Elfie's best cosmetics of 2014

Elfie's best cosmetics of 2014

Kochani! W dzisiejszym poście przyszedł czas na małe podsumowanie, w którym przedstawię Wam moich ulubieńców i kosmetyczne odkrycia 2014 roku. Oto i one:

WŁOSY

  • szczotka Tangle Teezer - recenzja TUTAJ
  • suchy szampon Batiste o zapachu orientalnym, o którym pisałam w poprzednim poście (denko) TUTAJ
  • delikatny szampon z wyciągiem z hamamelisu Yves Rocher (300 ml) - za naturalny skład, piękny zapach, miękkość i rozczesywanie włosów
  • L'Oreal Casting - zarówno zabawa z rozjaśnianiem włosów żelem Sunkiss, jak i koloryzacja farbami Casting (w tym roku zakochałam się w odcieniu Satynowy Blond) sprawiły mi ogromną frajdę w minionym roku :) RECENZJA
TWARZ
  • Garnier płyn micelarny 400 ml - zachwycałam się już nim wielokrotnie w poprzednich wpisach. Póki co, nie odkryłam nic lepszego.
  • Bielenda Esencja Młodości 30+ - nawilżający krem na pierwsze zmarszczki do twarzy na dzień z SPF10; ma fajny, naturalny skład i doskonale nawilża moją wysuszoną na policzkach skórę 
  • aloesowa żelowa maseczka Oriflame Love Nature Gel Mask (50 ml) - nawilża skórę mieszaną oraz rewelacyjnie pachnie 
DŁONIE I PAZNOKCIE

  • AVON Gel Finish żelowe lakiery do paznokci - piękne kolory i bardzo dobra jakość w rozsądnej cenie
  • peelingujący olejek do dłoni Yves Rocher - naturalny skład, genialny zapach i super odżywienie dłoni
MAKIJAŻ


Mimo ukończonego kursu makijażu, praktycznie się nie maluję, więc do codziennego make-up'u używam zazwyczaj tylko podkładu (lub kremu bb bądź cc), korektora, kredki, tuszu i ochronnego balsamu lub pomadki do ust. W 2014 roku używałam:
  • podkład The One Illuskin od Oriflame (odcień Fair Nude) - odkryłam niedawno, ale wszyscy komplementują i zachwycają się moją cerą, zaś niektóre znajome też chcą sobie ten podkład zamówić
  • krem CC Eveline Face Therapy
  • korektor NYX
  • kredka Chanel (mój evergreen)
  • tusze do rzęs (w tym roku na zmianę): brązowy Supershock MAX by AVON oraz czarny Sexy Pulp by Yves Rocher)
  • Revlon Colorburst - matowy balsam do ust - recenzja TUTAJ, lub pomadek AVON.
CIAŁO


W drugiej połowie roku 2014 zrobiłam mojemu ciału mały detoks (mam na myśli nie tylko dietę, ale i kosmetyki), i postanowiłam traktować je raczej naturalnymi, sprawdzonymi kosmetykami. Wróciłam na wiosnę do uwielbianej przeze mnie w liceum marki Yves Rocher i uważam, że moje ciało najbardziej lubi zarówno żele pod prysznic, jak i mleczka do ciała z tej firmy. Brawo za całokształt twórczości :)


ZAPACHY

W 2014 roku odkryłam i pokochałam 4 nowe dla mnie zapachy (oczywiście, nadal używam też moich innych ulubionych perfum, tj. Instinct oraz Be Delicious, ale odkryłam je wcześniej, niż w 2014):

  • woski Yankee Candle, a zwłaszcza A Child's Wish
  • perfumy Calvin Klein Downtown, których miniaturę dostałam w prezencie za zakupy na douglas.pl i zakochałam się od pierwszego poniuchania 
  • 2 zapachy od AVON: Fleur, który jest megasłodki i wiosenny i przypomina mi niektóre limitowane zapachy Escada, oraz Christian Lacroix Ambre dla mężczyzn (!), które miały swoją premierę całkiem niedawno; na szczęście mój mąż ciągle się nimi psika, a ja wdycham i wdycham i się nimi upajam...
Kochani, pozwólcie, że z tego miejsca złożę Wam życzenia noworoczne: 

Wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku! Oby 2015 był piękny, inspirujący, i jeszcze lepszy niż 2014! Dziękuję, że jesteście ze mną, xo
The best of 2014

The best of 2014

Kochani! Dzisiaj mam dla Was ostatni post w roku 2014 - jest to moje podsumowanie i ranking 5 najważniejszych i najlepszych rzeczy, jakie spotkały mnie w mijającym roku; obok wydarzeń znajdziecie linki do postów im poświęconych, gdzie możecie dowiedzieć się więcej na dany temat... 

1. Remont domu






Jest to zdecydowanie najważniejsze wydarzenie dla mnie i mojej rodziny. W 2014 roku udało nam się zyskać całkiem nowy dom (po przebudowie), oraz wyremontować i urządzić go tak, jak sobie zamarzyłam i zaplanowałam... Jestem dumna i szczęśliwa, że się udało...

Salon z kuchnią - KLIK
Sypialnia - KLIK oraz aktualizacja KLIK
Korytarz - KLIK oraz KLIK
Gabinet - KLIK

2. Szkolenie na Cyprze


Najwspanialsza podróż minionego roku. Fantastyczne szkolenie, wspaniali ludzie, ciekawe i inspirujące Pafos, które tętni życiem, a jednocześnie pozwala się wyciszyć...

Wyjazd i relacja ze szkolenia - KLIK
Cypryjskie przysmaki - KLIK
Moje ulubione widoki z Pafos - KLIK

3. Launch bloga lifestyle'owego Elfie's planet 



Tutaj możecie przeczytać mój pierwszy wpis na blogu, opublikowany 25 stycznia KLIK.

Jak na debiutantkę, myślę, że idzie mi całkiem nieźle? Mam nadzieję, że będę się permanentnie rozwijać i zmieniać bloga na lepsze. Póki co, blogowanie stało się moją pasją (chyba obecnie największą) i daje mi ogromnie dużo satysfakcji...


4. Szkolenie na Malcie + wycieczka na Gozo 


Moja relacja ze szkolenia i pobytu na Malcie - KLIK


Moje migawki z wycieczki na Gozo - KLIK

5. Wizyta u dietetyczki oraz zmiana sposobu odżywiania


Wiosną zmieniłam sposób odżywiania, pojechałam do profesjonalnej dietetyczki po dietę indywidualną (KLIK), zmieniłam nawyki żywieniowe oraz świadomość, a przy okazji schudłam prawie 10 kilo, odzyskałam figurę i lepsze samopoczucie! :-)

Jestem Wam bardzo wdzięczna, że ze mną byliście i dziękuję za wszystkie miłe słowa oraz komentarze. Mam nadzieję, że w 2015 roku pojawią się jeszcze lepsze wydarzenia i posty, i że zostaniecie ze mną na długo... 
Happy New Year! xo
Denko na koniec roku

Denko na koniec roku



Na koniec roku uzbierało mi się trochę zużytych opakowań (opakowania w moim niebieskim pudełku gromadziłam 2 miesiące - od listopada), zatem jeszcze przed końcem roku 2014, przedstawiam Wam moje dwumiesięczne denko... 


PRODUKTY DO OCZYSZCZANIA TWARZY

  • Red Blocker płyn micelarny (200 ml) - przeznaczony do cery naczynkowej (której nie posiadam), ale wygrałam go w konkursie beglossy, więc postanowiłam spróbować. Niestety, moim zdaniem, jest za tłusty (wyskakiwały mi po nim pryszcze itp.) i trochę kiepsko oczyszcza z makijażu i brudu. Na pewno nie kupię.
  • Cleanic płatki kosmetyczne (120 szt.)  jedne z lepszych wacików na polskim rynku; wielki plus za delikatność i wydajne opakowanie.
PRODUKTY DO MYCIA CIAŁA

  • Żele pod prysznic Jardins du Monde od Yves Rocher (200 ml), których recenzję znajdziecie TUTAJ; w listopadzie zużyłam żel o zapachu fioletowego ryżu z Laosu, który uwielbiam, natomiast w grudniu zmęczyłam żel o zapachu lawendowym, który wlewałam do wanny jako płyn do kąpieli po bardzo męczącym dniu (zapach dla mnie za ciężki)
  • AVON Senses Garden of Eden (500 ml) - dobra cena (ok. 10 zł), bardzo ładny zapach i duża, wydajna butla. Niestety, pomimo udoskonalonej, nawilżającej formuły, nadal wysusza moją skórę, więc raczej więcej nie kupię.
  • Lactacyd Plus - płyn ginekologiczny do higieny intymnej na podrażnienia i upławy (200 ml). Produkt o ładnym, delikatnym zapachu, jednak bez rewelacji - ja nie widziałam żadnych efektów stosowania (prócz myjących). Poza tym trochę drogi (w promocji kosztował 12 zł za jedynie 200 ml) i mało wydajny. 
PIELĘGNACJA CIAŁA

  • AVON Solutions Cellu Break 5D (150 ml) - serum antycellulitowe z kwasami AHA; to już moje czwarte opakowanie tego produktu - muszę przyznać, iż jest dość skuteczny w walce z cellulitem i świetnie ujędrnia, jednak trzeba bardzo uważać, aby nie wystawiać skóry na słońce w trakcie używania tego produktu (o czym ostrzega sam producent na opakowaniu)!!!
  • AVON Care krem do rąk z masłem kakaowym i witaminą E (100 ml) - wydajny, taniutki, świetnie pachnie i nawet nieźle nawilża. Ulubiony krem do rąk mojego męża, dla mnie raczej bez rewelacji.
WŁOSY

  • Garnier Olia, farba do włosów bez amoniaku - RECENZJA
  • AVON Naturals - szampon z odżywką 2w1 Mango i Imbir (250 ml) - uwielbiam jego zapach i głównie z tego powodu co jakiś czas do niego wracam. Poza tym, ułatwia rozczesywanie długich włosów.
  • 2 suche szampony do włosów: Batiste o zapachu orientalnym (200 ml) - produkt kultowy, bardzo dobry (jestem właśnie w trakcie używania drugiej butli), ładnie pachnie i odświeża włosy, oraz Beauty Formulas (150 ml), dostępny w drogeriach SuperPharm; pochodzenie (UK), cena (14,90 PLN) oraz działanie praktycznie takie samo, jak Batiste, jednak mniejsza pojemność działa na jego niekorzyść i w związku z tym, Batiste zostaje moim ulubionym suchym szamponem.
KOLORÓWKA
  • Dior 5 Couleurs- paleta 5 cieni do powiek (tester) nr 559 (jest to chyba jakaś stara edycja, znana u nas pod nazwą Paryskie światła). Jak dla mnie, cienie za bardzo się osypują i mają za dużo drobinek, w związku z czym nie nadają się do użytku przy soczewkach kontaktowych. Wzięła je zatem moja mama i zużyła 2 kolory, potem oddała paletkę mnie, ale ja jej nie używałam i teraz muszę wyrzucić ze względu na ich starość.
  • Tusz Supershock MAX od AVON (10 ml), który jest moim ulubionym tuszem (i chyba niedługo poświęcę mu nieco więcej uwagi) - nie skleja, nie uczula, świetnie podkreśla i pogrubia rzęsy, a przy tym nie kruszy się do oka i nie robi grudek. Dla mnie the best!
  • Miss Sporty Just Clear Mascara - bezbarwna odżywka do rzęs i brwi (8 ml), dostępna np. w drogeriach Rossmann, za ok. 10 zł. Znam ten produkt od lat; stosuję głównie jako żel wygładzający do brwi, ponieważ nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego działania na rzęsy. 

I to tyle zużytych, pustych opakowań przed końcem roku. Odczuwam ogromną ulgę, że mogę wreszcie poddać recyklingowi plastikowe buteleczki, zaś resztę wyrzucić do kosza, a w Nowy Rok wchodzę z miejscem na nowe, jeszcze lepsze kosmetyki... xo
Last minute Christmas decorations

Last minute Christmas decorations

Ho ho ho! Dzisiaj przychodzę do Was z propozycjami dekoracji i aranżacji świątecznych last minute. Są to rzeczy proste, szybkie w wykonaniu i, moim zdaniem, całkiem ładne :) 

Patent na stroik nr 1 - bierzemy wiklinowy wianek, w środek wkładamy świeczkę (ze względów praktycznych najlepiej sprawdza się w szkle, jak np. ta z IKEA o zapachu lodów śmietankowych - mniam!), natomiast w wianku mocujemy wybrane ozdoby według upodobań - mogą to być bombki, orzechy, gałązki jemioły, świerku itp. Jeśli wolimy białe dekoracje i mamy na to czas, możemy ring spryskać sztucznym śniegiem lub pomalować farbkami... Ja moje dekoracje znalazłam w pudle na strychu i zrobiłam stroik z tego, co było pod ręką :)


Patent na stroik nr 2 - do doniczki lub osłonki wkładamy żywe lub sztuczne gałązki, dodajemy szyszki, bombki i co tylko jeszcze nam się podoba... i gotowe!

Patent nr 3 - jak powiesić jemiołę, gdy nie ma za bardzo gdzie powiesić jemioły - wkładamy ją po prostu w torebkę (może być również torba z szarego papieru) i stawiamy lub wieszamy na wieszaku w przedpokoju ;)

Patenty na aranżacje stołu: świąteczne podkładki, serce do powieszenia oraz szklane lampioniki z wstążkami i serduszkami z Pepco za niecałe 5-10 zł za sztukę (!), biały lampion i osłonka z cyprysem w środku z IKEA (lampion za niecałe 10 zł, pozostałe dekoracje w granicach 4-5 zł za sztukę). Do tego wszystkiego serwetnik i świąteczne serwetki, pierniki oraz napój jabłkowy z przyprawami, które pokazywałam Wam już w haulu z IKEA TUTAJ plus ozdoby wyjęte z szafy lub ze strychu...



Ponadto, proste aranżacje z wykorzystaniem bombek w nieco inny sposób niż powieszone na choince (jak widać, u mnie wszystko jest trochę inne niż u większości rodzin - choinka nie ma bombek, bombki leżą na stole i się śmieją z choinki, zaś sznur lampek choinkowych okala regał na książki i zdjęcie ślubne w salonie). Jak widać na załączonych obrazkach, bombki włożyłam w szklane słoiki i/lub wazony, lub po prostu nonszalancko położyłam luzem na stole, półce i parapecie... Bo taki mam kaprys i proszę mnie nie pytać po co i dlaczego... ;)




A jakie Wy macie patenty na xmas decor in da haus? xo
Przedpokój 2

Przedpokój 2

Dzisiaj, zgodnie z obietnicą, uchylam rąbka tajemnicy i pokażę Wam ostatnie wyremontowane pomieszczenie w moim domu, które w zasadzie można określić na różne sposoby: ganek, wiatrołap, wejście do domu, korytarz. Sama tak naprawdę dobrze nie wiem, co to jest. Zobaczcie, jak wyglądało to w trakcie przebudowy wiosną 2014 roku, kiedy to zamurowaliśmy balkon, wyburzyliśmy ściany i z całej tej struktury zrobiliśmy osobne wejście do domu (zdjęcie wrzuciłam wtedy na mój Instagram):


Dzisiaj to pomieszczenie prezentuje się mniej więcej tak:



Na razie to tyle... 
Wracam niebawem z nowym postem na temat dekoracji świątecznych last minute, xo
Eksplozja pomarańczy, czyli Revlon Colorburst Matte Lipbalm

Eksplozja pomarańczy, czyli Revlon Colorburst Matte Lipbalm

Witam wszystkich serdecznie w ten grudniowy poranek! Dzisiaj przynoszę odrobinę ciepła i koloru w postaci matowego balsamu do ust - Colorburst Matte Balm od Revlon, w kolorze Mischievous (co z angielskiego oznacza "psotny","swawolny", "szelmowski" ;))...


Co prawda, szał na matowe pomadki w kolorze pomarańczy opanował świat mody i wizażu w sezonie wiosna/lato 2014, kiedy to czołowi projektanci oraz wizażyści nałogowo przemycali mocne oranżowe usta w swych pokazach lub makijażach. Ja wtedy oczywiście bardzo chciałam się skusić na ten trend, ale jakoś tak spróbowałam raz, po czym brakło mi odwagi wyjść tak do pracy czy na ulicę, i dałam sobie spokój. Na początku grudnia zobaczyłam jednak pomadki Revlon na przecenach w perfumerii Douglas oraz drogerii Hebe i postanowiłam sobie jednak zaszaleć, ożywiając mój nieco smutny zimowy look i zamówiłam pomadkę na douglas.pl, korzystając ze wspomnianej zniżki oraz darmowej dostawy. 

Moje pierwsze wrażenia były jak najbardziej pozytywne; gdy tylko odpakowałam pudełko, wiedziałam, że jest to TEN kolor, że to będzie miłość od pierwszego użycia (a w zasadzie drugiego, gdyż wiosną próbowałam już tego koloru na ustach w stacjonarnej perfumerii w Częstochowie). Poniżej przedstawiam Wam swatch koloru:


Obietnice producenta:
"MATOWY BALSAM DO UST COLORBURST
Połączenie matowego efektu z nawilżająco-odżywczą recepturą balsamu do ust. Miękka, jedwabista formuła zapewnia niezwykle przyjemną aplikację oraz skuteczną pielęgnację ust. Wysuwana końcówka podczas stosowania dopasowuje się do kształtu ust."


Na stronie producenta znalazłam również info, iż produkt zawiera potrójny kompleks z masła shea, mango i masła kokosowego, natomiast ani na opakowaniu, ani na stronie nie podano szczegółowego składu produktu (jeśli ktoś zna, to będę wdzięczna za pomoc)...

Plusy:
  • genialny kolor
  • dobra jakość w przystępnej cenie
  • piękne opakowanie, któremu ciężko się oprzeć
  • wygodna aplikacja
  • nie wymaga użycia konturówki (łatwo obrysować nią najpierw kontur ust) ani temperówki (ma wykręcaną końcówkę)
  • nawilża usta
  • dosyć trwała
Minusy:
  • jak wszystkie szminki w odcieniach pomarańczy, sprawia, że nasze zęby wyglądają na bardziej żółte
  • wymaga nieskazitelnej, idealnej cery (gdy focus jest na pomarańczowe usta, oczy pozostawiamy neutralne, delikatnie podkreślone, natomiast cerę traktujemy dobrym podkładem i konturujemy/ocieplamy bronzerem)
  • troszeczkę się roluje na ustach
  • po aplikacji daje nieco dziwne uczucie chłodzenia (które jednak mija po jakimś czasie i usta są nawilżone) 
Podsumowanie / moja subiektywna ocena:
Kolor żywy, trendy i moim zdaniem bardzo ładny. Pomadka daje efekt aksamitnie matowych ust, a jednocześnie ich nie wysusza. Produkt jest niezwykle łatwy i wygodny w aplikacji. Pachnie trochę mentolowo (jeśli komuś przyjdzie do głowy wąchać kredkę, to może wyczuje subtelną świeżą, miętową nutę) i n początku daje delikatne uczucie chłodzenia/mrowienia (sama dobrze nie wiem, jak to nazwać). Jeśli mam wskazać wady Colorburst, to zdecydowanie przeszkadzają mi dwie rzeczy: 1) rolowanie na ustach i 2) nieco zbyt matowe, "tępe" wykończenie. Być może nie jest to idealny wybór na zimę, ale myślę, że wiosną i latem sprawdzi się świetnie na wyjścia... 

I jak Wam się podoba takie szaleństwo na ustach w samym środku zimy? Koniecznie dajcie znać, co o tym sądzicie w komentarzach pod postem. Dziękuję za każde słowo konstruktywnej krytyki. Pozdrawiam ciepło, xo
Przedpokój

Przedpokój

Dzisiaj nie pojechałam do pracy, gdyż ze względu na tzw. Wigilie klasowe, moje zajęcia zostały odwołane (Święta idą!). Jestem zatem w domu i pracuję nad moimi dwoma blogami, którym ostatnio ze względu na brak czasu nie poświęcałam zbyt wiele uwagi... Wierzcie mi, że wolałabym ten czas na pisanie jednak mieć, gdyż jest to moje ulubione zajęcie, i gdyby nie konieczność pójścia do pracy, zostałabym w domu i pisała bloga... Tak czy siak, dzisiaj przychodzę do Was z nową porcją zdjęć z metamorfozy mojego mieszkania, i w zasadzie jest to ostatnie wnętrze, jakie udało mi się zaaranżować (Yeah!). Mieliśmy skończyć przed Świętami, i udało nam się! Odczuwam zatem wielką radość i ulgę, choć nie oznacza to, że nie będę zmieniać wystroju i upiększać moich wnętrz :)


W zasadzie, niewiele rzeczy znajduje się w tym wnętrzu - na ścianie wieszaki z Home&You, kinkiety zakupione w Castoramie oraz pamiątkowe zdjęcia z mojego pierwszego pobytu w Anglii (mojego autorstwa), oprawione w ramki z passe-partout. Do dekoracji na podłodze użyłam "badyli" z  IKEA, a za jakiś czas chciałabym również postawić w korytarzu jakieś fajne szafki na buty, lecz na razie nie wiem, na jakie się zdecydować, a szukam czegoś fajnego...
Diorshow = no show

Diorshow = no show

Witajcie! Dziś mam dla was krótką recenzję ekskluzywnego tuszu do rzęs marki Dior, o nazwie Diorshow New Look, w kolorze brązowym (694 - New Look Brown). 


Tusz dostałam w prezencie od mamy (kupiła go już jakiś czas temu w sklepie wolnocłowym), ale jakoś tak wrzuciłam go do szuflady z kosmetykami do użytku "za jakiś czas" i totalnie o nim zapomniałam... Tak czy siak, postanowiłam po czasie przetestować kilka nowych produktów z mojej szufladowej poczekalni i oto Diorshow New Look wpadł w moje ręce. Przez parę dni malowałam nim rzęsy, obserwowałam, jak się sprawuje, i wreszcie postanowiłam podzielić się z Wami moimi wrażeniami w niniejszym poście...

Przeznaczenie/Obietnice producenta:

Takie oto informacje o produkcie znajdziecie na oficjalnej stronie Dior KLIK:

The prodigious mascara with volume enhancer action, lash by lash. An exclusive nano-brush captures and coats every single lash, even the tiniest ones.
A Lash Multiplier™ serum treatment formula thickens, separates and extends the lashes for an infinitely multiple lash effect. Day by day,  a repaired and strengthened appearance is achieved for a fuller lash look.

W skrócie, tusz ma za zadanie wzmacniać objętość rzęs, a dzięki ekskluzywnej nano-szczoteczce pokrywa każdą, nawet najmniejszą rzęsę. Specjalna opatentowana formuła pogrubia, rozdziela i wydłuża rzęsy. Zgodnie z obietnicą producenta, maskara ma nrównież naprawiać i wzmacniać nasze rzęsy dzień po dniu.


Plusy:
  • megaeleganckie, luksusowe opakowanie
  • bezzapachowy, nie uczula
  • nie kruszy się do oka, nadaje się do noszenia przy soczewkach kontaktowych
  • lekki, nie daje efektu ciężkich rzęs
  • idealny dla krótkich włosków; zgodnie z obietnicą, dociera do każdej rzęsy
Minusy:
  • nie daje spektakularnego efektu na rzęsach i za bardzo nie pogrubia
  • jak dla mnie, zbyt mała szczoteczka, nie nadaje się do długich rzęs
  • tusz szybko wysycha w opakowaniu
  • trochę skleja rzęsy :/
  • cena (155 zł za 10 ml).

Moja ocena:
Ogólnie tusz OK i  krzywdy nie robi, ale poza tym, nie robi naszym rzęsom praktycznie nic. Nie wiem, czy jest wart swojej ceny, ja osobiście na pewno go nie kupię, gdyż nie lubię takich małych szczoteczek. Moim zdaniem, Diorshow New Look bardziej docenią posiadaczki krótkich rzęs, jak np. moja mama, która była tym tuszem zachwycona... Tak czy siak, szału (albo raczej show'u) ni ma. 


A Wy co sądzicie o kosmetykach kolorowych Dior? Piszcie, czy kiedykolwiek miałyście coś z Dior'a lub czy marzycie o jakimś produkcie... xo
Sypialnia - aktualizacja

Sypialnia - aktualizacja

Witajcie! Dzisiaj przychodzę do Was z aktualizacją wystroju sypialni - Święty Mikołaj wysłuchał kilka z moich próśb z grudniowej wishlisty i w związku z tym, udało mi się zdobyć rolety rzymskie (jednak bardziej intymne i romantyczne niż żaluzje), uzupełnić drzwi, zakupić szafy oraz wyhaczyć jako prezent cudny dywan pod łóżko (wełniany, w modny deseń zebry)... Efekt update'u zobaczcie i oceńcie sami... Miłego dnia! xo





Kryształowe Oczyszczanie od Farmony

Kryształowe Oczyszczanie od Farmony

Dzisiaj biorę pod lupę Wodę Micelarną do demakijażu twarzy i oczu Kryształowe Oczyszczanie firmy Farmona, z serii Professional,o pojemności 500 ml, którą moja mama zakupiła u swojej kosmetyczki za bodajże 38 zł. Używam jej od ok. trzech tygodni, zatem mogę Wam już co nieco na jej temat powiedzieć...


Obietnice producenta:
Woda micelarna Kryształowe Oczyszczanie zawiera następujące składniki aktywne: ekstrakty z mydlnicy, z lilii wodnej oraz aloesu, d-panthenol oraz inulinę (prebiotyk). Zdaniem producenta, woda nadaje się do każdego typu cery, również do cery wrażliwej oraz do zmywania makijażu wodoodpornego i szczucznych rzęs (nie używam, zatem tego działania nie jestem w stanie ocenić). Produkt ten gruntownie, lecz delikatnie oczyszcza cerę z makijażu i nadmiaru sebum (dodatkowo, nie pozostawia tłustej warstwy na skórze), a poza tym nawilża, neutralizuje, zapobiega wysuszaniu oraz łagodzi podrażnienia. Produkt ten jest delikatny, bezzapachowy, nie zawiera alkoholu.

Skład/Ingredients:
Aqua (Water), Hamamelis Virginiana Distillate, Propylene Glycol, Aloe Barbadensis (Aloe) Extract, Aesculus Hippocastanym (Horse Chestnut) Seed Extract, Polysorbate 20, Sodium Cocoamphoacetate, Saponaria Officinalis (Soapworth) Root Extract, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Inulin, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Citric Acid, Disodium EDTA.

Więcej na temat działania poszczególnych składników aktywnych, jak również opis produktu, znajdziecie na stronie producenta TUTAJ.

Zalety produktu:
  • fajny, naturalny skład
  • pojemny i wydajny płyn
  • ładne, eleganckie opakowanie
  • mimo, iż producent zapewnia, że jest to produkt bezzapachowy, ja wyczuwam w nim delikatne, roślinne nuty - zapach przyjemny
  • oczyszcza całkiem szybko i nieźle - na cały demakijaż wieczorny (podkład + oczy, bez wodoodpornych kosmetyków) zużywam trzy płatki dość mocno nasączone wodą micelarną
  • nie zostawia tłustego filmu
  • nie podrażnia mi skóry twarzy
  • szybko złagodził zaczerwienioną skórę po ostrej mikrodermabrazji i kwasach
Wady:
  • płyn wylewa się z pompki i rozbryzguje po blacie w łazience (trzeba uważać, żeby sobie nie prysnąć np. na ubranie)
  • mimo, iż jest to produkt naturalny i hipoalergiczny, oczy po demakijażu tym płynem mnie trochę szczypią i łzawią
  • duża, nieporęczna butla, nie nadaje się do zabrania w podróż i zajmuje bardzo dużo miejsca w łazience
  • w opisie w języku angielskim wkradło się jedno polskie słowo w opisie kosmetyku ("Przeznaczenie") - jako filolog, nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła na to uwagi ;)
Moja subiektywna ocena:
Bardzo pojemny i wydajny płyn do codziennego demakijażu. Nieźle oczyszcza, chociaż w porównaniu z innymi płynami (np. Garnier), szału nie ma. Fakt faktem, miałam w ostatnim tygodniu bardzo podrażnioną skórę po zabiegu mikrodermabrazji korundowej oraz kwasach, więc tutaj szybko mi się wszystko "zneutralizowało" oraz "zagoiło" (mam na myśli głównie zaczerwienienia), natomiast przez tydzień skóra się łuszczyła, co jest chyba po takim zabiegu normalne...

Moim zdaniem bardziej sprawdzi się w salonach kosmetycznych niż w domu. Ja na szczęście dostałam do wypróbowania od mamy, ale jeśli mam być szczera, to ze względu na rodzaj opakowania i fakt, że szczypią mnie oczy (mam bardzo wrażliwe i nosze soczewki), nie kupiłabym tego kosmetyku.  Niby jest w porządku, ale jakoś szczególnie się w nim nie zakochałam. Już się nie mogę doczekać, aż wrócę do mojego ulubionego płynu micelarnego od Garniera... xo
Haul świąteczny w IKEA

Haul świąteczny w IKEA

Po chwilowej bezczynności na blogu, wracam z poprawionym samopoczuciem i nowymi inspiracjami (a muszę się przyznać, że ostatnio dopadła mnie jakaś zimowa chandra i przemęczenie... i na nic nie miałam siły - nawet pisać i robić zdjęcia)...
Na szczęście, wczoraj odwiedziłam sklep IKEA w Katowicach, gdyż dokupowaliśmy resztę rzeczy do sypialni i na korytarz (który pokażę Wam w kolejnym poście), i w związku z udanymi zakupami, humor znacznie mi się poprawił, natomiast ta wyprawa napełniła mnie jeszcze większą ochotą na Święta i wypoczynek w moim świeżo wyremontowanym domku. Przy okazji zakupów meblowo-dekoracyjnych oraz takich niezbędników jak wycieraczka, szufelka, czy miseczki do zestawu obiadowego, nie mogłam przejść obojętnie obok kilku pozycji nawiązujących do Świąt Bożego Narodzenia... i w związku z tym pokażę Wam, co wpadło do mojego wózka z zakupami:


Na stolik kawowy lub stół świąteczny zamierzam postawić pierniki w świątecznej puszce, dwa napoje bezalkoholowe (jabłkowy z przyprawami oraz koktajl o smaku owocowym), serwetki ze świątecznej edycji specjalnej (jest kilka naprawdę ładnych wariantów) w białym metalowym serwetniku, oraz dwie świeczki w szkle, które postawię na białym porcelanowym podstawku. Jak widać na załączonym obrazku, w tym roku postanowiłam uderzyć w dwa kolory: biel i czerwień. Pozostałe dekoracje utrzymam chyba jednak raczej w odcieniach bieli :)

Jeśli zaś chodzi o dekorację parapetów, to na korytarz upolowałam biały lampion za 10 zł (są też inne kolory, w tym czerwony) oraz moje ulubione Zamioculcasy, które włożyłam w wiklinowy koszyk ze sklepu Praktiker:


Poza tym, już przed wejściem na magazyn z regałami, dopadłam dwa malutkie cyprysiki, które włożyłam w urocze białe osłonki:


To tyle na dzisiaj... Mój mąż właśnie skręca szafy, więc zaraz po obiedzie zabieram się za ogarnianie i układanie rzeczy... Mam zatem sporo zajęć na całe popołudnie i wieczór... :) Trzymajcie się ciepło i do następnego! xo
Garnier Olia - pierwsze wrażenia

Garnier Olia - pierwsze wrażenia

No i stało się! Zdradziłam swój ukochany Casting Satynowy Blond, a to dlatego, że będąc ostatnio w drogerii Hebe, zaintrygowała mnie promocja na farby Garniera Olia, które, podobnie jak Casting z L'Oreal'a, służą do trwałej domowej koloryzacji, ale nie zawierają amoniaku. Farby kosztują teraz 15,99, natomiast bez promocji 20 zł, więc jest to naprawdę świetna cena. Mam tylko nadzieję, że jakość produktu będzie wysoka, a stwierdzę to tak naprawdę w 100% dopiero, gdy zobaczę, jak farba zmywa się z włosów w ciągu miesiąca. Tak czy siak, zapraszam Was na pierwsze wrażenia z koloryzacji z Garnier Olia...



Jak widać na zdjęciu poniżej, w kartonowym pudełku znajdziemy następujące komponenty:
  1. krem utleniający
  2. krem koloryzujący
  3. odżywka 'Jedwabista Miękkość i Blask'
  4. rękawiczki
  5. instrukcja obsługi

Dla siebie wybrałam kolor nr 8.31, tj. Złocisty popielaty blond. A oto moje wrażenia po pierwszym zastosowaniu farby: produkt bardzo przyjemnie pachnie, mimo aplikacji za pomocą miseczki i pędzla, łatwo i szybko nakłada się na włosy, i w ogóle nie spływa z włosów! Jeśli chodzi o sam kolor, to jest to ciepły, złoty odcień blondu (nieco ciemniejszy niż mój poprzedni satynowy blond z Casting'u) - dosyć intensywny, równy i całkiem ładny... :) Póki co, nie zastosowałam jeszcze odżywki, gdyż mam szybko przetłuszczające się włosy, i te odżywki stosuję rzadko, np. w weekendy, gdy nie planuję wyjścia z domu.

Plusy:
  • niska cena 
  • bez amoniaku
  • wzbogacone naturalnymi olejkami kwiatowymi
  • miły zapach
  • sprawdzona, zaufana marka - znam tę firmę, lubię i ufam jej od lat, poza tym, oprócz L'Oreal'a, Garnier jest chyba jedynym producentem środków do domowej koloryzacji, o której pozytywnie wypowiadają się fryzjerzy ;)
  • nie spływa z włosów
  • kolorek jest żywy i ładny, zgodny z opisem na opakowaniu
Minusy:
  • opakowanie produktu wymaga użycia miseczki i pędzla (np. Casting ma tak pomyślane opakowanie, że już nie potrzebne są żadne dodatkowe akcesoria, natomiast aplikacja jest nieco łatwiejsza, bardziej wygodna i jeszcze szybsza)
  • przy moich bardzo krótkich włosach i podgolonych bokach, nadmiar nałożonej farby nieco mnie szczypał w szyję i przy uchu, ale w miejscach, gdzie włosów jest więcej, nic podobnego się nie działo.
Ogólna ocena:
Moim zdaniem, produkt fajny. Myślę, że wypróbuję jeszcze jakiś inny odcień z palety Garnier Olia. Zobaczę jeszcze, jak kolor zmywa się z włosów przy codziennym myciu i czy będzie się coś z nim działo. Jeśli nie, jestem jak najbardziej pozytywnie nastawiona. xo
Przedświąteczny nastrój

Przedświąteczny nastrój

Chociaż do Świąt jeszcze ponad dwa tygodnie, to już mnie wzięło na świąteczne klimaty, i w związku z tym, pierwsze elementy wystroju już pojawiły się w moim domu - na początek wyjęłam dzisiaj ze strychu mini podświetlaną choinkę, której światło wprawia mnie już w błogi nastrój... 


Podświetlana choinka stożek - limba-dekoracje.pl, ramka na zdjęcie - Home&You (stara kolekcja), rolety rzymskie Padva - dekoria.pl       

Choineczka stoi dumnie na parapecie w salonie,a  mi nie pozostaje mi już nic innego, jak tylko zasiąść na kanapie pod kocem z aromatyczną kawą lub herbatą, dobrą lekturą (aktualnie czytam najnowszą biografię Poświatowskiej), i ewentualnie jakąś nienachalną, nastrojową muzyką w tle... 

Postanowiłam sobie również w następnym tygodniu odwiedzić kilka sklepów i marketów w poszukiwaniu ozdób świątecznych... W tym roku marzą mi się lampiony ze świeczkami w środku, żywe stroiki w jakichś ładnych osłonkach lub koszyczkach, oczywiście bakalie na stoliku kawowym, może jakieś świąteczne poszewki na poduszki do salonu, oraz podświetlane girlandy z lampek, tzw.  cotton balls (jak na banerze obok). Dajcie znać, czy u Was już ruszyły przygotowania do Świąt i czy też już nie możecie się doczekać tego magicznego czasu? xo
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger