Olej arganowy Biotanic - tak czy nie?

Nie wiem czy wiecie, ale fanką olejów i wszelakich tłustych kosmetyków nie jestem. Co więcej, nie lubię zwłaszcza oleju arganowego, ponieważ kiedyś (chyba jakieś dwa lata temu, gdy był u nas istny szał na kosmetyki z olejkiem arganowym) kazałam rodzicom przywieźć oryginalny olej z Maroka. Dostałam, co chciałam, ale wówczas szczerze znienawidziłam. Był to bowiem ciemnożółty, cuchnący płyn, zapakowany w tandetną plastikową butlę, sprzedawany na bazarze, który po nałożeniu na moje ciało czy włosy był tak potwornie tłusty, że nadawał się już tylko do zmycia. A i zmyć wcale nie było go łatwo... :/ Tak czy inaczej, po kilku latach od tamtej niefortunnej znajomości z olejem arganowym, dostałam drugą szansę (czytaj: butlę), tym razem na Spotkaniu Blogerek Urodowych we Wrocławiu, od właścicielki firmy Biotanic, przesympatycznej Pani Eweliny. Na początku byłam bardzo sceptyczna do tego produktu i wcale nie miałam ochoty się z nim bawić, ale mimo wszystko, wreszcie po kilku miesiącach się przemogłam i postanowiłam spróbować...


W przypadku olejku Biotanic, na pewno dużym plusem jest estetyczne opakowanie - przyjemny kartonik z masą przydatnych informacji o produkcie, a w środku szklana buteleczka mieszcząca 50 ml olejku, z niezwykle wygodną w aplikacji pipetką. Olejek mam postać jasnożółtego płynu, który wylany na dłoń wygląda na niemalże bezbarwny (co widać na zdjęciu poniżej). 


Co do zapachu, to na szczęście zbytnio nie przypomina mi mojego starego śmierdziucha z Maroka; ten pachnie delikatnie i w miarę przyjemnie, a nie zawiera żadnych substancji zapachowych, ani innych dodatków i konserwantów - jest to produkt naturalny, czysty, tłoczony na zimno (Skład/INCI: Argania spinosa kernel oil). Jest on dostępny na stronie producenta (TUTAJ) w cenie 46 zł.


Co do działania, stosowałam olejek zarówno do ciała, jak i do włosów. Jeśli chodzi o włosy, to robiłam godzinne kompresy w turbanie z ręcznika, zgodnie z zaleceniem producenta, zaś po godzinie zmywałam szamponem. Tragedii co prawda nie odnotowałam (tj. włosy i skalp nie były jakoś nadmiernie tłuste), ale szału również nie było - trochę ciężko było mi potem włosy ułożyć i brakowało im co nieco objętości. Obawiam się zatem, że moje przetłuszczające się (i krótkie) włosy na razie nie potrzebują olejowania, zwłaszcza olejem arganowym, aczkolwiek produkt ten sprawdza się świetnie na włos mojego shih tzu, który ma tendencję do puszenia. Myślę sobie, że właścicielki włosów suchych lub kręconych powinny być z takich kompresów bardziej zadowolone... Natomiast wsmarowany w skórę mojego ciała, olejek sprawdza się nieźle zwłaszcza gdy chcemy wygoić rany (np. poparzeniowe) - sama sprawdziłam!, lub gdy przesadzimy z ekspozycją na słońcu - sprawdzili wielokrotnie moi rodzice, którzy kilka razy w roku spędzają urlop w ciepłych krajach; dzięki olejkowi bardzo szybko zaczerwieniona i/lub poparzona słońcem skóra znacznie szybciej się regeneruje, a do tego naskórek tak szybko nie schodzi. Ostatnio używam również olejku bezpośrednio po depilacji nóg i takie zastosowanie  jest chyba dla mnie najbardziej odpowiednie: produkt nie podrażnia, nie szczypie, ładnie nawilża i regeneruje podrażniony depilacją naskórek.


Mimo niechęci do olejków (a zwłaszcza arganowego), muszę przyznać, że produkt marki Biotanic jest całkiem przyjemnym, wszechstronnym (ma wiele różnych zastosowań!) i wydajnym produktem, pod warunkiem, że lubicie olejowanie. Dzięki pipecie całkiem nieźle się go aplikuje, aczkolwiek jak to olej, zostawia wyczuwalny tłusty film na skórze, za czym ja osobiście nie przepadam. Podsumowując, miłości ani wieloletniej przyjaźni raczej z tego nie będzie, ale nienawiści czy innych negatywnych odczuć również, a to już coś. W moim przypadku na włosy zdecydowanie NIE, do ciała MOŻE BYĆ. Dziękuję marce Biotanic za możliwość przetestowania produktu; co prawda, nie zamierzam go w przyszłości kupować, ale jest dosyć prawdopodobne, że sięgnę po olej kokosowy tej marki, który na spotkaniu wywarł na mnie największe wrażenie...

***
Na spotkaniu otrzymałyśmy również próbki olejku z baobabu, którym sporadycznie smaruję twarz na noc (ma on podobno właściwości odmładzające; no cóż, zobaczymy, jak zużyję całe opakowanie ... :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy konstruktywny komentarz. Dodaje mi to energii i motywuje do dalszego pisania :)

- Justyna F (Elfie)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger