piątek, 29 stycznia 2016

Timotei: pure - Mgiełka do stylizacji do włosów normalnych lub przetłuszczających się

Timotei: pure - Mgiełka do stylizacji do włosów normalnych lub przetłuszczających się
Dzisiaj mam dla Was recenzję krótką i na temat, a jej bohaterem jest jeden z moich ulubionych produktów do szybkiego postawienia włosów na swoje miejsce - Mgiełka do stylizacji Timotei, przeznaczona do włosów normalnych lub przetłuszczających się.


Produkt ten trafił do mnie na Spotkaniu Blogerek Urodowych we Wrocławiu i jest już ze mną od końca sierpnia 2015 roku; co prawda, nie używam go codziennie, tylko w te dni, gdy po szamponie nie stosuję już żadnej odżywki czy maski (bo zależy mi, by włosy nie były zbyt ciężkie czy przetłuszczone, a fryzura nieco dłużej się trzymała, np. przed podróżą itd.). Zużyłam już połowę opakowania i myślę sobie, że kosmetyk spokojnie wystarczy mi do wiosny lub nawet lata...


Nie będę się długo rozwodzić nad opakowaniem - jest to plastikowa przezroczysta butelka o pojemności 150 ml, estetyczna i poręczna, wyposażona w rozpylacz, dzięki czemu produkt jest niezwykle łatwy i szybki w aplikacji. Wystarczy spryskać mgiełką lekko wilgotne lub suche włosy, ułożyć szczotką lub palcami i ... gotowe! Włosy są lekkie, uniesione od nasady, fajnie i mega szybko się układają. Zgodnie z obietnicą producenta, kosmetyk dyscyplinuje włosy - moje kosmyki są często bardzo niesforne i trudne do ułożenia, nie ważne, czy cięcie robiłam u najlepszych i najdroższych stylistów w mieście, cz u tzw. fryzjerki z osiedla. Dzięki mgiełce Timotei, włosy zaczęły się mnie słuchać i grzecznie leżą tam, gdzie ich miejsce ;)


Plusy:
  • ładne i poręczne opakowanie
  • szybka i łatwa aplikacja
  • przyjemny, świeży zapach zielonej herbaty
  • nie skleja włosów
  • nie obciąża włosów tłustych
  • świetnie dyscyplinuje niesforne włosy
  • produkt tani, łatwo dostępny (chyba w większości drogerii), a do tego wydajny
  • nie zawiera silikonów, parabenów i barwników, za to ma w składzie kilka ekstraktów roślinnych oraz żywicę
Minusy:
  • skład taki zupełnie doskonały nie jest, bowiem zawiera m.in. alkohol denat. na drugim miejscu w składzie (jest on uznawany za składnik szkodliwy dla włosów, może je przesuszać, powodować alergię lub podrażniać skalp; u mnie na szczęście nie wystąpiły żadne reakcje alergiczne, a co do wysuszania, to po pierwsze, mam włosy tłuste, a po drugie, nie używam tej mgiełki codziennie; poza tym, stosuję odżywki nawilżające oraz maski regenerujące do włosów w dni, gdy nie muszę wychodzić z domu, więc nie narzekam na przesuszenie).

Podsumowując, u mnie mgiełka spisuje się doskonale, przede wszystkim dlatego, że naprawdę rewelacyjnie dyscyplinuje moje niesforne i czasami buntujące się kosmyki (które po niektórych ekologicznych szamponach rosły jak dzikie i układały się każdy w inną stronę). Co więcej, mgiełka jest lekka, nie obciąża włosów, za to dodaje im objętości. Z pewnością kupię ten produkt ponownie i polecam wszystkim dziewczynom, które mają włosy przetłuszczające się i/lub trudne do ułożenia, a do tego nie przepadają za cięższymi piankami lub pastami do stylizacji włosów. xo

wtorek, 26 stycznia 2016

Moja organizacja lakierów i akcesoriów do paznokci

Moja organizacja lakierów i akcesoriów do paznokci
Hej, dzisiaj pokażę Wam moją ulubioną półkę - organizer z produktami do pielęgnacji dłoni i stylizacji paznokci. Półka ta wcześniej wisiała w sypialni, lecz po ostatnim przemeblowaniu okazało się, że lepiej sprawdzi się w roli organizera na moje kosmetyki i akcesoria paznokciowe. W zasadzie staram się nie trzymać nadmiaru lakierów do paznokci i zawsze zostawiam dla siebie tylko te produkty, z których lubię lub faktycznie będę korzystać; wszystkie inne produkty po prostu rozdaję innym (-> patrz: ROZDANIE NA 2. URODZINY BLOGA!). Jeśli macie ochotę zajrzeć do mojego gabinetu, to zapraszam serdecznie...


Lakiery do paznokci
Mam je posegregowane według moich ulubionych marek: na jednej półce są żelki marki AVON - polubiłam je jeszcze jako konsultantka, gdy tylko weszły do oferty (chyba w 2014 roku) i trzymam nadal, bo od czasu do czasu chętnie do nich wracam. Fajnie się trzymają i mają śliczne kolory.


Na środku jest przegródka z moimi perełkami od Essie; kilka z nich kupiłam sama w sklepie ezebra.pl (mają outletowe ceny!), a pozostałe dostałam jako wygrane w konkursie Essie Polska oraz od Pani Marzeny Kanclerskiej i NailSpa (pisałam Wam kiedyś o nich TUTAJ)...


Po bokach widzicie najmniejsze półeczki, na których trzymam pojedyncze sztuki innych marek, m.in Sally Hansen w pięknym odcieniu czerwieni Right Said Red (notabene, bardzo lubię ich produkty, a zwłaszcza odżywkę diamentową), kolejny czerwony lakier Ingrid ESTETIC (chyba z Joybox'a), brokatowy Essence holographics, Joko, olejki do skórek, Nail prep oraz lakier nr 11 Effective Nails


Zestawy do hybryd
Poza tym, na 2 osobnych półkach trzymam moje lakiery i gadżety do hybryd; na jednej jest to marka Effective Nails, na drugiej z kolei cały kompletny zestaw wraz z minilampą marki NeoNail, który otrzymałam na konferencji Meet Beauty (pierwszą próbę mam już za sobą, hurra!) oraz akcesoria i lakiery Semilac (mam też pilniki, bloczki, ręczniczek i podkładkę tej marki, ale trzymam je w osobnej szufladzie w komodzie - produkty te możecie zobaczyć na jednym ze zdjęć poniżej)...



Akcesoria do mani i pedicure
Na samym dole jest również moja kosmetyczka z cążkami, patyczkami, separatorami itp. ustrojstwami do pedicure, obok również bardzo fajny zmywacz do paznokci z gąbką Delia Cosmetics i masełko do manicure Silcare (oba produkty mam z Joybox'ów).



A, i jeszcze od czasu do czasu używam domowej frezarki do skórek z Rossmann'a - kupiłam ją wieki temu za niecałe 20 zł i nadal działa bez zarzutu, zatem gorąco Wam ją polecam!


I tak oto wygląda moja organizacja produktów do manicure i pedicure. Oczywiście, na co dzień używam też kremu do rąk oraz kremu do stóp, bo pielęgnacja jest moim zdaniem sprawą priorytetową. A Wy gdzie trzymacie swoje lakiery i akcesoria do paznokci? xo

poniedziałek, 25 stycznia 2016

2. URODZINY BLOGA + ROZDANIE

2. URODZINY BLOGA + ROZDANIE
Witajcie! Ostatnio dopadło mnie zimowe przesilenie: czuję się senna i zmęczona, nic mi się nie chce i ogromnie ubolewam nad faktem, że ferie mam dopiero za trzy tygodnie... Mimo to, dzisiaj jest dla mnie wyjątkowy dzień, bowiem właśnie mijają dokładnie dwa lata od opublikowania pierwszego posta na moim blogu Elfie's Planet, także tradycyjnie z tej okazji mam dla Was rozdanie. Tym razem, z okazji 2. rocznicy do zgarnięcia są dwa zestawy nagród, dla 2 osób, które wyłonię na początku lutego.


Nagroda nr 1 - pudełko beGLOSSY makijaż XL (prezentację produktów znajdziecie TUTAJ):


Nagroda nr 2 - zestaw dla wielbicielek hybryd lub dla osób, które dopiero chcą zacząć swoją przygodę z nimi: 
  • baza, lakier w kolorze 4632-1 Glitter Galaxy oraz top marki NeoNail 
  • lakier hybrydowy Semilac nr 121 Ruby Charm
  • pomadka ochronna Carmex Mint
  • błyszczyk  i róż 2w1 Pierre Rene (no.1 Delicate Raspberry)
  •  30 ml miniatura maski do włosów farbowanych Schwarzkopf BC Bonacure Color Freeze 
  • plus kilka próbek marki Norel i Sylveco.

Wszystkie produkty są nowe i nieużywane!!! 

Warunki: 

1. Rozdanie trwa od 25.01. - 15.02.2016 (do godziny 23:59).
2. Wyniki ogłoszę w osobnym poście na blogu, maksymalnie do dn. 22.02.2016. Od momentu opublikowania wyników czekam do 3 dni na e-maile od 2 osób, które wyłonię na zwycięzców.

3. Warunkiem wzięcia udziału jest publiczne obserwowanie bloga Elfie's Planet oraz udostępnienie informacji o konkursie na swoim blogu albo Facebook'u (udostępniamy zdjęcie na samym końcu posta wraz z linkiem do rozdania lub link postu konkursowego na FB). Jeśli jeszcze nie obserwujesz, możesz to zrobić przez kliknięcie przycisku "Dołącz się do tej witryny" w prawym górnym pasku na stronie głównej bloga, tuż pod hasłem " Moi czytelnicy".

Dodatkowo, zapraszam do polubienia profilu Elfie's planet na Facebooku KLIK
oraz na Instagramie KLIK

4. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

5. Organizatorem rozdania i fundatorem nagród jestem ja.

6. Nagrody wysyłam tylko na terenie Polski.

WZÓR ZGŁOSZENIA:

Obserwuję jako:
Mój e-mail:
Lubię na Facebooku: tak (jako:....) /nie
Obserwuję na Instagramie: tak (jako:....) /nie
Udostępnienie informacji o rozdaniu - link: 
Wybieram nagrodę nr: 

Zapraszam do zabawy i życzę wszystkim powodzenia! xo


czwartek, 21 stycznia 2016

Moje pierwsze próby z marką Effective Nails

Moje pierwsze próby z marką Effective Nails
Pod koniec listopada po raz pierwszy zetknęłam się z marką Effective Nails, a to za sprawą Spotkania w Łodzi, o którym już kiedyś pisałam w tym poście. Pani Agnieszka Wójtowicz, właścicielka marki, przedstawiła nam krótko profil marki oraz dwa krótkie filmiki instruktażowe (jak nakładać oraz jak zdejmować hybrydy). Ponadto, Pani Agnieszka na spotkaniu wręczyła każdej uczestniczce zestaw upominkowy wraz z kalendarzem na 2016 rok (który, notabene, jest niezwykle praktycznym dodatkiem). Co do hybryd, nadal mam trochę mieszane uczucia i lekkie obawy, jednak planuję je wreszcie przetestować w niedalekiej przyszłości; dzisiaj natomiast chcę Wam zaprezentować standardowy lakier do paznokci tej marki (Effective Nails: Nail polish), który testuję już od jakiegoś czasu i pomalowałam nim paznokcie już parę razy... 


Opakowanie


Buteleczka jest dosyć prosta i elegancka; oryginalnie dołączono do niej charms'a, który od razu wpadł w ręce pewnej uroczej nastolatki - chrześnicy mojego męża ;) wykonana jest z matowego szkła i mieści aż 10 ml lakieru. Pędzelek jest smukły i poręczny, bardzo wygodny w aplikacji. Kolor, który dostałam to nr 11 - jest to połączenie szarości z beżem (chłodny odcień kawy z mlekiem z domieszką szarego). Co do innych właściwości lakieru, postanowiłam je zestawić jako plusy i minusy...


Zalety:
  • bardzo łatwo i równomiernie rozprowadza się na paznokciach
  • nie tworzy smug, nie bąbelkuje
  • ma bardzo dobre krycie; praktycznie już pierwsza warstwa wygląda dobrze (ja jednak dodaję drugą warstwę, aby było po prostu idealnie)
  • ładnie się błyszczy na paznokciach, mimo iż nie stosuję na nim żadnego top coat'u
  • kolor, mimo iż zaliczany do tzw. "nudziaków", bardzo mi się podoba - jest to coś pomiędzy elegancką szarością a beżem w odcieniu kawy z mlekiem
  • trwałość: na mojej miękkiej płytce wytrzymał aż 4-5 dni; zazwyczaj lakiery trzymają się 2-3 dni (w czwartym dniu pojawiły się tylko minimalne odpryski na końcu paznokci - na palcach wskazujących i kciukach)
  • zmywanie: szybko i bezproblemowo się zmywa, i co najważniejsze dla mnie, nie zostawia przebarwień na płytce paznokcia.
Wady:

Ograniczona dostępność oraz informacje o produktach, w tym ceny (niestety, nie udało mi się znaleźć cen na stronie producenta -> strona w przebudowie); EDIT, 22.01: na stronie hurtowniakoszalin.pl lakiery są dostępne w cenie 19 zł/szt.


Podsumowując, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona kolorem, jakością i trwałością lakieru. Jak widzicie na zestawieniu powyżej, produkt według mnie ma praktycznie same plusy, także gorąco Wam polecam zainteresować się lakierami tej marki. Jeśli zaś chodzi o lakiery hybrydowe, postaram się niebawem je przetestować i zrecenzować na blogu. Dodatkowo mogę Wam jeszcze polecić tzw. Nail prep, który świetnie odtłuszcza płytkę i przedłuża trwałość lakierów; ja aktualnie używam go przed nałożeniem jakiegokolwiek lakieru do paznokci.

Znacie lakiery tej marki? Jeśli jesteście ciekawe innych produktów, odsyłam Was do strony producenta tutaj: EFFECTIVE NAILS. xo

PS. Serdecznie dziękuję marce za zestaw lakierów do testów.

niedziela, 17 stycznia 2016

Styczniowe zużycia, czyli projekt denko #16

Styczniowe zużycia, czyli projekt denko #16
W tym miesiącu mobilizacja była tak mocna, że już w połowie stycznia napełniłam swój denkowy koszyk. Udało mi się zużyć kilka starych kosmetyków, dzięki czemu wreszcie mogę zacząć testowanie nowych produktów (które i tak już dosyć długo czekały na swą kolej). Kto lubi takie śmieciologiczne posty, tego zapraszam dalej... 


TWARZ


Tołpa: green, nawilżanie - nawilżający krem łagodzący pod oczy 17 ml - bardzo przyjemny i dobrze nawilżający krem pod oczy, stanowił świetny duet z kremem do twarzy z tej serii, a oba jeszcze lepsze trio z płynem micelarnym. RECENZJA

L'biotica, regenerujący krem do rzęs 10 ml - dosyć tłusty, ale delikatny dla wrażliwej skóry oczu krem. Niestety, oprócz wzmocnienia rzęs (jedynym widocznym efektem było zmniejszenie ich wypadania), nie robił zbyt wiele. Poza tym, aplikacja kremu do najłatwiejszych nie należała, więc na pewno nie kupię ponownie.

Bielenda: Argan + Makadamia + Marula Krem nawilżający 50 ml - trafił do mnie z wymianki, ale bardzo się z nim polubiłam (moja cera bardzo dobrze dogaduje się z kremami Bielendy); był trochę tłustawy, ale na zimę w sam raz; doskonale nawilżał, więc być może jeszcze kiedyś do niego wrócę...

Yves Rocher, błyszczyk Sexy Pulp w kolorze 03 Rose VF (miniatura) - nie lubię błyszczyków, ale ten był całkiem przyjemny, nawilżał usta i w ogóle się nie lepił. Wyrzucam, bo nie da się już nic więcej wygrzebać z dna; być może kiedyś kupię ponownie...

NOUBA Noubamat, Compact powder foundation wet & dry (no. 45) - bardzo przyjemny produkt, dostałam sample w Douglas'ie, używałam go głównie latem w roli pudru, gdy byłam bardziej opalona, ostatnio zużyłam jako bronzer (aplikowałam wilgotną gąbką lub pędzlem, zgodnie z zaleceniami producenta). Być może kiedyś kupię produkt pełnowymiarowy, ale na pewno w jaśniejszym odcieniu.

WŁOSY


Receptury Agafii - Drożdżowa maseczka do włosów, 300 ml - produkt kultowy, ładnie pachnący (jest to jakby słodki zapach ciasteczek), dosyć rzadki i przez to niezbyt wydajny (jeśli macie długie włosy). Zauważyłam, że podczas codziennego stosowania szamponu O'right w połączeniu z tą maską 1-2 x w tygodniu, moje włosy urosły, pojawiło się też sporo baby hair. Niestety, więcej nie kupię produktów Agafii do włosów, gdyż po nich moje włosy wyglądają "dziko", są bardzo splątane, a poza tym, nie jestem w stanie normalnie ich ułożyć (ani potem nigdzie wyjść do ludzi).

Yves Rocher, Szampon odbudowujący z olejkiem jojoba 300 ml - może skład nie jest idealny, ale uwielbiam ten produkt ze względu na zapach! Jest on przeznaczony do włosów suchych i kręconych, mój mąż twierdzi, że po tym szamponie przestały mu wypadać włosy, więc na pewno jeszcze nie raz go kupię... i będę mu z rozkoszą podbierać! 

L'OREAL Casting Creme Gloss nr 515 Mroźna Czekolada - kolejne opakowanie mojej ulubionej farby do włosów; na pewno kupię ponownie, tym bardziej, że kolor jest super.

Suchy szampon Syoss Anti-Grease Dry Shampoo 200 ml - dostałam go na Meet Beauty i mimo moich uprzedzeń do tej pseudo-profesjonalnej marki, muszę przyznać, że szampon bardzo skutecznie radził sobie z odświeżeniem włosów tłustych. Pachniał cytrusowo, ale trochę dusząco. Może kiedyś kupię ponownie, a tymczasem wracam do Batiste...

CIAŁO


Luksja: Tropical, nawilżające mydło w płynie mango & manuka honey, 400 ml - moje ostatnie odkrycie - dobrze myje, pięknie pachnie, pozostawia dłonie nawilżone, a do tego jest niedrogie; z przyjemnością kupię ponownie!

Cztery pory roku, skoncentrowane serum do rąk i paznokci 50 ml - plus za ładne i wygodne w aplikacji opakowanie. Niestety, krem wcale nie nawilżał dłoni, tylko oblepiał je irytującą lepką warstwą. Nie, nie, nie, i jeszcze raz nie... :/

Yves Rocher, Peelingujący żel pod prysznic Truskawka, 200 ml - ma zapach dżemu truskawkowego, za którym nie przepadam, także zużył do końca mój mąż (on był jednak z żelu zadowolony). Nie kupię ponownie.

Yves Rocher, Jabłko w karmelu, żel pod prysznic 50 ml - zakochałam się w tym zapachu od pierwszego użycia i pewnie kupiłabym jego dużą butlę, ale, niestety, mam podejrzenie, że przesusza mi skórę...

Farmona, Herbal Care, Kremowa emulsja do higieny intymnej (rumiankowa) 300 ml - bardzo przyjemna emulsja, dobrze myje, odświeża i łagodzi, jednak ze względu na typowo ziołowy zapach rumianku i niezbyt estetyczne opakowanie, raczej więcej jej nie kupię. 

KA-HA: Peeling owocowy by Mineralna Kasia - bardzo go polubiłam, mimo iż był raczej tłusty. Trochę przypominał mi konsystencję peelingu Yasumi, tylko trochę gorzej pachniał. Mimo to, po tym DIY scrubie moje uda i pośladki były gładkie jak u niemowlaka. Niestety, trzeba mieć wtyki u Kasi, by dorwać jej ręcznie kręcone kosmetyki ;)

***
To tyle moich zużyć na styczeń. Na razie wszystkie opakowania prawie lub w połowie pełne, więc kolejne denko dopiero w lutym... Mobilizacja w pełni, więc mimo zimowego rozleniwienia, zużywanie zapasów idzie mi coraz lepiej... A jak tam u Was? xo

czwartek, 14 stycznia 2016

Bioderma White Objective - krem na przebarwienia dla skóry wrażliwej

Bioderma White Objective - krem na przebarwienia dla skóry wrażliwej
Dzisiaj kolejny post z serii "moja walka z przebarwieniami (wiatrakami?)", tym razem pod lupę biorę krem na dzień na przebarwienia dla skóry wrażliwej, którego używałam przez całą jesień i zimę (tj. używam nadal)...



Krem wraz z płynem micelarnym wygrałam wiosną 2015 roku w konkursie organizowanym przez markę Bioderma na blogu Ewy, poużywałam trochę, a potem przyszło lato, więc odstawiłam kosmetyk i wróciłam do niego dopiero w sezonie jesienno-zimowym. Krem nakładam codziennie po porannym makijażu, lecz tylko na czoło, gdzie po lecie mam zawsze uporczywe przebarwienia (brunatne plamy dość sporych rozmiarów), na resztę twarzy natomiast aplikuję krem nawilżający innej marki. 


Jak widzicie na zdjęciach, krem znajduje się w eleganckim, plastikowym opakowaniu o pojemności 30 ml (używam go już od jesieni, a patrząc pod słońce widzę, że zostało mi jeszcze ok. 1/3 kremu w opakowaniu). Niewielką ilość produktu dozujemy za pomocą pompki, która według mnie jest niezwykle wygodna i higieniczna - nie paprzemy dłoni kremem ani kremu dłońmi - dla mnie bomba! ;) Krem White Objective nie ma zbyt lekkiej konsystencji, ale mimo to łatwo rozprowadza się na skórze i szybko wchłania, nie zostawiając tłustego filmu. Co więcej, idealnie nadaje się pod makijaż: nic nam się nie waży, podkład dobrze się trzyma, a skóra potem nie jest nadmiernie przetłuszczona czy błyszcząca, a do tego nie zapycha. Kosmetyk nałożyłam również kilkakrotnie na inne partie twarzy, m.in. na policzki, gdzie mam skórę bardzo wrażliwą i suchą, i zupełnie nic złego się nie działo: żadnych reakcji alergicznych, zaczerwienień czy przesuszeń (co niestety miało miejsce m.in. w przypadku kremu na noc Optimals Even Out marki Oriflame). 


Muszę przyznać, że jest to bardzo dobry i skuteczny kosmetyk. Co prawda, długo zwlekałam z wydaniem opinii na jego temat, ale chciałam mieć pewność, że zrobi, co ma zrobić, i nie zawiodłam się. Po zużyciu 2/3 produktu z opakowania zauważyłam, że w połączeniu z kuracją z witaminą C na noc innej firmy (KLIK), oraz przy regularnym złuszczaniu naskórka kwasami czy peelingiem i stosowaniu maseczki wyrównującej koloryt (KLIK), skóra na moim czole znacznie się rozjaśniła, a plamy są praktycznie niewidoczne. Mam również nadzieję, że zgodnie z obietnicą producenta, kosmetyk zapobiegnie lub zminimalizuje powstawanie nowych, nieestetycznych plam na moim czole, jednak o tym przekonam się ewentualnie dopiero na wiosnę, gdy skóra będzie narażona na działanie promieni słonecznych...  


Plusy:
  • poręczne (smukłe) i estetyczne opakowanie
  • posiada pompkę, która jest nie tylko rozwiązaniem wygodnym, ale i bardzo higienicznym
  • łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania
  • doskonale nadaje się pod makijaż
  • nie wywołuje podrażnień i alergii skórnych, jest to produkt idealny dla osób o wrażliwej cerze
  • nie zapycha i nie przetłuszcza
  • kosmetyk działa delikatnie, lecz po dłuższym stosowaniu skutecznie rozjaśnia przebarwienia
  • wydajny; aplikując krem miejscowo (tj. tylko na czoło), wystarczy mi na cały sezon jesienno-zimowy.
Minusy:
  • cena dla niektórych może być zbyt wysoka, ale warto szukać okazji (ceny, w zależności od apteki czy drogerii internetowej, wahają się w granicach 60-120 zł!)
  • dostępny jedynie w wybranych aptekach i drogeriach (ja w moim mieście znalazłam ten produkt m.in. w Hebe i Super-Pharm).
Ogólna ocena: 8/10.
Więcej informacji o produkcie (m.in. skład) znajdziecie TUTAJ.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

beGLOSSY makijaż XL (sale)

beGLOSSY makijaż XL (sale)
Przed końcem roku beGLOSSY zorganizowało wyprzedaż pudełek już od 29,50 zł; w ofercie były wybrane stare edycje z 2015 roku oraz pudełko pt. "Pielęgnacja XL" oraz "Makijaż XL". Ja skusiłam się na wersję makijażową (głównie z myślą o upominkach dla bliskich), zatem zapraszam Was dzisiaj na szybki openbox...



1. Garnier, Upiększający Krem BB 5w1, cera śniada

Szkoda, że nie dostałam wersji superlight... no cóż, podaruję komuś o śniadej karnacji (już chyba nawet wiem komu ;)


2. Cztery Pory Roku, Przyspieszacz wysychania lakieru

Jestem dosyć zaciekawiona tym produktem; mam olejek do skórek tej marki z boxa Charlize Mystery i bardzo go lubię, więc chyba spróbuję, z czym to się je (zwłaszcza w pośpiechu, np. w gorączce szykowania się przed imprezą).


3.& 4. Pierre Rene, 2 lakiery do paznokci: kolor 314 i 317

Mam sporo lakierów do paznokci (w tym także różowe), a że jestem wierna Essie, to raczej nie zamierzam próbować...


5. So Susan, Universal Blush, uniwersalny róż do policzków

Posiadam aktualnie 2 otwarte róże: Rouge Bunny Rouge oraz Paese, więc ten pójdzie dalej w obieg...


6.&7. Dwa produkty marki postQuam: Eyeliner Black, czarna kredka do oczu z serii Color Trend Soft Touch Line, oraz Color Trend Nail Polish, cóż, kolejny lakier do paznokci w tym pudełku, tym razem w ładnym pastelowym kolorze Lilac

Zastanawiam się, czy sobie zostawić produkty tej firmy (firma pochodzi z Portugalii, ale produkty wykonano w Hiszpanii), gdyż nigdy o niej nie słyszałam... Dajcie koniecznie znać w komentarzach, jeśli znacie te produkty, będę wdzięczna za info... 



Powiem tak: szału nie ma, ale za niecałe trzy dyszki nawet może być, tym bardziej, że mamy tutaj aż 7 produktów, i wszystkie pełnowymiarowe! Ja chyba zwyczajnie mam obecnie za dużo kosmetyków i lakierów do paznokci, więc oprócz przyspieszacza wysychania lakieru z olejkiem ze słodkich migdałów, to chyba nic nie przykuło tutaj jakoś szczególnie mojej uwagi... A Wy co sądzicie o tym pudełku? Które produkty według Was warto zostawić? xoxo

sobota, 9 stycznia 2016

Czym pachnie mój idealny zimowy poranek?

Czym pachnie mój idealny zimowy poranek?
Dość szybko wypaliłam świąteczną świecę o nazwie Christmas Candy, powoli też zbieram się do wyniesienia choinki na strych... jednak mimo wszystko nadal chcę zatrzymać w domu zapach ciasta i przypraw, a zwłaszcza rozgrzewające nuty cynamonu. Od ponad tygodnia mamy mróz, u mnie również spadł śnieg, w związku z czym rano nie mam energii, by wstać z łóżka. Marzy mi się leżenie cały dzień pod kołderką z kubkiem gorącej kawy lub czekolady, i najlepiej z kawałkiem świeżego ciasta, pączka lub rogalika. Na szczęście, ostatnio trafiła do mnie świeca Pain au Raisin słynnej marki Yankee Candle, która jest namiastką takiego idealnego zimowego poranka...


Świeca znajduje się w małym słoiku ze szkła o cienkich brzegach i jest zamykana elegancką szklaną pokrywką z wytłoczonym logo 'Yankee Candle company'. Jak zapewnia producent na opakowaniu, produkt 'zawiera czyste, naturalne ekstrakty', roztaczając "uwodzicielski aromat nasączonych koniakiem rodzynek, zatopionych w maślano-waniliowym cieście doprawionym odrobiną cynamonu." Czas palenia świecy to aż 40 godzin! 



Pain au Raisin to w moim odczuciu zapach ciasteczka lub rogalika maślanego z dość wyraźnie wyczuwalną nutą cynamonu i rodzynek. Jest to zapach raczej subtelny i nienachalny, taki typowo zimowy, ciepły i otulający. Zamawiając go, trochę się obawiałam, że zapach świecy może być ciężki i w związku z tym przytłaczać; na szczęście, nic takiego nie ma miejsca - świeca pachnie delikatnie, nie wywołuje bólu głowy ani innych nieprzyjemnych reperkusji (choć jeśli mam być szczera, to aromat ciasta, wanilii i rodzynek mógłby być nawet trochę mocniejszy). Uwielbiam odpalać ją zwłaszcza rano, do kawy i śniadania, gdyż pozytywnie mnie nastraja i przywołuje na myśl, to, co najlepsze o tej porze roku (m.in. aromat ciasta, przypraw, słodyczy i masła). 



Świeca Yankee Candle Pain au Raisin była prezentem wydawnictwa Burda przy zakupie rocznej prenumeraty mojego ulubionego magazynu Instyle w cenie 54 zł (wartość samej świecy to ok 40-45 zł, a prenumerata bez prezentu kosztuje dokładnie tyle samo!). Oferta jest ważna do 13.01.2016 lub do wyczerpania zapasów, ale z tego, co widzę, nadal możecie ją dostać TUTAJ. Moim zdaniem, jest to bardzo miły prezent - jeśli lubicie Instyle, to naprawdę warto się skusić. xo

czwartek, 7 stycznia 2016

Karnawałowy mani & Essence holo graphics

Karnawałowy mani & Essence holo graphics
Karnawał to dobry czas, by trochę poświecić i się pobawić... również z brokatem w makijażu czy na paznokciach. W poniedziałek zaczęłam właśnie testować holograficzny lakier do paznokci marki Essence, który idealnie wpisuje się w ten karnawałowy trend. Jeśli jesteście ciekawe efektu, jaki produkt daje na paznokciach, oraz mojej recenzji, to zapraszam dalej...


Lakier dostałam w paczuszce od marki Essence na Spotkaniu w Łodzi już w listopadzie, jednak dopiero teraz znalazłam czas i melodię na zabawę z nim. Jest to produkt z linii 'holo graphics', w kolorze 22 'I  magic'. Jak zapewnia producent, przy nałożeniu 2 warstw daje efekt 3D. Przyznam, że nigdy wcześniej nie miałam lakieru tej marki, znam jedynie ich słynne konturówki do ust oraz owocowe zmywacze do paznokci, które są moimi ulubieńcami. Tak czy inaczej, w poniedziałek postanowiłam wreszcie wypróbować ten lakier i, ze względu na brak czasu, pomalowałam nim paznokcie solo.



Na początek, zacznijmy od plusów. Po pierwsze, opakowanie, jak na tak niedrogi produkt, jest całkiem na poziomie - buteleczka nie tylko ładna, ale i poręczna (mieści 10 ml produktu, a jest smukła i nieduża). Aplikacja również zasługuje na plus: konsystencja lakieru jest rzadka a pędzelek w sam raz - nie jest szeroki, ale i nie za wąski, przez co produkt bardzo łatwo i równomiernie się rozprowadza. Co więcej, schnie błyskawicznie, więc jest idealny, gdy jesteście w biegu a mimo to chcecie, by wasze paznokcie nie były gołe i (niezbyt) wesołe. Zapach jest dosyć intensywny, ale tragedii nie ma; moim zdaniem, da się wytrzymać i nie jest konieczne wietrzenie pokoju po wykonanym manicure. 

Lakier zawiera bardzo dużo błyszczących drobinek w kolorze srebra i daje bardzo przyjemny, wielowymiarowy efekt błysku na paznokciach, a przy tym nie jest nieprzyjemnie chropowaty i nie zaczepia się o ubrania. Jeśli zdecydujemy się na nałożenie go solo, potrzebne nam będą minimum dwie warstwy lakieru. Jeśli z kolei potraktujemy go jako top na inny, ciemniejszy odcień, to wówczas jedna warstwa będzie w porządku. Co do minusów, to największym jest jego trwałość; niestety, już na drugi dzień na koniuszkach paznokci pojawiły się odpryski, natomiast lakier po 3 dniach nadawał się do zmycia.


Zalety:
  • ładne i poręczne opakowanie
  • błyskawiczna i bardzo łatwa aplikacja
  • szybko schnie
  • zawiera mnóstwo drobinek, dając ładny efekt na paznokciach
  • niedrogi (wszystkie produkty tej marki są tanie, aczkolwiek nie mogłam znaleźć jego ceny online)
  • uniwersalny, może być stosowany na inne lakiery, dając nieskończenie wiele możliwości stylizacyjnych
  • nie testowany na zwierzętach.
Wady:
  • słaba trwałość (na mojej miękkiej płytce trzyma się maksymalnie 3 dni) 
  • jak to bywa z lakierami brokatowymi, raczej kiepsko go zmyć
  • brak informacji o produkcie na stronie producenta.
Ja nałożyłam go dzisiaj na lakier Essie w kolorze 'Parka Perfect' i jestem oczarowana rezultatem. Myślę, że nałożony na inny lakier daje ciekawszy efekt, i mam nadzieję, że będzie również nieco trwalszy...  


*Dziękuję marce Essence za produkt do testów.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Olej arganowy Biotanic - tak czy nie?

Olej arganowy Biotanic - tak czy nie?
Nie wiem czy wiecie, ale fanką olejów i wszelakich tłustych kosmetyków nie jestem. Co więcej, nie lubię zwłaszcza oleju arganowego, ponieważ kiedyś (chyba jakieś dwa lata temu, gdy był u nas istny szał na kosmetyki z olejkiem arganowym) kazałam rodzicom przywieźć oryginalny olej z Maroka. Dostałam, co chciałam, ale wówczas szczerze znienawidziłam. Był to bowiem ciemnożółty, cuchnący płyn, zapakowany w tandetną plastikową butlę, sprzedawany na bazarze, który po nałożeniu na moje ciało czy włosy był tak potwornie tłusty, że nadawał się już tylko do zmycia. A i zmyć wcale nie było go łatwo... :/ Tak czy inaczej, po kilku latach od tamtej niefortunnej znajomości z olejem arganowym, dostałam drugą szansę (czytaj: butlę), tym razem na Spotkaniu Blogerek Urodowych we Wrocławiu, od właścicielki firmy Biotanic, przesympatycznej Pani Eweliny. Na początku byłam bardzo sceptyczna do tego produktu i wcale nie miałam ochoty się z nim bawić, ale mimo wszystko, wreszcie po kilku miesiącach się przemogłam i postanowiłam spróbować...


W przypadku olejku Biotanic, na pewno dużym plusem jest estetyczne opakowanie - przyjemny kartonik z masą przydatnych informacji o produkcie, a w środku szklana buteleczka mieszcząca 50 ml olejku, z niezwykle wygodną w aplikacji pipetką. Olejek mam postać jasnożółtego płynu, który wylany na dłoń wygląda na niemalże bezbarwny (co widać na zdjęciu poniżej). 


Co do zapachu, to na szczęście zbytnio nie przypomina mi mojego starego śmierdziucha z Maroka; ten pachnie delikatnie i w miarę przyjemnie, a nie zawiera żadnych substancji zapachowych, ani innych dodatków i konserwantów - jest to produkt naturalny, czysty, tłoczony na zimno (Skład/INCI: Argania spinosa kernel oil). Jest on dostępny na stronie producenta (TUTAJ) w cenie 46 zł.


Co do działania, stosowałam olejek zarówno do ciała, jak i do włosów. Jeśli chodzi o włosy, to robiłam godzinne kompresy w turbanie z ręcznika, zgodnie z zaleceniem producenta, zaś po godzinie zmywałam szamponem. Tragedii co prawda nie odnotowałam (tj. włosy i skalp nie były jakoś nadmiernie tłuste), ale szału również nie było - trochę ciężko było mi potem włosy ułożyć i brakowało im co nieco objętości. Obawiam się zatem, że moje przetłuszczające się (i krótkie) włosy na razie nie potrzebują olejowania, zwłaszcza olejem arganowym, aczkolwiek produkt ten sprawdza się świetnie na włos mojego shih tzu, który ma tendencję do puszenia. Myślę sobie, że właścicielki włosów suchych lub kręconych powinny być z takich kompresów bardziej zadowolone... Natomiast wsmarowany w skórę mojego ciała, olejek sprawdza się nieźle zwłaszcza gdy chcemy wygoić rany (np. poparzeniowe) - sama sprawdziłam!, lub gdy przesadzimy z ekspozycją na słońcu - sprawdzili wielokrotnie moi rodzice, którzy kilka razy w roku spędzają urlop w ciepłych krajach; dzięki olejkowi bardzo szybko zaczerwieniona i/lub poparzona słońcem skóra znacznie szybciej się regeneruje, a do tego naskórek tak szybko nie schodzi. Ostatnio używam również olejku bezpośrednio po depilacji nóg i takie zastosowanie  jest chyba dla mnie najbardziej odpowiednie: produkt nie podrażnia, nie szczypie, ładnie nawilża i regeneruje podrażniony depilacją naskórek.


Mimo niechęci do olejków (a zwłaszcza arganowego), muszę przyznać, że produkt marki Biotanic jest całkiem przyjemnym, wszechstronnym (ma wiele różnych zastosowań!) i wydajnym produktem, pod warunkiem, że lubicie olejowanie. Dzięki pipecie całkiem nieźle się go aplikuje, aczkolwiek jak to olej, zostawia wyczuwalny tłusty film na skórze, za czym ja osobiście nie przepadam. Podsumowując, miłości ani wieloletniej przyjaźni raczej z tego nie będzie, ale nienawiści czy innych negatywnych odczuć również, a to już coś. W moim przypadku na włosy zdecydowanie NIE, do ciała MOŻE BYĆ. Dziękuję marce Biotanic za możliwość przetestowania produktu; co prawda, nie zamierzam go w przyszłości kupować, ale jest dosyć prawdopodobne, że sięgnę po olej kokosowy tej marki, który na spotkaniu wywarł na mnie największe wrażenie...

***
Na spotkaniu otrzymałyśmy również próbki olejku z baobabu, którym sporadycznie smaruję twarz na noc (ma on podobno właściwości odmładzające; no cóż, zobaczymy, jak zużyję całe opakowanie ... :)



Copyright © 2016 Elfie's planet , Blogger