IV Secrets of Beauty, czyli o drugich szansach i potrójnym rozdziewiczeniu

IV edycja cyklicznych nierutynowych spotkań Secrets of Beauty nad morzem było pierwszym, w jakim miałam przyjemność uczestniczyć. Przyznam się Wam, że dostałam się już na wiosenną edycję, ale ze względu na poprzednią pracę i udział w projekcie unijnym, nie mogłam pojechać. Bardzo wtedy żałowałam i byłam pewna, że już drugiej szansy nie dostanę. Jednak w ostatniej chwili napisał do mnie Michał i okazało się, że jadę! Byłam niezwykle szczęśliwa z tego powodu, bo tak się złożyło, że właśnie z mężem zakończyliśmy bardzo długi remont, byliśmy totalnie wykończeni, a poza tym, od bardzo dawna nigdzie razem nie byliśmy... Nie zastanawiałam się ani chwili, decyzję podjęłam w sekundę :)




Sama podróż była dosyć długa i męcząca, nie obyło się bez korków i zbłądzenia na trasie, ale mimo wszystko dotarliśmy prawie na koniec świata, do ośrodka Natura Park w Ostrowie. Mieliśmy chwilę na zakwaterowanie w uroczym drewnianym domku (jeszcze nowiutkim i świeżo pachnącym drewnem), potem udaliśmy się na kolację, a po kolacji czekały nas pierwsze warsztaty - z marką Pierre Rene Professional. Pomimo faktu, iż kosmetyki to moja pasja, nie znałam wcześniej tej marki z bardzo prostego powodu - nie mamy do niej dostępu w Częstochowie, dlatego też dla mnie było to swego rodzaju rozdziewiczenie. Spodobało mi się kilka produktów, zwłaszcza puder Loose Powder i kredki do ust (Lip Matic), ale dziewczyny chwaliły również podkłady i tusze do rzęs...



Sobota była najbardziej pracowitym dniem na SoB, bowiem już od śniadania do samego wieczora odbywały się warsztaty kosmetyczne. Pierwsza prezentacja była prowadzona przez Panią Anię Rolf z firmy DermoFuture Precision. Bardzo podoba mi się oferta marki, jestem very happy, że będę mogła wypróbować Regenerującą Kurację z witaminą C na własnej skórze. Zaintrygował mnie również zestaw do domowej mezoterapii (tj. kuracja w formie serum + mezoroller)... Dodatkowym bonusem od Pani Ani był dla nas peeling w mega dużym słoju od Spa Vintage Body Oil.



Potem przyszła kolej na ILUA - jest to luksusowa polska marka, produkująca kosmetyki naturalne na zamówienie, które przechowujemy w lodówce. Markę znałam jedynie z blogów: Angel, Michała i Margarety, ale z przyjemnością testuję już próbki - krem na dzień ("Piękność dnia", No. 01) przypomina mi trochę wegański krem marki Arbonne (nawet podobnie pachnie)...




W przerwie między warsztatami zorganizowałyśmy swap kosmetyczny - radości było co niemiara, i udało mi się wyhaczyć kilka naprawdę ciekawych kosmetyków (jeśli jesteście ciekawi, pokażę Wam te kosmetyki w haulu).




Potem odbyła się krótka prezentacja naturalnych maseczek Dermaglin (mam teraz niezły zapas masek na bazie glinki kambryjskiej na cały rok!) oraz warsztaty marki aptecznej Plus dla skóry, z którą nigdy wcześniej nie miałam styczności, ale bardzo chętnie przetestuję ich balsam i krem z SPF50 :) Przedstawicielka marki, Roksana, pomogła uczestniczkom SoB stworzyć domowe peelingi na bazie oliwy z oliwek, miodu, oleju kokosowego i innych składników, które znajdziemy w naszych kuchniach.





Niezwykle przyjemna i aromatyczna była również prezentacja Pana Jacka, właściciela marki Fabryka Świec Light. Pan Jacek jest niezwykle sympatyczną i ciepłą osobą; na warsztatach szczegółowo przedstawił nam swoje zapachy (które są poniekąd naszą rodzimą i jakże przystępną cenowo alternatywą dla produktów Yankee czy Kringle Candle) oraz pomógł nam stworzyć własne woski zapachowe. Mało tego, jego obecność oraz zapach świec o nazwie "Sex on the beach" uświetniały nam praktycznie cały weekend nad morzem.




Na zdjęciu poniżej widzicie moje pierwsze DIY woski zapachowe - tutaj kolejne rozdziewiczenie (!) - o zapachu jabłka z cynamonem oraz wiśniowo-mandarynkowo-waniliowym. Jeśli sami chcecie się zaopatrzyć w produkty marki Light, mam dla Was rabat -10% na hasło B1P687DW (kod rabatowy jest ważny do 30 listopada, na stronie www.hurtowniaswiec.pl).


Na sam koniec odbyły się warsztaty Michała, które moim zdaniem były najciekawsze z wszystkich - na nich ocenialiśmy różne kremy nawilżające "w ciemno", tj. nie widząc opakowania ani nazwy producenta. Testowaliśmy konsystencję, to, jak krem się rozprowadza, wchłania i czy pozostawia tłusty film na skórze, a potem proponowaliśmy ceny dla poszczególnych kremów. Chyba do końca życia nie zapomnę tych ćwiczeń i mam nadzieję, iż dzięki nim będę mogła lepiej recenzować różnego rodzaju kosmetyki...




Jakby wrażeń na sobotę było komuś mało, wieczorem integrowaliśmy się przy grillu; były to również urodziny Michała, organizatora całej imprezy, i "kolorowej" Margarety - jeszcze raz, wszystkiego najlepszego dla Was!




W niedzielę, tuż po śniadaniu, odbyło się oficjalne pożegnanie, uświetnione prezentami od marek SylvecoNorel Dr Wilsz (hity blogosfery, a ja jeszcze nic od nich nie miałam!), Harmonique czy Honey Therapy. No i nie sposób nie wspomnieć, jak było nam wszystkim słodko, a to za sprawą łakoci od marki Mieszko oraz pysznych muffinów Michała... :)




Podsumowując, ogromnie się cieszę, iż oficjalnie zostałam rozdziewiczona na SoB... mój pierwszy raz był dla nie niesamowitym i niezapomnianym przeżyciem. :) Na koniec powiem Wam jeszcze, że mam nadzieję, iż nie skończy się na tym pierwszym razie - jak to zwykle bywa po, mam ochotę na więcej...;) xoxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy konstruktywny komentarz. Dodaje mi to energii i motywuje do dalszego pisania :)

- Justyna F (Elfie)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger