Handmade with love by KA-HA (aka Mineralna Kasia)

Handmade with love by KA-HA (aka Mineralna Kasia)

Bloger blogerowi oka nie wykole, a czasem nawet zrobi dla drugiego coś miłego, tak po prostu, z sercem i pasją. Jest mi niezmiernie miło, że Mineralna Kasia zrobiła mi niespodziankę i przysłała swojego DIY boxa składającego się z samych naturalnych cukiereczków (bynajmniej nie do zjedzenia, a do smarowania!), jako nagrodę pocieszenia w organizowanym na swoim blogu konkursie. Dla mnie ten box jest tak niesamowity i wyjątkowy, że zasługuje na miano nagrody głównej... zresztą zobaczcie same, co też mi nasza Kasieńka ukręciła dla umilenia tej jesiennej aury domowym SPA:


  
W skład pudełka wchodzą: 

Peeling owocowy

Masło shea ubijane do ciała (już się nim smarowałam i uwielbiam!)

Serum różane

Szampon w kostce

Kostka do masażu (pachnie rewelacyjnie!)

Dwie różowe kule do kąpieli



Dzięki Kasiu, jesteś wielka! A tak na marginesie, bardzo profesjonalnie to wszystko wygląda - wróżę Ci wielką karierę! :)
Niestety, moje domowe SPA musi na razie poczekać, gdyż dopadło mnie przeziębienie... Mimo to, mam nadzieję, że szybko się wykuruję i nadrobię zarówno kosmetyczne, jak i blogowe zaległości. A tak przy okazji, znacie jakieś sprawdzone domowe sposoby na ból gardła, ogólne osłabienie odporności i katar? xo
Ekstremalne wyszczuplenie czy jedna wielka ściema? - recenzja serum Eveline Slim Extreme 4D

Ekstremalne wyszczuplenie czy jedna wielka ściema? - recenzja serum Eveline Slim Extreme 4D

Lada moment pożegnamy kolejny miesiąc, jak i cały 2015 rok (what?), w związku z tym przymierzam się do kolejnych ulubieńców i projektu denko. Muszę się Wam przyznać, że był to dla mnie niezwykle intensywny miesiąc - nowa praca, kurs kosmetyczny, a do tego dwa wyjazdy na konferencje blogerskie (Secrets of Beauty nad morzem, które połączyłam z Targami Uroda w Gdańsku, jak również Meet Beauty w Warszawie w zeszłą sobotę). W listopadzie planuję trochę zwolnić tempo po tym nadmiarze wrażeń. Obawiam się nawet, że nie obejdzie się bez rezygnacji z kursu kosmetycznego... ciężko mi to wszystko ogarnąć, a czasem po prostu trzeba trochę zwolnić i znaleźć czas dla siebie, domu i oczywiście, dla swojego miejsca w sieci... Tak czy inaczej, dzisiaj postanowiłam się przemóc i pomimo spadku energii, opowiedzieć Wam o moich wrażeniach odnośnie arganowego termoaktywnego serum wyszczuplająco-antycellulitowego Slim Extreme 4D, jakie otrzymałam na spotkaniu we Wrocławiu od marki Eveline Cosmetics. Jeśli chcecie wiedzieć, co na ten temat sądzę, zapraszam Was oczywiście do dalszej części wpisu...



O produkcie
Jak wyczytamy na opakowaniu lub na stronie producenta, "ARGANOWE TERMOAKTYWNE SERUM WYSZCZUPLAJĄCE to innowacyjna kuracja antycellulitowa modelująca sylwetkę. Formuła bogata w olejek arganowy stymuluje proces spalania tkanki tłuszczowej i skutecznie redukuje cellulit. 24 - karatowe złoto, działając w synergii z bioHyaluron Slim Complex i kofeiną, skutecznie stymuluje mikrokrążenie w tkance podskórnej, usuwa gromadzące się w komórkach toksyny i kwasy tłuszczowe, w rezultacie zauważalnie likwidując cellulit. Olejek arganowy skutecznie redukuje nawet zaawansowany cellulit oraz wyraźnie zmniejsza widoczność rozstępów. BioHyaluronSlim Complex bogaty w kwas hialuronowy w połączeniu z czystym 24-karatowym złotem pozostawia na skórze delikatny film, tworząc niewidzialny gorset rozświetlający i wygładzający ciało – subtelnie mieniący się drobinkami złota. Isocell Slim stymuluje proces spalania tkanki tłuszczowej, wykazuje silne działanie wyszczuplające i modelujące sylwetkę. (...)


EFEKT 4D - Wyszczuplanie i modelowanie sylwetki w czterech wymiarach:

rzeźbi i modeluje sylwetkę
skutecznie redukuje cellulit
wyraźnie wygładza skórę
działa do 48h."

*Więcej informacji o produkcie znajdziecie na stronie producenta KLIK.
Cena: ok. 22 zł / 250 ml


Moje wrażenia
Tym razem pozwólcie, że subiektywnie ocenię produkt, zestawiając plusy i minusy, jakie odnotowałam podczas jego dwumiesięcznego stosowania:

Plusy 
  • opakowanie to plastikowa tuba o prostym kształcie, przez co wygodnie trzyma się w dłoni, ponadto ma praktyczne zamykanie na klik
  • serum jest dosyć wydajne (mam opakowanie 200 ml plus 50 ml gratis), wystarczyło mi na dwa miesiące w miarę oszczędnego stosowania
  • ładny, słodki zapach
  • łatwo się aplikuje i szybko wchłania
  • nie pozostawia lepkiej czy tłustej warstwy na skórze
  • dodatek kilku całkiem fajnych składników, w tym wąkrotki azjatyckiej, olejku arganowego, kwasu hialuronowego, ginkgo (miłorzębu), alg, kofeiny, itd. 
  • uczucie rozgrzania skóry (choć z drugiej strony, dla niektórych może być minusem; moim zdaniem jest to lekka ściema, skóra jest tak naprawdę chłodna w dotyku, zaś preparat nałożony na skórę po prostu szczypie)
  • napina, wygładza i ujędrnia skórę, pod warunkiem, że smarujemy się nim 2x dziennie i regularnie
  • dostępność (większość drogerii) i cena (ok. 22 zł za 250 ml)

Minusy
  • parafina czy PEG-20 w składzie
  • może podrażniać i uczulać
  • pozostawia na skórze złote, rozświetlające drobinki - dla mnie  
  • pozostawia skórę lekko zaczerwienioną
  • po aplikacji trzeba dokładnie umyć dłonie, co jest nieco uciążliwe; ponadto, mimo umycia rąk po nałożeniu preparatu, odczuwałam irytujące "szczypanie" na skórze między palcami 
  • serum nie może być stosowane przez: osoby ze skórą wrażliwą, skłonną do pękania naczynek lub powstawania żylaków, jak i przez kobiety w ciąży czy karmiące
  • co do działania, ekstremalne wyszczuplenie to moim zdaniem bajeczka, ja nie zauważyłam zmniejszenia obwodu ud czy bioder, ani też zredukowania cellulitu, zresztą nie jestem naiwna i wiem, że sam kosmetyk nie zredukuje schorzenia, jakim jest cellulit, może jedynie napiąć i ujędrnić naszą skórę.

Ocena
Nie jest to idealny produkt, ma zarówno swoje zalety, jak i wady, w związku z czym wywołał u mnie sporo mieszanych uczuć. Jednak ze względu na szczypanie, złote drobinki oraz fakt, że pękają mi po nim naczynka, z pewnością sama nie sięgnę więcej po ten produkt. Nie mówię, że produkty wyszczuplające czy ujędrniające tej firmy są złe - wprost przeciwnie, stosowałam już kilka wariantów balsamów i serum na cellulit Eveline przez wiele lat i uważam, że są całkiem niezłe (moim ulubionym było czerwone rozgrzewające serum, chyba z serii 3D, w ekonomicznym 400 ml opakowaniu z pompką); zresztą te kosmetyki są niezwykle popularne i nagradzane w naszym kraju (zatem coś tam jednak chyba robią, inaczej nikt by ich tak chętnie nie kupował). xo
Wydarzenie Sezonu, czyli Meet Beauty Conference 2015

Wydarzenie Sezonu, czyli Meet Beauty Conference 2015

W ostatnią sobotę października, tj. 24.10.2015 roku, odbyła się pierwsza edycja konferencji Meet Beauty dla 250 blogerów i vlogerów urodowych z Polski, która miała miejsce w lokalu o wdzięcznej nazwie "B4BKA" przy ulicy Młocińskiej 5/7 w Warszawie. Dostałam zaproszenie już jakiś czas temu, od razu się zgłosiłam, a po jakimś czasie okazało się, że szczęśliwie udało mi się zakwalifikować na MB Conference. Było to dla mnie swego rodzaju wyróżnienie, jak również szansa na poznanie nowych blogerek (oraz spotkania paru znajomych twarzy) i zdobycie nowej, niezwykle dla mnie istotnej wiedzy. I to właśnie  głównie na wiedzę się nastawiłam; nie miałam jakiegoś ogromnego parcia na warsztaty makijażowe z marką Pierre Rene (tak się złożyło, że brałam w nich udział nad morzem, podczas IV edycji Secrets of Beauty), natomiast panel włosowy z marką Remington postanowiłam sobie odpuścić, gdyż mam krótkie włosy, z którymi zbyt wiele robić nie muszę, a ponadto daleko mi jeszcze do miana włosomaniaczki... Tak czy inaczej, odpuściłam, ponieważ bardziej interesowało mnie to, jak poprawić stronę wizualną bloga, jak robić lepsze zdjęcia, analizować statystyki oraz zwiększyć swój potencjał dzięki SEO...



ORGANIZACJA
Moim zdaniem, organizatorzy przeszli samych siebie. Zarówno na FB, jak i na Instagramie, byliśmy na bieżąco informowani o wszelkich nowinkach organizacyjnych, zmianach, konkursach, warsztatach i prelegentach, pytano nas również o to, czy jesteśmy wegetarianami bądź weganami i czy ewentualnie nie jesteśmy na diecie bezglutenowej. Bardzo spodobała mi się troska o uczestników oraz to, że blogerzy nie musieli podczas warsztatów przymierać głodem, a wiadomo, że już wcześniej takie sytuacje niestety miały miejsce na innych dużych imprezach tego typu... I faktycznie, podczas imprezy mieliśmy nieograniczony dostęp do wody, kawy, herbaty, przekąsek oraz całej lodówki z napojami Karmi. Ponadto, tuż po rejestracji na konferencji dostaliśmy identyfikatory oraz harmonogramy z zaznaczonymi warsztatami, w których braliśmy udział, dzięki czemu było nam niezwykle łatwo się na Meet Beauty odnaleźć.

PRZEBIEG / WARSZTATY / INTEGRACJA

*[Wybaczcie mi, proszę, kiepską jakość zdjęć, ale nie miałam przy sobie lustrzanki, zdjęcia pstrykałam telefonem]

Wzięłam udział w wykładzie przedstawicieli marki Olympus pt. "Zdjęcia na blogu", na których rodzeństwo Diana i Rafał Krasa przemyciło kilka cennych wskazówek odnośnie prawidłowego fotografowania przedmiotów (głównie kosmetyków) oraz trików na poprawienie ostrości, ustawienia światła itd. 


Następnym wykładem była prezentacja Karoliny Krysztofiak, którą już wcześniej kojarzyłam z bloga Żyj, kochaj, twórz. Karolina opowiedziała nam w bardzo interesujący sposób o pracy nad stroną wizualną blogów, przyrównując nasze marki, styl i osobowość do pór roku...



Po przerwie kawowej dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy na temat analizowania statystyk z narzędziem Google Analytics, a warsztaty te poprowadziła Anna Pytkowska, która była jedną z organizatorów imprezy. Warsztaty te były prowadzone w przystępny oraz niezwykle empatyczny sposób, bowiem Pani Ania w wolnych chwilach również bloguje (nietylkopasta.pl), jak również współtworzy serwis zBLOGowani
Po tych trzech wykładach udałam się na stoisko Golden Rose, głównie z ciekawości oraz po to, by wreszcie poznać jakieś produkty tej marki (wstyd się przyznać, ale wcześniej nie bardzo mi było do nich po drodze, Częstochowa jest jednak bardzo małym miastem, by nie powiedzieć "pipidówą"), a tuż po konsultacji pobiegłam spóźniona po aparat Olympus i popstrykałam kilka zdjęć (m.in. poprzeszkadzałam trochę Ewie - Red Lipstick Monster, której Pani z Golden Rose wykonywała właśnie manicure). Niestety, zdjęcia nie okazały się wystarczająco kreatywne i dobre, by zasłużyć na wyróżnienie (chlip, chlip...). 

Potem był obiad i integracja z innymi blogerkami - udało mi się poznać m.in. Nie Bieską, autorkę jednego z moich ulubionych blogów CosmetiCosmos, fantastyczną i pełną pozytywnej energii Adę - Kosmetomamę, oraz moje dwie ulubione blogerki z Łodzi, Ewę i Asię, które czytam od prawie 2 lat i które bardzo, ale to bardzo chciałam wreszcie poznać...

A na deser wzięłam jeszcze udział w warsztatach paznokciowych z marką NeoNail. Bardzo podobała mi się prezentacja firmy; w niezwykle prosty i klarowny sposób pokazano nam, jak wykonać manikiur hybrydowy (nareszcie mam chociaż blade pojęcie, o co kaman!), co więcej, stylistka paznokci oraz przemiła prowadząca zachęcały do zadawania pytań i odpowiadały na nie. A dodatkowym bonusem okazał się kompletny zestaw do hybryd z mini lampą... także tego... będzie zabawa, będzie się działo! :) Oczywiście, wszyscy uczestnicy imprezy dostali masę prezentów - torby pełne kosmetyków, tutaj tylko mała zajawka dla Was, a co lepsze i ciekawsze produkty pojawią się jeszcze na blogu w swoim czasie... Podsumowując, I edycja Meet Beauty Conference okazała się wydarzeniem sezonu, organizatorzy, jak i prelegencji spisali się na medal, a ja na pewno jeszcze długo będę wspominać tę cudowną atmosferę oraz wykorzystam choć część przekazanej mi wiedzy. Polecam wszystkim i już wyczekuję kolejnej edycji (oby na wiosnę!)... xo


NEW IN, czyli co przywiozłam z Secrets of Beauty i Targów Uroda

NEW IN, czyli co przywiozłam z Secrets of Beauty i Targów Uroda

Dzisiaj mam dla Was trochę spóźniony haul, a w zasadzie przegląd prezentów, jakie otrzymałam na IV nadmorskim Secrets of Beauty plus kilka produktów z kosmetycznego swapu, który przeprowadziłyśmy z dziewczynami w przerwie między warsztatami... no i oczywiście moje pierwsze perełki marki GlamBrush, które zakupiłam bezpośrednio z rąk cudownej Hani na Targach Uroda w Gdańsku. Jeśli lubicie tego typu luźne wpisy, to zapraszam dalej... enjoy!


Pierre Rene: balsam do ust nadający kolor MIYO, dwa błyszczyko-róże oraz pigment do makijażu oka


DermoFuture Precision: Regenerująca Kuracja z witaminą C (używam od paru dni i już zdążyłam się z nią polubić!) oraz peeling ala Mojito od SPA Vintage Body Oil


ILUA: katalog oraz dwie próbki produktów lodówkowych (krem na dzień "Piękność dnia" i na noc "Lady in Red")


Dermaglin: całe mnóstwo naturalnych maseczek (do twarzy, stóp i skóry głowy, w tym również dla facetów!) na bazie glinki kambryjskiej - jestem ich bardzo ciekawa, widziałam już fotki naszych warsztatowych ufoludków na Instagramie i sama muszę niedługo je wziąć w obroty ;)


Plus dla skóry: wybrane wcześniej przeze mnie z oferty firmy:  Emolientowy balsam do ciała oraz Krem ochronny z filtrami SPF50

  
Fabryka Świec Light - Polskie Świece: cała paczuszka cudownych wosków, świeca w szkle Tropical Fruits, tealighty o tymże zapachu oraz Everlasting Candle
(*przypominam o rabacie - 10% dla Was, szczegóły na zdjęciu!)



Norel Dr Wilsz: tonik do skóry wrażliwej, serum i krem na noc z serii Renew Extreme oraz kilka próbek (super, byłam baaaardzo ciekawa kosmetyków tej marki)


Sylveco: ziołowy płyn do płukania ust (mój hit!), lniana maska do włosów (na razie musi poczekać w kolejce), kremowy szampon i płyn do kąpieli dla dzieci, katalogi, próbki oraz żel do mycia twarzy Biolaven (akurat kończę moje wcześniejsze opakowanie, więc niebawem recenzja, chcecie?)


Harmonique: White tea & Bamboo body milk - balsam do ciała biała herbata i bambus do skóry suchej i starzejącej się


Jeszcze raz serdecznie dziękuję organizatorowi SoB - Michałowi oraz wszystkim sponsorom za przekazane prezenty (niebawem pokażę Wam jeszcze prezent od marki Honey Therapy plus kilka innych nowości...)!


Swap kosmetyczny -> w przerwie podczas warsztatów udało mi się wymienić kilka kosmetyków na takie oto perełki: genialny puder SKIN-79, kremy Tołpa, dwa kremy do twarzy Bielenda, płyn do kąpieli Balea (w sumie to go dostałam, nie dając nic w zamian i trochę mi głupio!), cienie MAC i Kobo oraz jeden no name (który okazał się bardzo fajny), paletka Sleek, dwa różowe lakiery Essie, jeden niebieski lakier My Secret oraz kawowy Joko i na deser peelingujący malinowy żel pod prysznic Yves Rocher. Od jednej z dziewcząt (niestety nie pamiętam dokładnie od kogo...wybaczcie mi to proszę!) dostałam również glinkę... :) 


Jestem bardzo zadowolona z transakcji; uważam, iż takie wymianki to świetny pomysł! Dziękuję Wam, Dziewczyny, za te wszystkie cuda! xoxo






Na Targach Uroda w Gdańsku (wracając z SoB) nabyłam tylko trzy produkty Glam Brush (gąbkę ala Beauty Blender oraz pędzel do konturowania i do pudru z najnowszej kolekcji - są cudowne!) oraz pogadałam chwilkę z ich twórczynią, słynną makijażystką i redaktorką Hanią Knopińską. Za te 3 produkty zapłaciłam 85 zł, ale była to bardzo dobra inwestycja... Hania poradziła mi, jaki pędzel powinien być idealny do konturowania, i miała rację - tym pędzlem Bahama Mama nakłada się o niebo lepiej i nie robią mi się plamy, jak wcześniej! :)

To tyle na razie, choć niebawem przyjdzie do mnie jeszcze kilka nowych rzeczy... Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do obserwowania bloga... i dajcie znać w komentarzach, z kim zobaczę się w sobotę w Warszawie na Meet Beauty... Buziaki! xo
tołpa: green. odżywianie - odżywczy koncentrat wygładzający do rąk

tołpa: green. odżywianie - odżywczy koncentrat wygładzający do rąk

Lubię kosmetyki Tołpa - moja skóra zazwyczaj bardzo dobrze je toleruje i ładnie po nich wygląda, jednak dzisiaj opowiem Wam o produkcie tej marki, który mnie nie zachwycił. Dostałam w paczce na spotkaniu w sierpniu, zużyłam do dna, lecz nie wiążę z nim dalszej przyszłości, jeśli chcecie wiedzieć dlaczego, zapraszam dalej...



tołpa: green. odżywianie - odżywczy koncentrat wygładzający do rąk

Jak obiecuje producent na opakowaniu, jest to krem do rąk, przeznaczony głównie do skóry wrażliwej, suchej, ściągniętej, szorstkiej, zniszczonej i/lub łuszczącej się. Ma on za zadanie nawilżać, odżywiać i wygładzać, dodatkowo poprawiać elastyczność skóry oraz zapobiegać jej przedwczesnemu starzeniu się. Co więcej, jak mówi producent, ich "koncentrat przynosi ulgę spierzchniętej skórze dłoni. Likwiduje szorstkość, łuszczenie i uczucie ściągnięcia. Odbudowuje naturalną barierę ochronną. Nawilża, odżywia, regeneruje i wygładza. Chroni przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych." 



Krem zawiera m.in. masło shea, ekstrakt z miodu i olej z czarnej porzeczki, nie ma natomiast w składzie alergenów, sztucznych barwników, PEG-ów, silikonów, oleju parafinowego, parabenów i donorów formaldehydu. 

Dostaniemy ten produkt w większości drogerii stacjonarnych i w niektórych sklepach online (tolpa.pl lub empik.com) w bardzo przyjaznej cenie 9,99 zł.


MOJA OPINIA
Kremik znajduje się w przezroczystej plastikowej tubie o pojemności 75 ml (dzięki czemu widzimy dokładnie, ile produktu nam jeszcze zostało), która ma praktyczne zamykanie u dołu na tzw. klik. Krem aplikuje się bardzo dobrze, jest to bowiem średnio gęsta emulsja o gładkiej powierzchni, która łatwo i szybko się rozsmarowuje, szybko wchłania, nie pozostawia lepkiej ani tłustej warstwy na skórze.

Niestety, pomimo przyjemnej konsystencji, zapach kremu niezbyt mi się podoba, jest on jakiś taki "gorzki" i po prostu dziwny... Zazwyczaj lubię zapach kosmetyków z masłem shea, owocami i miodem, ale tutaj coś po prostu nie gra... zapach ani to słodki, ani owocowy, no po prostu NIE.





Z działaniem też szału nie ma: produkt wprawdzie nie podrażnił i nie wywołał żadnych reakcji alergicznych, ale skóra też nie była jakoś szczególnie nawilżona przy regularnym stosowaniu preparatu; miałam ciągłe wrażenie ściągnięcia i musiałam powtarzać aplikację co jakiś czas (być może było to spowodowane zmianą mydła, jednak moim zdaniem, krem powinien to uczucie przesuszenia niwelować). Na temat działania przeciwzmarszczkowego się nie wypowiem, gdyż zwyczajnie nie posiadam pomarszczonych ani zniszczonych dłoni... :) 

Wydajność akurat jest ok: kremik wystarczył mi na ok. 1,5 miesiąca codziennego smarowania (powtarzanego wielokrotnie w ciągu dnia) - zaczęłam go używać zaraz po spotkaniu, tj. 24 sierpnia, a zużyłam jakoś w zeszłym tygodniu, tj. ok. 15 października. 

Podsumowując, pomimo dosyć przyjemnego składu i aplikacji, produkt nie wzbudził we mnie zachwytu. Smarowałam, smarowałam, ale szału nie było, raczej już się z tym kremem nie zobaczę. 
The Secret Soap Store: Grapeino Body Butter - Najlepsze masło do ciała!

The Secret Soap Store: Grapeino Body Butter - Najlepsze masło do ciała!

Ostatnio sporo się u mnie działo (nowa praca, kurs kosmetyczny, wyjazd nad morze na Secrets of Beauty oraz Targi Uroda), dlatego dopiero dzisiaj wracam do Was z nową kosmetyczną recenzją. Jest mi niezmiernie miło pisać ten post, ponieważ dzisiaj mam na tapecie prawdziwą perełkę (wspominałam o tym produkcie w ULUBIEŃCACH KOŃCA LATA), którą dostałam na spotkaniu we Wrocławiu, a mowa tu o maśle do ciała Grapeino Body Butter marki The Secret Soap Store...


OBIETNICE PRODUCENTA
Informacje o produkcie znajdziemy zarówno na etykiecie znajdującej się na opakowaniu produktu, jak i na stronie forspa24.pl - KLIK:


Grapeino Body Butter
Relaksująco-wzmacniające masło do ciała

"Idealna kompozycja naturalnych olejków roślinnych : winogronowego, migdałowego, arganowego, macadamia, masła Shea i łagodzącej alantoiny sprawia, że masło doskonale się rozprowadza i wchłania, idealnie odżywia i regeneruje skórę. Olej winogronowy korzystnie wpływa na poprawę krążenia, wzmacnia strukturę naczyń krwionośnych poprawiając tym samym wygląd i kondycję skóry."

Dodatkowo, na opakowaniu masła znajdziemy również oczekiwane efekty oraz wytyczne odnośnie stosowania:

"Efekt: Skóra jest ujędrniona, elastyczna i nawilżona. Relaksuje zapachem.
Stosowanie: Polecane do pielęgnacji skóry całego ciała, szczególnie polecane do skóry mało elastycznej, również jako kosmetyk przynoszący ulgę po ciężkim dniu (obolałe nogi, ramiona)."


SKŁADNIKI / INGREDIENTS (INCI):

Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Glycerin, Cetearyl Alcohol, Myristyl Myristate, Dimethicone, Glyceryl Stearate SE, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Allantoin, Ceteareth-20, Xanthan Gum, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Parfum, Phenoxyethanol , Ethylhexylglycerin , Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Cena detaliczna: 129zł brutto/150 ml


Produktów marki The Secret Soap Store możecie również szukać na stronie producenta (Scandia Cosmetics) TUTAJ.




MOJA OPINIA
Produkt otrzymujemy w eleganckim metalowym opakowaniu o pojemności 150 ml, na wieczku znajduje się nalepka z nazwą marki i masła oraz banderola. Na dole również mamy etykietę ze szczegółowymi informacjami o produkcie. Masło ma mlecznobiałe zabarwienie, bardzo delikatny i przyjemny zapach (wg mnie, nie jest on bardzo owocowy, raczej lekko słodkawy), co więcej, posiada lekką konsystencję, dzięki której produkt łatwo się nabiera, rozprowadza i szybko wchłania, a co najlepsze, nie pozostawia na skórze jakiejś szczególnie irytującej tłustej warstwy, jak poprzednie masła, z którymi miałam dotąd styczność (ok, kilka minut po aplikacji zauważymy lekko nabłyszczoną czy odrobinę natłuszczoną skórę, jednak ta warstwa absolutnie w niczym nam nie przeszkadza i po chwili możemy spokojnie wskakiwać w ubrania, nie martwiąc się przy tym, czy je ubrudzimy bądź natłuścimy). Kolejnym aspektem jest bogaty, naturalny skład - mamy tutaj m.in.: masło shea, olejek z pestek winogron, olej arganowy, makadamia czy też olej ze słodkich migdałów, za to nie znajdziemy w tym produkcie parafiny, PEG'ów, parabenów itp. W moim odczuciu, smarowanie się tym masłem to po prostu czysta rozkosz! Jeśli zaś chodzi o obietnice producenta, to faktycznie, Grapeino Body Butter pozostawia moją skórę cudownie gładką, jędrną i dobrze nawilżoną. Ośmielę się stwierdzić, że jest to najlepsze masło do ciała, jakie kiedykolwiek miałam. I gdyby nie lekki szok, jakiego doznałam, ujrzawszy cenę (129 zł za 150 ml!) oraz ograniczony dostęp do kosmetyków The Secret Soap Store, pewnie smarowałabym się nim bez przerwy... Jednak jeśli macie w pobliżu sklep TSSS oraz jesteście skłonne wydać ponad stówkę na smarowidło do ciała, z całego serca Wam to masełko polecam, na pewno będziecie równie zachwycone, jak ja... xo
IV Secrets of Beauty, czyli o drugich szansach i potrójnym rozdziewiczeniu

IV Secrets of Beauty, czyli o drugich szansach i potrójnym rozdziewiczeniu

IV edycja cyklicznych nierutynowych spotkań Secrets of Beauty nad morzem było pierwszym, w jakim miałam przyjemność uczestniczyć. Przyznam się Wam, że dostałam się już na wiosenną edycję, ale ze względu na poprzednią pracę i udział w projekcie unijnym, nie mogłam pojechać. Bardzo wtedy żałowałam i byłam pewna, że już drugiej szansy nie dostanę. Jednak w ostatniej chwili napisał do mnie Michał i okazało się, że jadę! Byłam niezwykle szczęśliwa z tego powodu, bo tak się złożyło, że właśnie z mężem zakończyliśmy bardzo długi remont, byliśmy totalnie wykończeni, a poza tym, od bardzo dawna nigdzie razem nie byliśmy... Nie zastanawiałam się ani chwili, decyzję podjęłam w sekundę :)




Sama podróż była dosyć długa i męcząca, nie obyło się bez korków i zbłądzenia na trasie, ale mimo wszystko dotarliśmy prawie na koniec świata, do ośrodka Natura Park w Ostrowie. Mieliśmy chwilę na zakwaterowanie w uroczym drewnianym domku (jeszcze nowiutkim i świeżo pachnącym drewnem), potem udaliśmy się na kolację, a po kolacji czekały nas pierwsze warsztaty - z marką Pierre Rene Professional. Pomimo faktu, iż kosmetyki to moja pasja, nie znałam wcześniej tej marki z bardzo prostego powodu - nie mamy do niej dostępu w Częstochowie, dlatego też dla mnie było to swego rodzaju rozdziewiczenie. Spodobało mi się kilka produktów, zwłaszcza puder Loose Powder i kredki do ust (Lip Matic), ale dziewczyny chwaliły również podkłady i tusze do rzęs...



Sobota była najbardziej pracowitym dniem na SoB, bowiem już od śniadania do samego wieczora odbywały się warsztaty kosmetyczne. Pierwsza prezentacja była prowadzona przez Panią Anię Rolf z firmy DermoFuture Precision. Bardzo podoba mi się oferta marki, jestem very happy, że będę mogła wypróbować Regenerującą Kurację z witaminą C na własnej skórze. Zaintrygował mnie również zestaw do domowej mezoterapii (tj. kuracja w formie serum + mezoroller)... Dodatkowym bonusem od Pani Ani był dla nas peeling w mega dużym słoju od Spa Vintage Body Oil.



Potem przyszła kolej na ILUA - jest to luksusowa polska marka, produkująca kosmetyki naturalne na zamówienie, które przechowujemy w lodówce. Markę znałam jedynie z blogów: Angel, Michała i Margarety, ale z przyjemnością testuję już próbki - krem na dzień ("Piękność dnia", No. 01) przypomina mi trochę wegański krem marki Arbonne (nawet podobnie pachnie)...




W przerwie między warsztatami zorganizowałyśmy swap kosmetyczny - radości było co niemiara, i udało mi się wyhaczyć kilka naprawdę ciekawych kosmetyków (jeśli jesteście ciekawi, pokażę Wam te kosmetyki w haulu).




Potem odbyła się krótka prezentacja naturalnych maseczek Dermaglin (mam teraz niezły zapas masek na bazie glinki kambryjskiej na cały rok!) oraz warsztaty marki aptecznej Plus dla skóry, z którą nigdy wcześniej nie miałam styczności, ale bardzo chętnie przetestuję ich balsam i krem z SPF50 :) Przedstawicielka marki, Roksana, pomogła uczestniczkom SoB stworzyć domowe peelingi na bazie oliwy z oliwek, miodu, oleju kokosowego i innych składników, które znajdziemy w naszych kuchniach.





Niezwykle przyjemna i aromatyczna była również prezentacja Pana Jacka, właściciela marki Fabryka Świec Light. Pan Jacek jest niezwykle sympatyczną i ciepłą osobą; na warsztatach szczegółowo przedstawił nam swoje zapachy (które są poniekąd naszą rodzimą i jakże przystępną cenowo alternatywą dla produktów Yankee czy Kringle Candle) oraz pomógł nam stworzyć własne woski zapachowe. Mało tego, jego obecność oraz zapach świec o nazwie "Sex on the beach" uświetniały nam praktycznie cały weekend nad morzem.




Na zdjęciu poniżej widzicie moje pierwsze DIY woski zapachowe - tutaj kolejne rozdziewiczenie (!) - o zapachu jabłka z cynamonem oraz wiśniowo-mandarynkowo-waniliowym. Jeśli sami chcecie się zaopatrzyć w produkty marki Light, mam dla Was rabat -10% na hasło B1P687DW (kod rabatowy jest ważny do 30 listopada, na stronie www.hurtowniaswiec.pl).


Na sam koniec odbyły się warsztaty Michała, które moim zdaniem były najciekawsze z wszystkich - na nich ocenialiśmy różne kremy nawilżające "w ciemno", tj. nie widząc opakowania ani nazwy producenta. Testowaliśmy konsystencję, to, jak krem się rozprowadza, wchłania i czy pozostawia tłusty film na skórze, a potem proponowaliśmy ceny dla poszczególnych kremów. Chyba do końca życia nie zapomnę tych ćwiczeń i mam nadzieję, iż dzięki nim będę mogła lepiej recenzować różnego rodzaju kosmetyki...




Jakby wrażeń na sobotę było komuś mało, wieczorem integrowaliśmy się przy grillu; były to również urodziny Michała, organizatora całej imprezy, i "kolorowej" Margarety - jeszcze raz, wszystkiego najlepszego dla Was!




W niedzielę, tuż po śniadaniu, odbyło się oficjalne pożegnanie, uświetnione prezentami od marek SylvecoNorel Dr Wilsz (hity blogosfery, a ja jeszcze nic od nich nie miałam!), Harmonique czy Honey Therapy. No i nie sposób nie wspomnieć, jak było nam wszystkim słodko, a to za sprawą łakoci od marki Mieszko oraz pysznych muffinów Michała... :)




Podsumowując, ogromnie się cieszę, iż oficjalnie zostałam rozdziewiczona na SoB... mój pierwszy raz był dla nie niesamowitym i niezapomnianym przeżyciem. :) Na koniec powiem Wam jeszcze, że mam nadzieję, iż nie skończy się na tym pierwszym razie - jak to zwykle bywa po, mam ochotę na więcej...;) xoxo
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger