poniedziałek, 28 września 2015

Ulubieńcy końca lata - sierpień & wrzesień 2015

Ulubieńcy końca lata - sierpień & wrzesień 2015
Kończy się wrzesień, skończyło się też lato, zatem przyszedł czas na ulubieńców. W moim zestawieniu znalazły się głównie kosmetyki do pielęgnacji oraz jedna książka. Here we go!


 TWARZ
Płyn micelarny Tołpa oraz krem nawilżający do twarzy i pod oczy tej marki, oraz niebieska oczyszczająca maska Bania Agafii bardzo mi służyły ostatnio - dzięki nim nie mam żadnych sensacji ani przesuszenia (być może to również dlatego, że odstawiłam żel do mycia twarzy). Poza tym, latem chroniłam twarz przed szkodliwymi promieniami UV i przebarwieniami za pomocą Anthelios XL od La Roche-Posay, jak również masowałam twarz cudowną gąbką Konjac Sponge od Yasumi.


CIAŁO
Żel pod prysznic Anatomicals z hitowego boxa Inspired By Charlize Mystery, peeling do stóp Evree + krem z mocznikiem Amaderm, cukrowy peeling do ciała Yasumi, dwa masła do ciała: Organique oraz The Secret Soap Store, o którym jeszcze napiszę w październiku, a do tego balsam wzmacniający opaleniznę z beta-karotenem AVON Maxi Tan, serum na cellulit Eveline Slim Extreme 4D i jeden malutki kremik do skórek paznokci z olejkiem arganowym, również od Eveline.


WŁOSY
Tym razem mam tylko dwa ulubione kosmetyki do włosów: najbardziej zielony szampon na świecie O'right z jagodami goji, którego używam codziennie, plus słynna drożdżowa maska od Agafii dwa razy w tygodniu.


KSIĄŻKA
Poza pielęgnacją, moim największym hitem była ostatnio lektura książki Joanny Glogazy pt. "Slow Fashion". Ta książka całkowicie zmieniła moje podejście do mody i do kupowania (nie tylko ubrań); dzięki niej przeprowadziłam gruntowne porządki w szafie, na regałach z książkami czy w toaletce. Cały proces trwa już ok. 2 miesiące, a tak naprawdę jeszcze się nie skończył... Na pewno jest to książka, do której będę wracać... Polecam każdemu!


To tyle na dzisiaj, powoli zabieram się także za projekt denko... Ściskam Was mocno, xo

czwartek, 24 września 2015

Stopy niemowlaka, czyli Amaderm: Krem regenerująco-złuszczający Urea 30%

Stopy niemowlaka, czyli Amaderm: Krem regenerująco-złuszczający Urea 30%
Witam Was ciepło w czwartkowy jesienny wieczór, wracając po krótkiej nieobecności na blogu, spowodowanej zakończeniem remontu mojego domu (a konkretnie dociepleniem elewacji) oraz rozpoczęciem studium kosmetycznego... sporo się dzieje ostatnio, a to jeszcze nie koniec (jesienią czekają mnie dwie konferencje i jedno spotkanie dla blogerek urodowych), tak czy inaczej, dzisiaj jestem już z Wami i opowiem Wam o bardzo dobrym produkcie, którym traktowałam ostatnio swoje stopy: kremie regenerująco-złuszczającym do stóp marki Amaderm, który otrzymałam na sierpniowym spotkaniu we Wrocławiu.


OD PRODUCENTA
Jak widać na załączonym poniżej zdjęciu, wskazania do stosowania, działanie kremu, sposób użycia oraz skład zostały przedstawione na opakowaniu produktu:



Więcej informacji na temat tego kremu znajdziecie na STRONIE PRODUCENTA.
Krem możemy dostać w aptekach, za tubkę o pojemności 50 ml zapłacimy ok. 23 zł.



MOJA OCENA
Stosuję krem od miesiąca i mimo, iż nie smarowałam nim stóp 1-2 razy dziennie, jak zaleca producent, zauważyłam kolosalną zmianę w wyglądzie i kondycji mojej skóry stóp oraz pięt. Chyba po raz pierwszy od lat (!) mam stopy tak gładziutkie i mięciutkie jak pupcia niemowlaka, a wcześniej miewałam spore problemy z suchą skórą i rogowaceniem pięt (pomimo systematycznego złuszczania scrubami i codziennego smarowania różnymi kremami nawilżającymi!). W przypadku kremu Amaderm, smaruję stopy rano lub wieczorem i zazwyczaj po aplikacji zakładam skarpetki - krem niestety nie pachnie zbyt ładnie i zostawia lepką warstwę, poza tym, ze względu na zawartość mocznika (urea) w dosyć wysokim stężeniu (30%), koniecznie po aplikacji trzeba umyć ręce. Mimo tych drobnych uciążliwości, jestem bardzo zadowolona z faktu, iż moje stopy są doskonale nawilżone i pozbawione wcześniejszych zgrubień czy zrogowaceń na piętach; popękanych pięt nigdy nie miałam, także na ten temat się nie wypowiem. Myślę, że mocznik w kremie do stóp to jest właśnie to, czego potrzeba moim stopom... jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jego działaniem nawilżającym, zmiękczającym i wygładzającym. Z pewnością będę jeszcze do tego kremu wracać, jak również gorąco polecam go osobom, które mają problem z suchą czy zrogowaciałą skórą stóp. xo

* Dziękuję Zakładowi Farmaceutycznemu Amara za produkty do recenzji.

piątek, 18 września 2015

Tołpa green - Łagodny płyn micelarny - tonik 2 w 1

Tołpa green - Łagodny płyn micelarny - tonik 2 w 1
Na ostatnim spotkaniu blogerskim otrzymałam od marki Tołpa całą torbę kosmetyków do przetestowania, i w związku z tym mam dla Was dzisiaj recenzję pierwszego produktu, którego byłyście ciekawe, a który już niebawem dobije denka - jest to Łagodny płyn micelarny - tonik 2 w 1 z serii Tołpa green: oczyszczanie.





ZALETY PRODUKTU:
  • nie uczula i nie podrażnia skóry (produkt hypoalergiczny, przeznaczony do każdego typu cery, w tym również wrażliwej)
  • dobrze tonizuje i nawilża
  • przyjemnie pachnie (delikatny, nie przytłaczający roślinny zapach)
  • nawet dobrze zmywa brud i makijaż (jednak trochę płatków jednak trzeba przy tym zużyć!)
  • estetyczne i praktyczne opakowanie z zabawnymi opisami producenta (poręczna butla, łatwo mieści się w dłoni i jest przezroczysta, przez co widzimy dokładnie, ile produktu nam zostało; łatwe otwieranie i zamykanie, nic się nie wylewa np. w podróży)
  • fajny, naturalny skład produktu (jak na zdjęciach powyżej), opakowanie nadaje się do recyklingu
WADY:
  • mało wydajny w stosunku do ceny (15-17 zł za 200 ml, co wystarczy na ok. 3, max 4 tygodnie codziennego stosowania).
MOJA OCENA
Poza sprawdzonym i uwielbianym przeze mnie różowym płynem micelarnym Garnier, jest to jeden z nielicznych tego typu płynów do oczyszczania twarzy, który nie podrażnia moich wrażliwych oczu, nie daje tzw. "efektu mgły", jest delikatny, przyjemnie pachnie (ziołowo-kwiatowo: lukrecją), a do tego całkiem dobrze zmywa makijaż (aby zmyć podkład, kredkę i tusz, zużywam ok.  5-6 wacików dwustronnie). Jedyny zarzut, jaki mogę mu postawić to fakt, iż niestety nie jest zbyt wydajny w stosunku do ceny (butelka 250 ml kosztuje ok. 15-17 zł i wystarcza mi na ok. 3-4 tygodnie codziennego stosowania). Ogromnym atutem tego płynu jest z kolei fakt, iż  nie podrażnił mi skóry i nie wywołał u mnie żadnej reakcji alergicznej, a wręcz uspokoił moją przesuszoną cerę, gdy zrezygnowałam z używania żelu do mycia twarzy podczas wieczornego demakijażu. Często stosowałam go również w roli toniku  (np. po zmyciu maseczek, czy do odświeżania cery w ciągu dnia) i byłam bardzo zadowolona z efektu - moja skóra była przyjemnie nawilżona i przygotowana do przyjęcia nawilżającego kremu do twarzy i pod oczy z serii green, również marki Tołpa. Generalnie bardzo Wam ten płyn polecam, warto na niego polować na promocjach, np. ostatnio widziałam takowe w Super-Pharm czy nawet w Biedronce. Ja aktualnie mam jeszcze w zapasach płyny micelarne innych marek, ale do tego z przyjemnością jeszcze kiedyś powrócę... xo


*Bardzo dziękuję firmie Tołpa za kosmetyk do testów; oczywiście ten fakt
nie ma żadnego wpływu na moją recenzję i ostateczną ocenę produktu.

wtorek, 15 września 2015

O'right: Najbardziej Zielony Szampon na Świecie

O'right: Najbardziej Zielony Szampon na Świecie
Z naturalnymi szamponami różnie to bywa, czasami nam służą, a czasami niekoniecznie - zamiast włosów mamy na głowie wkurzonego Chopin'a albo wręcz przeciwnie: przyklap.pl; nie możemy ich rozczesać, albo po prostu nasze włosy kiepsko wyglądają. Po moich ostatnich randkach z naturalnymi rosyjskimi specyfikami (po których włosy rosły jak dzikie), przyszedł czas na nową (mam nadzieję dłuższą i owocną!)  znajomość z Najbardziej Zielonym Szamponem na Świecie marki O'right. Jeśli jesteście ciekawe, co to za cudo, zapraszam dalej...


Dzięki uprzejmości marek Organics Beauty oraz O'right, otrzymałam do testów Goji Berry Volumizing Shampoo, szampon dodający objętości do włosów cienkich i delikatnych o pojemności 400 ml, plus olejek różany na końcówki. Z olejkiem na razie muszę poczekać, aż mi włosy trochę urosną, natomiast szamponu używam już od soboty. Pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne, jednak z pełną recenzją na razie się wstrzymam (przynajmniej do momentu, gdy zużyję połowę butli)... Dzisiaj chcę Wam jedynie uchylić rąbka tajemnicy, bo byłyście bardzo ciekawe zarówno marki, jak i samego produktu.
KRÓTKO O MARCE O'RIGHT 
Na stronie PRODUCENTA znajdziemy szczegółowe info na temat marki oraz ich produktów. Mnie osobiście bardzo spodobał się fakt, iż marka O'right tworzy kosmetyki w swojej prawdziwie ekologicznej siedzibie w Tajwanie, gdzie zwraca się uwagę na takie czynniki, jak:

-oszczędność energii
-sortowanie odpadów
-redukcja CO2
-oczyszczanie wody
-pozyskiwanie energii do produkcji z wiatru i słońca
-produkowanie kosmetyków bez szkodliwej chemii 
-pierwszeństwo dla naturalnych składników
-nie testowanie produktów na zwierzętach
-biodegradowalne opakowania, etykiety drukowane tuszem sojowym
W skrócie, tak sam producent mówi o swojej firmie:

O’right to nie tylko marka pielęgnacji włosów – to cała zielona inicjatywa! Firma każdym swoim działaniem prezentuje ekologiczny styl życia.

Więcej informacji na ten temat znajdziecie TUTAJ.

NAJBARDZIEJ ZIELONY SZAMPON NA ŚWIECIE

A teraz przejdźmy do prezentacji samego szamponu, którego premiera odbyła się wczoraj (14.09.2015) na konferencji w Poznaniu, a który jest u mnie od zeszłego piątku...




Jest to szampon dodający objętości z certyfikowanym organicznym ekstraktem nasion goji, który ma za zadanie poprawiać metabolizm skóry głowy (tak, jest ponoć coś takiego!), delikatnie oczyszczać włosy, regulować wydzielanie sebum, wzmacniać cebulki i strukturę włosa oraz dodawać włosom objętości (na etykiecie producent obiecuje odbicie włosa od nasady). Generalnie, słynne już chyba na całym świecie jagody goji są bogate w przeciwutleniacze, więc na chłopski rozum, powinny działać na włosy również rewitalizująco i odmładzająco... przekonam się o tym niebawem... ;) 

[EDIT, dn. 25.12.2015: Po wykończeniu całej butli, muszę stwierdzić, że szampon jest fantastyczny: ładnie, aczkolwiek delikatnie pachnie jagodami, dobrze się pieni, mimo iż ma naturalny skład i nie zawiera SLSów, włosy po nim są pełne życia i objętości, nie plączą się, fajnie się układają, a do tego szybciej rosną (!) - po 3 miesiącach codziennego stosowania mam sporo nowych baby hair u nasady włosów. Genialny produkt, jedynie ta 400 ml butla jest średnio wygodna, przez co szampon musiałam przelewać do innej, mniejszej buteleczki. Tak czy inaczej, bardzo serdecznie Wam ten szampon polecam, przy czym sama jestem ogromnie ciekawa innych produktów marki O'right, zwłaszcza serii Recoffee...]

Szampon o pojemności 400 ml kosztuje 100 zł. Możecie go kupić na stronie Organics Beauty (KLIK), jak również dowiedzieć się więcej na jego temat.

DRZEWO UKRYTE W BUTELCE
A na koniec wisienka na torcie, czyli to, co możemy zrobić z pustą butelką po tym niezwykłym szamponie, a mianowicie: zasadzić drzewo!!! Oto, co na ten temat mówi producent na stronie:

Najbardziej oryginalnym i jedynym w swoim rodzaju rozwiązaniem jest „Drzewko w butelce”. Szampony o pojemności 250 ml pakowane są w specjalne, biodegradowalne butelki, w podstawie których znajduje się nasiono akacji. Po zużyciu produktu, wystarczy przepłukać butelkę i zasadzić ją w ziemi. W przeciągu roku, rozkładająca się butelka dostarczy składników odżywczych nasionku i wyrośnie nam piękne drzewo! Projekt ten jest opatentowany w 3 różnych krajach (Tajwan, Chiny oraz Niemcy). Doceniany wciąż jest przez międzynarodowe kapituły projektantów za ekologiczne podejście. W roku 2013 uzyskał nagrodę Red Dot, zaś w 2014 został ponownie doceniony i uzyskał nagrodę iF Packaging Desing.


Źródło zdjęcia: http://organicsbeauty.pl/

PS. Serdecznie dziękuję za przesłane produkty marki O'right do testów!

piątek, 11 września 2015

NEW IN, czyli tygodniowy przegląd nowości: Biedronka, Chanel, forever-young.pl & O'right

NEW IN, czyli tygodniowy przegląd nowości: Biedronka, Chanel, forever-young.pl & O'right
Dzisiaj ostatni dzień roboczy tygodnia, zatem pochwalę się Wam nowościami, które w tym tygodniu przyniosła Poczta Polska, kurierzy, lub które upolowałam w osiedlowym dyskoncie. Zatem jedziemy alfabetycznie...

Biedronka
Oczywiście chodziło o słynne kule, czyli #cottonballlights. W trzecim sklepie w Częstochowie udało mi się je wreszcie upolować; co prawda, chciałam beżowe, ale były już tylko niebieskie i różowe, więc wzięłam oba kolory (różowe dla mamy) i w sumie są ok - idealnie pasują do mojej BIAŁO-NIEBIESKIEJ SYPIALNI... a na beżowe do salonu będę polować w Tigerze... być może na zimę coś takiego pojawi się w ich ofercie...?


Przy okazji polowania na kule, wzięłam jeszcze suchy szampon Timotei za 11 zł (bo ostatnio sprawdził się na moich tłustych włosach bardzo dobrze), dwie sztuki żelu pod prysznic Oceania - (2,49 zł/szt. 500 ml!) - pachną rewelacyjnie i jak na takie tanie żele, są całkiem ok; mój mąż je bardzo polubił, więc kupiłam głównie z myślą o nim (choć i tak będę mu podbierać!), oraz standardowo 3-warstwowe waciki Carea.


Chanel
To było totalne zaskoczenie: dostałam tak fantastyczny prezent od starej przyjaciółki z UK, która od lat doskonale wie, jak kocham kredki Chanel - moja brązowa Le Crayon Khol /Intense Eye Pencil no. 62 Ambre akurat się kończy, więc chętnie sięgnę teraz po intensywnie czarną, wodoodporną (Stylo Yeux Waterproof no. 88 Noir Intense) z temperówką ukrytą w zatyczce! Dzięki Kajuś, jesteś wielka! xoxo


forever-young.pl
Moją kartę podarunkową o wartości 30 zł od Tao Vital (dostałam na Spotkaniu  Blogerek) zamieniłam na pędzel do różu/bronzera z naturalnego włosia oraz gąbki do podkładu (pilnie potrzebowałam pędzla do pudru, ale niestety brakło ich w sklepie, dlatego z braku laku wzięłam gąbki... najwyżej je komuś odstąpię...). Dodatkowo, w osobnej kopercie, przysłano mi zamówioną próbkę podkładu mineralnego Earthnicity, ale o nim pisałam w poprzednim wpisie...

O'right
O tym produkcie na pewno jeszcze ode mnie usłyszycie, bo to prawdziwy hicior tej jesieni! Pod koniec zeszłego tygodnia otrzymałam maila z propozycją współpracy; na razie powiem Wam tylko tyle, że 14 września w Poznaniu odbędzie się event ekologiczny oraz wprowadzenie na rynek organicznego kosmetyku do włosów ze słynnymi jagodami Goji - jest to 'Najbardziej Zielony Szampon na Świecie', czyli Goji Berry Volumizing Shampoo marki O'right, natomiast mnie przypadł zaszczyt testowania tego cuda (Happy!). Dzisiaj kurier przywiózł mi paczuszkę, w której znalazł się szampon do włosów cienkich i delikatnych z jagodami goji (400 ml) plus olejek na końcówki Golden Rose Oil. Jutro zaczynam testowanie i w związku z tym, jestem ogromnie podekscytowana (filozofia marki jest bliska mojemu sercu, a produkty zapowiadają się niezwykle interesująco)... Na pewno podzielę się z Wami moimi pierwszymi wrażeniami, także stay tuned! xo


*Dziękuję ślicznie Firmie za przesłanie produktów do testów!

wtorek, 8 września 2015

Wygładzanie ciała z YASUMI: Topaz Glamour Sugar Body Scrub

Wygładzanie ciała z YASUMI: Topaz Glamour Sugar Body Scrub
Jak już zapewne wiecie, jestem maniaczką peelingów oraz wszelkich zabiegów złuszczania i ujędrniania skóry, dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy na Spotkaniu Blogerek Urodowych we Wrocławiu dostałam w prezencie peeling (wraz z wcześniej opisaną już przeze mnie Konjac Sponge) od marki Yasumi. W zasadzie miałyśmy kilka produktów do wyboru, w tym masła do ciała, jak również peelingi solne i cukrowe;  ja zdecydowałam się na peeling cukrowy, ponieważ smarowideł do ciała miałam już kilka, plus jeden spory słoik peelingu solnego od Agafii (o którym pisałam w poprzednim wpisie), natomiast peelingu cukrowego akurat brakowało w moich zapasach. :) Cukrowego scrubu o nazwie Topaz Glamour używam już trzeci tydzień, zatem jeśli jesteście ciekawe, co o nim sądzę, zapraszam do dalszej lektury (fakt, że produkt otrzymałam od firmy gratis, absolutnie nie wpłynął na moją opinię!)...



OD PRODUCENTA

Produkt możecie nabyć na stronie YASUMI w cenie 45 zł za 220g; tam również znajdziemy wszelkie informacje dotyczące peelingu, sposób użycia i listę składników.


MOJE WRAŻENIA
Po pierwsze, opakowanie cukrowego peelingu Topaz Glamour całkiem ładnie prezentuje się w łazience (scrub jest zapakowany w przezroczysty plastikowy słoik z czarną nakrętką), co dla mnie-estetki jest dosyć istotne. Jeśli natomiast chodzi o działanie, używając go 1-2 razy w tygodniu od końca sierpnia, zauważyłam efekt znacznie gładszej i bardziej miękkiej skóry (używałam go głównie na nogi, biodra i pośladki), jak również poprawę jędrności (po peelingu aplikuję jeszcze serum antycellulitowe 4D od Eveline). Dodatkowym bonusem jest pomarańczowy zapach kosmetyku - pachnie niezwykle pobudzająco i świeżo; zapach ten unosi się potem przez jakiś czas w mojej łazience, wprawiając mnie w fantastyczny, pozytywny nastrój. Generalnie, jestem bardzo zadowolona z efektów jego działania oraz z zapachu; jedyne, czego w nim nie lubię, to tłusty film, jaki zostawia na skórze. Zresztą zobaczcie same, jakie moim zdaniem są wady i zalety tego produktu:

Zalety:
  • piękny zapach 
  • estetyczne opakowanie
  • bardzo dobrze złuszcza naskórek
  • zgodnie z obietnicą producenta, nie wywołuje podrażnień i uczuleń (bynajmniej u mnie -> nie mam alergii na cytrusy)
  • nawilża i natłuszcza (co jednak czasem może stanowić wadę -> patrzcie poniżej), dzięki czemu nie musimy potem balsamować skóry
  • wygładza i ujędrnia skórę
  • ma bogaty i naturalny skład (zawiera takie składniki aktywne, jak: cukier, olej słonecznikowy, gliceryna, olej annato, skórka pomarańczowa, tokoferol - silny antyoksydant pochodzenia roślinnego, rozmaryn), bez zbędnych wypełniaczy i chemii.
Wady:
  • peeling ma tłustą konsystencję, co może być niebezpieczne, jeśli nakładamy go same w domu (ryzyko poślizgnięcia się w w wannie czy pod prysznicem - sama kilka razy o mało nie uległam takiemu incydentowi)
  • nabrany na dłonie produkt "lubi" spadać (ja go zawsze wtedy wybieram z wanny, bo nie lubię marnować produktów) i, co za tym idzie, zostawiać tłustą warstwę na dłoniach, baterii, wannie czy brodziku (patrz punkt wyżej)
  • dosyć wysoka cena (45 zł za 220 g)
  • ograniczona dostępność.

Podsumowując: mimo, iż zarówno z zapachu, jak i działania tego produktu jestem bardzo zadowolona, to na pewno sama nie skuszę się na scrub o tak tłustej konsystencji - zdecydowanie wolę produkty "bardziej suche". Osobiście uważam, iż ten produkt będzie bardziej odpowiedni do salonów kosmetycznych i SPA (wówczas zarówno cena, jak i aplikacja nie powinny być problemem); poza tym, ja sama nie bardzo jestem skłonna wydawać aż tyle na peeling do ciała, który przy regularnym stosowaniu (1-2 razy w tygodniu), wystarczy maksymalnie na miesiąc lub półtora. A Wy jak podchodzicie do sprawy - byłybyście w stanie wydać więcej niż 30-40 złotych na dobry scrub do ciała o naturalnym składzie? Jeśli nie, to piszcie śmiało w komentarzach, jakie są Wasze ulubione peelingi, oraz czy miałyście już styczność z produktami marki Yasumi... Pozdrawiam cieplutko (mimo pierwszych jesiennych chłodów) i do następnego! xo

poniedziałek, 7 września 2015

Rosyjskie kąpiele, czyli moi ulubieńcy od Bania Agafii

Rosyjskie kąpiele, czyli moi ulubieńcy od Bania Agafii
Rosja zazwyczaj budzi w Polakach pejoratywne skojarzenia, więc przyznam Wam się szczerze, że na początku mocno się zdziwiłam, że cały polski youtube oraz blogosfera aż kipią od zachwytów nad rosyjskimi kosmetykami naturalnymi Babuszki Agafii... Jednak po pewnym czasie czytania i słuchania samych superlatywów na ich temat, postanowiłam sama spróbować. Po pierwsze, w wakacje postanowiłam zapuścić włosy (z dosyć krótkich na minimum półdługie) oraz podjąć kolejną walkę z cellulitem (no co? nie wolno się poddawać!), zatem z oferty sklepu triny.pl wybrałam dla siebie kilka produktów, z których dziś prezentuję Wam moich ulubieńców...




Zanim jednak zacznę prezentację moich ulubieńców, pozwólcie, że poinformuję niepoinformowanych krótko o tym, co to w ogóle jest ta KĄPIEL AGAFII / BANIA AGAFII: są to rosyjskie kosmetyki naturalne zawierające 100% naturalnych składników (m.in. certyfikowane oleje i ekstrakty z ręcznie zbieranych roślin), pozbawione takich szkodliwych substancji, jak SLS, parabeny, oleje mineralne i syntetyczne substancje zapachowe. Seria "Kąpiel Agafii Bania Agafii" to kosmetyki przeznaczone do stosowania głównie pod prysznicem i podczas kąpieli.

Szampon + balsam - AKTYWATORY WZROSTU WŁOSÓW  w 100 ml saszetkach


Szamponu miałam dwie saszetki, natomiast balsamu jedną, używałam ich przez cały sierpień, praktycznie codziennie: najpierw myłam głowę szamponem, potem na wilgotne włosy nakładałam balsam na 2-3 minuty i zmywałam (piszę to wszystko w czasie przeszłym, ponieważ właśnie zdenkowałam ostatnie saszetki tych produktów). Dwa razy w tygodniu zamiast balsamu używałam drożdżowej maski do włosów albo oleju arganowego (w przypadku oleju, owijam włosy turbanem na godzinę i dopiero potem zmywam szamponem).

Saszetki są moim zdaniem idealne na wakacyjne wyjazdy (są lekkie i mają praktyczne zakrętki, dzięki czemu kosmetyk nam się nie rozleje w podróży), natomiast w domu szampon przelałam do 100 ml buteleczki z IKEA, która o wiele łatwiej się otwiera mokrymi rękoma pod prysznicem (ma zamykanie typu klik). 
Co do działania szamponu i balsamu, mogę Wam zagwarantować jedno - po tym duecie włosy naprawdę rosną jak szalone - mam sporo nowych baby hair przy czole i na skroniach, natomiast po bokach rosną mi jakieś dzikie krzaki, które żyją własnym życiem, mimo iż dwa tygodnie temu podcinałam włosy w jednym z najlepszych salonów w mieście). Szampon, jest dosyć rzadki i lejący, ale mimo iż nie zawiera SLS, całkiem spoko się pieni (!) i przyjemnie pachnie, natomiast balsam jest trochę bardziej gęsty (konsystencje i kolory tych produktów możecie zobaczyć same na zdjęciach) i treściwy, ale zapach ma w sumie podobny do szamponu. Po tych produktach mam włosy miękkie, ale nie obciążone i przetłuszczone, co jest dużym plusem. 



Są jednak skutki uboczne: po pierwsze, od nie do końca profesjonalnej koloryzacji oraz codziennego używania tych ziołowych specyfików, moje włosy nabrały nieco zielonkawego odcienia (co nie do końca jest cool), a poza tym, plączą się i generalnie ciężko je rozczesać, nawet przy pomocy Tangle Teezer'a. No i to, co napisałam wcześniej - włosy bardzo szybko rosną, żyją własnym życiem, i jeśli tak jak ja, macie krótkie włosy, to będzie Wam bardzo ciężko je ujarzmić... Jednak coś za coś - chcesz mieć długie włosy, musisz się trochę pomęczyć... Ja jestem akurat w trakcie najgorszej fazy zapuszczania włosów, ale bardzo się cieszę, że sięgnęłam po te aktywatory - dzięki nim cały proces przebiega znacznie szybciej! :)

Szampon i balsam kupicie za ok. 4-5 zł za sztukę w niektórych sklepach ziołowych i z kosmetykami naturalnymi, czy też online np. TUTAJ  i TUTAJ

Maska do twarzy błękitna oczyszczająca na wodzie chabrowej 100 ml


Powiem krótko: rewelacja! Jest to moje kosmetyczne odkrycie; jedna z najlepszych masek oczyszczających z glinką, jakie miałam - super pachnie, bardzo dobrze oczyszcza i delikatnie zwęża pory. Po niej również skóra podczas upałów trochę mniej się świeciła (tj. wydzielanie sebum było jakby trochę zredukowane). Ma jedną tylko wadę - dosyć rzadka konsystencja powoduje, że maseczka lubi spadać podczas nakładania (ja aplikuję ją pędzlem języczkowym nad umywalką), mimo to jest cudowna i na pewno kupię ją (oraz inne maski Agafii) ponownie. Więcej info TUTAJ.

Scrub do ciała solny odchudzający 300 ml


Użyłam go na razie tylko kilka razy, ale od razu mi się spodobał ten specyficzny zapach, mocne zdzieranie, wydajność (300 ml słoik), naturalny skład oraz przystępna cena (zapłaciłam za niego ok. 12 zł w promocji). Na razie musiał wylądować w komodzie, gdyż testuję peeling innej marki, ale bardzo chętnie do niego wrócę na jesień... Jeśli jesteście zainteresowane tym produktem, więcej informacji znajdziecie TU.

Mam jeszcze w domu kilka produktów pełnowymiarowych z serii Receptury Agafii: słynną maskę drożdżową do włosów, szampon dodający objętości, krem-żel pod oczy do 35 lat oraz naturalną cedrową pastę do zębów, ale o nich usłyszycie jeszcze pewnie za jakiś czas w kolejnych postach... Buziaki i wszystkiego dobrego dla Was, xo

sobota, 5 września 2015

Beauty Face zamiast wizyty u kosmetyczki

Beauty Face zamiast wizyty u kosmetyczki
Przyznam się Wam szczerze, że dość dawno nie byłam u kosmetyczki. Z jednej strony, nie miałam za bardzo potrzeby (zazwyczaj walkę z przebarwieniami i odnowę skóry zaczynam po lecie) i okazji jechać do mojego ulubionego salonu w Częstochowie, ale z drugiej strony, ostatnio trochę brakowało mi tych wizyt i takiego fachowego dopieszczenia mojej buzi. Na szczęście, na Spotkaniu Bloggerek Urodowych pod koniec sierpnia, otrzymałam od marki Beauty Face dwa ciekawe produkty do pielęgnacji twarzy i skóry pod oczami: Mooya - maskę + serum Organic Duo Activ Treatment z ziołami tybetańskimi (linia Regeneracja i Elastyczność) oraz kolagenowe płatki pod oczy ze złotem i kwasem hialuronowym, dzięki którym miałam namiastkę wizyty u kosmetyczki lub w SPA, i to w zaciszu własnego domu!


Jeśli jeszcze nie wiecie, Beauty Face to marka rodzinna, która specjalizuje się w produkcji naturalnych  i zdrowych (bez PEG, parabenów, silikonów i perfum) masek, i innych zabiegów zarówno do użytku profesjonalnego w gabinetach kosmetycznych i SPA, jak również do użytku domowego. Mają w swojej ofercie całe mnóstwo hydrożelowych masek kolagenowych, masek-kompresów, płatki kolagenowe, oraz 7 rodzajów innowacyjnego serum do twarzy w formie żelu. 

Jeśli mam być z Wami szczera, to nie przepadam za maskami typu kompres - przede wszystkim dlatego, że zazwyczaj są one po prostu za duże na moją małą buzię. Oczywiście, można taką maskę układać i modelować w odpowiedni kształt tak, aby była dopasowana do naszej twarzy, ale mimo to, trzeba jednak te pół godziny poleżeć i pilnować, aby nam z twarzy nie spadła, no i oczywiście najlepiej dopilnować, aby nikt nas przez te pół godziny nie zobaczył (w przeciwnym razie może dostać zawału na widok takiej żywej mumii!). Tak własnie zrobiłam w przypadku maski Mooya - zafundowałam sobie półgodzinny chillout z czymś takim na facjacie i tylko w duchu się modliłam, aby nikt mnie w tym czasie nie zechciał odwiedzić... ;) Of course, moja buźka była niesamowicie zregenerowana i odżywiona po tym zabiegu, ale mimo to wolę, gdy takie rzeczy praktykuje profesjonalista w salonie kosmetycznym. 


Następnym krokiem po zdjęciu i ewentualnym zmyciu nadmiaru maski, jest aplikacja bio aktywnego serum Organic Duo Activ Treatment - tutaj sprawa jest prosta: smarujesz i gotowe (serum całkiem przyjemnie pachnie, ale minusem jest lepka warstwa, jaka pozostaje na naszej skórze). Jednak na koniec została mi prawdziwa wisienka na torcie, a mianowicie kolagenowe płatki pod oczy ze złotem i kwasem hialuronowym. Od dłuższego czasu (tj. gdy tylko skończyłam 30 lat) miałam ogromną ochotę je wypróbować na moje "kurze łapki", więc ten produkt zrobił na mnie największe wrażenie. Po pierwsze, delikatnie chłodzi, nawilża i w znaczący sposób wygładza skórę pod oczami (efekt jest natychmiastowy, już po pierwszym zastosowaniu widzimy zmiany na lepsze!), a do tego doskonale trzyma się na skórzeFantastyczna sprawa; z pewnością raz na jakiś czas będę fundować sobie taki zabieg na oczy, tym bardziej, iż wiele razy widziałam te płatki w drogeriach, czy nawet w osiedlowym dyskoncie :) Poza płatkami, jestem bardzo ciekawa tych hydrożelowych masek kolagenowych na twarz; myślę, że będą one ciekawszą alternatywą dla wyżej wspomnianego kompresu-maski...



Tak czy siak, uważam, ze raz na jakiś czas warto wypróbować tego typu produkty - dzięki nim, w niecałą godzinę możemy się zrelaksować i zadbać o twarz prawie jak profesjonalista w salonie piękności. Przy okazji, jestem wdzięczna Firmie za to, iż dopasowała produkty indywidualnie do potrzeb mojej skóry (przed spotkaniem wypełniałyśmy krótkie ankiety dotyczące rodzaju cery i potrzeb):) 

A Wy lubicie takie domowe zabiegi, czy raczej wolicie, gdy zajmuje się Wami profesjonalnie wyszkolona w tym kierunku kosmetyczka? xo

czwartek, 3 września 2015

Wyniki zapachowego konkursu

Wyniki zapachowego konkursu
Witajcie Kochani! 
Dzisiaj mam dla Was krótkie ogłoszenie wyników konkursu zapachowego, w którym trzeba było krótko opisać swój ulubiony zapach. Niestety, ku mojemu lekkiemu zdziwieniu, prawidłowych zgłoszeń było zaledwie kilka (można je policzyć na palcach 2 rąk), z których to postanowiłam nagrodzić jedno:


"mój ulubiony zapach to zapach dzidziusia czyli zapach mojej córeczki nie ma nic lepszego niz sie do niej przytulić i wąchac............"

To zgłoszenie było według mnie proste (czytaj: nie przekombinowane), a przy tym piękne i pełne miłości... no po prostu chwyciło mnie za serce...:) Autorką jest znana i uwielbiana zapewne przez większość z Was Mineralna Kasia

Droga Kasiu, serdecznie Ci gratuluję i pragnę poinformować, że do końca tygodnia czekam na maila od Ciebie z adresem (mój adres e-mail znajdziesz na bocznym pasku), na który będę mogła wysłać Ci nagrodę - flakon perfum Yves Rocher... :) 



Pozostałym osobom dziękuję za udział i życzę powodzenia w innych rozdaniach i konkursach (w tym również u mnie w przyszłości, mam nadzieję!). xo

wtorek, 1 września 2015

YASUMI Konjac Sponge

YASUMI Konjac Sponge
Witajcie w Nowym Roku Szkolnym! W tym miesiącu ulubieńców nie publikuję, ponieważ: a) ulubieńcy lipca są dla mnie jak najbardziej aktualni; b) nadal jeszcze jestem w trakcie remontu, i na wakacyjny wyjazd muszę trochę poczekać, więc c) będę na urlopie używać moich kosmetycznych (i nie tylko!) niezbędników na lato, w związku z czym d) postanawiam po powrocie z wakacji opublikować ulubieńców lata 2015. Dzisiaj natomiast mam dla Was recenzję produktu, który otrzymałam 22.08.2015 na Spotkaniu Bloggerek we Wrocławiu od marki Yasumi, a który już miałam z majowego Shinybox'a i używałam od ok. 2 miesięcy (zatem mam już wyrobione zdanie na jego temat). Jest to naturalna gąbka do oczyszczania i masażu twarzy Konjac - jeśli jesteście ciekawe mojej opinii na jej temat, zapraszam dalej...

Produkt możecie nabyć w sklepie internetowym yasumi.eu w cenie 19 zł. Więcej informacji o produkcie znajdziecie TUTAJ. Yasumi ma w swojej ofercie kilka wariantów gąbek dla różnych rodzajów cery i ich potrzeb, także każdy znajdzie coś dla siebie... 

SKŁADNIKI (INCI):
AMORPHOPHALLUS KONJAC ROOT EXTRACT (KONJAC MANNAN) -> ekstrakt z korzenia rośliny Konjac, AQUA (WATER) -> woda, CELLULOSE -> celuloza.

JAK UŻYWAM GĄBKI 
Przyznam Wam się szczerze, że gąbka dość długo przeleżała w szufladzie, a było to poniekąd spowodowane moim lękiem (nienamoczona gąbka jest twarda i trochę mnie to przerażało ;) oraz starymi przyzwyczajeniami (tudzież lenistwem), jeśli chodzi o oczyszczanie i pielęgnację twarzy. Zazwyczaj rano i wieczorem używałam płynu micelarnego oraz kremu... do czasu, aż odważyłam się wreszcie sięgnąć po Konjac Sponge. Oczywiście, najpierw zmyłam makijaż z oczu wacikami nasączonymi specjalnym płynem do demakijażu, potem namoczyłam gąbeczkę, nalałam na nią trochę żelu (specjalnie w tym celu zakupiłam sobie żel do mycia twarzy Biolaven) oraz zaczęłam delikatnie masować wilgotną twarz kolistymi ruchami. Byłam bardzo zaskoczona faktem, iż taki demakijaż jest bardzo przyjemny, a przy tym moja skóra zyskała uczucie dogłębnego oczyszczenia, i to zarówno z wszelkiego rodzaju kosmetyków kolorowych, jak i nadmiaru sebum czy brudu... Była to istna rewolucja w mojej pielęgnacji twarzy! Tak polubiłam ten rytuał, że aktualnie jest on moim wieczornym urodowym obowiązkiem; gąbki używam zatem minimum raz dziennie i głównie wieczorami, choć podczas sierpniowych upałów zdarzało mi się przemywać nią twarz również w ciągu dnia... Rano z kolei wystarczy mi już tylko odrobina płynu micelarnego i jestem gotowa na dalsze pielęgnacyjne historie! :)

Całkowicie sucha gąbeczka ma niecałe 6 cm średnicy i jest dosyć twarda:

Po namoczeniu w wodzie staje się mięciutka i delikatna:


Mokra gąbka Konjac ma ponad 7 cm średnicy; na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć różnicę pomiędzy nową (jeszcze zapakowaną) gąbką, a używaną już od ponad 2 miesięcy:


A tak prezentuje się moja gąbka po demakijażu:


MOJA OPINIA 
Mimo mojego początkowego lęku, stałam się ogromną fanką gąbeczki Konjac. Zauważyłam, że zmiana wieczornego oczyszczania i pielęgnacji twarzy bardzo korzystnie wpłynęła na stan mojej cery - w efekcie ponad dwumiesięcznego używania tego produktu, moja cera jest doskonale oczyszczona i złuszczona (a jak pewnie już wiecie, jestem maniaczką peelingów i złuszczania skóry!), poza tym, jest bardziej jędrna i ma ładniejszy koloryt (choć jestem również ciekawa wersji z likopenem, dla skóry zniszczonej słońcem!). Moim zdaniem, gąbka fantastycznie sprawdza się, gdy np. w wyniku stresu macie zmęczoną i poszarzałą cerę. Moja wersja gąbki (pure) jest hipoalergiczna - ma wyjątkowo delikatną formułę, w związku z czym nie powoduje alergii i nie przesusza skóry; nadaje się dla osób ze skórą wrażliwą, jak również do mycia noworodków i dzieci (!). Uważam, że jeśli coś jest przeznaczone do pielęgnacji niemowląt, to jest wyjątkowo delikatne i bezpieczne, i nie powinno nam wyrządzić żadnej krzywdy. Podsumowując, gąbeczka Yasumi jest moim wiosenno-letnim odkryciem i gorąco Wam ją polecam!  Dzięki niej całkowicie zmieniłam swoje podejście do oczyszczania twarzy i wieczornej pielęgnacji skóry, a poza tym, nie muszę już tak często wykonywać peelingów mechanicznych! :) Dajcie znać, czy używałyście już Konjac Sponge i, ewentualnie, co o niej sądzicie... xo
Copyright © 2016 Elfie's planet , Blogger