MY TOP 5 US/UK BEAUTY & LIFESTYLE YOUTUBERS

MY TOP 5 US/UK BEAUTY & LIFESTYLE YOUTUBERS

Jestem uzależniona od youtube! Od jakiegoś czasu wolę oglądać tutoriale i vlogi ulubionych youtuberek aniżeli programy telewizyjne, w których coraz rzadziej znajduję coś dla siebie. Dzisiaj zaprezentuję Wam moją osobistą listę TOP 5 wśród zagranicznych kanałów związanych z tematyką beauty & lifestyle plus wybrane filmiki, które ostatnio szczególnie mi się spodobały. Enjoy!


No. 5: Miss Liz Heart
Z tego co wiem, ta dziewczyna w wolnym czasie pomaga swojemu mężowi, fotografując nieruchomości; bardzo lubię jej porady organizacyjne, przepisy kulinarne oraz różne ciekawe sposoby na udekorowanie domu.


No. 4: Desi Perkins
Tej pani chyba nikomu nie muszę przedstawiać; jest to prawdziwa gwiazda YT, świetna wizażystka, a do tego z charakterem ;)


No. 3: Ingrid Nilsen
Super fajna dziewczyna, która robi filmiki na przeróżne tematy; ja najbardziej lubię jej lifestyle'owe i kosmetyczne porady.


No. 2: It's Lina Mar
Niesamowicie bystra i przezabawna Brytyjka, która ma świetny gust, zwłaszcza jeśli chodzi o dodatki do domu, a do tego jest śliczna i nagrywa piękne makijaże. Plusem jest to, że jej filmiki są krótkie, ale zawsze doskonale zmontowane i na temat.



No. 1: That's Heart
Przesłodka i przemiła Filipinka, mieszkająca w LA, która ma cudownie urządzony dom ze ślicznym kotkiem i shih tzu (<3), robi fajne i proste tutoriale makijażowe, wyjeżdża na wspaniałe eventy i wycieczki, a do tego ma kosmetyki, o których wiele z nas marzy...


Znacie któryś z tych kanałów? A jakie są Wasze ulubione?

PS. Po ostatnich problemach ze znikającymi komentarzami, postanowiłam zrezygnować z komentarzy Google+ (coś a'la Disqus), zatem z przykrością stwierdzam, że wszystkie komentarze, jakie zostawialiście pod moimi wpisami od długiego czasu, zostały usunięte <chlip chlip>. Teraz już chyba żadna siła nie usunie Waszych rozważań, zatem zachęcam do komentowania w standardowym oknie Bloggera... xo
Pokaż mi swoje śmieci, a powiem ci, kim jesteś... czyli projekt denko #17

Pokaż mi swoje śmieci, a powiem ci, kim jesteś... czyli projekt denko #17

W lutym zużyłam najwięcej (a konkretnie 6) produktów do mycia i pielęgnacji ciała, 5 kosmetyków do twarzy, tylko dwa produkty do włosów (szampony), oraz dwie perełki wśród kosmetyków do makijażu - mój ukochany podkład i tusz do rzęs. Zapraszam Was zatem na krótkie podsumowanie...



TWARZ


  • Inecto: Pure Coconut Revitalising Facial Scrub 100 ml. Bardzo mocny i wydajny zdzierak. Wszystko by było super, gdyby nie ta parafina w składzie (unikam jej zwłaszcza w produktach do twarzy i do ciała); nie jest dostępny w Polsce, więc i tak nie kupię ponownie, teraz poszukam czegoś delikatniejszego... RECENZJA ZBIOROWA
  • Delia Cosmetics: Dermo System, Płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust 200 ml. Nawet spoko płyn, dobrze zmywa wodoodporne konturówki i szminki, oraz eyelinery, kredki i tusze. Był w Joyboxie z lutego 2015 roku, więc zużyłam wreszcie, aczkolwiek nie lubię takich tłustych płynów dwufazowych i nie chcę go ponownie u siebie...
  • DermoFuture Precision: Regenerująca kuracja z witaminą C 20 ml. Świetny produkt, dobrze rozjaśnia przebarwienia, odmładza i rozświetla skórę - RECENZJA
  • Thalgo: Collagen Cream Wrinkle Smoothing 15 ml. Miniatura kremu przeciwzmarszczkowego z jakiegoś starego Joybox'a; krem drogi, gęsty i treściwy, ładnie pachnie, aczkolwiek dla mnie trochę za ciężki, nawet zimą i trochę mnie niestety pozapychał, więc smarowałam nim szyję i dekolt. Mówiąc krótko: noł, senk ju, senk ju, baj! ;)
  • Amaderm: Krem nawilżający UREA 5%, 50 ml. Najgorzej pachnący (tzn. cuchnący śledziem) krem z tej linii, dlatego zużyłam go jako krem do stóp. Takim śmierdziuchem nie byłam w stanie traktować twarzy. U mnie najlepiej sprawdził się czerwony krem Amaderm, z 30% stężeniem mocznika - RECENZJA
CIAŁO


  • Tołpa: green, cellulit: antycellulitowy krem-żel wygładzający 200 ml. Bardzo fajny produkt, to już moje drugie i na pewno nie ostatnie jego opakowanie - RECENZJA
  • Yves Rocher: Monoi de Tahiti, szampon & żel pod prysznic 150 ml. Zapach letni, mocny, tropikalny, aczkolwiek specyficzny, nie do końca mnie przekonywał, dlatego tak późno go zużyłam; sprawdzał się dobrze do zmywania tłustych peelingów, olejków itp. W sezonie letnim może jeszcze do niego wrócę, ale nie jestem pewna, może skuszę się na coś limitowanego...
  • Biotanic, Bio Argan Oil 50 ml. Olej arganowy jak olej arganowy, niekoniecznie jestem jego fanką, ale podobają mi się inne produkty Biotanic, więc pewnie wypróbuję ich olej kokosowy... RECENZJA
  • Phenome: Milky Almond Regenerating hand balm 50 ml. Dobry naturalny krem do rąk, aczkolwiek znam lepsze za niższą cenę, więc pewnie sama nie sięgnę po niego ponownie... RECENZJA
  • Trind: Hand repair 25 ml. Miniaturę tego kremu do rąk dostałam od Nail Spa Marzena Kanclerska (wraz z książką "Paznokcie na poziomie", kreme SheFoot i lakierami Essie), krem ładnie pachniał i nawilżał, miałam go w torebce i nawet nie wiem, kiedy się skończył... 
  • The Secret Soap Store: Aromatherapy, Peeling do ciała Passiflora 50 g. Ten sorbetowy, pysznie pachnący scrub dostałam wraz z masłem antycellulitowym na Spotkaniu w Łodzi. Fantastyczny skład i właściwości, jednak użyłam go zaledwie dwa razy: raz do peelingu całego ciała i raz na uda, biodra i pośladki. Szkoda, bo był bardzo, bardzo przyjemny...
WŁOSY


  • Dove: Damage Solutions, Szampon Intensive Repair 250 ml. Dostałam go w prezencie od marki na Spotkaniu we Wrocławiu, wraz z odżywką i maską z tej samej linii, jednak są to produkty przeznaczone do zupełnie innego rodzaju włosów niż moje (czyli do suchych). Odżywka i maska powędrowały do kogoś innego, natomiast szampon zużyłam głownie do prania delikatnych tkanin (cudownie pachnie!), czasem umyłam nim głowę, no i 100 ml odlałam w małą buteleczkę mężowi, który ma włosy bardzo suche, a poza tym nie zwraca uwagi na składy kosmetyków.
  • FARMONA: Herbal Care, Szampon Pokrzywowy 300 ml. Produkt naturalny o bardzo fajnym składzie, aczkolwiek zawiera SLES. Bardzo dobrze oczyszcza włosy i myje pędzle do makijażu, więc pewnie kiedyś jeszcze go zakupię, tym bardziej, że kupiłam go na promo w Biedrze za całe 5 zeta ;) Jedynym jego minusem jest to, iż okropnie plącze włosy, konieczna jest zatem po nim jakaś odżywka, mgiełka i Tangle Teezer!
MAKIJAŻ


  • Bourjois Healthy Mix 30 ml, podkład w odcieniu nr 52 Vanilla. Kocham, idealny podkład do mojej mieszanej skóry, jak widzicie na zdjęciu, zużyłam do cna, nawet urwałam rurkę od pompki, by wydobyć resztki, potem domywałam buteleczkę, aż bardziej nie dało się domyć. Z wielką ochotą kupię go ponownie, tylko chyba w odcieniu 51, bo po zabiegach rozjaśniających ten jest ciut za ciemny.
  • Yves Rocher Sexy Pulp 9 ml, w odcieniu 01 Noir (czarny). Również kocham, aktualnie testuję inny (taki złoty) z YR, ale na pewno będę do niego wracać. RECENZJA
Znacie coś z moich śmieci? xo

PS. Wybaczcie, jeśli dodane przez Was komentarze znikają z bloga; pod ostatnim wpisem 'blogger' usuwa praktycznie wszystkie Wasze rozważania - jest mi bardzo przykro z tego powodu, ale nie wiem, co zrobić z tym fantem. Jeśli też macie taki problem, dajcie koniecznie znać! 

Luty 2016: from beGLOSSY with LOVE

Luty 2016: from beGLOSSY with LOVE

Na pudełka beGLOSSY czaiłam się chyba ponad rok, ale zawsze miałam problem z realizacją płatności za subskrypcję, więc sporadycznie zamawiałam tylko pojedyncze pudełka. W lutym jednak udało mi się rozpocząć pakiet na 6 miesięcy, a dzisiaj otrzymałam swoje pierwsze pudełko beGLOSSY z edycji walentynkowej:  from beGLOSSY with LOVE. Kto jeszcze nie widział zawartości na innych blogach, zapraszam dalej na openbox...



Oto, co znalazło się w moim pudełku 'from beGLOSSY with LOVE':


ORGANIQUE: Balsam do ciała z masłem shea Truskawka i guawa 100 ml

Miałam kiedyś masło do ciała z tej serii (pisałam o nim TUTAJ), więc jestem bardzo zadowolona z możliwości przetestowania tego produktu; zapach boski!


CLARENA: BB cream Alabaster (miniatura 10 ml)

Fajnie; uwielbiam testować kremy bb różnych firm, wciąż szukając ideału... Ten pachnie bardzo przyjemnie i kolor wydaje się być odpowiedni (czyli nie za ciemny)...


NICKA K NEW YORK: Airbrush FX Blending Sponge

Przydatny gadżet; dziś nałożyłam sobie nawet podkład tą gąbką, ale zaskoczyło mnie, że jest dosyć zbita i twardawa (w porównaniu np. z GlamSponge czy Beauty Blender).


LAMBRE: Balsam do rąk 50 ml

Pierwsze wrażenie na plus: super jedwabista konsystencja, szybkie wchłanianie i miły zapach. Kremów do rąk nigdy za wiele, aczkolwiek trochę szkoda, że nie trafił mi się olejek Biodermy...


SYOSS: Maseczka z kompleksem ceramidowym przeciw łamaniu się włosów 200 ml

Nie jestem fanką marki Syoss, poza tym, mam w domu zbyt dużo masek i odżywek do włosów, więc tego chemicznego baboka pewnie spróbuję tylko raz czy dwa (z czystej ciekawości, no i ze względu na cudny zapach!), a potem oddam mężowi, bo dla niego kosmetyki nie muszą być naturalne. Ja aktualnie używam maski lnianej Sylveco, więc niebawem przygotuję dla Was osobną recenzję... ;) 

***
Ogólnie rzecz biorąc, pudełko bardzo mi się podoba. Wszystkie produkty chętnie przetestuję, tylko na najbliższą przyszłość życzyłabym sobie nie dostawać więcej masek do włosów... ;) A Wam jak się podoba lutowe beGLOSSY? xo
Manicure na koniec zimy by Essie

Manicure na koniec zimy by Essie

Witajcie! Dzisiaj mam dla Was manicure z wykorzystaniem mini lakierów do paznokci marki Essie jeszcze z zeszłorocznej kolekcji ('fall 2015 collection') w 2 kolorach: 'with the band' oraz 'in the lobby'. 


Pierwszy kolor (tj. 'with the band') to rudy odcień czerwieni, wpadający poniekąd w brązowe nuty (to zależy w dużym stopniu od oświetlenia) i powiem szczerze, że wygląda troszeczkę jak u starszej pani (ja takie kolory nazywam pieszczotliwie "starobabowymi" ;), zatem postanowiłam połączyć go z ciemną śliwką (in the lobby'). Jako duet, manicure nawet mi się podoba, ale mam jeszcze ochotę pokombinować z dwoma pozostałymi brokatowymi odcieniami z kosteczki, tj. 'leggy legend' i 'frock 'n roll'...


manicure


manicure

Jeśli chodzi o jakość tych lakierów, to standardowo, jak to u Essie: lakiery łatwo się rozprowadzają (choć wolę wersje pełnowymiarowe niż te mini 5 ml, bowiem pędzelek jest wówczas większy i łatwiej się nim maluje), dobrze kryją (optymalny efekt uzyskujemy już po drugiej warstwie), a do tego trzymają się na płytce naprawdę długo, natomiast potem łatwo je zmyć, bez jakichkolwiek przebarwień. Dla mnie piątka z plusem.





Są to już chyba ostatnie tygodnie na taki ciemny mani, bowiem niebawem pożegnamy już na dobre kolekcje jesienno-zimowe i zaczniemy cieszyć się lżejszymi, wiosennymi nowościami... Nie mogę się już tej wiosny doczekać, a Wy? xo  

Wyniki Urodzinowego Rozdania u Elfie

Wyniki Urodzinowego Rozdania u Elfie



Witajcie! Dzisiaj zima wróciła (u mnie sypie śnieg!), więc by nieco ocieplić aurę, przychodzę do Was z wynikami Urodzinowego Rozdania. Bez zbędnych wstępów informuję, iż w rozdaniu wygrywają:

Nie Bieska - zestaw nr 1


Kanwuje czytam testuję - zestaw nr 2


Gratuluję serdecznie i do 3 dni czekam na maile od Was z danymi do wysyłki nagród (mój e-mail: justynafrymus@gmail.com). Pozostałym osobom dziękuję za udział i trzymam kciuki, by w przyszłości się udało! Nie poddawajcie się! xoxo
Odkrycie sezonu w pielęgnacji stóp, czyli SheFoot: Krem na popękane pięty extra plus

Odkrycie sezonu w pielęgnacji stóp, czyli SheFoot: Krem na popękane pięty extra plus

Jestem jedną z tych kobiet, które przykładają ogromną wagę do pielęgnacji, w tym również stóp. Moim zdaniem, zadbane stopy są niezwykle istotne; świadczą m.in. o tym, że kobieta naprawdę o siebie dba. Niestety, znam masę młodych dziewczyn lub kobiet nie tylko w moim wieku (czyli po 30.), które mają na sobie świetne ciuchy, na twarzy perfekcyjny make-up, ale kompletnie nie dbają o stopy. Dla mnie jest to po prostu niewybaczalne; przecież stopy nas noszą przez całe życie, więc dbanie o ich zdrowie, kondycję i urodę jest po prostu konieczne. Oczywiście, stopy w sezonie jesienno-zimowym są narażone na różne niesprzyjające czynniki, m.in. nakładamy na nie grube skarpety (często z domieszką syntetycznych włókien), a potem ciężkie obuwie, przez co skóra naszych stóp często jest przesuszona, zaś pięty popękane i obolałe. Jeśli macie podobne dolegliwości i  nie wiecie, jak temu zaradzić, mogę Wam polecić bardzo dobry produkt marki SheFoot: Krem na popękane pięty extra plus, o pojemności 75 ml.



Krem ów wpadł w moje ręce już jakiś czas temu (podczas Spotkania we Wrocławiu w dn. 22.08.2015), ale dopiero niedawno wzięłam się za jego testowanie. Ja co prawda jakiegoś dużego problemu z popękanymi czy bolącymi piętami nie mam, ale zauważyłam, że zimą skóra  na moich stopach zrobiła się nadmiernie sucha i ma tendencję do rogowacenia (buuuu! :/). Gdy zużyłam już wszystkie apteczne kremy (najpierw krem Amaderm z 30% zawartością mocznika, który okazał się najlepszy, potem zmniejszając na 15% i 5%), sięgnęłam wreszcie po krem SheFoot. I znowu okazało się, że mocznik w stężeniu trzydziestoprocentowym działa fenomenalnie na moje stopy! Już po kilku dniach zauważyłam znaczną poprawę i chyba jakoś po tygodniu regularnego stosowania, przerzuciłam się na zwykły krem odżywczy tej firmy, natomiast ten oddałam mamie. Mama tym kremem również jest zachwycona; razem stwierdziłyśmy, że nasze stopy są idealnie nawilżone i gładkie, natomiast problem popękanych pięt u mojej mamy został całkowicie zniwelowany po ok. 4 lub 5 aplikacjach, podczas gdy żaden inny krem wcześniej nie dawał sobie z tym rady! 


Zalety:
  • działanie: cudownie nawilża, regeneruje, zmiękcza skórę stóp, a do tego złuszcza i wygładza pięty
  • ma bogaty, naturalny skład (mocznik 30%, masło shea, kwas mlekowy, olej arganowy, pantenol, alantoina), nie zawiera barwników, parabenów, PEG, ftalanów czy silikonów)
  • przyjemnie pachnie, a zapach długo utrzymuje się na skórze
  • nie zostawia irytującej lepkiej warstwy, raczej lekko tłustą
  • hipoalergiczny, nadaje się do skóry wrażliwej
  • ładne, solidne i poręczne opakowanie (plastikowa tuba o pojemności 75 ml z zamykaniem typu klik) 
  • dostępny w popularnych drogeriach (np. w Hebe, Rossmann, Super-Pharm, Dayli, Natura).
Wady:
  • trochę 'tępawa', gęsta konsystencja; krem trzeba chwilę rozsmarowywać na skórze
  • nie wchłania się błyskawicznie (najlepiej po nałożeniu warstwy kremu ubrać bawełniane skarpetki)
  • zawiera parafinę (niestety, wiele z nas automatycznie dyskwalifikuje kosmetyki z tym składnikiem, aczkolwiek na stopy czy dłonie parafina to nie zabójstwo, a czasem wręcz zbawienie)
  • dla niektórych cena (ok. 19 zł za 75 ml) może być zbyt wysoka, ja natomiast uważam, że ten produkt jest wart swej ceny.
Mimo tych kilku wad, ten krem, jak i inne produkty marki postrzegam jako bardzo skuteczne i godne uwagi, i z pewnością będę po nie sięgać w drogeriach. Na spotkaniu dostałam również peeling i maskę do stop od firmy i już po pierwszym zastosowaniu byłam ogromnie zadowolona z efektów. Szczerze i z czystym sumieniem mogę Wam te produkty polecić; jednym słowem: REWELACJA!!!

Więcej informacji o produktach SheFoot znajdziecie na stronie producenta KLIK, natomiast opisany przeze mnie krem jest dostępny w e-sklepie marki TUTAJ w cenie 18,80 PLN.
Walentynkowe upiększanie, czyli Dzień Otwarty w Salonie Urody Beaty Trawińskiej we Wrocławiu

Walentynkowe upiększanie, czyli Dzień Otwarty w Salonie Urody Beaty Trawińskiej we Wrocławiu

Jak zapewne część z Was już wie z mojego Instagrama czy FB, zeszły weekend oraz Walentynki spędziłam we Wrocławiu, gdzie m.in. wraz z Dorotką K. (Kolorowy Świat Marzeń) oraz Agnieszką (Ciekawe Kosmetyki) miałam przyjemność uczestniczyć w Walentynkowym Dniu Otwartym w Salonie Urody Pani Beaty Trawińskiej. 



[* Foto: Dorota Ryciak]

Salon Urody Beata Trawińska, położony w samym centrum Wrocławia, przy ul. Krawieckiej 6-8 (tj. rzut beretem od Rynku czy Galerii Dominikańskiej), oferuje kompleksowe zabiegi nie tylko z zakresu kosmetyki czy medycyny estetycznej, lecz także usługi fryzjerskie i ginekologię estetyczną! Salon zachwycił mnie zarówno niezwykle eleganckim wystrojem i profesjonalnym podejściem do klienta, jak również niezwykłym bogactwem sprzętów i wykonywanych usług. Salon Urody Beata Trawińska jest miejscem, które jako pierwsze posiada wszechstronne amerykańskie urządzenie ThermiRF (wykorzystuje ono energię cieplną fal radiowych w najbardziej wydajnych częstotliwościach), będące alternatywą m.in. dla  botoksu, liftingu czy skalpela. Moim zdaniem, będzie to prawdziwa rewolucja w kosmetyce i medycynie estetycznej, zatem warto się tym tematem zainteresować -> po więcej szczegółów, odsyłam Was na oficjalną stronę Salonu oraz na Facebook Fanpage.
urodatrawinska.pl

Dorotka i Agnieszka poddały się zabiegowi manicure, ja natomiast skorzystałam z masażu skóry głowy i czesania w salonie fryzjerskim Pani Beaty. Moimi włosami zajęła się przesympatyczna Pani Kinga, która już podczas mycia, szczegółowo wypytała mnie o stan i pielęgnację włosów oraz udzieliła mi kilku cennych wskazówek dotyczących kosmetyków, pielęgnacji czy stylizacji. Ponadto, Pani Kinga wykonała masaż skóry głowy, natomiast ja leżałam sobie na fotelu, który jednocześnie masował mi plecy! Pierwszy raz widziałam takie cudo w salonie fryzjerskim i muszę przyznać, że zmęczona po podróży, poczułam się tam tak błogo zrelaksowana i dopieszczona, że o mało na nim nie usnęłam... ;) Na szczęście, po chwili usiadłam już na fotelu fryzjerskim z filiżanką pobudzającej kawy, a Pani Kinga wymodelowała moje niestety wciąż dosyć krótkie (choć nadal zapuszczane!) włosy w bardzo nowoczesny sposób i przy użyciu najlepszych kosmetyków (w tej chwili w Salonie używa się kosmetyków z linii profesjonalnej L'oreal Professionel, natomiast stopniowo wprowadzane są również produkty Kevin Murphy, z czego ogromnie się cieszę). Przy okazji odkryłam rewelacyjny lakier do włosów Infinium, o którym słyszałam wiele dobrego, a który pozostawia włosy fajnie utrwalone i mięciutkie jak jedwab! Na pewno go sobie kupię, gdy tylko zużyję Elnett i got2be (który, notabene, również jest godny polecenia)...

[* Foto: Dorota Ryciak]

Już z gotową fryzurą i zadbanymi paznokciami, udałyśmy się na zwiedzanie pierwszego piętra Salonu, gdzie będą wykonywane wszystkie konsultacje medyczne oraz zabiegi na twarz i ciało. Muszę przyznać, że Salon wywarł na nas ogromne wrażenie, zarówno pod względem estetyki (poczekalnia, jak również wszystkie gabinety są urządzone minimalistycznie, ale bardzo elegancko i komfortowo), jak i bogactwa oferowanych zabiegów na twarz i ciało. Co więcej, salon może się poszczycić super nowoczesnymi kosmetykami i sprzętem (m.in. pierwszy w Polsce ThermiRF, wspomniany wyżej) oraz faktem, iż ambasadorką marki wkrótce zostanie znana i niezwykle zadbana aktorka, Ewa Gawryluk.





[* Foto: Dorota Ryciak]

Na sam koniec wizyty, po kawce, ploteczkach i tulipanach (!), czekała na nas również dodatkowa atrakcja w postaci porad stylistki, Pani Barbary Romer i wykonanej przez nią analizy kolorystycznej. Było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie, które pozwoliło mi rozwiać kilka moich wątpliwości (między innymi to, że jednak jestem zimą, a nie wiosną, czy latem!) oraz utwierdziła mnie w przekonaniu, jakie kolory mi służą, a które słusznie już jakiś czas temu wyrzuciłam z szafy... Jeśli jesteście z Wrocławia i okolic i chcecie skorzystać z porad stylistki osobistej, serdecznie polecam Wam Panią Barbarę i zachęcam do odwiedzenia jej strony internetowej: barbararomer.pl.

[* Foto: Dorota Ryciak]

Korzystając z okazji, pragnę bardzo serdecznie 
podziękować następującym osobom i firmom: 
  • Wszystkim Paniom z Salonu Urody Beata Trawińska za przemiłą oraz super profesjonalną obsługę podczas Walentynkowego Dnia Otwartego, jak również Pani Dorotce za zaproszenie, przemiły kontakt (mailowy i telefoniczny) oraz za zdjęcia z eventu :)
  • Koleżankom blogerkom (tj. Dorotce i Agnieszce) dziękuję za miłe towarzystwo; super było się spotkać po kilku miesiącach od naszego ostatniego spotkania! :)
  • Last but not least, z całego serca dziękuję Dyrektorowi Generalnemu oraz całej obsłudze B&B Hotels, za niezwykle komfortowy nocleg ze śniadaniem w samym centrum miasta. Czasami nie widzisz się z kimś ponad dekadę, a ten ktoś ugości Cię jak za starych dobrych czasów... Dzięki, Łukasz, jesteś the best! xoxo
Organiczne ukojenie suchej skóry dłoni, czyli Phenome: Milky Almond Regenerating Hand Balm

Organiczne ukojenie suchej skóry dłoni, czyli Phenome: Milky Almond Regenerating Hand Balm

Witajcie po tygodniowej przerwie na blogu! Nie było mnie od tygodnia, ponieważ miałam ostatnio bardzo dużo pracy (plus jedno dodatkowe zlecenie), ale na szczęście wracam i nadrabiam zaległości... :) Dzisiaj opowiem Wam o naturalnym kremie do rąk marki Phenome, który wygrałam w konkursie u Michała na blogu Twoje Źródło Urody.




Jest to pierwszy produkt Phenome, jaki trafił w moje ręce. Generalnie, kosmetyki tej marki cieszą się dobrymi opiniami i mają fantastyczne składy, lecz niestety są jeszcze mało popularne i ciężko dostępne w naszym kraju. Tak czy siak, krem, a w zasadzie balsam do rąk o nazwie Milky Almond Regenerating hand balm, możemy nabyć w salonach firmowych marki w większych miastach lub przez ich e-sklep, gdzie za 50 ml zapłacimy 50 zł. Więcej informacji znajdziecie na stronie produktu TUTAJ.





Krem o pojemności 50 ml znajduje się w metalowej tubie z małą plastikową zakrętką; moim zdaniem, taka forma opakowania i zamykania jest bardzo elegancka, ale niestety średnio praktyczna - zazwyczaj resztki kosmetyku zbierają się wokół zakrętki, tworząc nieestetyczne grudki. Co do zapachu, to moim zdaniem kremik pachnie tak sobie (migdałowo?), aczkolwiek nie wyróżnia się jakąś super rozkoszną, słodką nutą zapachową. A szkoda, bo lubię, gdy produkty do pielęgnacji z tak bogatym, naturalnym składem fundują moim nozdrzom dodatkowe, pozytywne sensacje. 





Przejdźmy jednak do sedna i do zalet produktu, czyli do aplikacji i działania. Po pierwsze, balsam ma gęstą konsystencję, ale dość szybko się rozsmarowuje i wchłania. Po kilku minutach od aplikacji kremu wyczuwam nadal tłustawy film, jednak nie mogę powiedzieć, że mi to jakoś szczególnie przeszkadza; konsystencja jest ok jak na sezon jesienno-zimowy. Niewątpliwie największym atutem tego kosmetyku jest skład (tj. całe bogactwo naturalnych olejków i organicznych ekstraktów roślinnych, m.in. olejek makadamia, kokosowy, ze słodkich migdałów, z awokado, masło shea, proteiny pszenicy, ekstrakty z owoców, z kasztanowca, czy owsa) oraz fakt, że jest to produkt wegetariański, nie testowany na zwierzętach, co więcej, nie zawiera żadnej szkodliwej chemii, np. parabenów, SLS czy SLES, parafiny i innych olei mineralnych, PEG, glikoli, silikonu, syntetycznych barwników i substancji zapachowych, składników pochodzenia zwierzęcego, etc. Natomiast jeśli chodzi o działanie balsamu, to zauważyłam, że przy regularnym stosowaniu pozostawia on skórę dłoni niesamowicie miękką i zregenerowaną, zgodnie z zaleceniami producenta. Co do nawilżenia, to jest poprawnie, ale też bez efektu wow - po kremie Honey Therapy (RECENZJA) mam teraz chyba nieco wygórowane oczekiwania co do kremów do pielęgnacji dłoni ;)


Podsumowując, jest to całkiem przyjemny balsam do rąk o fantastycznym, naturalnym składzie. Jedyne, co mnie nie zachwyca, to zapach, w związku z czym nie jestem pewna, czy sięgnę po ten krem ponownie... Mimo to, bardzo podoba mi się filozofia firmy i jestem ogromnie ciekawa innych produktów Phenome. Piszcie koniecznie w komentarzach na dole, czy znacie kosmetyki tej marki... będę Wam ogromnie wdzięczna za opinie i rekomendacje. xo 

*Dziękuję Michałowi za możliwość przetestowania kremu :)
Zestaw ELLE nr 2, czyli co zamówiłam zamiast lutowego Joybox'a...

Zestaw ELLE nr 2, czyli co zamówiłam zamiast lutowego Joybox'a...

Lutowy Joybox bardzo rozczarował mnie zawartością i od samego początku jej ujawnienia nie miałam zamiaru go zamawiać. Dzisiaj jednak wróciłam z pracy w kiepskim humorze i nawet miałam ochotę się skusić... ale zdziwił mnie fakt, że tym razem do kosztu pudełka doliczono 8 zł za przesyłkę, w związku z czym bardzo przeciętne w tej edycji pudełko kosztowało 57 zł. Na szczęście, w odpowiednim momencie pani z poczty uratowała mnie dzwonkiem do drzwi i wręczyła mi wcześniej zamówiony Zestaw ELLE nr 2. Jeśli jesteście ciekawe, co to takiego, zapraszam na openbox... 



TORBA LETTER BAG wykonana z wysokiej jakości, ekologicznej bawełny, 
a do tego bardzo fajna; sprzedawana osobno w cenie ok. 30 zł.


BANDI FEMALE - energetyzujący multiaktywny koktajl miniatura produktu 15 ml 
HOME SPA  Maseczka Oczyszczająca 12 ml 
+ próbka GO CRANBERRY Odżywczo-Wygładzający Krem Pod Oczy
Bardzo ciekawiły mnie te produkty, gdy pojawiły się w beGLOSSY. 
Fajnie, że będę miała okazję je przetestować na sobie...


ORGANICZNY KREM DO RĄK LOVE ME GREEN 29,00 zł / 75ml. 
Niebawem kończę swój krem do rąk, więc z chęcią sięgnę też po ten, 
zwłaszcza, że jest eko (praktycznie innych kosmetyków do ciała już nie używam)


PŁYN MICELARNY Dermedic HYDRAIN3 HIALURO 14 zł/100ml 
+ miniatura kremu Dermedic HYDRAIN3 HIALURO
Fajnie, byłam ciekawa tych produktów, więc test niebawem...


PANTENE SZAMPON I ODŻYWKA ODNOWA NAWILŻENIA10,99zł/250ml x 2
Wieki nie miałam nic z Pantene, kiedyś uwielbiałam te produkty, teraz używam kosmetyków bardziej naturalnych, więc chyba dam komuś w prezencie...


TOŁPA ODŻYWCZY ŻEL  POD PRYSZNIC 6,99 zł/50 ml
Tołpa spoko, więc chętnie wypróbuję... :)


PALETA CIENI nyc 24 zł
Kolorki nawet ładne, ale prawdopodobnie paletkę komuś podaruję
Nie ufam taniej kolorówce, a w zasadzie boję się, że zrobię kuku 
moim zbyt wrażliwym oczom. Jeszcze zobaczę, co piszą na blogach...


BIELENDA GOLDEN OILS 16 zł/250 ml

Lubię kosmetyki tej marki do twarzy, ale do ciała jeszcze nie używałam, 
więc jestem bardzo ciekawa...


ELGYDIUM wybielająca pasta do zębów 14 zł/50 ml
Na pewno się przyda; ma ciekawy skład, więc zobaczymy... 


SAMPLER YANKEE CANDLE O ZAPACHU CASSIS 19 zł
Dostałam inny zapach (Honey&Spice), ale absolutnie mi to nie przeszkadza, 
chętnie przetestuję każdy nowy sampler YC :)


Plus coś do poczytania, czyli najnowszy nr ELLE.
Świetnie, dawno nie kupowałam, a uwielbiam! :)


Moim zdaniem rewelacja! Za duże pudełko pełne fajnych kosmetyków (nie licząc próbek, ich łączna wartość to ok. 139 zł!), plus solidną płócienną torbę i aktualny numer magazynu ELLE płacimy jedynie 49 zł. Nie wymaga to żadnej subskrypcji, nie ma ukrytych kosztów wysyłki. Jest to fajna alternatywa dla pudełek, które ostatnio zaczęły mnie trochę denerwować, więc od czasu do czasu będę zaglądać do kiosku Burda Media i szukać podobnych zestawów... A Joybox'owi dam jeszcze szansę w kwietniu, choć mam nadzieję, że będzie znacznie lepiej...  xo

PS. Ten zestaw ELLE oraz inne boxy czy prenumeraty czasopism możecie zamówić TUTAJ.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger