sobota, 31 stycznia 2015

Zimowe obniżki w Hebe

Zimowe obniżki w Hebe
Dzisiaj będzie krótki post wieczorową porą; w Hebe są aktualnie świetne promocje, w związku z czym udało mi się zdobyć kilka produktów w supercenach. Wpadłam co prawda na chwilę, po waciki i suchy szampon, bo właśnie mi się skończył zapas, ale przy okazji wyhaczyłam też parę innych rzeczy, więc mam taki malutki, zimowy Hebe haul:


Największym hitem jest suchy szampon Batiste za 11,99, więc wzięłam od razu dwie sztuki w różnych wariantach zapachowych (niebawem napiszę nieco więcej na ich temat na blogu). Oprócz kultowych Batiste'ów, w moim koszyku wylądował również mój ulubiony szampon Ultra Doux w wersji XL i farba do włosów Olia (obydwa produkty marki Garnier), oraz zmywacz do paznokci Essence. Ponadto warto wspomnieć, że Hebe ma promocję 2+1, gdzie przy zakupie 2 sztuk wybranej marki makijażowej (np. L'Oreal, Max Factor, Revlon, Bourjois, Astor, Rimmel i Maybelline), trzeci dostaniecie za 1 grosz! Ja się właśnie zastanawiam, czy nie wrócić po coś dobrego z kolorówki... Tylko muszę się pospieszyć, bo promocja trwa tylko do 4 lutego. A jak tam u Was zimowe zakupy? Skusiłyście się już na jakieś fajne promocje? Piszcie koniecznie, co polecacie! Do usłyszenia niebawem, xo

czwartek, 29 stycznia 2015

Sexy Pulp, czyli grube są seksowne!

Sexy Pulp, czyli grube są seksowne!
Sexy w nazwie tuszu do rzęs tradycyjnej marki Yves Rocher to moim zdaniem dość śmiałe i zaskakujące posunięcie ('sexy pulp' w dosłownym tłumaczeniu to 'seksowna miazga'), ale to nie powód, dla którego chcę temu produktowi poświęcić dzisiejszy wpis. Tusz jest bowiem odkryciem ostatnich kilku tygodni, a musicie wiedzieć, że w poszukiwaniu idealnego tuszu pogrubiającego jestem dość wybredna...


Sexy Pulp dostałam latem 2014 roku jako prezent za moje pierwsze zakupy w sklepie online Yves Rocher, ale wrzuciłam go zafoliowanego na dno mojej kosmetykowej szuflady z etykietą "na później". Miałam wtedy zapas mojego ówczesnego ulubieńca i do końca roku 2014 malowałam się nim (jeśli jesteście ciekawe, jaki to tusz, odsyłam Was tutaj). Seksowna miazga natomiast doczekała się swojej kolejki z początkiem stycznia tego roku, ale nie od razu mnie urzekła tak na sto procent. Na początku byłam dość sceptyczna i wydawało mi się, że szczypie przy zmywaniu, co jednak wynikało z produktu do demakijażu, jakiego wtedy używałam. Produkt ten jest delikatny i bezpieczny, ale o tym za chwilę...


Obietnice producenta
Producent zapewnia, iż tusz Sexy Pulp da nam "ekstremalne" pogrubienie i "uwodzicielskie spojrzenie" do 12 godzin, a to za sprawą grubej, gęstej szczoteczki, która pokrywa każdą rzęsę, oraz następujących składników aktywnych: wosku carnauba, gumy z akacji, wody z bławatka, cz też wosku ryżowego. Więcej informacji na temat produktu znajdziecie na stronie sklepu TUTAJ.


Moja ocena
Jak widzicie na zdjęciu powyżej, szczota jest dosyć pokaźnych rozmiarów i ma specyficzny kształt, z wgłębieniem na środku szczoteczki. Wgłębienie wbrew pozorom ułatwia aplikację (którą, jak zaleca producent, należy wykonywać "zygzakiem"), dzięki czemu mamy możliwość dokładnie pokryć każdy włosek. Poniżej zestawiłam plusy i minusy tuszu, ale moja ogólna ocena jest pozytywna. Chętnie kupię ten tusz, ale tym razem w mojej ulubionej wersji kolorystycznej, czyli brązie.

Plusy
  • delikatny produkt, nie uczula i nie podrażnia
  • fajnie pogrubia i rozdziela rzęsy, ale wygląda naturalnie
  • ma ładny, intensywny kolor czerni
  • nie kruszy się i nie tworzy tzw. "efektu pandy"
  • ma w składzie naturalne roślinne komponenty
  • bardzo trwały, trzyma się na rzęsach cały dzień (a do tego nie szczypie po całym dniu!)
  • łatwo i szybko go zmyć zwykłym płynem micelarnym
  • duże, wydajne opakowanie (9 ml)
Minusy
  • nie zauważam żadnych minusów, choć dla przeciętnej Kowalskiej takim minusem może być cena (aktualnie 34,90, natomiast bez promocji 57 zł).
A tak tusz prezentuje się na rzęsach (jedna warstwa):


***
Posiadam również w torebce zestaw miniatur Yves Rocher: tusz i błyszczyk Sexy Pulp oraz podkład rozświetlający Pure Light, aby czasami móc delikatnie poprawić sobie oko czy makijaż twarzy/ust w ciagu dnia. Szczoteczka w wersji miniaturowej jest dokładnie taka sama, jak produktu pełnowymiarowego, ale jest zdecydowanie bardziej poręczna i zajmuje mniej miejsca w kosmetyczce czy torebce. A Wy lubicie mieć takie miniaturki przy sobie? xo

wtorek, 27 stycznia 2015

L'OCCITANE Krem do rąk Masło Shea

L'OCCITANE Krem do rąk Masło Shea
Dzisiaj przychodzę do Was z krótką recenzją kosmetyczną. Pod lupę biorę kosmetyk, który od dawna chciałam wypróbować, a mianowicie krem do rąk Masło Shea marki L'OCCITANE.


Mój egzemplarz jest próbką (10 ml), która była dołączona do lutowego ELLE (magazyn wraz z kremem kosztuje jedyne 9,99, bez kremu 7,99). Krem można nabyć zarówno w butikach stacjonarnych marki, jak i na stronie producenta TUTAJ. Produkt pełnowymiarowy (150 ml) kosztuje 95 zł, natomiast często słyszę, że jest również dostępny w wersji 30 ml, i taka pojemność kosztuje 30 zł. 


Krem ten jest przeznaczony dla osób, które mają suchą skórę dłoni; zawiera wysokiej jakości składniki (w większości naturalne i organiczne), jak np. 20% masła shea, miód, ekstrakt migdałowy, olej kokosowy. Marka L'OCCITANE En Provence ma w swojej ofercie bogate, naturalne i bezpieczne produkty do pielęgnacji skóry twarzy i ciała, bez parabenów i olei mineralnych.



Skład:
Aqua/Water, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Glycerin, Dimethicone, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Extract, Mel Extract/Honey Extract, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Fruit Extract, Althea Officinalis Root Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Xanthan Gum, Parfum/Fragrance, Polyacrylamide, PEG-100 Stearate, Propylene Glycol, C13-14 Isoparaffin, Ceteareth-33, Alcohol Denat, Laureth-7, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool, Citronellol, Butylphenyl Methylpropional, Coumarin, Alpha-isomethyl Ionone, Hexyl Cinnamal, Limonene, Geraniol.


Moja ocena jest jak najbardziej pozytywna. Na początku zaskoczył mnie "nieco babciny" zapach, ale szybko się do niego przyzwyczaiłam, a z czasem nawet polubiłam. Faktycznie, krem ma gęstą konsystencję, a mimo to błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia tzw. tłustego filmu. Długotrwale i skutecznie nawilża, jest doskonały na zimę i ma bogaty, w większości naturalny skład. Jestem zadowolona z ochrony przed zimnem i mrozem, jaką daje mi ten krem. Poza tym, dawno nie miałam na dłoniach specyfiku, który nie pozostawiał dyskomfortu nawet po zmyciu kilku naczyń... i który tak ładnie się prezentował w mojej torebce :) Jeśli tylko budżet mi na to pozwoli, z pewnością zakupię produkt pełnowymiarowy i będę do niego wracać (zapewne w okresach jesienno-zimowych)... xo

niedziela, 25 stycznia 2015

URODZINOWE ROZDANIE!!!

URODZINOWE ROZDANIE!!!
Witajcie w pierwszą rocznicę bloga Elfie's Planet! Z okazji urodzin, tak jak już wcześniej zapowiadałam na moim Facebook Fanpage, przychodzę do Was z rozdaniem. Poniżej lista produktów, które możecie zgarnąć oraz zasady zabawy:

  • książka z ćwiczeniami "PILATES Gimnastyka w domu"
  • DVD z ćwiczeniami Ewy Chodakowskiej "Trening z gwiazdami"
  • krem na dzień i serum na naczynka marki Red Blocker
  • antyperspirant oraz roletka zapachowa Perceive marki AVON
  • odżywka L'Oreal Casting do włosów farbowanych
Rozdanie trwa od 25.01.2015 do 15.02.2015. Wyniki ogłoszę najpóźniej do 7 dni od zakończenia rozdania na blogu Elfie's Planet oraz na FB. 

Co trzeba zrobić? Koniecznie trzeba być obserwatorem bloga tutaj !!!

Dodatkowe punkty:

Polubienie mnie na Facebooku KLIK
Obserwowanie mnie na Instagramie KLIK
Udostępnianie informacji o rozdaniu (na Facebook/Instagram, etc. będzie dodatkowo punktowane)

WZÓR ZGŁOSZENIA:
Obserwuję jako:
Mój e-mail:
Lubię na Facebooku: tak (jako:....) /nie
Obserwuję na Instagramie: tak (jako:....) /nie
Baner na blogu: tak - link: /nie 
Inna forma udostępnienia informacji o rozdaniu - link:

Zapraszam do zabawy i życzę wszystkim powodzenia! xo

piątek, 23 stycznia 2015

Trudny moment

Trudny moment
Dzisiaj jest dla mnie najgorszy dzień (albo raczej temat) wyzwania blogowego UliTrudny moment (i jak go przezwyciężyłam).



Szczerze mówiąc, wolałabym wszystkie swoje życiowe klęski, trudne momenty i cierpienia zachować dla siebie. Po co wywlekać przykre sprawy z przeszłości, a poza tym po kiego grzyba się uzewnętrzniać przed obcymi ludźmi? Mimo iż sporo przeszłam jako dziecko i jako dorosła kobieta, nie zamierzam się tym dzielić na blogu. Powiem Wam jedynie, jak można sobie radzić z problemami:

1. Wygadać się przed prawdziwym przyjacielem lub terapeutą.

2. Znaleźć sobie jakiś cel i na nim się skupić (ja np. wybrałam się w wymarzoną podróż, a potem wyprowadziłam się z domu rodzinnego do swojego pierwszego mieszkania; bardzo mi to pomogło odnaleźć siebie na nowo po traumatycznych przeżyciach).

3. Spełnić minimum jedno marzenie z listy niespełnionych marzeń (mnie udało się spełnić trzy takie marzenia, co znacznie poprawiło mi humor i samoocenę w tym trudnym dla mnie okresie).

A poza tym... trzeba po prostu ten trudny czas przeczekać... w końcu minie i po burzy znowu zaświeci dla nas słońce... :)

A propo trudnych momentów, właśnie jestem w trakcie tzw. "trudnych dni", więc ból rozrywa mnie od środka, wszystko mnie strasznie denerwuje, nie mam ochoty z nikim się widzieć ani z nikim gadać, nawet nie jestem w stanie normalnie prowadzić samochodu... Jak sobie wtedy radzę? Otóż robię sobie tzw. "dzień niedźwiedzia" - leżę w łóżku, zdycham, a samopoczucie poprawia mi nieco mój zestaw ratunkowy: painkiller, czekolada, Coca-Cola i słone paluszki...no i oczywiście mój laptop, wszystkie blogi, które wtedy czytam, oraz youtube. 

A jakie Wy macie pomysły na trudne chwile w życiu? xo

czwartek, 22 stycznia 2015

Pink&Gold Manicure by AVON

Pink&Gold Manicure by AVON
W dzisiejszym wpisie chciałam Wam pokazać mój dzisiejszy zimowy manikiurek (a bez fałszywej skromności powiem, że jest to tylko jeden z moich licznych (!) talentów). Zgodnie z obowiązującymi trendami, manicure łączy dwa kolory: delikatny, pastelowy róż (odcień Ballerina), ocieplony odrobiną złota (złoto lub brokatowe lakiery malujemy na jednym, góra dwóch paznokciach!), oba lakiery pochodzą z oferty marki AVON. Jak dla mnie, jest to idealna propozycja na zimę 2015.




środa, 21 stycznia 2015

5 rzeczy, które w sobie doceniam

5 rzeczy, które w sobie doceniam
Trzecie zadanie wyzwania z bloga senmai.pl: 5 rzeczy, które w sobie doceniam.


No dobra, trochę głupio się tak chwalić, więc powiem to krótko:

1. Doceniam w sobie mój dość silny charakter - życie nie raz dało mi po dupie, więc nic mnie już nie dziwi, a poza tym, jestem silna i potrafię przetrwać wiele trudnych chwil (ale o tym opowiem Wam w piątek...).

2. Talent i zmysł plastyczny/dekoratorski - doceniam to, że pięknie zaprojektowałam i zaaranżowałam wraz z mężem nasz dom, piękne wnętrza i otoczenie są dla mnie niezwykle istotne.

3. W kręgu znajomych i rodziny jestem uznawana za nowoczesną i bardzo się z tego powodu cieszę (zapewne chodzi im o to, że ogarniam bloga, Instagram, Facebook, Youtube etc., oraz że mam dość nowoczesny styl życia, styl w ogóle, oraz poglądy na wiele spraw)

4. Mam w sobie dużo empatii wobec innych ludzi i świata. Zazwyczaj potrafię wyczuć nastroje i uczucia innych ludzi i znacznie ułatwia mi to pracę.

5. Intuicja to moje drugie imię. A w zasadzie trzecie, bo drugie to Elfie. xo

wtorek, 20 stycznia 2015

Osobista kolekcja

Osobista kolekcja
Dzisiaj dzień drugi wyzwania blogowego Uli z bloga senmai.pl, w którym bez zbędnych słów pokażę Wam moją małą kolekcję książek Haliny Poświatowskiej i o Halinie Poświatowskiej... Zbieram od 15. roku życia i lubię wracać do jej biografii oraz poezji raz na jakiś czas; recenzję ostatniej książki możecie przeczytać i zobaczyć tutaj.



Ponadto, zbieram ulubione czasopisma oraz płyty kompaktowe (mam ich oczywiście o wiele więcej, niż na zdjęciach):





A Wy co zbieracie? Jak pokaźne są Wasze kolekcje? xo

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Lista 10 ulubionych kosmetyków

Lista 10 ulubionych kosmetyków
Po dość długiej przerwie postanowiłam znowu wziąć udział w wyzwaniu Uli Phelep z bloga senmai.pl. Wyzwanie trwa 5 dni w danym miesiącu i polega na codziennym pisaniu i publikowaniu wpisów na zadany temat (na dole znajdziecie listę tematów w styczniu)...

Tak się akurat składa, że jest to setny post na moim blogu (!), oczywiście, po eksporcie bloga kosmetycznego Elfie's cosmetics, z którego wszystkie wpisy przeniosłam tutaj i to właśnie tu zamierzam teraz publikować dla Was wszystko...

Ale przejdźmy do sedna: dzisiaj, w pierwszym dniu wyzwania blogowego, opowiem Wam krótko o moich ulubionych 10 kosmetykach, bez których nie wyobrażam sobie życia, i których absolutnie nie może zabraknąć w mojej łazience/toaletce. Jest to lista moich must-have'ów, głównie w dziedzinie pielęgnacji, której jestem maniaczką.


  1. Płyn micelarny - odkąd zaczęłam używać płynów micelarnych, wszelkie problemy z cerą zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! Moim ulubieńcem jest płyn Garnier'a, ale aktualnie używam Farmony, i też jest OK.
  2. Krem do twarzy (nawilżający i/lub przeciwzmarszczkowy) - Jest to podstawa pielęgnacji i chyba nie muszę wyjaśniać dlaczego? Lubię co jakiś czas zmieniać kremy, ale często wracam do polskich marek, takich jak: AA, Perfecta, Bielenda, poza tym lubię też kremy Garniera, La Roche-Posay, a z wyższej półki Biotherm.
  3. Podkład - od kiedy zmagam się z przebarwieniami, nie potrafię wyjsć z domu bez podkładu; czasami, zamiast używać zarówno kremu, jak i podkładu, wybieram szybszą wersję, tj. krem bb lub cc bezpośrednio po demakijażu twarzy.
  4. Korektor - zakrywa moje sińce pod oczami, przebarwienia i ewentualne wypryski.
  5. Tusz do rzęs - mogę w ogóle nie używać kredki i cieni do powiek, ale nie wyjdę z domu bez tuszu do rzęs, najlepiej pogrubiającego SuperShock MAX albo dowolnego tuszu od Chanel, które są u mnie sprawdzone od lat. Ostatnio testuję również tusz Sexy Pulp marki Yves Rocher i też dosyć go lubię.
  6. Balsam do ust - w formie pomadki/sztyftu mam zawsze w torebce, natomiast w domu używam takiego odżywczego w słoiczku, na bazie wazeliny i miodu.
  7. Balsam/mleczko do ciała - uwielbiam, gdy ładnie pachnie, ma miłą i delikatną konsystencję, zaś jego skład jest oparty na naturalnych, roślinnych składnikach, jak mleczka Yves Rocher.
  8. Perfumy - od lat mam kilka sprawdzonych, ulubionych zapachów: DKNY Be Delicious, Davidoff Cool Water, Versace Bright Crystal, różne limitowane zapachy Escada, Avon Instinct, kilka zapachów od Calvin Klein, L'eau Par Kenzo, czy choćby Dolce&Gabbana Light Blue. 
  9. Peeling (zarówno do twarzy, jak i ciała) - jestem zwolenniczką złuszczania całego ciała oraz twarzy, głęboko wierzę w działanie peelingu kawitacyjnego oraz mikrodermabrazji, natomiast w warunkach domowych staram się minimum raz w tygodniu stosować scrub i zazwyczaj mam 3 różne produkty tego typu: do stóp, do ciała oraz do twarzy.
  10. Maseczka - uwielbiam wszelkiego rodzaju maseczki do twarzy, i to już od wczesnych lat liceum: maseczki oczyszczające (zwłaszcza z glinką), nawilżające, odżywcze, odmładzające i rewitalizujące. Zawsze w łazience mam ich kilka.
A jak wygląda u Was lista "10 ulubionych..."? Kto wybrał filmy, książki, miejsca itp.? xo

niedziela, 18 stycznia 2015

Weekendowe przyjemności #2

Weekendowe przyjemności #2
Niedzielny poranek (jak również niedzielne południe i popołudnie) to coś, co kocham: zazwyczaj śpię do oporu, jadam śniadanie (często w łóżku) i pijąc kawę z ekspresu, czytam moje ulubione blogi, książki oraz magazyny... Nigdzie się nie spieszę, nie muszę nawet planować pracy na kolejny tydzień, gdyż w poniedziałki zaczynam zajęcia dopiero o 15:00... :)


Dzisiaj na drugie śniadanie zrobiłam sobie bezglutenowe płatki ryżowe z pomarańczą i kilkoma orzechami włoskimi - jest to lekki, ale bardzo pożywny posiłek, wprost idealny na takie niedzielne, leniwe przedpołudnia...



Aktualnie czytam dwie książki na zmianę: "Siłę" Rhondy Byrne oraz najnowszą książkę Doroty Wellmann pt. "Ja nie mogę być modelką?" Obydwie książki czyta się szybko, lekko i przyjemnie... Aby jeszcze wzmocnić nastrój dzisiejszego dnia, zapaliłam sobie mój ulubiony wosk Yankee Candle o zapachu "A child's wish"... Napełnia całe pomieszczenie pięknym zapachem oraz fantastycznie odpręża...



Niedziela jest zatem dla mnie dniem wyjątkowym, który przeznaczam na całkowity relaks i reset... Ten błogi stan trwa u mnie praktycznie cały dzień i wcale nie czuję się z tego powodu winna. Celebruję zatem ten jeden dzień w tygodniu, kiedy nic nie muszę i robię tylko to, na co mam ochotę: leniuchuję. I Wam polecam gorąco zrobić to samo. Miłej niedzieli! xo

wtorek, 13 stycznia 2015

Winter mani, czyli zima na paznokciach

Winter mani, czyli zima na paznokciach
Kochani, dzisiaj pokażę Wam dwie nowości do manikiuru marki AVON - nowy, śnieżnobiały odcień żelowego lakieru do paznokci z serii Gel Finish w kolorze Iceberg White, P623 (nr katalogowy 66738), który oficjalnie wejdzie do sprzedaży w katalogu 2/2015, oraz brokatowy, a raczej " połyskujący piaskowy" lakier z serii Stardust w kolorze Silver Crystals (nr kat. 12286) , który możecie nabyć TUTAJ. Tymi dwoma lakierami wykonałam bardzo zimowy, wręcz mroźny manikiur i muszę przyznać, że świetnie się nimi pracuje. Żelowe lakiery AVON zachwyciły mnie swoim wykończeniem i trwałością już latem 2014 roku, gdy tylko weszły do oferty (pisałam już o nich TUTAJ), natomiast jeśli chodzi o serię Stardust (z ang. "gwiezdny pył"), to jest to moje pierwsze starcie, i muszę przyznać, bardzo udane. Oczywiście, te lakiery dają matowe, dość "ostre", piaskowe wykończenie (powierzchnia paznokci nie jest gładka, jak w przypadku standardowych lakierów), ale  za to pięknie się mienią i bardzo dobrze rozprowadzają na paznokciach.




Tak prezentuje się AVON Gel Finish Iceberg White P623:





Tak wygląda Stardust Silver Crystals:




A tak prezentuje się gotowy manicure, wykonany tymi produktami: 

niedziela, 11 stycznia 2015

Toaletka

Toaletka
Każdy bloger to poniekąd ekshibicjonista, więc w dzisiejszym wpisie znowu się nieco przed Wami obnażę, pokazując moją toaletkę i organizację kosmetyków. Jest to toaletka MALM i pochodzi ze sklepu IKEA, jest zatem chyba najpopularniejszą i najmniej oryginalną toaletką w blogosferze (i nie tylko). Mimo to, jest ona spełnieniem moich marzeń i po prostu ją uwielbiam. 


Dzisiaj zrobiłam małe przemeblowanie i toaletka wróciła na swoje pierwotne miejsce, obok szafy, gdzie moim zdaniem lepiej się sprawdza i prezentuje. Oczywiście, jest to nadal work in progress, i nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa co do wystroju sypialni, jak i organizacji toaletki. Wciąż czekam na lustro z oświetleniem, oraz na jakieś stylowe krzesło do mojego ulubionego mebla...


Jeśli chodzi o organizację kosmetyków, to na wierzchu, po prawej stronie, trzymam perfumy oraz próbki perfum, aby łatwiej było mi coś wybrać, zależnie od nastroju, natomiast po lewej stronie trzymam podstawowe, najczęściej używane pędzle, kredki, tusze do rzęs, jak również płyn do demakijażu (aktualnie Farmona, o którym pisałam kiedyś tutaj), kremy do twarzy (np. Bielenda na dzień, o którym pisałam w poprzednim poście - klik) oraz chusteczki kosmetyczne.




W środku natomiast używam plastikowych przegródek/organizerów, które są dostępne w wielu sklepach (moje akurat pochodzą z IKEA), a które bardzo ułatwiają życie i przechowywanie kosmetyków. Dzięki tym przegródkom, mogę w osobnym miejscu trzymać próbki, kremy, szminki, podkłady, cienie do powiek, kremy pod oczy, akcesoria, itp. Większą paletę do makijażu, produkty do farbowania włosów, rękawiczki do pielęgnacji dłoni czy choćby waciki, trzymam w szufladzie toaletki luzem.



I tak prezentuje się moja toaletka oraz organizacja kosmetyków. Tymczasem ja uciekam do łóżka, gdyż na szafce nocnej czeka na mnie moja ulubiona lektura - najnowszy numer magazynu ELLE. xo

piątek, 9 stycznia 2015

Bielenda Esencja Młodości - nawilżający krem na pierwsze zmarszczki 30+

Bielenda Esencja Młodości - nawilżający krem na pierwsze zmarszczki 30+
Dzisiaj przedstawię Wam małe nawilżające cudo z mojej aktualnej pielęgnacji twarzy: nawilżający krem na pierwsze zmarszczki 30+ marki Bielenda, z serii Esencja Młodości. Kremu używam już drugi miesiąc i muszę przyznać, że jest idealnym rozwiązaniem dla przesuszonej skóry zimą. 



Obietnice producenta
Krem jest przeznaczony dla skóry mieszanej i wrażliwej 30+, ma za zadanie skutecznie wygładzić pierwsze zmarszczki, znacznie poprawić stan nawilżenia naszej skóry, a przy tym pozostawiać naszą skórę idealnie matową przez cały dzień. Jak zapewnia producent, krem jest bezpieczny dla skóry wrażliwej, nie ma w składzie parabenów, sztucznych barwników, oleju parafinowego, czy PEG. Zawiera natomiast bio kwas hialuronowy, komórki macierzyste, antiox, witaminę B3, kombuchkę (TM) oraz SPF 10.

Plusy
  • bardzo ładnie pachnie 
  • przyjemna, lekka konsystencja
  • szybko się wchłania
  • super nawilża
  • przystępna cena (ok. 17 zł za 50 ml)
  • naturalne składniki
  • bezpieczny dla skóry, nie uczula i nie podrażnia
  • idealnie sprawdza się u mnie jako baza pod makijaż
Minusy
  • poza okresem zimowym, krem okazał się zbyt ciężki i tłusty dla mojej skóry mieszanej - skóra dość szybko się przetłuszczała i błyszczała po użyciu kremu, zatem nie zgadzam się z obietnicą producenta, że krem zostawia skórę idealnie matową przez cały dzień.

Moja subiektywna ocena
Będę z Wami szczera - zaczęłam używać tego kremu jesienią i na początku byłam niezbyt zadowolona, gdyż krem za bardzo przetłuszczał mi cerę. Wróciłam do niego zimą, gdy skóra była bardziej przesuszona i wymagająca nawilżenia, i stosuję teraz krem codziennie - na zimę jest idealny (jest to obecnie jedyny krem, który radzi sobie z nawilżaniem przesuszonej skóry na policzkach). Bardzo ładnie pachnie, fajnie się rozprowadza na skórze i świetnie sprawdza się pod makijaż (używam po nim podkładu). Poza tym, jest dostępny w większości drogerii w Polsce za przystępną cenę, więc polecam Wam go zwłaszcza w okresie zimowym. Jeśli chodzi o wygładzenie zmarszczek, to ciężko mi cokolwiek powiedzieć, gdyż mam ich mało i za bardzo nie wierzę w przeciwzmarszczkowe działanie tego typu kremów. Bardziej wierzę natomiast w zabiegi w gabinetach kosmetycznych i w złuszczanie naskórka. Dajcie znać, czy znacie ten krem i co o nim sądzicie... xo

środa, 7 stycznia 2015

Super Mascara = SuperShock MAX

Super Mascara = SuperShock MAX
W dzisiejszym wpisie opowiem Wam słów kilka na temat jednego z moich ulubionych tuszy do rzęs ever, którego używam od ponad roku i który sprawdza się u mnie idealnie, a jest nim pogrubiająca mascara o jakże fajnej nazwie SuperShock MAX od AVON. O tym tuszu trąbiłam już wielokrotnie w innych postach, ale zawsze były to recenzje zbiorcze (typu denko), zatem postanowiłam tym razem poświęcić mu nieco więcej należytej uwagi.


Obietnice producenta
"Pogrubiający tusz do rzęs SuperShock MAX nadaje maksymalną objętość rzęsom. Szokuj spojrzeniem!
  • do 15x grubsze rzęsy* bez żadnych grudek
  • głęboki odcień czerni
  • pogrubia rzęsy na całej ich długości
SZCZOTECZKA:
Innowacyjna spiralna szczoteczka ze specjalnie wyprofilowanymi zygzakowatymi kanalikami nakłada na rzęsy maksymalną ilość tuszu.
FORMUŁA:
Zaawansowana pogrubiająca formuła z powiększającymi włóknami i proteinami otacza każdą rzęsę, nadając jej maksymalną objętość bez obciążania. Maksymalny efekt na długi czas. Testowany oftalmologicznie. Hipoalergiczny. Odpowiedni dla wrażliwych oczu i osób noszących szkła kontaktowe."

Moim zdaniem, producent spełnia wszystkie obietnice w 100%! Jest to nie tylko najlepszy tusz w ofercie marki AVON (a przetestowałam niemal wszystkie ich tusze), ale także jeden z lepszych tuszy, jakich kiedykolwiek używałam. Poniżej moje zestawienie zalet i wad tego produktu:

Plusy
  • cena (na promocjach kosztuje ok. 13-18 zł, cena regularna wynosi 36 zł)
  • pojemność (10 ml)
  • fajna, duża spiralna szczoteczka
  • daje dość spektakularne pogrubienie
  • nie podrażnia, nie uczula
  • nie kruszy się
  • dobrze się rozprowadza
  • doskonale rozdziela rzęsy i nie skleja ich
  • nie zostawia grudek
  • idealnie nadaje się do noszenia przy soczewkach kontaktowych
  • łatwo go zmyć płynem micelarnym lub innymi produktami do demakijażu
  • ładne, eleganckie opakowanie w kolorze niebieskim (jest to mój ulubiony kolor!) 
Minusy
  • dla niektórych (mam tu na myśli zwłaszcza posiadaczki niezbyt długich rzęs), szczoteczka może okazać się zbyt duża i niezbyt wygodna w użyciu.

Moja subiektywna ocena
Jest to mój ukochany tusz do rzęs. Przetestowałam go zarówno w kolorze czarnym (Black), jak i brązowo-czarnym (Brown Black), chociaż na co dzień używam najchętniej wersji brązowej. Bardzo dobrze sprawdza się u mnie przy soczewkach kontaktowych, gdzie większość tuszy kruszy mi się do oka i podrażnia oczy. Tusz jest super nie tylko w nazwie, ale i w użyciu. Polecam go dziewczynom, które lubią pogrubione rzęsy bez grudek, oraz tym, które noszą soczewki i nie mogą używać większości tuszy dostępnych na rynku. 


Tak tusz w kolorze brown prezentuje się na rzęsach:

wtorek, 6 stycznia 2015

"Uparte serce" Biografia Poświatowskiej - recenzja

"Uparte serce" Biografia Poświatowskiej - recenzja

Książek Haliny Poświatowskiej i o Halinie Poświatowskiej mam w swej biblioteczce mnóstwo, przeczytałam wszystkie dostępne biografie jej poświęcone, ale dopiero po lekturze "Upartego serca" Kaliny Błażejowskiej mogę stwierdzić, że poznałam autorkę w pełni.



Biografia Błażejowskiej została wydana w 2014 roku przez Znak; ma 368 stron, składa się z trzech części biograficznych, przypisów, źródeł, kalendarium twórczości Poświatowskiej i indeksu osób, ponadto zawiera mnóstwo czarno-białych fotografii oraz wkładkę ze zdjęciami w kolorze. Książka jest jednak nie tylko pięknie wydana - od strony merytorycznej ma również ogromną wartość...




Autorce udało się dotrzeć do zupełnie nowych źródeł, osób i zdjęć, poza tym podoba mi się fakt, iż Poświatowska nie jest tutaj ukazana wyłącznie jako biedna, chora na serce i godna litości poetka (jak to bywało w poprzednich biografiach), ale jako kobieta z krwi i kości, która świętą wcale nie była... Błażejowska ukazuje poetkę w nieco innym świetle; mamy tu szczegółowe opisy kluczowych wydarzeń z życia Poświatowskiej, jej choroby, pobytu w Stanach, sukcesów, miłości i romansów, jak również jej cierpienia, lęków oraz depresji, z jaką się zmagała. Z książki dowiemy się również wielu kontrowersyjnych rzeczy o poetce, na przykład tego, że miała na swoim koncie romans z jednym ze swoich profesorów, próbę samobójczą, czy nawet wyrok w sądzie (!). W moim odczuciu, jest to najlepiej napisana i najbardziej wnikliwa biografia Haliny Poświatowskiej, jaką kiedykolwiek wydano. Ale co tu dużo mówić, trzeba po prostu przeczytać i samemu ocenić! Gorąco polecam, xo
Copyright © 2016 Elfie's planet , Blogger