sobota, 30 maja 2015

NEW IN: MINTISHOP & EZEBRA HAUL

NEW IN: MINTISHOP & EZEBRA HAUL


Nie mogę doczekać się lata, więc poszłam sobie na zakupy... online (!), aby się troszeczkę pocieszyć (nie żebym była uzależniona od zakupów czy kosmetyków!). Tak czy siak, postanowiłam zdobyć parę rzeczy z mojej wishlist'y na wiosnę 2015, zatem oto moje łupy z dwóch moich ulubionych e-drogerii: MintiShop oraz eZebra. Jeśli chodzi o Minti, zamówiłam sobie dwa nowe pędzle z Hakuro (świetne dla początkujących, tj. dla mnie), sławny bronzer Bahama Mama od the Balm (nie ma to jak sztuczna letnia opalenizna przed sezonem urlopowym!), kwas migdałowy na moje przebarwienia (wciąż zmagam się w tym temacie...), organiczny żel do mycia twarzy Biolaven wyprodukowany przez Sylveco (strasznie chciałam wypróbować te produkty - ostatnio są przebojem polskiej blogosfery), eyeliner z Makeup Revolution plus kolejny wosk Yankee Candle o osławionym zapachu 'Soft Blanket'. Na ezebra.pl, nabyłam dwa lakiery do paznokci Essie za cenę jednego (lub nawet jeszcze mniej!): Muchi Muchi + Parka Perfect, jak również sztuczne rzęsy Glamour marki Ardell wraz z mini klejem Top Choice. Muszę przyznać, że mam ochotę próbować nowych rzeczy, a poza tym, żyje się raz, więc... dlaczego nie wybrać się na zakupy online? 



A, prawie bym zapomniała: w zeszłym tygodniu, skuszona hasłem "Zrób sobie krem", wdepnęłam do małego lokalnego sklepu z kosmetykami naturalnymi, i kupiłam sobie jeszcze dwa kremy marki Green Pharmacy (jeden do rąk, a drugi do stóp). Na szczęście, ShinyBox dosłał mi również brakującą gąbke Konjac z Yasumi, więc nareszcie jestem w jej posiadaniu (ciekawa jestem, czy jest tak dobra, jak mówią...).

A wy co kupiłyście sobie ostatnio? xo

piątek, 29 maja 2015

WIOSENNE ZUŻYCIA

WIOSENNE ZUŻYCIA
Ostatnio byłam trochę zdołowana (i przez to nieobecna tutaj), a jedyną rzeczą, jaka mi wychodzi, jest zużywanie tych wszystkich kosmetyków, które posiadam... W ten sposób robię miejsce na nowe, jeszcze lepsze produkty do pielęgnacji (i makijażu), oraz pozbywam się śmieci na nadchodzące lato. Tak czy siak, zapraszam Was na moje kwietniowo-majowe zużycia...


TWARZ
  • Płyn micelarny 3w1 Garnier całkiem spoko, ale zamierzam powrócić do oryginalnej, różowej wersji, gdyż jest bardziej delikatna i trochę lepiej zmywa makijaż :) RECENZJA
  • POSE Organics SPA Herbal Face Cream 50 ml- RECENZJA
  • Bielenda Esencja Młodości 30+ Nawilżający krem na pierwsze zmarszczki)RECENZJA
  • STENDERS Nourishing & moisturising DAY CREAM for normal and combination skin (próbka) - bardzo miły krem o cudownym zapachu Advocat'a, mam ochotę wypróbować wersję pełnowymiarową :)

Ponadto, zużyłam płatki kosmetyczne Carea (dostępne w Biedronkach) oraz Tami (z Hebe) plus kolejne opakowanie chusteczek do demakijażu BeBeauty. W moim odczuciu, waciki Tami są jednak nieco lepsze od tych z Carea, gdyż nie podrażniają mi oczu :)

WŁOSY
  • Batiste dry shampoo - original - zazwyczaj ląduje w projekcie denko, bo jest jednym z moich ulubieńców, jednak aktualnie używam Timotei i wydaje się nawet lepszy od Batiste! RECENZJA
  • Garnier Color Naturals Creme - bardzo miła farba do domowej koloryzacji włosów; uwielbiam ten kolor, tj. superjasny i modny popielaty blond (nr 111), ale mam teraz ochotę wrócić do ciemniejszych odcieni... ;)
  • Bumble & bumble Hairdresser's Invisible Oil Heat/UV Protective Primer (30 ml sample) - ten produkt znalazł się w lutowym Joybox'ie (KLIK), pachnie niesamowicie, ale nie jest odpowiedni do moich tłustych włosów, dlatego też, mój mąż pomógł mi go zużyć (on ma suche włosy).
CIAŁO

  • Tołpa green: antycellulitowy krem-żel wygładzający 200 ml RECENZJA
  • Joanna Naturia: gruszkowy peeling do ciała 100 ml RECENZJA 
  • Yves Rocher Kwiaty Cytrusów żel pod prysznic 200 ml - delikatny i świeży, bez parabenów, barwników czy składników pochodzenia zwierzęcego, jednakże nie przepadam zbytnio za zapachem cytrusów
  • L'OCCITANE En Provence 30 ml Krem do suchych stóp z masłem shea 15% - aniesamowity krem do stóp, który tak naprawdę uleczył przesuszoną skórę stóp, niestety, jest dość drogi... 
  • AVON Planet Spa Relaksujące sole do kąpieli Rumianek i Lawenda - RECENZJA 
  • Dove purely pampering hand cream with shea butter & warm vanilla 75 ml - dobrze nawilża i wspaniale pachnie wanilią; być może kupię ponownie :) 
  • Oriflame Activelle Invisible 24h anti-perspirant deodorant 50 ml - absolutnie fantastyczny zapach i ochrona (+ za formułę zapobiegającą powstawaniu białych śladów), żałuję tylko, że zawiera aluminium oraz kilka innych badziewnych składników...
MAKIJAŻ
  • AVON Superdry + (12 ml), Ballerina - szybkoschnący lakier do paznokci w jasnym odcieniu różu (nie bardzo mi się podobał), teraz się zepsuł, ale nie zamierzam go kupować ponownie -> już kupiłam sobie Essie :)
  • Yver Rocher Sexy Pulp Mascara - jeden z moich ulubieńców, zdecydowanie kupię go ponownie (może w brązie?) RECENZJA
  • Maybelline BABYLIPS - balsam ochronny do ust, który okropnie wysuszył mi usta; nienawidziłam go, więc nie polecam (moim zdaniem bardzo przereklamowany!) :/
To tyle, kochani, mam nadzieję, że nie zasnęliście! Dajcie mi znać w komentarzach poniżej, czy znacie któreś z tych kosmetyków + śmiało obserwujcie mojego bloga (oraz mój Instagram i/lub Facebook) xo

niedziela, 24 maja 2015

HOME DECOR UPDATE: IKEA & KIK HAUL

HOME DECOR UPDATE: IKEA & KIK HAUL
W poprzednim wpisie z serii HOME DECOR pokazywałam Wam zmiany w kuchni (KLIK), dzisiaj z kolei chcę Wam pokazać pozostałe nabytki i zmiany, jakie wprowadziłam wiosną w moim domu. Po pierwsze, jakieś dwa tygodnie temu pierwszy raz zajrzałam do sklepu KIK, gdzie kupiłam dwie identyczne drewniane tace oraz figurkę Buddy (OŚWIADCZENIE: nie jestem buddystką, po prostu wizerunek Buddy bardzo podoba mi się we wnętrzach!). Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona cenami - wszystkie rzeczy udało mi się kupić za grosze! W IKEA natomiast kupiłam nową narzutę BEDDINGE w kolorze szarym, wspomniany w poprzednim wpisie regał KALLAX do kuchni, ale również mniejszy, w białym kolorze, do sypialni (w celu zakrycia niezbyt estetycznych rur grzewczych), oraz mini storczyk. Jak widać, lubię zestawiać Buddę ze storczykami - moim zdaniem jest to idealne, niezwykle stylowe połączenie...




To tyle na dziś. Dajcie znać, co Wy ostatnio kupiliście fajnego do domu. xo

piątek, 22 maja 2015

ShinyBox - maj 2015 "Kobiecy szyk"

ShinyBox - maj 2015 "Kobiecy szyk"
Już jakiś czas temu, z myślą o nadchodzącym Dniu Matki, zamówiłam swoje pierwsze pudełko ShinyBox. Skorzystałam ze specjalnego kodu rabatowego i postanowiłam spróbować z pojedynczym pudełkiem. Jednak przyzwyczajona do bogatej zawartości oraz możliwości wyboru kosmetyków, jakie daje JOYBOX, myślę sobie, że więcej na ShinyBox się nie skuszę. Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego, zapraszam dalej...




Po pierwsze, w moim pudełku brakło jednego produktu, tj. gąbki naturalnej Konjac od Yasumi. Napisałam w tej sprawie maila do firmy, jednak nadal czekam na odpowiedź. Na Facebook'u ShinyBox, inne dziewczyny również żaliły się na braki w swoich pudełkach. Ciekawa jestem, jak firma podejdzie do sprawy i czy odpowiednio rozwiąże ten problem. [EDIT: Odpisali, że w poniedziałek wysyłają brakującą gąbkę i przepraszają za niedogodność.] Na razie, jako że jest to mój pierwszy box, niesmak pozostaje... Co więcej, sama zawartość nie zachwyca. Najbardziej podoba mi się samo pudełko (na pewno przyda się na spakowanie prezentu dla kogoś lub do przechowywania drobnych rzeczy) oraz pomadka Mariza - ma piękny, słodki (w stylu Barbie) odcień jasnego różu, który akurat uwielbiam i który fajnie pasuje do moich jasnych oczu i włosów. Poza tym... zobaczcie same...

1. Krem nawilżający THALION (próbka 15 ml)

2. YASUMI Gąbka naturalna Konjac - dosłana prawie tydzień później, początkowo brakowało jej w pudełku

3. INDIGO Lakier do paznokci 10 ml o nazwie "Parlez-Vous Francais?" 

4. MARIZA Pomadka do ust z serii Mariza Selective nr 02 

5. BEAUTY NATURALIS Aronia balsam do ciała wzmacniający naczynka 200 ml 

* BARWA Peeling siarkowy 2x5 ml (GRATIS) 
* VENEZIA Lusterko (PREZENT) 


Dajcie znać, co o tym myślicie i czy Wy jesteście zadowolone ze swoich pudełek, xo

czwartek, 21 maja 2015

HOME DECOR UPDATE: KITCHEN

HOME DECOR UPDATE: KITCHEN
Wiosną odczuwam nie tylko potrzebę przeprowadzenia gruntownych porządków w szafie, toaletce i szufladach, ale również ogromną chęć zmian w wystroju, przestawienia paru mebli, nabycia jakichś nowych regałów lub dekoracyjnych gadżetów. Dziś pokażę Wam, jakie zmiany wprowadziłam w kuchni...


Po pierwsze, jeśli nie pamiętacie poprzedniego wystroju kuchni (połączonej z salonem), odsyłam Was do postu z września 2014 roku (KLIK). Po jakimś czasie stwierdziłam, że retro szafa na ceglanej ścianie jednak nie prezentuje się najlepiej. Moim zdaniem, za dużo się tam działo. Eklektyzm jest w porządku, o ile nie przesadzimy z ilością postarzanych mebli we wnętrzu. Mnie osobiście takie nagromadzenie mebli i dekoracji ze stu różnych parafii i epok nieco przytłacza na dłuższą metę, zatem postanowiłam to wnętrze nieco unowocześnić i stonować. Na ceglanej ścianie stoi teraz wąski regał z wycofanej już niestety z IKEA serii EXPEDIT, zaś od strony okna (przy lodówce) stanął nowy regał z aktualnej serii KALLAX, który moim zdaniem jest nieco gorszy od oryginału (ma trochę węższe boki, kolor sosny jakby bardziej wyblakły i nieco inną fakturę). Tak czy siak, obecny wystrój lepiej współgra z pozostałymi meblami kuchennymi (zarówno pod względem koloru, jak i stylu) i jakoś tak powiało świeżą, wiosenną energią w mojej kuchni (przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie!). 




Niebawem pokażę Wam nowe gadżety, które zakupiłam do salonu i sypialni... xo 
Jeśli nie chcecie niczego przegapić, gorąco Was zachęcam do obserwacji bloga :-) 

wtorek, 19 maja 2015

Nawilżający krem-żel pod oczy Bielenda Pharm

Nawilżający krem-żel pod oczy Bielenda Pharm
Nawilżający krem-żel pod oczy HIPOALERGICZNY ANTI-AGE od Bielenda Pharm (bo tak brzmi jego pełna nazwa) zakupiłam zimą, gdy moja skóra pod oczami była przesuszona, zaczerwieniona i opuchnięta (na skutek uczulenia na krem Oriflame). Musiałam ją wtedy porządnie nawilżyć i nieco odratować, sięgnęłam więc po krem hipoalergiczny i bezpieczny, od naszej rodzimej marki, do której mam pełne zaufanie. 


Opis produktu & obietnice producenta
Zarówno na kartonowym opakowaniu kremu, jak i na stronie producenta KLIK, znajdziemy szczegółowe informacje o kremie oraz jego działaniu. Jest to krem przeznaczony głównie do skóry bardzo suchej i wrażliwej, którego kluczowe składniki (tj. kwas laktobionowy, kwas hialuronowy, olej arganowy, tauryna, alantoina, czy D-panthenol) mają sprawić, ze skóra pod oczami stanie się mocna, jędrna, nawilżona, ukojona, zaś cienie pod oczami rozjaśnione.

Moja ocena
Kupiłam ten krem głównie ze względu na jego hipoalergiczność oraz (obiecane) silne działanie nawilżające. Co do rozjaśniania cieni pod powiekami, to wiem, iż żaden (nawet najlepszy) krem czy żel nie jest w stanie ich usunąć - w moim przypadku jest to efekt problemów z krążeniem lub po prostu zbyt cienka skóra pod oczami. Ot, taka moja uroda... Jedyne, w co wierzę, to zabiegi medycyny estetycznej, ale nie zamierzam im się na razie poddawać (ten problem nie spędza mi snu z powiek do tego stopnia, co np. moje przebarwienia na czole). Co do tych dwóch efektów, tj. ukojenia i nawilżenia - udało się je osiągnąć już od pierwszej aplikacji. Wcześniej moja skóra pod oczami była sucha i podrażniona pewnym kremem (o którym już kiedyś pisałam, ale nie chcę do tego wracać), natomiast po kremie-żelu z Bielendy, wszystkie problemy zniknęły jak ręką odjął. Krem jest bezzapachowy, ma biały kolor, lekką konsystencję, bardzo przyjemnie się go aplikuje, szybko się wchłania, pozostawiając skórę niezwykle miękką i dobrze nawilżoną. Krem pomógł mi się pozbyć małego opuchnięcia, będącego wynikiem alergii, natomiast cieni pod oczami nie usunął w najmniejszym stopniu. :) Mimo to, krem oceniam bardzo pozytywnie - jest to tani produkt, ale co najważniejsze: nie uczula, a wręcz łagodzi wszelkie alergie skórne, doskonale nawilża i nadaje się pod makijaż. 


Plusy
  • cena (zapłaciłam za niego niecałe 12 zł)
  • praktyczne i higieniczne opakowanie (tubka 15 ml)
  • delikatna konsystencja
  • krem szybko się wchłania
  • nadaje się pod makijaż
  • dobrze nawilża skórę
  • nie podrażnia, nie uczula
  • łagodzi i zwalcza zaczerwienienie, swędzenie, opuchliznę pod oczami 
Minusy
  • nie rozjaśnia cieni pod oczami.

Co do wydajności, wydaje mi się, że te 15 ml jest standardem, jeśli chodzi o kremy pod oczy. Muszę przyznać, że smaruję się tym kremikiem raczej obficie, dwa razy na dzień (rano i wieczorem), a używam go prawie dwa miesiące (i jeszcze minimum 1/3 produktu została w tubce). Jeśli zatem macie skórę suchą i bardzo wrażliwą, spokojnie mogę Wam ten krem polecić. Jeśli jednak liczycie na działanie przeciwzmarszczkowe czy rozjaśnienie cieni pod oczami, zdecydowanie odradzam! Za 12 zł trudno wymagać, aby krem działał jak jakiś Clinique czy Dior... xo

niedziela, 17 maja 2015

Weekendowe przyjemności #4

Weekendowe przyjemności #4
Wraz z ostatnim dniem weekendu, postanowiłam wskrzesić na blogu cykl weekendowych przyjemności, których nie było od lutego (w kwietniu luźne lifestyle'owe posty należały do odrębnego cyklu, zatytułowanego Kwiecień plecień). Dzisiaj mam dla Was trochę aktualizacji odnośnie mojej diety, planu treningowego oraz lektur. Zapraszam dalej po szczegóły...!

Po pierwsze: dieta (aktualizacja)


Jakiś rok temu pisałam o mojej wizycie u dietetyczki oraz rewolucjach, które dzięki temu wprowadziłam w swoim sposobie odżywiania (DIETA INDYWIDUALNA, DIETA BEZGLUTENOWA). Muszę przyznać, że zmieniło to bardzo wiele, zarówno w moim życiu, jak i wyglądzie (oczywiście na plus, czego chyba nikomu nie muszę tłumaczyć), jednak jestem tylko człowiekiem, który ma swoje słabości - w moim przypadku, jest to makaron (bez którego nie potrafię się obyć), czasami słodycze oraz chleb z mąki pszennej, która niestety jest w składzie tzw. pieczywa razowego w większości piekarni i supermarketów...:/ Tak czy siak, po kilku miesiącach rozpasania i zaniedbania, postanowiłam się ogarnąć i znowu pilnować tego, co znajduje się na moim talerzu, i w związku z tym udałam się po moje ulubione pieczywo lekkie (żytnie), które lubię mieć w zapasie w domu (aby potem z braku laku nie sięgać po pieczywo z pszenicy) oraz po makarony bezglutenowe. Ku mojemu zdziwieniu, udało mi się takie znaleźć (a konkretnie kukurydziane) w markecie niedaleko mojej pracy, i to za niecałe 4 zł za paczkę! Na szczęście, smakuje nawet lepiej od makaronu z durum! :) Dodatkowo, podczas ostatniej wizyty w Biedronce, wzięłam karton napoju sojowego (od ponad roku nie piję mleka). Byłam ciekawa, czy nada się do kawy (jednak smakuje trochę dziwnie), ale za to jest ok z płatkami na śniadanie... :)

Po drugie: plan treningowy + lektury


No dobra, moim postanowieniem noworocznym był m.in. fitness, niebawem minie pierwsza połowa 2015 roku, a ja w tej kwestii nie zrobiłam nic... Zawsze jest jakaś wymówka: a to przeziębienie, gardełko, zapalenie krtani, a to brak czasu i jeszcze inne. W rezultacie, moje ciało nie jest zbyt gibkie i jędrne, a do tego mam ostatnio problemy z kręgosłupem i nogami, czuję się po prostu sztywna i obolała... Podejrzewam, że aktywność fizyczna pomoże mi się pozbyć tych dolegliwości, a przy tym zrzucić parę kilo... Zaczynam zatem od lektury książki pt. "Żyj zdrowo i aktywnie z Anną Lewandowską", poza tym już w tym tygodniu zaczęłam się rozciągać (5 minutowy stretching z rana, przed śniadaniem) i w planach mam jeszcze popołudniowy fitness oraz rower.

Ponadto, w weekendy lubię celebrować przedpołudnia, przeglądając stare czasopisma, jak również najnowszy numer mojego ukochanego magazynu Instyle, obowiązkowo z kubkiem kawy w ręku...




Mam nadzieję, że u Was weekend mija równie przyjemnie i jesteście gotowi na rozpoczęcie nowego tygodnia...? xo

sobota, 16 maja 2015

Arbonne Sugar Plum Baked Palette

Arbonne Sugar Plum Baked Palette
Jakiś czas temu narzekałam na podkład tej marki, który nie bardzo się u mnie sprawdził (odsyłam do recenzji TUTAJ), dziś z kolei mam dla Was refleksje na temat poczwórnej palety cieni Arbonne Sugar Plum Baked Palette. Tym razem nie będą to gorzkie żale... Alleluja!



 O produkcie

W drukowanym katalogu marki z 2014 roku, oraz na stronie producenta TUTAJ, w sekcji "Oferta świąteczna", znajdziemy takie oto informacje o produkcie:


Paleta cieni do powiek Sugar Plum Baked Palette

Ten zestaw intensywnych, metalicznych i nasyconych minerałami cieni do powiek zapewni Ci magnetyzujące spojrzenie. Stosuj na sucho, jeśli wolisz łagodną elegancję, lub na mokro, by zaskoczyć żywą kolorystyką. Cztery deserowe odcienie: Icing, Gingersnap, Plumberry i Ganache. 

Kluczowe składniki: wyciąg z japońskiej zielonej herbaty, wyciąg z korzenia żeń-szenia, wyciąg z kwiatu rumianku.

Waga netto 0,56 g każdy.



Nr katalogowy produktu: #5464

Cena: 200 zł/160 zł dla klientów preferencyjnych.

Produkt testowany dermatologicznie.

Wyprodukowano w Kanadzie z importowanych składników.

Skład



Moje refleksje

Paletka bardzo podoba mi się od strony wizualnej - proste, kartonowe opakowanie i minimalistyczny design jak najbardziej wpisują się w moje poczucie estetyki. Paletka jest kartonowa i niezwykle solidnie wykonana; zamyka się na magnes (ukryty w środku). Wewnątrz, tj. nad cieniami, znajdziemy prostokątne lusterko, co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem, zwłaszcza w podróży.


Poza tym, same cienie są przepiękne, zwłaszcza dwa pierwsze: jasny, perłowo-fioletowy - Icing, oraz złoty - Gingersnap skradły moje serce. Cienie są dość mocno napigmentowane, tzn. trzy ciemniejsze odcienie mogą się poszczycić dobrą pigmentacją (Gingersnap jest zdecydowanie najmocniejszy i najtrwalszy), natomiast najjaśniejszy odcień z palety, Icing, jest niestety raczej słaby i szybko się ściera. 

Aplikacja cieni jest lekka, łatwa i przyjemna (dobrze nakłada się je pędzlem, choć ja osobiście wolę nakładać je palcem), cienie bez problemu się blendują i długo utrzymują na powiece. Co dla mnie bardzo ważne, nie osypują się (wyjątkiem jest fioletowy odcień, Plumberry, który ma jednak tendencję do osypywania), i są trwałe - wytrzymały ponad 12 godzin od nałożenia na weselu brata, więc jak dla mnie - rewelacja! Co więcej, są to produkty wegańskie, które mają fajny, naturalny skład i nie są testowane na zwierzętach. Nie uczulają (a musicie wiedzieć, że mam wrażliwe oczy i noszę soczewki kontaktowe, co dyskwalifikuje większość produktów do oczu, dostępnych na rynku), dlatego spokojnie mogę je polecić wymagającym klientkom oraz wrażliwcom. Owszem, paleta do tanich nie należy (płacimy 200 zł za cztery cienie!), jednak jest to inwestycja na lata (ja kupiłam ją w lutym tego roku i używam sporadycznie, na specjalne okazje). Myślę, że będzie mi służyć dość długo (mimo informacji '6M' na opakowaniu, mam nadzieję, że wytrzyma 3 lata). Ogólnie daję tej palecie czwórkę z plusem. W moim odczuciu, jest to całkiem sensowna, ładna i dobrej jakości paleta. Idealna do makijaży świątecznych i imprezowych. xo

piątek, 15 maja 2015

Wiosenne popołudnie w ogrodzie

Wiosenne popołudnie w ogrodzie
Dzisiaj krótko i bez zbędnych słów: piątkowe popołudnie w moim ogrodzie... 
Uroki wiosny w kilku ujęciach... 








Miłego weekendu! xo

poniedziałek, 11 maja 2015

L'OCCITANE kremy do rąk w miniaturach

L'OCCITANE kremy do rąk w miniaturach
Lubię mieć zawsze w torebce miniaturę kremu do rąk, a od jakiegoś czasu używam kremów marki L'OCCITANE En Provence. Jeśli jesteście ciekawi, dlaczego je tak lubię, czytajcie dalej...


Moja pierwsza przygoda z kremami do rąk tej firmy zaczęła się w styczniu tego roku, gdy zakupiłam lutowy numer magazynu ELLE z miniaturą kremu z masłem shea w prezencie (odsyłam Was do moich wrażeń TUTAJ). Smarowałam wtedy moje przesuszone zimą dłonie tym małym cudem, i stwierdziłam, że lepszego kremu do rąk chyba nigdy nie miałam. Potem skusiłam się na bardzo podobny krem do stóp z masłem shea w firmowym sklepie internetowym, a do kremu dostałam prezent od marki w postaci różanego i waniliowego kremu do rąk o pojemności 10 ml, które znajdowały się w ślicznej metalowej puszce



Obietnice producenta

Na stronie internetowej sklepu nie znajdziemy zbyt wielu informacji na temat produktów (producent nie podaje składu kosmetyków, ani też nie informuje nas zbyt szczegółowo na temat ich działania). Przykładowo, przedstawione w tym poście kremy do rąk są opisane w taki oto sposób:

Zawiera[ją] aż 20% masła shea dzięki czemu pomaga[ją] chronić, odżywiać i zmiękczać skórę rąk, pozostawiając na niej piękny (...) zapach.

Masło shea jest stosowane przez kobiety w Afryce, aby odżywić i chronić skórę oraz włosy. Często nazywane jest "złotem kobiet". Od 1980 roku, L'OCCITANE stosuje masło shea z Burkina Faso, pozyskiwane ze zrównoważonych upraw na zasadach sprawiedliwego handlu.

Mimo tak skąpych informacji, lubię te kremy z kilku powodów. Po pierwsze, jak sami widzicie na zdjęciach, mają piękne, eleganckie opakowania, a ja jako estetka zwracam ogromną uwagę na takie detale. Nie lubię tandetnych opakowań i tyle... Poza tym, a może przede wszystkim, są to produkty bardzo dobrej jakości. Mają bogate składy, gęstą konsystencję, a mimo to lekko się rozsmarowują i szybko wchłaniają, a do tego niesamowicie i intensywnie pachną. 

Waniliowy krem do rąk masło shea 


Kremik waniliowy pachnie słodko, niczym waniliowy deser, ale nie jest to taki typowo chemiczny zapach waniliowych kosmetyków, tylko taki bardziej naturalny... a przy tym jest delikatny niczym budyń waniliowy. Krem ten zawiera m.in. masło shea, glicerynę, ekstrakt wanilii płaskolistnej, olej kokosowy, olej z nasion słonecznika, sterole rzepaku.

Skład/ingredients: Aqua/water, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Glycerin, Dimethicone, Cetearyl Alcohol, Glyceryl stearate, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloydimethyl Taurate Copolymer, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Ethylhexylglycerin, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols, Ceteareth-33, Polysorbate 60, Sorbitan Isostearate, PEG-100 Stearate, Tocopherol, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum/Fragrance, Linalool, Limonene, Eugenol.

Różany krem do rąk masło shea 

Różany wariant mnie zaskoczył, ale w bardzo pozytywny sposób, a muszę przyznać, że zazwyczaj zapachu różanych kosmetyków nie znoszę. Ten krem pachnie świeżymi pąkami róż, ale jest to niezwykle przyjemna sensacja, która absolutnie nie przypomina babcinego zapachu różanych kosmetyków (lub, co gorsza, tanich bułgarskich kosmetyków o zapachu róży). Ponadto, krem bardzo ładnie nawilża dłonie, pozostawiając je miękkie jak pupcia niemowlaka.


Skład/ingredients: Aqua/water, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Glycerin, Dimethicone, Cetearyl Alcohol, Glyceryl stearate, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloydimethyl Taurate Copolymer, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosa Damascena Flower Oil, Rosa Centifolia Flower Oil, Ceteareth-33, Polysorbate 60, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, PEG-100 Stearate, Sorbitan Isostearate, Parfum/Fragrance, Benzyl Salicylate, Citronellol, Linalool,  Eugenol, Geraniol.

Krem różany, oprócz masła shea, gliceryny, oleju kokosowego, oleju z nasion słonecznika, steroli rzepaku itd., zawiera również ekstrakt z liści rozmarynu, olejek z kwiatów róży damasceńskiej oraz olejek z kwiatów róży stulistnej. 

Plusy:
  • opakowania przyjemne dla oka
  • lekkie i wygodne (zwłaszcza do torebki)
  • szybko się wchłaniają
  • bogaty skład (w tym 20% masła shea)
  • piękne, intensywne zapachy, które długo utrzymują się na skórze
  • cudownie i długotrwale nawilżają skórę dłoni
  • zmiękczają szorstką skórę
Minusy:
  • cena (29,99 za 30 ml)
  • dostępność (w salonach firmowych w większych miastach lub w sklepie online)
  • wersje miniaturowe dość szybko się kończą :(
Gorąco Wam polecam wypróbowanie tych kremów, zwłaszcza, że czasami można je znaleźć jako dodatki do kolorowych magazynów (np. ELLE, Instyle) za grosze. Fakt faktem, wersje pełnowymiarowe do najtańszych nie należą, ale moim zdaniem cena jest tutaj adekwatna do składu i jakości. Osobiście jestem przekonana, że gdy już raz się nimi posmarujecie, nie będzie to Wasze ostatnie spotkanie... xo

piątek, 8 maja 2015

NEW IN: Wiosenne nowości Elfie

NEW IN: Wiosenne nowości Elfie
Nareszcie słońce wyjrzało zza chmur, zrobiło się naprawdę wiosennie i cudownie, po prostu aż chce się żyć! Wraz z wiosennym słońcem, przyszło do mnie kilka fajnych nowości, którymi dzisiaj pragnę się z Wami podzielić...


Po pierwszych udanych zakupach w sklepie mosquito.pl, skorzystałam z darmowej dostawy na hasło "majówka" i złożyłam swoje drugie zamówienie w butiku. W paczce znalazła się biała bluza z kolorowymi kwiatami oraz szary T-shirt z napisem "Pani Kierowniczka". Teraz chyba nikt nie będzie miał wątpliwości, kto tu rządzi i kogo należy słuchać... :)



 Wiosna przyniosła mi również dwa nowe zapachy:  


Moje pierwsze perfumy marki Oriflame - bardzo świeży i wiosenny zapach o nazwie Lovely Garden, który dostałam w prezencie od mojej szwagierki (jeśli to czyta, to serdecznie Ją z tego miejsca pozdrawiam!); Lovely Garden pachnie nienachalnie miksem rabarbaru, owoców i kwiatu waniliowej orchidei (która absolutnie w tym wydaniu mnie nie drażni) i jak dla mnie, są bardzo przyjemnym zapachem na dzień, np. do pracy...




Nowy zapach do mojej domowej kolekcji - tym razem jest to mini świeczka z kieliszkiem o zapachu Waikiki Melon od Yankee Candle, którą wybrałam sobie w ramach kwietniowej edycji specjalnej Joyboxa (szczegółowy opis zawartości możecie znaleźć TUTAJ). Powiem Wam tylko tyle, że teraz mój dom pachnie obłędnie świeżym, soczystym melonem... LOVE IT! <3

Ponadto, moja toaletka ostatnio zyskała na urodzie, a to za sprawą przepięknego storczyka, który dostałam w prezencie od kuzyna i jego żony, przy okazji ich ostatniej wizyty w weekend majowy :)

Na koniec przyznam się Wam jeszcze do małej zdrady: otóż przy okazji ostatnich zakupów w Biedronce, w moje łapki trafił ostatni promocyjny egzemplarz nowego suchego szamponu marki Timotei (11,99 za 245 ml plus miniatura szamponu), z którym aktualnie zdradzam ulubionego Batiste'a... Tak pilnie potrzebowałam tego produktu, a poza tym w moją relację z szamponami Batiste wkradła się rutyna, że pomyślałam sobie, że dam mu szansę... i niech się dzieje, co chce. Mam nadzieję, że się sprawdzi i że nie pożałuję tego skoku w bok...


To tyle nowości u mnie, Kochani... :) 
Dajcie znać, co nowego Wam przyniosła wiosna. 
Trzymajcie się ciepło + do następnego! xo

czwartek, 7 maja 2015

Kokosowe małe co nieco

Kokosowe małe co nieco
W poprzednim poście pokazywałam Wam moje ulubione kokosowe kosmetyki (KLIK), których używam od jakiegoś czasu, dzisiaj przyszła pora na to, by pokazać Wam, co udało mi się wyczarować z samego owocu... I nie mam tu na myśli żadnej cudownie odmładzającej maseczki czy mikstury, ale po prostu coś na ząb, czyli kokosowy deser. Jeśli jesteście ciekawi, jak go zrobić, zapraszam dalej...


KOKOSOWY DESER KROK PO KROKU:

1. Jak otworzyć kokos?

Jak widzicie na zdjęciu poniżej, każdy kokos ma na dole trzy kropki (tudzież dziurki), jedną z nich należy otworzyć nożem tak, aby z kokosa wyciekł przezroczysty płyn (do naczynia), a następnie, grubym nożem uderzamy w jedno miejsce na środku owocu. W pewnym momencie kokos zacznie nam pękać i wtedy już bez problemu się przepołowi.






2. Jak przygotować deser kokosowy?

Następnie za pomocą noża wydłubujemy miąższ kokosa (w formie kawałków lub płatów) i wrzucamy do naczynia, w którym już mamy wodę kokosową. Potem już tylko rozdrabniamy wszystko za pomocą miksera lub blendera, zjadamy ze smakiem, a potem... idziemy sprzątać kuchenne pobojowisko, które podczas całej tej zabawy z kokosem nam powstało. :)




Mam nadzieję, że wytrwaliście do końca...? Ja muszę się Wam przyznać, że ledwo żyję - z jednej strony jestem zmęczona starciem z tak twardym owocem, a z drugiej... czuję się jednak lekko przesłodzona... Teraz mam ochotę na jakieś cytrusy... Do następnego! xo
Copyright © 2016 Elfie's planet , Blogger