którą zaraz wrzuciłam na mój Instagram (byłam również zadowolona z samego faktu wykonania badania, bo na pierwszej edycji jakoś zabrakło czasu - kolejki były baaaardzo długie).

PANEL MAKIJAŻOWY - LIRENE

Cały czas się wahałam, czy iść na Lirene, czy jednak udać się na arcyciekawy wykład o zarabianiu na blogu, ostatecznie jednak poszłam za impulsem i za namowami innych dziewczyn, które bardzo zachwalały warsztaty makijażowe, i ostatecznie poszłam się zapoznać z ofertą marki Lirene. 


Nie ukrywam, że byłam również ciekawa spotkania na żywo słynnej wizażystki TVN Style, Ani Orłowskiej, która moim zdaniem od dziewczyn z youtube mogłaby się jednak trochę nauczyć, niemniej jednak poszłam, zobaczyłam makijażystkę w akcji i poznałam prawdziwą gwiazdę tego panelu - nowy podkład Lirene NO MASK, który wywarł na mnie ogromne wrażenie i już się nie mogę doczekać przetestowania go na własnej skórze... :) 

KONTAKTY

Konferencja jest dla mnie również (a może przede wszystkim?) fantastyczną okazją na spotkanie starych, dobrych znajomych oraz poznanie nowych osób z blogosfery. Bardzo się cieszę, że poznałam wreszcie Żanetę z mojego ulubionego bloga Moje Imponderabilia, poza tym podczas warsztatów i przerw towarzyszyła mi również Anetka - Nie Bieska z bloga CosmetiCosmos, Stazyjka, Evelyn, Sylwia - Zadbana Mama, Kasia - KathyLeonia, Asia, zwana przeze mnie pieszczotliwie Dżoaną-Interesting Details, czy choćby rodzynek konferencji - Michał. Jeśli kogoś pominęłam, to przepraszam; pozdrawiam Was wszystkich i dziękuję za towarzystwo i choć chwilę rozmowy! xo

O innych bonusach MB (tj. upominkach) opowiem krótko w kolejnym poście. Do usłyszenia jutro! xo
beGLOSSY kwiecień 2016: Wiosenna energia (openbox)

beGLOSSY kwiecień 2016: Wiosenna energia (openbox)

Wczoraj rano kurier przyniósł mi świeżutkie, kwietniowe pudełeczko beGLOSSY, ale niestety dopiero dzisiaj miałam czas, by się do niego dobrać. Jeśli jesteście ciekawe zawartości, zapraszam na openbox. Jeśli z kolei nie lubicie tego typu wpisów, do zobaczenia w następnym poście!



1. CATRICE Poczwórne cienie Absolute Eye Colour (100 Frosen Yoghurt)


Nigdy nie miałam nic z tej firmy, więc nie wiem, czego się spodziewać. Podobają mi się odcienie i opakowanie, ale nie jestem przekonana do tak taniej kolorówki, zwłaszcza do moich wrażliwych oczu (na e-zebra.pl kosztują 16,61 PLN).

2. EXCLUSIVE COSMETICS Hydrożelowe płatki pod oczy


Płatki hydrożelowe pod oczy bardzo mnie cieszą (miałam raz podobny produkt i byłam zachwycona efektem), mam nadzieję, że tym razem będzie podobnie. Tutaj mamy odmładzający ekstrakt z perły, który ma zredukować nieestetyczne obrzęki i cienie pod oczami, oraz betainę. Produkt jest tani (5 zł), ale zbiera same pozytywne recenzje w Internecie. Brzmi intrygująco, chyba przetestuję je dziś wieczorem albo jutro z rana...

3. -417 Szampon witaminowy Catharsis (miniatura)


Miałam miniaturę masła do ciała tej marki, z pudełka beGLOSSY Perfect Gift, więc jestem ciekawa, jak sprawdzi się szampon. Ostatnio widziałam te kosmetyki w Sephora; mają bogate, naturalne składy i są dosyć drogie. Szampon Catharsis z błotem z Morza martwego i witaminami (A, B, C, E i F) w pełnym wymiarze, tj. 250 ml kosztuje 109 zł.

4. NUXE PARIS Masque Creme Fraiche de Beaute 


Jest to pierwszy kosmetyk Nuxe, jaki mam przyjemność testować. Bardzo fajnie, że jest to produkt pełnowymiarowy, no i maseczka, a nie krem - tego nigdy za wiele! Tę już dzisiaj nałożyłam na 10 minut na twarz; konsystencja jest przyjemna, kremowa, aczkolwiek ziołowy zapach nie każdemu przypadnie do gustu... Cena produktu w sklepach internetowych waha się w granicach 50 zł, natomiast w aptekach kosztuje 76 zł.

5. CECE OF SWEDEN Balsam do ciała Argan


Nie znam tej marki, ale chętnie wypróbuję. Balsamów do ciała i peelingów nigdy nie mam dość. Ten balsam jest przeznaczony do skóry bardzo suchej; zawiera m.in. dużą ilość antyoksydantów, olejek arganowy, wit. E oraz kwasy Omega 3+6+9. Szkoda tylko, że w składzie jest parafina :/ Cena produktu: ok. 35 zł/250 ml.


Po raz trzeci jestem zadowolona z zawartości beGLOSSY. Najlepsze jest to, że mamy w tej edycji aż 4 pełnowymiarowe kosmetyki, co więcej, są tutaj marki i produkty raczej niedrogeryjne (poza Catrice, oczywiście). Z przyjemnością biorę się za nakładanie, smarowanie i, tym razem, chyba także malowanie... Wiosenna energia na całego! xo
Balneokosmetyki: Biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający do mycia twarzy

Balneokosmetyki: Biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający do mycia twarzy

Biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający do mycia twarzy marki Balneokosmetyki jest chyba najsłynniejszym naturalnym produktem do mycia twarzy wśród polskiej blogosfery. Zachwalała go już parę lat temu na swoim blogu m.in. Kasia Tusk czy Karolina Gliniecka (aka Charlize Mystery), i to poniekąd dzięki niej ten żel trafił w moje ręce - wchodził bowiem w skład pierwszej edycji pudełka Insired by Charlize Mystery (openbox tutaj).


Przyznam szczerze, iż tym kosmetykiem najmniej się na początku "jarałam", ale mimo to postanowiłam go sprawdzić na własnej skórze... a z czasem bardzo polubiłam. Używam go już od kilku miesięcy (jest bardzo wydajny!), a niebawem dobije dna, zatem najwyższa pora oddać diabłu sprawiedliwość i powiedzieć Wam o moich wrażeniach z jego stosowania.



Produkt znajduje się w prostej plastikowej butli o pojemności 200 ml. Ma zamykanie typu klik, co niestety bardzo utrudnia aplikację (z tego miejsca apeluję do Producenta, aby przemyślał wprowadzenie pompki!!!). 


Kosmetyk ma konsystencję lekko galaretkowatego półtransparentnego żelu o pomarańczowym zabarwieniu, z białymi drobinkami (jak wyjaśnia producent na opakowaniu, są to drobinki jojoba, które mają głęboko oczyszczać i jednocześnie pielęgnować skórę). Produkt lekko się pieni (co jest zapewne zasługą SLeS w składzie); bardzo dobrze zmywa makijaż, brud i sebum, a przy tym zmniejsza przetłuszczanie się skóry i powstawanie wyprysków (łagodzi również wszelkie stany zapalne i trądzikowe). Dla mnie niezwykle istotne jest to, iż żel nie podrażnia i nie uczula (mimo, iż zawiera olejek grejpfrutowy), a do tego nie pozostawia również uczucia ściągniętej, przesuszonej skóry. 


Plusy:
- produkt bardzo wydajny
- dobrze oczyszcza skórę z makijażu i brudu
- zmniejsza powstawanie pryszczy i łagodzi istniejące wypryski
- zmniejsza wydzielanie sebum
- nie uczula, nie podrażnia
- nie ściąga i nie przesusza skóry
- przyjemnie pachnie (wyczuwam w żelu siarkę, ale jest ona "zneutralizowana" nutami owocowymi)
- cena (28-29 zł) moim zdaniem adekwatna do jakości.

Minusy:
- brak pompki
- ograniczona dostępność 
(wybrane apteki oraz sklep online balneokosmetyki.pl).


Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym produktem. Dobrze oczyszcza twarz, nie podrażnia i nie wysusza skóry, a przy tym ma całkiem niezły skład i jest megawydajny (starczył mi na kilka miesięcy!), bo wystarczy odrobina produktu do szorowania buzi. Ja żelu używam razem z gąbką konjac i z efektów jestem naprawdę bardzo, ale to bardzo zadowolona (przy okazji zauważyłam, że moja skóra jest delikatnie złuszczona i gładsza w dotyku). Polecam zwłaszcza osobom ze skórą tłustą i mieszaną; myślę sobie również, że ten żel sprawdzi się świetnie u osób zmagających się z problemem trądziku. xo
ZAPROSZENIE

ZAPROSZENIE

Kochani! Ostatnio mam dużo pracy i niestety mniej czasu na ogarnianie bloga. Dzisiaj mam dla Was wyjątkowe ZAPROSZENIE na Dzień Otwarty Salonu Urody Beaty Trawińskiej we Wrocławiu. Nie wiem, czy pamiętacie, że w Walentynki sama miałam przyjemność uczestniczyć w dniu otwartym w tym wyjątkowym miejscu (relacja klik), zatem w pełni świadoma profesjonalizmu i obsługi klienta na najwyższym poziomie, zapraszam wszystkich chętnych (nie tylko z Wrocławia i okolic!) do Salonu w piątek 15 kwietnia 2016, w godzinach 10:00 - 15:00. 



Oto, co oferuje Salon w tym wyjątkowym dniu:

Szanowni Państwo,


Salon Urody Beaty Trawińskiej we Wrocławiu zaprasza na Dzień Otwarty 15 kwietnia br. (piątek) w godz. 10:00 - 15:00.



Jako pierwsi w Polsce rozpoczęliśmy pracę na urządzeniu ThermiRF i chcemy pokazać Wam sprzęt który zrewolucjonizuje rynek medycyny estetycznej. To nieinwazyjne metody i spektakularne efekty już po pierwszym zabiegu.

To Rewolucja na Rynku Medycyny Estetycznej!!!!


Podczas Dnia Otwartego zapraszamy na bezpłatne konsultacje z naszymi ekspertami, konsultacje dermatologiczne, zabiegi pokazowe, rozmowę ze stylistką.

W tym dniu do odebrania w Salonie bony o łącznej wartości 20 tys złotych.!!!!!

Dla każdej z Pań która nas odwiedzi mamy niespodziankę - perfumy:)

Gościem specjalnym będzie Pani Ewa Gawryluk - Ambasador Marki.

U nas nauka i technologia pracują na Twoje piękno!

Serdecznie zapraszamy!

Prośba o potwierdzenie przybycia.

Miejsce:  ul. Krawiecka 6-8, Wrocław.


Zadzwoń i dowiedz się więcej 71 316 01 80
"Najnowocześniejszy sprzęt i technologie w Polsce"

PS. Zachęcam również do odwiedzenia stron na Facebooku:

Fanpage Salonu Urody KLIK
Strona wydarzenia na moim 
 Facebook Fanpage KLIK, xo
Norel Dr Wilsz - dlaczego moja skóra nie polubiła tych kosmetyków?

Norel Dr Wilsz - dlaczego moja skóra nie polubiła tych kosmetyków?

Czasami jest tak, że bardzo długo o czymś marzymy, bo naoglądamy się setek zdjęć i naczytamy setki pozytywnych opinii na blogach, a gdy potem dana rzecz trafia w nasze ręce, okazuje się, że u nas niekoniecznie się sprawdza, przynosząc rozczarowanie i lekki smutek. Tak właśnie było ze mną i kosmetykami marki Norel Dr Wilsz. Po bardzo długiej chcicy udało mi się zgarnąć zestaw* produktów Norel podczas IV edycji Secrets of Beauty, a było to w październiku zeszłego roku. Mimo, iż byłam bardzo ciekawa tych kosmetyków, musiałam najpierw zużyć cały arsenał otwartej wówczas pielęgnacji, zatem do testów przystąpiłam jakoś dopiero w styczniu albo w lutym 2016 roku. Niestety, okazało się, że te kosmetyki totalnie nie sprawdziły się na mojej skórze, a jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego, wyjaśnię Wam to w dalszej części posta...

*W skład zestawu wchodziły 3 produkty: Tonik łagodzący dla cery wrażliwej z serii S - Sensitive, oraz dwa kosmetyki z serii R - Renew Extreme: Serum odmładzające i Trójaktywny krem odmładzający.



Tonik łagodzący dla cery wrażliwej z serii S - Sensitive

Na plus oceniam opakowanie - piękna, solidnie wykonana butla z przezroczystego plastiku o pojemności 200 ml z niezwykle praktyczną pompką; minimalistyczny, elegancki design oraz praktyczne rozwiązania to jest coś, to Elfiki lubią najbardziej (plus oczywiście ładny zapach kosmetyku i dobry skład!). Niestety, na tym kończą się pozytywy. 


Tonik jest przeznaczony dla skóry wrażliwej i naczynkowej, zaś jego zadaniem jest m.in. odświeżanie, nawilżanie, lekkie rozjaśnienie i relaksowanie skóry naczynkowej. Wszystko ładnie pięknie w teorii, natomiast w praktyce nieprzyjemne szczypanie skóry i zaczerwienienie. Coś tu ewidentnie w składzie mi nie pasi; nie mamy alkoholu, więc powinno być ok, jest gliceryna, ale z nią raczej nie miewam problemów, jest łagodzący pantenol, ale mimo to nie pomaga, więc podejrzewam uczulenie na ekstrakt z arniki górskiej (Arnica Montana Flower Extract). Czasami na niektóre ekstrakty owocowe (na bank z granatu!) moja skóra reaguje właśnie masakrycznym zaczerwienieniem i szczypaniem. Jakby tego było mało, po zastosowaniu toniku jest jeszcze irytujący, lepki film na skórze i nieprzyjemne uczucie oblepienia... :/ Tonik postanowiłam póki co odstawić i dać mamie do przetestowania, zatem na pewno będzie update niebawem, najprawdopodobniej w jakimś projekcie denko...


Serum odmładzające Trójaktywny krem odmładzający R - Renew Extreme

Samo serum jest moim zdaniem nawet niezłe; zapakowane w małą buteleczkę o pojemności 10 ml, wykonaną z ciemnego szkła, dodatkowo wyposażoną w pipetkę, która ułatwia aplikację produktu na twarz. Serum jest bezbarwne, pachnie raczej delikatnie i przyjemnie, i zgodnie z informacjami podanymi na kartoniku przez producenta, jest "jedwabiste", "o konsystencji lekkiego olejku". Produkt ten nie wchłania się od razu - dosyć długo pozostawia na skórze tłusty film i wyczuwalny, świeżo-roślinny zapach. Na niego jednak zawsze aplikowałam krem odmładzający na noc, który mimo szybkiego wchłaniania, okazał się jednak dla mnie zbyt treściwy i za ciężki (jestem po 30. i mam skórę mieszaną), co dało się odczuć jeszcze przed pójściem spać - moja skóra bardzo mocno się świeciła, była oblepiona i obciążona tymi kosmetykami, a rano często gęsto pojawiały się na twarzy wypryski itp. nieprzyjaciele. Co do działania przeciwzmarszczkowego się jednak nie wypowiem, ponieważ poza drobnymi kurzymi łapkami, zmarszczek na szczęście nie posiadam. Produkty również powędrują do mojej mamy albo taty i zobaczymy, co oni powiedzą po przetestowaniu ich (mam nadzieję, że im te produkty bardziej się nadadzą)...


Niestety, nie jest to seria dla mnie, lecz "dla każdego rodzaju cery dojrzałej", jak informuje producent na opakowaniu kartonowym obu specyfików. Mimo, iż na opakowaniach zaznaczono, że seria jest polecana od ok. 35 do 55 roku życia, to dla mnie jest zdecydowanie za ciężka i będzie bardziej odpowiednia dla cery bardzo dojrzałej, np. po 50. Nie rozumiem zatem, dlaczego ta seria w ogóle trafiła w ręce blogerów - uczestników SoB, skoro średnia wieku wahała się w granicach 30+? Moim zdaniem szkoda, bo firma ma w swojej ofercie naprawdę ciekawe produkty, a składy kosmetyków są dosyć imponujące (w tej serii znajdziemy m.in. Retinol H10 - 0,5% w kremie a 2% w serum, witaminę C w stężeniu 1% w kremie oraz 2% w serum, kwas fitowy, który fajnie rozjaśnia przebarwienia - wiem, bo była kiedyś na zabiegu w salonie z jego użyciem, a poza tym hialuronian sodu, olej sojowy, olej makadamia, masło shea, i inne). Receptury tych kosmetyków są pozbawione alergenów, parabenów, olei mineralnych i sztucznych barwników i stanowią naturalne uzupełnienie zabiegów pielęgnacyjnych w salonach kosmetycznych i SPA .


Podsumowując, moja skóra nie polubiła tych trzech kosmetyków. Nie zrozumcie mnie źle, nie jest to hejt w stronę producenta, tylko po prostu moja subiektywna opinia po przetestowaniu produktów, które ewidentnie mi nie służą i/lub są po prostu źle dopasowane do rodzaju i potrzeb mojej cery. Niestety, po dłuższym stosowaniu tych kosmetyków moja skóra była w bardzo kiepskim stanie: z jednej strony, po toniku skóra była ściągnięta i zaczerwieniona (zwłaszcza na policzkach - o zgrozo!), zaś po serum i kremie obciążona i bardzo tłusta, a do tego tu i tam powyskakiwały mi niedoskonałości, więc już chyba gorzej być nie mogło... :-( Żegnam się zatem z tymi produktami bez żalu, bo szkoda mi mojej skóry oraz nerwów, gdy patrzę w lustro. Wracam zatem grzecznie do sprawdzonego płynu micelarnego Garnier 3w1 dla skóry wrażliwej (który ma fajny, króciutki skład) oraz do kolejnego słoiczka kremu Bielenda, z którymi moja skóra od kilku lat bardzo mocno się przyjaźni i w ich towarzystwie po prostu najlepiej się czuje (i wygląda). xo


PS. Sponsorowi IV SoB, marce Norel Dr Wilsz, mimo wszystko dziękuję za produkty do testów.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger