czwartek, 29 grudnia 2016

SESDERMA C-VIT: Serum liposomowe & Nawilżający krem do twarzy

SESDERMA C-VIT: Serum liposomowe & Nawilżający krem do twarzy
Kończy się rok, kończą się również moje hiszpańskie dermokosmetyki Sesderma, z którymi miałam przyjemność obcować przez ostatnie 3 miesiące. Najwyższa pora podsumować moje wrażenia odnośnie testowanego przeze mnie serum oraz kremu do twarzy z linii C-VIT - kto ciekawy, zapraszam do dalszej lektury...


Zacznijmy od tego, że w 2016 roku Sesderma zmieniła formułę wszystkich kosmetyków z linii C-VIT poprzez wprowadzenie nowszej i bardziej stabilnej formy witaminy C (tj. 3-0-etylowy kwas askorbinowy), jak i zastosowanie nanotechnologii. Dzięki tym innowacjom, kosmetyki z najnowszej linii z witaminą C mają jeszcze efektywniej niwelować wolne rodniki, a poza tym wnikać w głębokie warstwy skóry, gdzie wzmogą produkcję cennego kolagenu. Co więcej, kompleks ANTIOX (ANTIOX BOOSTER system) zawarty w tych kosmetykach ma również dodawać skórze blasku, witalności i młodego wyglądu.*

*Więcej informacji na stronie producenta.

Jak to na Sesdermę przystało, kosmetyki znajdują się w bardzo eleganckich szklanych opakowaniach. Serum zamknięto w 30 ml butelce z ciemnego szkła, wyposażonej w pipetę, która ułatwia aplikację oraz czyni ją bardziej higieniczną, natomiast krem umieszczono w ciężkim szklanym słoiczku o pojemności 50 ml, wykonanym z matowego szkła i wyposażonym w elegancką złotą nakrętkę. Zarówno butelka serum, jak i słoik kremu oryginalnie zapakowane były w kartonowe pudełka, na których producent umieścił takie informacje jak adresy i siedziby firmy, nazwy produktów, składniki oraz krótkie działanie i zastosowanie kosmetyków w kilku językach: m.in. angielskim, hiszpańskim, polskim, czy rosyjskim. W środku dodatkowo znajdziemy karteczki z dokładnymi opisami i działaniem produktów z linii C-Vit.

Serum liposomowe 

Podobnie jak w przypadku Repaskin Mender, serum uwodzi słodkim, kwiatowo-owocowym zapachem, ma lekką konsystencję, łatwo rozsmarowuje się na skórze i błyskawicznie wchłania. W nowszej wersji na plus jest pipetka, która zdecydowanie lepiej nabiera odpowiednią ilość kosmetyku (miałam kłopot z wydobyciem serum jedynie przy końcówce, tj. gdy zostało mi ok. 1/8 produktu w buteleczce). Podobnie jak w poprzedniej wersji, serum również pozostawiało lepki film na skórze, jednak niech pierwszy rzuci kamień ten, kto zna serum bez lepkiego lub tłustego filmu... ;)



Działanie produktu nie było dla mnie zbyt wielkim zaskoczeniem głównie z tego względu, że moja cera była już przyzwyczajona do wersji poprzedniej, dzięki której moich przebarwień po słońcu było zdecydowanie mniej. Może właśnie też z tego względu przez dłuższy czas nie widziałam większych rewelacji ani rezultatów na swojej skórze - serum nie miało za bardzo czego naprawiać po swoim poprzedniku, niemniej nie sposób nie zauważyć, iż skóra po dłuższym stosowaniu tych dermokosmetyków jest wyraźnie bardziej elastyczna i jędrna, miękka jak pupcia niemowlaka oraz bardzo gładka i przyjemna w dotyku. Niewielkie przebarwienia, jakie pozostały na moich skroniach po lecie, nie zostały jednak całkowicie zniwelowane - obawiam się, że bez mikrodermabrazji lub kwasów się jednak nie obędzie...

Tak czy inaczej, nowsza wersja różni się od poprzedniej głównie tym, że kształt buteleczki oraz pipetka zostały trochę udoskonalone tak, by ułatwiać codzienną aplikację produktu. Mam wrażenie, że konsystencja i zapach obu wersji serum niewiele się od siebie różniły; są to produkty niezwykle lekkie i przyjemne, ale niestety mają jedną wielką wadę - za szybko się kończą, a kosztują niemało, bo 162,50 PLN (za buteleczkę o pojemności 30 ml)

Nawilżający krem do twarzy

Krem ma cudowny, słodko-cytrusowy zapach oraz również lekką konsystencję. Wchłania się trochę wolniej niż serum i, niestety zostawia na skórze lepką warstwę z rozświetlającymi drobinkami. W moim odczuciu, te drobinki dają nieco sztuczny i tandetny efekt blasku i to głównie z tego względu (jak również z powodu braku SPF) stosowałam ten krem głównie na noc, a sporadycznie na dzień (ale tylko w dni, gdy nie wychodziłam z domu). Po dłuższym stosowaniu stwierdzam, że mimo tych irytujących drobinek, krem był przyjemny w aplikacji, poprawnie nawilżał skórę, a do tego nie uczulił mnie ani nie zapchał (a mam cerę mieszaną). Po wysmarowaniu się nim na noc, zazwyczaj budziłam się rano ze skórą miękką, dobrze nawilżoną, jędrną, pełną blasku i wypoczętą. Jestem z niego zadowolona, jednakże cena (154,70 zł) oraz fakt, że krem nie zniwelował pozostałych na mojej skórze przebarwień sprawiają, że raczej do niego nie wrócę.



***
Poniżej zestawiłam zalety i wady testowanych przeze mnie kosmetyków z linii C-VIT.

Plusy:
  • ładne, niezwykle eleganckie opakowania 
  • kosmetyki bardzo przyjemnie pachną słodkimi pomarańczami
  • lekka konsystencja i szybkie wchłanianie
  • skóra po dłuższym stosowaniu jest nawilżona, promienna, rozświetlona i generalnie wygląda młodziej
  • kosmetyki nie podrażniają ani nie zapychają
  • nadają się do różnych typów skóry. 

Minusy:
  • szklane opakowania są ciężkie i mogą się stłuc, co jest niezbyt praktyczne w podróży
  • pozostawiają lepki film na skórze, natomiast krem zawiera złote drobinki, co nie każdemu może odpowiadać
  • produkty z nowej linii C-Vit nie usunęły całkowicie pozostałych przebarwień z twarzy (niemniej jednak, stosowanie poprzedniej wersji serum przed ekspozycją na słońce znacznie zmniejszyło ilość przebarwień)
  • cena w stosunku do wydajności dość wysoka (162,50 PLN/ serum 30 ml, 154,70 PLN/ krem 50 ml) 
  • ograniczona dostępność (głównie gabinety medycyny estetycznej i sklepy online).


Moja przygoda z testowaniem kosmetyków Sesderma na razie dobiegła końca, ale muszę przyznać, że sera tej firmy to jedne z moich ulubionych i z pewnością będę do nich wracać głównie po sezonie letnim (no i oczywiście szukać dobrych promocji na nie w sklepach online!). Poprzednie serum stosowane wraz z dobrym kremem z SPF50 sprawiło, że po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wróciłam z urlopu bez mapy świata wyrysowanej na czole (tak niestety objawia się u mnie hiperpigmentacja po słońcu :/). Generalnie, dobre serum z witaminką C na sezon jesienno-zimowy to dla mnie obowiązkowy punkt w codziennej pielęgnacji twarzy oraz jedno ze skuteczniejszych narzędzi w walce z przebarwieniami, więc jestem pewna, że znajomość z serum Sesdermy przerodzi się w coś trwalszego (wieloletnią przyjaźń?). Krem z kolei był całkiem ok, ale na dzień dzisiejszy żegnam się z nim jak ze starym rokiem, wypatrując już nowego i lepszego... xo


*Wpis powstał w ramach współpracy barterowej z marką Sesderma. 
Serdecznie dziękuję firmie za kosmetyki do testów!

Więcej informacji o produktach znajdziecie TUTAJ.

sesderma.pl

środa, 21 grudnia 2016

BLOGMAS #4 Zapach Świąt 2016: KRINGLE CANDLE Gold & Cashmere

BLOGMAS #4 Zapach Świąt 2016: KRINGLE CANDLE Gold & Cashmere
W tym roku moje Święta będą pachniały nie tylko piernikami i ciastem z orzechami, ale również nutami kilku świec zapachowych, które niedawno wpadły w moje posiadanie, a które oczywiście już sobie popalam w tajemnicy... ;) 


Po pierwsze, przy okazji zakupów w sklepie internetowym H&M, zamówiłam sobie na promocji świeczkę o zapachu cynamonu (Scented Cinnamon Candle). Myślałam, że będzie to zapach zbliżony do Christmas Candy z Polskich Świec, ale niestety wypada przy nim blado. Przede wszystkim, pachnie słabo i jednowymiarowo - oprócz mdłego aromatu cynamonu, nie znajdziemy tam nic więcej. Na szczęście, za świeczkę dałam jedynie 4,90, więc przynajmniej wykorzystam słoiczek, który jest całkiem sympatyczny i na pewno przyda mi się do przechowywania jakichś drobiazgów w kuchni. Po drugie, przy okazji wizyty w Kwiaciarni Prowincjonalna w Częstochowie, zakupiłam wosk Yankee Candle o zapachu Tarte Tatin, z myślą o podarowaniu komuś jako pachnący dodatek do prezentu gwiazdkowego (choć cały czas się waham, czy go sobie jednak nie zostawić ;) Ponadto, dzięki mikołajkowej wymiance, dostałam w prezencie dwie małe świeczki marki Kringle Candle, których byłam ciekawa od dłuższego czasu. Obydwa zapachy są typowo zimowe i świąteczne. Pierwszy z nich to Cozy Christmas (z ang. Przytulne Święta), natomiast drugi to Gold & Cashmere (Złoto i Kaszmir). Cozy Christmas odpaliłam sobie na razie tylko raz i to na krótko, ale zostawię jeszcze na święta, by przywołać klimat ogniska tudzież wieczoru pod kocem przy kominku... a tymczasem zapraszam Was na moje wrażenia odnośnie ukochanego zapachu tego miesiąca, a mianowicie Kringle Candle Gold & Cashmere...


Gold & Cashmere to zapach, który od razu skradł moje serce, i już wiem na milion pięćset procent, że prędzej czy później zakupię sobie wersję pełnowymiarową w szkle. Mała świeczka ma gramaturę 52 g i wystarczy na ok. 12 godzin palenia. Dostępna jest m.in. tutaj.



Złoto i Kaszmir kojarzą mi się przede wszystkim z bogactwem i luksusem oraz produktami dobrej jakości, z tzw. wyższej półki. Kaszmir to w moim odczuciu synonim otulenia miękkim szalem lub ciepłym swetrem o niezwykle delikatnej fakturze i wysokiej jakości wełny. Złoto z kolei to surowiec typowo biżuteryjny, jednak pozbawiony jakichkolwiek konotacji zapachowych. Tak czy inaczej, już sama nazwa Gold&Cashmere przywodzi na myśl nuty ciepłe i otulające, takie, które dadzą nam przyjemne doznania i rozgrzeją w chłodne dni. Znajdziemy tutaj słodkie aromaty wanilii i owoców cytrusowych (domyślam się, że głównie są to pomarańcze), przyprawione nieco cięższymi aromatami piżma i drzewa sandałowego. W moim odczuciu jest to mieszanka idealnie wyważona i subtelnie słodka; nie przytłacza i nie męczy, ani też, co gorsza, nie powoduje bólu głowy; w przyjemny i delikatny sposób roznosi się po mieszkaniu, dodając mu nie tylko przytulności i słodyczy, ale również finezyjnego sznytu i wyrafinowania.


Dla mnie zaskakujący jest fakt, iż z wiekiem coraz bardziej lubię takie słodkie i otulające nuty. Kiedyś otaczałam się zapachami określanymi jako "świeże" i "lekkie", a dzisiaj coraz częściej sięgam po aromaty wanilii i słodkich owoców. Cóż, starość, nie radość! ;) Niemniej, gorąco wam polecam wypróbować zapach Gold&Cashmere od Kringle, gdyż dzięki niemu zima oraz święta upłyną wam pod znakiem ciepła, dostatku i... luksusu. Ja osobiście bardzo się cieszę, że właśnie tak zapamiętam zapach Świąt 2016... :-) xo


wtorek, 20 grudnia 2016

BEAUTY BY BLOGGERS II - Upominki od Sponsorów

BEAUTY BY BLOGGERS II - Upominki od Sponsorów
"Dary, dary losu - póki ci smakuje świat, przy tobie są" śpiewał nam kiedyś Ryszard Rynkowski, mając na myśli oczywiście pewne wartości nienamacalne. Ja dzisiaj mam do pokazania nieco bardziej przyziemne, ale jakże miłe dary losu - kosmetyczne upominki, jakimi zasypali nas Sponsorzy II edycji Beauty by Bloggers w Częstochowie 3 grudnia 2016 roku (relacja TUTAJ). Przyznam szczerze, że jestem trochę oszołomiona ilością oraz jakością niektórych kosmetyków i już z wielką przyjemnością testuję, smaruję & maluję ;)





GAL









Laq 





Naszym patronem medialnym było Życie Częstochowy i Powiatu | FB.

Bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie upominki Sponsorom oraz Ani, organizatorce! ❤


Oczywiście, jedna osoba (i to na dodatek blogerka!) nie jest w stanie tego wszystkiego zużyć, a zatem część kosmetyków trafi do rozdania po Nowym Roku. Bądźcie czujni! xo

niedziela, 18 grudnia 2016

BEAUTY BY BLOGGERS w Częstochowie po raz drugi!

BEAUTY BY BLOGGERS w Częstochowie po raz drugi!
Dwa tygodnie temu (tj. 3 grudnia 2016 r.) miałam przyjemność uczestniczyć w drugiej edycji spotkania dla blogerek urodowych BEAUTY BY BLOGGERS w Częstochowie, więc najwyższa pora wreszcie podzielić się z Wami moimi wrażeniami - zapraszam! 

Spotkanie Beauty by Bloggers odbyło się na samym końcu świata (a w zasadzie na samym końcu Częstochowy) - tj. na ulicy Pięknej 5, gdzie mieści się Ministerstwo Urody - Ilona Nalewajka. Panią Ilonę miałam przyjemność poznać już podczas pierwszej edycji i powiem Wam, iż jest to nie tylko prawdziwa profesjonalistka, ale również niezwykle ciepła i przesympatyczna osoba. Jej Ministerstwo również wywarło na mnie pozytywne wrażenie - jest to salon pełen światła i przestrzeni, urządzony w nieco industrialnym stylu (o czym świadczy m.in. połączenie betonu, drewna i metalu). 

*Wystrój oraz świąteczna dekoracja salonu to dzieło JOG Studio Olga Jagoda.

Pierwszym punktem programu była Pielęgnacja włosów z Paul Mitchell w wykonaniu naszej gospodyni, Ilony Nalewajki. Pani Ilona opowiedziała nam o pielęgnacyjnych właściwościach olejku marula oraz o kosmetykach marki Paul Mitchell. Wykonując sylwestrowo-karnawałowe upięcie na modelce, Pani Ilona zdradziła nam również kilka sekretów dotyczących prawidłowego mycia włosów czy uzyskania idealnej piany. ;) Na koniec, Pani Ilona wręczyła nam szampon marki Paul Mitchell z serii Marula Oil wraz z zestawem próbek. Szamponu już zaczęłam używać, ale o tym wkrótce - stay tuned!



Kolejnym punktem programu był ponad godzinny pokaz makijażu z Bell Hypoallergenic. Pani Asia (Pomada Mobilne Studio Wizażu) wykonała makijaż smoky eye na Magdzie i szczegółowo opowiedziała nam o produktach marki Bell oraz o technikach, takich jak konturowanie, blendowanie cieni czy strobing. Na dniach zaczynam swoją przygodę z kosmetykami Bell i jestem ogromnie ciekawa zwłaszcza ich pomadek, sticków do konturowania, kremu cc oraz tuszu do rzęs. Oczywiście, za jakiś czas podzielę się z Wami swoimi wrażeniami na blogu lub na moim Instagramie.


Po tych warsztatach wraz z dziewczynami udałyśmy się na małą sesję zdjęciową, a potem posiliłyśmy się genialną zupą z dyni, sałatkami oraz zimnymi przekąskami. Po obiedzie była oczywiście kawa, ciastka i pogaduchy. Było sympatycznie, pysznie i wesoło! :) Od lewej: Mariola, Ja, Justyna, Monika oraz nasza kochana organizatorka Ania.




Po przerwie obiadowej odwiedziła nas Przedstawicielka marki Yvene, której prezentacja oraz sam produkt były niewątpliwie najbardziej zaskakujące. Na naszych oczach dokonała się bowiem metamorfoza kilku uczestników BbB, którzy niczym króliki doświadczalne pozwolili się spryskać serum liftingującym w sprayu tej marki. Po kilkunastu minutach widziałyśmy na własne oczy niesamowite działanie produktu - spryskana połowa twarzy uczestników była zdecydowanie bardziej podniesiona, ujędrniona i wyszczuplona. No po prostu efekt wow bez Photoshop'a! 

*Więcej o złotym cudeńku Yvene napiszę niebawem, 
gdy oczywiście przetestuję je na własnej facjacie... ;)  

Po liftingu w spray'u nadszedł czas na warsztaty BioOleo. Przedstawicielka firmy wykonała zabieg regeneracyjno-złuszczający na dłoniach Patrycji oraz wręczyła nam upominki w postaci olejku i serum do ust. Co tu dużo mówić - prezentacja krótka i na temat.


Przedostatnią atrakcją spotkania były Rytuały plemienne z francuską firmą Bernard Cassierre, podczas których na modelce wykonano masaż Tribal z wykorzystaniem aromatycznych olejków oraz przy akompaniamencie relaksującej muzyki (-> tzw. pielęgnacja polisensoryczna). Przyznam się bez bicia, że na moment odpłynęłam - niewyspanie i zmęczenie dały o sobie znać. Tak czy inaczej, marka Bernard Cassierre bardzo mnie zaintrygowała - produkują naturalne kosmetyki, przeznaczone głównie do użytku profesjonalnego, natomiast do produkcji używają składników pozyskiwanych z rynku Fair Trade.


Na koniec odwiedził nas jeszcze Jacek Kaczanowski z Face&Look, który nie tylko opowiedział nam o idei pudełek oraz magazynu F&L, ale również zaproponował nam możliwość współpracy oraz udział w ciekawych eventach w przyszłości. Na razie zdradzę Wam tylko tyle, że już za miesiąc znowu będzie okazja się spotkać, ale tym razem w Warszawie - nie mogę się doczekać!


***
Po raz drugi pragnę serdecznie podziękować naszej fantastycznej organizatorce Ani z bloga Kolorowy Kraj za perfekcyjne przygotowanie tak wspaniałego wydarzenia. ❤❤❤

Ponadto, dziękuję również następującym osobom i firmom:
  • Pani Ilonie za zaproszenie nas do swego Ministerstwa Urody
  • Wszystkim prelegentom za wyjątkowe i ciekawe warsztaty
  • Sponsorom za wspaniałe upominki (o których więcej niebawem!)
  • Wszystkim uczestnikom Beauty by Bloggers - cudownie było się znowu spotkać z pewnymi przyjaznymi duszyczkami, jak również poznać nowe, przesympatyczne dziewczyny z różnych zakątków Polski! xo

Copyright © 2016 Elfie's planet , Blogger