czwartek, 30 lipca 2015

YVES ROCHER Sebo Vegetal: Płyn micelarny

YVES ROCHER Sebo Vegetal: Płyn micelarny
Zgodnie z obietnicą, dzisiaj opowiem Wam o moich odczuciach odnośnie płynu micelarnego Sebo Vegetal marki Yves Rocher, który wylądował w moim ostatnim denku (KLIK). Jeśli jesteście ciekawe, dlaczego się u mnie nie sprawdził, zapraszam do lektury...



O PRODUKCIE
Jak wyczytamy na etykiecie płynu*, Sebo Vegetal to:

"Oczyszczający płyn micelarny 2w1 200 ml 
Do skóry mieszanej i tłustej. 
Płyn o lekkiej i świeżej konsystencji doskonale usuwa nadmiar sebum oraz zanieczyszczenia. Jednym gestem uzupełnia codzienny demakijaż i tonizuje skórę. Stosować rano i wieczorem na twarz i oczy za pomocą płatka kosmetycznego.

Formuła bez parabenów , olejów mineralnych i sztucznych barwników i silikonu. Testowana dermatologicznie. Odkryj pełną gamę kosmetyków Sebo Vegetal."



[*etykieta w języku angielskim zawiera nieco inne, bardziej szczegółowe informacje, w tym m.in. na temat pochodzenia i działania pudru bajkalskiego, który jest jednym ze składników płynu]


MOJA OPINIA
Płyn jest niby OK: ma estetyczne i poręczne opakowanie, przyjemny zapach (delikatny, roślinny), fajnie tonuje i matuje skórę, jednak ma kilka znaczących wad, które sprawiają, że było to moje pierwsze i ostatnie opakowanie. Po pierwsze, dla uzyskania efektu całkowitego oczyszczenia skóry, trzeba się trochę napracować - aby zmyć mój codzienny makijaż (tj. podkład + korektor + kredka + tusz do rzęs), muszę zużyć aż 6-7 płatków kosmetycznych. Kolejnym minusem jest wydajność płynu - jeśli używamy go w roli płynu do demakijażu, to te 200 ml zużyjemy w ok. 2 tygodnie, jeśli natomiast użyjemy go jako toniku, to może nam starczyć nawet na miesiąc (ja tak zrobiłam po jakimś czasie). I wreszcie, sprawa kluczowa (dla mnie dyskwalifikująca): produkt szczypie i podrażnia moje oczy podczas demakijażu (mam dość wrażliwe oczy i skórę wokół skłonną do alergii). To była dla mnie masakra (oczy szczypały i strasznie łzawiły, a potem białka oczu były całe zaczerwienione), więc po prostu zaprzestałam zmywania płynem tychże okolic. Jak tonik Sebo Vegetal sprawdził się o niebo lepiej, zwłaszcza podczas upałów, gdy skóra nadmiernie się przetłuszcza i świeci w strefie T... Mimo to, ogólnie rzecz biorąc, nie zamierzam więcej kupować tego produktu, ponieważ zrobił mi krzywdę, a poza tym, raczej średnio radził sobie ze zmywaniem makijażu... 

wtorek, 28 lipca 2015

Lipcowe zużycia

Lipcowe zużycia
Dziś mam dla Was kolejny wpis z cyklu "pokaż mi swoje śmieci, a powiem Ci, kim jesteś". Z moich lipcowych zużytych opakowań można wywnioskować, że albo kiepska ze mnie kosmetyko-maniaczka, albo że postawiłam na kosmetyczny minimalizm (ja obstawiam tę drugą opcję ;), bowiem jest tylko kilka sztuk do omówienia... 


PIELĘGNACJA CIAŁA 



Palmolive Naturals - kremowy żel pod prysznic "Uspokajająca przyjemność" 500 ml; tani (kosztował jakieś 6-7 zł na promocji w Biedronce), wydajny, nie wysusza skóry. Pachnie kwiatem wiśni i aloesem. Być może kupię ponownie...

Beauty Naturalis - Aronia Balsam do ciała 200 ml - RECENZJA

AA Intymna Comfort: Płyn do higieny intymnej D-Pantenol + Alantoina 300 ml - Najlepszy płyn, jaki kiedykolwiek miałam! Redukuje podrażnienia, regeneruje, nawilża, nie powoduje żadnych reakcji alergicznych, a do tego dobrze myje i odświeża. Jedynym minusem jest niezbyt ciekawy zapach. Mimo to, z pewnością kupię ponownie.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW


W tym miesiącu zużyłam tylko 2 produkty marki Garnier: szampon i farbę do włosów.


Ultra Doux Szampon nadający objętość 400 ml - drożdże piwne i owoc granatu - przyjemnie pachnie, nadaje witalności, blasku i objętości włosom, dobrze zmywa brud i tłuszcz z włosów, jednak bardzo plączą się po nim włosy i bez odżywki nie mogłam ich rozczesać. Tak czy siak, prawdopodobnie kiedyś do niego wrócę, głownie ze względu na ten zapach...

Garnier Color Sensation - kolor nr 6.0 Szlachetny Ciemny Blond - to moja druga farba z tej serii, jednak zdecydowanie bardziej wolę serię Naturals albo farby L'oreal Casting - mają lepsze kolory oraz lepiej się wymywają...

PIELĘGNACJA TWARZY



YVES ROCHER: Sebo Vegetal Oczyszczający płyn micelarny 2w1 200 ml do skóry mieszanej i tłustej - mam już napisaną recenzję, także niedługo dowiecie się, dlaczego się u mnie nie sprawdził i dlaczego nie kupię go ponownie...

AVON: Planet Spa - Głęboko oczyszczająca maseczka błotna do twarzy z minerałami z Morza Martwego 75 ml - dostałam ją gratis w programie dla konsultantek dawno temu; moim zdaniem, nawet ok, ale sama nie kupię jej ponownie, bo znam lepsze tego typu produkty.

Oriflame: Love Nature Maseczka Żelowa z aloesem 50 ml - nawilżająca maseczka dla skóry mieszanej; na początku była w moich ulubieńcach ze względu na zapach oraz niezwykle lekką formę żelu... potem trochę mi się znudziła i wydaje mi się, że to średni produkt... nie jestem pewna, czy ponownie ją kupię...

No i standardowo, zużyłam kolejne opakowanie moich ulubionych wacików - Carea, bo są tanie i dobre. Zazwyczaj kupuję te płatki, ewentualnie Tami bądź Cleanic.

MAKIJAŻ 


Bardziej interesuje mnie pielęgnacja i nie maluję się za dużo, więc w tym miesiącu jest tylko jeden produkt do makijażu, który muszę wyrzucić - lakier do paznokci AVON Superdry+ (12 ml). Kolor nazywa się "street beige"; niezbyt podobał mi się ten odcień nude, więc rzadko go używałam i, w rezultacie, rozwarstwił się. Poza tym, nie utrzymywał się zbyt długo na paznokciach, więc nie kupię go ponownie :/

Jakie jest Wasze zdanie na temat śmieciologii? Co możecie powiedzieć na podstawie moich zużytych opakowań?

sobota, 25 lipca 2015

TIMOTEI Odżywka do włosów Drogocenne Olejki

TIMOTEI Odżywka do włosów Drogocenne Olejki
Trend na olejki trwa na dobre, i to nie tylko w blogosferze. Myślę, że powoli (bardzo, bardzo powoli) zacznie ogarniać i mnie :) Tak czy siak, jak dotąd nie byłam ani włosomaniaczką (choć to też zaczyna się zmieniać, odkąd postanowiłam zapuścić włosy), ani fanką olejowania skóry czy włosów. Moja awersja do olejków zapewne była spowodowana olejem arganowym, który rodzice przywieźli mi jakoś w zeszłym roku z Maroka, a który totalnie się u mnie nie sprawdził. Poza tym, muszę się przyznać, że nie lubię kosmetyków o tłustej konsystencji i/lub takich, które pozostawiają na ciele tłustą powłokę. Produkt, o którym dziś Wam opowiem, na szczęście z tłustymi olejkami ma niewiele wspólnego, jest to bowiem lekka odżywka z olejkami tylko w nazwie (i składzie)... 



O produkcie 
Jak wyczytamy na etykiecie odżywki, jest to produkt, który:

"W delikatny sposób nawilża Twoje włosy. Bogata, upiększająca formuła z organicznym ekstraktem z jaśminu, drogocennym olejkiem arganowym oraz olejkiem migdałowym, która intensywnie nawilży nawet suche włosy aby uszlachetnić ich piękno. Delikatnie rozplątuje Twoje włosy, napełnia je żywym blaskiem i nadaje subtelny zapach. Pomaga uzyskać jedwabiste w dotyku i lśniące włosy każdego dnia."

Muszę przyznać, że opis produktu brzmi prawie jak poezja :) Na pewno producent spełnia obietnice związane z nawilżaniem i rozplątywaniem włosów, ponadto włosy faktycznie są miękkie i lśniące. Co do zapachu, to moim zdaniem jest raczej intensywny aniżeli subtelny, co w moim odczuciu jest nawet zaletą tej odżywki.

Skład 
Na szczęście, nowe produkty marki nie zawierają parabenów ani substancji koloryzujących, zaś jeśli chodzi o olejki i inne dobroczynne składniki, to znajdziemy tu ekstrakt z jaśminu, olejek arganowy, migdałowy kokosowy. Poza tym, jest też w składzie alkohol, gliceryna, parafina, czy PEGi, ale mi to nie przeszkadza; i tak jest nieźle, jak na drogeryjny produkt za niecałe 10 zł. A oto szczegółowy spis składników:

Aqua, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Stearamidopropyl Dimethylamine, Jasminum Officinale (Jasmine) Flower Extract, Argania Spinosa Kernel Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cocos Nucifera Oil, Behentrimonium Chloride, Paraffinum Liquidum, Amodimethicone, Cetrimonium Chloride, Glycerin, Parfum, Sodium Chlorid,e Dipropylene Glycol, Disodium EDTA, PEG-7, Propylheptyl Ether, PEG-150, Distearate Lactic Acid, DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol, Butylphenyl Methylpropional, Linalool.


Moja opinia 
Gdy znalazłam ten produkt w kwietniowej edycji specjalnej Joybox, nie byłam jakoś szczególnie podniecona z tego powodu. Pomyślałam sobie, że to nie będzie dobry produkt dla moich przetłuszczających się włosów i oddam go po prostu mojemu mężowi. Jednak po szczegółowym zapoznaniu się z etykietą oraz zapachem produktu, postanowiłam spróbować. I jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że:
  1. produkt nie powoduje nadmiernego przetłuszczania się skóry głowy
  2. włosy nie są obciążone/oklapnięte; są miękkie, łatwo się rozczesują i układają
  3. cudowny zapach olejków dość długo utrzymuje się na włosach
  4. produkt ma nie najgorszy skład (wiadomo, zawsze może być lepiej... jednak tutaj jest nawet ok)
  5. olejki dobrze robią moim włosom, a przy tym nie podrażniają, nie powodują swędzenia itp. nieprzyjemnych historii
  6. jest to produkt niedrogi (8 zł), myślę, że dostępny w większości drogerii i supermarketów
  7. butelka całkiem ładnie wygląda w łazience, a do tego ma bardzo praktyczne otwieranie (dzięki czemu nabierzemy odpowiednią ilość produktu)
Bardzo polubiłam tę odżywkę i tak naprawdę to dzięki niej postanowiłam bardziej dbać o włosy. Używanie odżywki jest dla mnie wielką przyjemnością, moim nowym rytuałem w pielęgnacji, dlatego też mogliście już o niej przeczytać w Ulubieńcach czerwca. xo

środa, 22 lipca 2015

BEAUTY NATURALIS: Aroniowy balsam do ciała

BEAUTY NATURALIS: Aroniowy balsam do ciała

Hejka! Dzisiaj mam dla Was jedną z obiecanych recenzji - pod lupę biorę produkt, który zwie się "Aronia - Balsam do ciała" marki BEAUTY NATURALIS. Jest to produkt naturalny (z majowego SHINYBOX'ao pojemności 200 ml, który ma za zadanie wzmacniać naczynka, lecz również pielęgnować, nawilżać i wygładzać skórę wrażliwą...


Zalety:
  • produkt ten ma całkiem ładne, proste i praktyczne (tj. wygodne w użyciu) plastikowe opakowanie
  • całkiem fajny, naturalny skład (roślinne ekstrakty, np. z aronii czy miłorzębu; masło shea i olej migdałowy), nie zawiera parabenów, PEG, PPG, etc.
  • bardzo przyjemny zapach
  • forma lekkiego mleczka o jasnoróżowej barwie i płynnej konsystencji
  • łatwo się rozprowadza i szybko wchłania
  • całkiem ładnie nawilża skórę
  • nie uczula i nie podrażnia ( z wyjątkiem skóry bezpośrednio po depilacji)
Wady:
  • mała pojemność i stosunkowo wysoka cena (18 zł / 200 ml)
  • brak jakichkolwiek zauważalnych efektów wzmocnienia naczynek po ponad 2-miesięcznym, regularnym stosowaniu (naczynka jakie były, takie nadal są)
  • trochę szczypie, gdy jest zaaplikowany na skórę zaraz po depilacji

Moim zdaniem, produkt taki sobie. Owszem, balsam ładnie pachnie, nawilża i jest przyjemny w aplikacji, ale skoro z naczynkami nie robi nic, jest dla mnie niestety rozczarowujący. Trafił mi się w pudełku Shiny, więc go wypróbowałam, bo trzeba się czymś smarować, jednak z pewnością samodzielnie nie zakupię tego produktu. Póki co, znam o wiele lepsze, sprawdzone produkty do pielęgnacji ciała, i to za lepszą cenę. xo

poniedziałek, 20 lipca 2015

2w1: Koktajl i maseczka z awokado

2w1: Koktajl i maseczka z awokado


Witajcie w poniedziałek! Zaległe recenzje kosmetyków już zaczęłam pisać, a w międzyczasie przychodzę do Was z krótkim postem, w którym chcę Wam pokazać wynik moich eksperymentów z awokado. Osobiście nie jestem wielką fanką tego owocu, jednak podczas moich ostatnich zakupów w supermarkecie, jedna dojrzała sztuka prowokacyjnie uśmiechała się do mnie, wołając: "kup mnie", w związku z czym postanowiłam zaryzykować. Z jednego owocu wyczarujemy bowiem zarówno odżywczy koktajl, idealny po treningu, plus nawilżającą maseczkę na twarz. Poniżej receptura na koktajl wg mojej dietetyczki:

Obieramy owoc, usuwamy pestkę, blendujemy z jogurtem naturalnym, płatkami owsianymi, dodatkowo możemy dodać odrobinę oleju lnianego budwigowego. Gotowe!

Przyznam szczerze, że takie smoothie z awokado do najpyszniejszych nie należy, zatem resztę wykorzystałam, nakładając na twarz jako maseczkę. Taka mikstura nie tylko nawilża, ale i poprawia koloryt cery. Polecam! 


A Wy lubicie awokado? Jeśli tak, to w jakiej formie? A może macie jakieś ulubione kosmetyki z tym owocem w roli głównej? xo

piątek, 17 lipca 2015

Weekendowe przyjemności #5

Weekendowe przyjemności #5
Muszę przyznać, że poprzednie weekendy były dosyć intensywne: trzy i dwa tygodnie temu pojechałam do Warszawy (mój fotomix możecie obejrzeć TUTAJ), a w zeszły weekend gościliśmy z mężem w domu naszych przyjaciół. Tym razem jednak planuję relaks w domowym zaciszu, więc jeśli jesteście ciekawi co dokładnie mam na myśli, czytajcie dalej (np. przy filiżance kawy albo szklance kawy mrożonej?)...


FITNESS
Nareszcie w zeszły poniedziałek wzięłam się za ćwiczenia fizycznie (hurra!), więc zamierzam kontynuować również w weekend (poćwiczę aerobik lub pojeżdżę na rowerze... nie jestem pewna).





CZYTANIE W HAMAKU 
Latem nie ma nic lepszego jak leżeć na hamaku i cieszyć się lekturą dobrej książki; obecnie czytam thriller młodej polskiej powieściopisarki, Joanny Jodełki (pt. "Kamyk").


OPALANIE 
Oczywiście, nie mogłabym również pominąć zbawiennego wpływu słońca (choć nie mogę na nim zbyt długo siedzieć + muszę chronić twarz SPF 50)... Tak czy siak, chcę się poczuć tak, jakbym była na urlopie (na który jeszcze muszę poczekać).



DOMOWE SPA 
W zeszłym tygodniu otrzymałam moją pierwszą paczkę pełną przyjemności od triny.pl: wyszczuplający peeling do ciała, antycellulitową maskę do ciała, oczyszczającą maseczkę do twarzy oraz dwie maski stymulujące wzrost włosów (w tym słynną maskę drożdżową) - niech to będzie weekend Rosyjskiego SPA!


NADRABIANIE ZALEGŁOŚCI W RECENZJACH & NA BLOGU
I wreszcie na koniec, chciałabym również popracować nad recenzjami kosmetyków, które wciąż czekają na swoją kolej i może wprowadzić pewne zmiany w układzie i szablonie bloga... Myślę o tym obecnie i się inspiruję... mam nadzieję, że w pozytywny sposób! To tyle, jeśli chodzi o moje weekendowe plany i przyjemności... A Wy co porabiacie? xo

czwartek, 16 lipca 2015

ORIFLAME Lovely Garden

ORIFLAME Lovely Garden


ORIFLAME Lovely Garden dostałam w prezencie od mojej szwagierki (dzięki, Justi!), która zagląda tutaj czasem na bloga i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że próbowanie nowych kosmetyków i perfum to moje hobby... :) Co prawda, opisywanie zapachów to niezwykle trudne zadanie, niemniej jednak postaram się Wam przybliżyć choć trochę moją pierwszą w historii wodę toaletową marki Oriflame...


OPIS PRODUCENTA

Na stronie internetowej Oriflame (KLIK) znajdziemy taki oto opis produktu:

"Odkryj zachwycający zapach wody toaletowej Lovely Garden. Wyraźne nuty rabarbaru wirują w tańcu z soczystymi zielonymi nutami i akordami ciepłego mleka. Następnie ujawniają się łagodne tony waniliowej orchidei, które zaprowadzą Cię prosto do ogrodu pełnego tajemnic."

wtorek, 14 lipca 2015

Moja ulubiona kredka, czyli CHANEL Le Crayon Khol /Intense Eye Pencil no. 62 Ambre

Moja ulubiona kredka, czyli CHANEL Le Crayon Khol /Intense Eye Pencil no. 62 Ambre


Drogie Czytelniczki, ponad rok temu (kiedy jeszcze prawie nikt nie czytał mojego bloga ;) pisałam o moich ulubionych luksusowych kosmetykach kolorowych od Chanel (KLIK). Od tego czasu różnie to było u mnie z budżetem, więc niekoniecznie mogłam sobie na kolorówkę od Chanel pozwolić, ale mimo to, nieustannie (prawie codziennie!) używam jednego produktu, który zakupiłam parę lat temu, a bez którego nie wyobrażam sobie mojego "zwyklaka codziennego", tj. make-up no make-up - mowa tu o kredce do oczu Le Crayon Khol w kolorze ciemnobrązowym, nr 62 Ambre. Jest to drewniana, matowa kredka do podkreślania zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej linii oka, która występuje w 4 odcieniach: Black (czarna), Ambre (brązowa), Marine (niebieska) oraz Graphite (szara).




Jest to moja druga kredka; pierwszą zakupiłam w Douglas'ie jakieś 5 lat temu za ok. 90 zł, od razu ją pokochałam i nigdy nawet nie szukałam tańszego zamiennika. Przede wszystkim, mam bardzo wrażliwe, skłonne do podrażnień oczy i sporadycznie noszę soczewki kontaktowe, co więcej, od większości kredek robi mi się jęczmień w linii wodnej, więc na produktach do makijażu oka po prostu nie zamierzam oszczędzać. Kiedy tylko odkryłam tę kredkę do oczu, która podobnie jak tusze i cienie do powiek tej firmy, sprawdza się u mnie po prostu bezbłędnie, nie rozstaję się z nią na więcej niż kilka dni... 


ZALETY: 
  • jest trwała (nie rozmazuje się w ciągu dnia, choć nie jest wodoodporna) 
  • bardzo łatwo namalować nią kreskę, można uzyskać zarówno cienką, subtelną linię, jak i bardziej dramatyczny efekt 
  • łatwo się temperuje (firmowa temperówka jest dołączona w komplecie do kredki!) 
  • jest idealnie miękka i delikatna
  • jest przeznaczona dla osób o nawet bardzo wrażliwych oczach, faktycznie nie podrażnia i nie uczula (nawet po okresie zalecanych 18 miesięcy - ja używam jej znacznie dłużej i nic się nie dzieje)
  • posiada formułę, która zawiera m.in. tłuszcze roślinne i woski mikrokrystaliczne
  • kolor 62 (Ambre) bardzo mi odpowiada (najchętniej używam jej w duecie z czarnobrązowym tuszem) - jest to uniwersalny odcień brązu, który moim zdaniem o wiele lepiej wygląda na moim oku i przy moich zaczerwienieniach niż czerń.


WADY:
  • cena (dla niektórych, wydanie 100 zł na kredkę do oka to istne szaleństwo, ale dla mnie jest to bezpieczna i sprawdzona inwestycja na kilka lat)
  • dostępność (w stacjonarnych perfumeriach typu Douglas, Marionnaud, czy Sephora, oraz na lotniskach).
Jak dla mnie, Le Crayon Khol jest po prostu ideałem. Nie maluję się jakoś szczególnie mocno (chyba że na wielkie wyjścia), więc ta kredka w zupełności mi wystarcza. Polecam zwłaszcza dziewczynom, które mają problem wrażliwych oczu. xo

czwartek, 9 lipca 2015

TOP 5: Ulubieńcy czerwca 2015

TOP 5: Ulubieńcy czerwca 2015
W tym tygodniu byłam nieobecna na blogu z powodu okropnej, upalnej pogody i, w rezultacie, codziennego bólu głowy, niedociśnienia tętniczego i, zasadniczo, osłabienia... Dziś jest trochę chłodniej, więc wróciłam... żyję, mam się dobrze, i przychodzę do Was moimi top 5 ulubieńcami czerwca: 2 kosmetykami, 1 gadżetem do pielęgnacji, piosenką i kanałem na youtube... No to zaczynamy!


1.Odżywka do włosów Timotei Drogocenne Olejki 
To dziwne, ponieważ nie jestem włosomaniaczką i nie używam zbyt wiele produktów do pielęgnacji włosów. Jednakże ta odżywka była w Joybox'ie, więc postanowiłam spróbować... i to była miłość od pierwszej aplikacji! Mam włosy tłuste i prawie każda odżywka, jakiej próbowałam przed tą, sprawiała, że moje włosy były ciężkie i płaskie, ale z tym produktem jest wręcz odwrotnie: wspaniale pachnie, nawilża włosy i jednocześnie jest lekka, a dodatkowo moje włosy po jej użyciu dobrze wyglądają i łatwo się układają. Uwielbiam! Myślę, że niebawem napiszę recenzję...


2.Lakiery do paznokci Essie: Muchi Muchi & Parka Perfect 
Kolejna miłość od pierwszego użycia. Moje ulubione kolory (i pierwsze do tej pory!) to Muchi Muchi i Parka Perfect. Tutaj możecie sprawdzić rezultat na moich paznokciach - KLIK.


3. GLOV Quick Treat - rękawiczka do demakijażu 
Mała, a jaka sprytna! Klikajcie w link, by przeczytać moją pełną recenzję TUTAJ.


4.Piosenka miesiąca - "Heroes" 
Moją ulubioną piosenką w czerwcu był zwycięzca Eurowizji 2015: Mans Zelmerlow i jego "Heroes". Uwielbiam ten tekst.


5. Odkrycie na youtube: itslinamar
Moje czerwcowe odkrycie na Youtube: itslinamar. Obczajcie jej kanał oraz energię! Uwielbiam tę dziewczynę, jej styl oraz... jej szylkretowe oprawki. Tutaj możecie obejrzeć jej ulubieńców czerwca :)


Poza tym, w czerwcu odkryłam i pokochałam Pinterest :-) A co fajnego Wy odkryliście w czerwcu? I jak do tej pory radzicie sobie z lipcową aurą? xo

piątek, 3 lipca 2015

MACARONIKI + WYNIKI ROZDANIA

MACARONIKI + WYNIKI ROZDANIA
Wreszcie udało mi się spróbować francuskich makaroników, czyli ciasteczek, o których wszyscy teraz mówią! O makaronikach marzyłam od dłuższego czasu, oglądałam tysiące ich zdjęć na zagranicznych blogach i Instagramach, i tylko czekałam, kiedy i na mnie przyjdzie kolej. I stało się... a to za sprawą Tygodnia Francuskiego w jednym z popularnych marketów. Kupiłam w poniedziałek rano, zjadłam i pokochałam. Makaroniki są wykwintną słodką przekąską (przecież porządne blogerki nie jedzą zwykłych ciastek ze sklepu! ;), co więcej, są delikatne (migdałowo-bezowe), ale nie za słodkie (czyli idealne dla mnie, zwłaszcza do  porannej kawy), a dodatkowo trendy i cool. Najbardziej posmakowały mi te o smaku pistacjowym i kawowym, ale oczywiście nie będę ich zbyt często kupować, bo zawierają gluten :/ Mimo to, bardzo się cieszę, że miałam przyjemność je spróbować i mam nadzieję, że kolejne zjem w jakiejś dobrej cukierni w samym sercu Paryża...



PS. A na koniec ogłoszenie parafialne: kosmetyki z Urodzinowego Rozdania lecą do... P. Asi Tarki. Gratuluję zwyciężczyni i uprzejmie proszę o wysłanie mi danych teleadresowych na mój adres e-mail (widoczny na górze paska bocznego po prawej stronie). Pozostałe osoby niech się nie załamują, bo już niedługo mam kolejną niespodziankę dla Was! xo

środa, 1 lipca 2015

STENDERS: Mydło Żurawinowe

STENDERS: Mydło Żurawinowe
Witajcie w pierwszy dzień lipca! Pogoda coraz bardziej letnia, co bardzo mnie cieszy, więc mam dla Was dzisiaj lekki, łatwy i przyjemny post - krótką prezentację naturalnego żurawinowego mydła Stenders, które znalazło się w kwietniowej edycji Joybox'a. Tak na marginesie powiem Wam, że niestety (lub stety!), nie udało mi się zapolować na letnią edycję pudełka w poniedziałek o 15:00, ponieważ odsypiałam po powrocie z Warszawy. Mimo to, mam jeszcze sporo produktów z poprzedniego box'a, których jeszcze nie widziałyście (postaram się je zrecenzować w najbliższym czasie), zatem zapraszam na zdjęcia i moje wrażenia na temat kolejnego produktu, mydełka Stenders...





Skład / Ingredients:

Aqua, Glycerin, Sodium Stearate, Sorbitol, Sodium Laurate, Propylene Glycol, Sodium Laureth Sulfate, Caprae Lac, Sodium Lauryl Sulfate, Parfum (Fragrance), Sodium Chloride, Stearic Acid, Lauric Acid, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Alcohol, Juniperus Communis (Juniper) Oil, Pentasodium Pentetate, Tetrasodium Etidronate, CI 77891, CI 16255


Po pierwsze, zakochałam się w zapachu mydła w momencie, gdy tylko otworzyłam pudełko. Zapach jest po prostu cudny: świeży, owocowy, typowo letni, bardzo trwały i intensywny, a mimo to, absolutnie nie ciężki czy męczący. W zasadzie cały czas wyczuwam jego błogą żurawinową woń w mojej łazience. Kolejnym atutem jest fakt, iż mydło delikatnie oczyszcza skórę; co prawda, ma w składzie SLS'y (przez co subtelnie się pieni) i alkohol, ale mimo to nie zauważyłam, by podrażniał bądź wysuszał skórę. Co więcej, mydło pięknie prezentuje się w mojej łazience. Jestem wrażliwa zarówno na zapachy, jak i na estetykę produktów, których używam i którymi się otaczam, zatem cieszę się, że Stenders ma w swojej ofercie ręcznie robione mydło w kostce, które w niczym nie przypomina np. szarego mydła. Na koniec dodam, że mydło nie jest bardzo drogie - bez promocji kosztuje 20,90 PLN, natomiast jedynym problemem jest jego ograniczona dostępność. Dajcie znać, czy lubicie używać naturalnych mydeł, a jeśli tak, to które są Waszymi ulubionymi... xo
Copyright © 2016 Elfie's planet , Blogger