Darowanej High Impact Mascara się w zęby nie zagląda... a jednak!

Darowanej High Impact Mascara się w zęby nie zagląda... a jednak!

Witajcie! Dzisiaj na tapecie tusz do rzęs High Impact firmy Clinique. Recenzja tego tuszu jest bardzo krótka i rzeczowa - NIE POLECAM, GDYŻ SZCZYPIĄ MNIE PO NIM OCZY. Lecz jeśli chcecie ode mnie nieco więcej wysiłku i zaangażowania w tej sprawie, wyjaśniam oto całą akcję: miniaturę tego tuszu (3,5 ml, w kolorze czarnym) dostałam w perfumerii Sephora, a w zasadzie wymieniłam na nią swój stary, żużyty tusz (akcja ta miała miejsce w sieci perfumerii Sephora w całej Polsce, chyba w sierpniu, o ile mnie pamięć nie myli). I niestety, mimo, iż "wyhaczona" za darmo, to muszę sobie na nią ponarzekać, gdyż moim zdaniem jest to jakieś totalne nieporozumienie. 



Po pierwsze: ten tusz mogę nosić zaledwie godzinę od aplikacji. OK, szczoteczka ma fajny, uniwersalny kształt, aplikacja tuszu jest łatwa i przyjemna, zaś sam tusz wygląda dość ładnie na rzęsach, ALE UWAGA: po ok. godzinie oczy zaczynają mnie szczypać, tusz się kruszy, a przy soczewkach kontaktowych jest to po prostu kaplica... Ja nie daję rady, soczewki wyciągam, natomiast tusz zwyczajnie muszę zmyć... :/ 



Pani z Sephory, która wymieniała mi ten tusz, powiedziała, że pełnowymiarowy produkt kosztuje ok. 149 zł. Całe szczęście, że taka akcja miała miejsce, i że można się było przekonać, że ta mascara nie jest warta ani jednej złotówki. 

W ogóle może jestem jakaś inna, ale nie rozumiem uwielbienia do  marki Clinique. Kiedyś zakupiłam sobie miniatury słynnego systemu 3 kroków... i one również mnie podrażniły i uczuliły. WTF??? Czyż Clinique to przypadkiem nie jest firma, która zajmuje się produkcją kosmetyków hipoalergicznych? Nie wiem, dla mnie są one bardzo alergiczne i po prostu bublowate. Absolutnie nie warte swojej ceny. Jednym słowem: ten tusz do rzęs, jak również inne kosmetyki firmy Clinique, zupełnie się u mnie nie sprawdzają i ja ich więcej kupować ani testować nie zamierzam. Do trzech razy sztuka minęło i myślę, że już więcej nie wróci :/

A Wy jakie macie doświadczenia z Clinique? Wymieniłyście latem swoje tusze na High Impact Mascara? xo
Jak ujarzmić splątane kołtuny, czyli recenzja Tangle Teezer

Jak ujarzmić splątane kołtuny, czyli recenzja Tangle Teezer

Witajcie dziewczyny (oraz mamy, które mają problem z rozczesaniem włosów swoich pociech)! Dzisiaj mam dla Was recenzję produktu kultowego, fetyszu większości beauty blogerek i fryzjerów na całym świecie - fikuśną i nowoczesną szczotkę(a raczej hybrydę szczotki do włosów i grzebienia) o wdzięcznej nazwie Tangle Teezer. Domyślam się, że niniejszy wpis będzie zapewne milionowym peanem na cześć Tangle Teezer'a, ale nie bez powodu - ten produkt to totalna rewolucja i najgenialniejszy beauty wynalazek, jaki kiedykolwiek wymyślono!!!



Jak widać na zdjęciach powyżej, szczotka ma ciekawy kształt i design (występuje w różnych wariantach kolorystycznych, rozmiarach i wersjach), natomiast ząbki są ułożone dość gęsto, na przemian dłuższe z krótszymi (ponoć jest ich aż 400!). Dzięki temu, rozczesywanie włosów jest tak proste, jak odliczenie "1,2,3" - i gotowe! Poza tym, Tangle Teezer świetnie wygląda, dość wygodnie trzyma się w dłoniach, i dodatkowo masuje skórę głowy oraz wygładza włosy. 


Muszę przyznać, że byłam niezwykle ciekawa tej szczotki, gdyż przy moim ogromnym problemie z rozczesywaniem włosów, nasłuchałam się opinii vlogerek na youtube oraz naczytałam opinii na blogach, i wszyscy zgodnym chórem polecali szczotkę TT. Podczas ostatniej wizyty u fryzjera przekonałam się, że szczotka ta faktycznie działa, gdyż rozczesała mi włosy błyskawicznie i bezbolesnie :) Zdecydowałam się na jej zakup, gdy tylko pojawiła się online w ofercie perfumerii Douglas (openbox TUTAJ) i nie zawiodłam się. Szczotka kosztuje ok. 35 zł - moim zdaniem cena nie jest wygórowana, choć dla niektórych może się wydawać droga. Mimo to, uwierzcie mi na słowo: ten wydatek naprawdę się opłaca i nie pożałujecie ani jednej wydanej złotówki!!! ZDECYDOWANIE POLECAM :-)

Jeśli chcecie zakupić ten produkt, możecie go dostać w drogeriach Hebe, na douglas.pl, w niektórych salonach fryzjerskich oraz na stronie producenta KLIK.

PS. KRÓTKA INSPIRUJĄCA HISTORIA NA WEEKEND: 
Pomysł Shaun'a P., Brytyjczyka, który wymyślił tę cudowną szczotkę, oraz prośba o dofinansowanie, zostały odrzucone w programie Dragon's Den (Jak zostać milionerem). Mimo to, facet nie poddał się i w 2012 roku wypuszczono produkt na rynek. Od tego czasu, szczotka stała się hitem na całym świecie (sprzedano ponad 6 mln sztuk w 60 krajach), zdobyła ponad 20 nagród, i pomogła  "odrzuconemu" przedsiębiorcy zgarnąć miliony. Shaun P.teraz śmieje się w twarz cwanym grubym rybom z Dragon's Den, i dalej robi swoje... A szczoteczko-grzebyk sprzedaje się jak świeże bułeczki :)

Co sądzicie o TT? Macie jakieś inne sposoby na rozczesanie splątanych włosów? xo
Denko wrześniowe 2 - AVON

Denko wrześniowe 2 - AVON

Zgodnie z obietnicą, dzisiaj druga część moich wrześniowych zużyć, tym razem wszystkie kosmetyki od firmy AVON, które przetestowałam i zużyłam do cna we wrześniu:



* Płyn do kąpieli 500 ml Warm vanilla & fig - bardzo ładna butla, kolor płynu mocno fioletowy + obłędny zapach figi, jednak wg mnie zbyt intensywnie pachnie i uczula skórę (zbyt dużo chemii/ substancji zapachowych w składzie?)

* Skin So Soft Ujędrniająco-naprawczy balsam do ciała z olejkiem babassu. Mała pojemność (250ml), ale dośc miła konsystencja i zapach. Ogólnie ok, nawet nie wysuszał skóry, jednak czy faktycznie ujędrniał, nie jestem pewna.

* Przywracający równowagę szampon z odżywką 2w1 Mango i Imbir z serii Naturals o poj. 250 ml (moja mała wersja podróżna). Mój ulubiony szampon do włosów, totalny evergreen, po którym moje włosy świetnie się układają i dobrze rozczesują (mam z tym spory problem). Cudny zapach, który uwielbiam! 

* Peeling do stóp Sorbet z papai, 75 ml. Super owocowy zapach, lekka konsystencja, delikatnie złuszcza skórę stóp. Stosowałam go pod prysznicem lub podczas kąpieli. Polecam ten produkt, jednak nie jestem pewna, czy nadal jest w ofercie...

* Głęboko nawilżający krem do stóp Gliceryna i Masło Kakaowe w wersji XXL, tj. 150 ml.  Super wydajny produkt, dość dobrze nawilża skórę stóp przy codziennym stosowaniu. Polecam, bardzo lubię dbać o stopy i zazwyczaj sięgam właśnie po kosmetyki firmy Avon.

* Upiększający krem BB Solutions SPF15. Rewelacyjny: hipoalergiczny, lekki, idealnie "stapiał się" z moją skórą i lekko ją rozświetlał (zawiera połyskujące drobinki). Mimo pojemności 30 ml, dość wydajny, wystarczył mi na kilka miesięcy. Jedyny minus za odcień - jasny okazał się jednak zbyt ciemny i odznaczał się od szyi :/

* Solutions Truly Radiant: rewitalizująco-rozświetlający krem na dzień SPF15 + naprawcza emulsja na noc, obydwa produkty zapakowane w szklane, eleganckie słoiczki o pojemności 50 ml. Moim zdaniem średnie - kremy słabo nawilżają skórę, mogą plamić niektóre tkaniny i szczerze powiedziawszy - nie mogłam się doczekać, aż je zużyję do końca i zastąpię jakimiś lepszymi kosmetykami.

* Anew Vitale Żel-krem do pielęgnacji okolic oczu. Kremy z serii Anew Vitale są przeznaczone do pielęgnacji cery 25+, ale dla mnie milion razy lepiej sprawdza się seria Reversalist. Mój żelowy krem na noc z tej serii tak mocno pachniał, uczulał i wysuszał policzki, że oddałam go znajomemu, natomiast krem pod oczy zużyłam tylko dlatego, że faktycznie wygładzał pierwsze zmarszczki pod oczami (ale nie używajcie go zbyt blisko oczu, gdyż w efekcie oczy mogą szczypać i łzawić!).

* Próbka kremu Ideal Flawless CC z SPF50 w kolorze Nude. Kolor idealny, super krycie, ale przeraża mnie skład tego produktu (zawiera Benzophenone-3), więc chyba poszukam czegoś "bezpieczniejszego" do codziennego make-up'u w ofercie innych marek...

Dajcie znać, co Wy zużyłyście i polecacie we wrześniu oraz czy znacie wymienione tutaj kosmetyki (oraz co o nich sądzicie)... xo

PS. Produkty innych firm, które zdenkowałam w tym miesiącu, znajdziecie TUTAJ.
Marokańskie odmładzanie z owocem opuncji

Marokańskie odmładzanie z owocem opuncji

Dzisiaj biorę pod lupę krem przeciwzmarszczkowy z dodatkiem olejku z opuncji figowej Arganou do cery dojrzałej, suchej i zniszczonej, zakupiony w Maroku, o pojemności 50 ml. W Polsce krem znalazłam w ofercie importera, firmy Magvita KLIK, w dość przystępnej cenie - 35 zł, natomiast inne produkty firmy (olejki itp.) można zakupić TUTAJ.


Obietnice producenta + informacje dotyczące stosowania:

Niestety, wszystkie informacje na opakowaniu są w języku francuskim, więc sporo czasu zajęło mi przetłumaczenie etykiety na język polski. Jak informuje producent, jest to kosmetyk BIO, stworzony z naturalnych surowców, pochodzących w upraw ekologicznych, bez parabenów i bez konserwantów chemicznych. Oprócz wspomnianego olejku z opuncji, krem wzbogacono również kwasem hialuronowym dla poprawienia jędrności skóry i dodania jej blasku. Kosmetyk należy aplikować rano i wieczorem, na dokładnie oczyszczoną twarz oraz szyję, delikatnie masując. 

Skład/Ingredients:

Aqua, hydrogenated castor oil behenyl esters, magnesium sulfate, sodium chloride, parfum (fragrance), prunus amygdalus dulcis oil (sweet almond oil), barbary fig seed oil/opuntia ficus-indica oil, glyceryl oleate, sodium benzoate.

Moje wrażenia:

Długo nie mogłam się do tego kremu przekonać, a głównym powodem było niezbyt zachęcające (mało ekskluzywne) opakowanie, wrażenie dość "ciężkiej/tłustej" konsystencji oraz zapach, który kojarzył mi się z bułgarską różą... :/ Mimo to, postanowiłam zafundować mojej skórze swego rodzaju detoks, dzięki czemu odpocznie ona od całej tej paskudnej chemii, jaką faszerują nas koncerny kosmetyczne, i w końcu zdecydowałam się na wypróbowanie tego produktu. 

Używam kremu od początku września (tj. od ok. 3 tygodni) i póki co, muszę przyznać, że jestem z niego bardzo zadowolona. Okazuje się, że do zapachu można się przyzwyczaić, natomiast krem wcale nie jest za tłusty i dość szybko się wchłania (mam skórę mieszaną - tłustą w strefie T, natomiast dość wysuszoną i wrażliwą na policzkach). Krem jest przeznaczony do cery dojrzałej (ja mam dopiero 30+, ale myślę, że nic złego się nie stanie), suchej, zniszczonej, jak również wrażliwej. Zauważyłam spore wygładzenie skóry oraz kurzych łapek, poprawę elastyczności i nawilżenia, natomiast moi rodzice, będąc na wczasach w Maroku, sprawdzili na sobie działanie kojące tego kosmetyku i stwierdzili, że nic tak dobrze nie łagodziło skóry po poparzeniach słonecznych, nawet specjalne balsamy do ciała po opalaniu!  Dodam jeszcze, że kremik nadaje się również pod makijaż.



Jeśli macie jakieś pytania odnośnie tego kosmetyku, piszcie śmiało w komentarzach. Jestem również ciekawa, jakie biokosmetyki Wy polecacie... xo
Remont - salon + kuchnia

Remont - salon + kuchnia


Moi drodzy, dzisiaj przedstawię Wam rezultat prawie półrocznego remontu, który miałam w domu. Krótko i na temat: wyburzona ściana tak, aby połączyć kuchnię z salonem, wymarzona czerwona cegła na ścianie (jeśli za kilka lat się opatrzy, zawsze można ją pobielić), beton architektoniczny na sufitach oraz na ścianie telewizyjnej, eklektyzm, tj. połączenie elementów vintage/retro z modernistycznym, industrialnym klimatem.

Tak było w trakcie:




A tak to wygląda teraz:












Dajcie znać, jak Wam się podoba. xoxo












Denko wrześniowe 1

Denko wrześniowe 1

Moja torba do projektu denko już pęka w szwach (poprzednie denko znajdziecie TUTAJ), zatem nie zamierzam dłużej się ociągać i oto przychodzę do Was z następującymi "pustakami" wraz z krótką opinią na ich temat:




1) L'Oreal Casting Creme Gloss w kolorze 801 Satynowy Blond - po rozjaśnieniu mojego ciemnego blondu żelem rozjaśniającym Casting Sunkiss, którego recenzję znajdziecie TUTAJ, pojawiły się nieestetyczne odrosty, więc postanowiłam je pokryć beżowym odcieniem; farby Casting były kiedyś moimi ulubionymi produktami do domowej koloryzacji, i powiem szczerze, że zamierzam do nich wrócić na dłużej :) nie zawierają amoniaku i zmywają się po miesiącu :)

2) Żel pod prysznic Original Source Mango & Macadamia 250 ml - jak obiecuje opakowanie, produkt ten jest "wegański" i "naszpikowany naturalnymi składnikami"; pachnie obłędnie owocowo, dobrze się nim myje, nie zawiera rutyny i całkiem dobrze nawilża skórę, chociaż ma jeden minus - zawiera SLS (Sodium Laureth Sulfate) :/

3) Chusteczki do demakijażu BeBeauty (dostępne w Biedronce) do cery suchej i wrażliwej 25 szt - zawierają ekstrakt z płatków róży, pantenol i ekstrakt z aloesu, nadają się do makijażu wodoodpornego i są hipoalergiczne; moja skóra kocha te chusteczki (jednak tylko tę różową wersję, po innych mam podrażnienia), zaś mój portfel kocha ich cenę (niecałe 4 zł!), więc gdy tylko widzę je w sklepie, kupuję hurtowo :)

4) DKNY Be Delicious Fresh Blossom woda perfumowana 30 ml - miły, kwiatowy zapach, jednak dosyć mocno wyczuwa się alkohol, i przez to nie mogłam go "wymęczyć" od dłuższego czasu - używałam go do odświeżania poduszek, szalików, itp.

5) Lactacyd Femina 400ml - emulsja do higieny intymnej, do codziennego użytku - najlepszy płyn do higieny intymnej, jaki kiedykolwiek miałam - wygodny w użyciu dzięki pompce i bardzo wydajny - używałam go chyba ze 2 lata, na przemian z innymi żelami i emulsjami dla kobiet, i żaden inny płyn mu nie dorównywał :)

6) Yves Rocher - delikatny szampon z wyciągiem z hamamelisu 300ml - do każdego rodzaju włosów; bardzo przyjemny i delikatny, włosy po nim były dobrze oczyszczone i mięciutkie. Fajny roślinny skład, bez silikonów, parabenów, substancji koloryzujących i SLS.

7) Garnier - wygładzający krem do rąk - skóra szorstka - miła konsystencja i zapach, jednak po remoncie nie dał rady nawilżyć i odżywić moich suchych i zniszczonych sprzątaniem dłoni :/ Moim zdaniem słabiutki.

8) Isana Hair Suchy Szampon 200 ml (z Rossmann'a) - nawet dobrze oczyszczał i odświeżał moje przetłuszczające się u nasady włosy, ale gdy miałam brązowe włosy, sprawiał, że wyglądały na szare - moim zdaniem nadaje się tylko do włosów w kolorze blond.

9) Isana zmywacz do paznokci (z Rossmann'a) - ma przyjemny zapach migdałów (zawiera olejek migdałowy), szybko i dokładnie usuwa lakier - jest to zdecydowanie mój ulubieniec, najczęściej do niego wracam :)

10) Bielenda Esencja Młodości - Nawilżająca maseczka na pierwsze zmarszczki 30+ - maseczka w saszetce do cery mieszanej oraz wrażliwej, wystarcza na 2 zastosowania - cudnie pachnie i faktycznie dobrze nawilża, poza tym ogromny plus za to, że nie zawiera parabenów, sztucznych barwników, oleju parafinowego oraz PEG, natomiast ma w składzie Bio kwas hialuronowy, roślinne komórki macierzyste z drzewa arganowego, czy witaminę B3. Z pewnością będę do niej wracać, zresztą uwielbiam maseczki tej firmy.

Poza wyżej wymienionymi kosmetykami, zużyłam również sporo kosmetyków firmy AVON, ale to już niebawem w części 2 wrześniowego projektu denko. Jeśli macie jakieś uwagi i/lub pytania nt. wymienionych tu kosmetyków, piszcie śmiało w komentarzach. Jestem również ciekawa, jakie kosmetyki Wam się udało ostatnio zużyć do cna, xo
Home&You - haul zakupowy do domu

Home&You - haul zakupowy do domu


Moi drodzy, tym razem zakupy online do świeżo wyremontowanego salonu i kuchni, z mojego ulubionego sklepu Home&You. Jak zwykle trafiłam świetne okazje z letnich wyprzedaży, a cała olbrzymia paka kosztowała naprawdę niewiele. W moim zakupowym koszyku znalazły się następujące cacka: koc Lucy 2, odświeżacz + saszetki zapachowe Harmony, zestaw łazienkowy Colour - Element: dozownik do mydła + mydelniczka, komplet podkładek + duża podkładka Tessera, oraz wymarzony durszlak Handy.




Dodatkowo kupiłam jeszcze vintage termometr do kuchni za niecałe 3 zł (!), którego nie ma na tych zdjęciach, oraz za symboliczny grosik dostałam kubek do zamówienia. Dajcie znać, czy lubicie Home&You i co ostatnio przykuło Waszą uwagę w ich sklepie (lub co sami kupiliście do domu)... Czekam na Wasze komentarze! xoxo












Lepsze gospodarstwo domowe, czyli haul zakupowy z Betterware

Lepsze gospodarstwo domowe, czyli haul zakupowy z Betterware


Kochani, dzisiaj przychodzę do Was z haulem zakupowym z katalogu Betterware, który oferuje sprzęty oraz środki do gospodarstwa domowego. Firma wywodzi się z Londynu (duży plus!), a jej aktualną ofertę możecie przejrzeć TUTAJ

Lubię od czasu do czasu zakupić sobie jakieś użyteczne produkty do domu (zwłaszcza do kuchni i łazienki) od mojej konsultantki Betterware, gdyż uważam, że robią całkiem fajne, użyteczne i dobre gatunkowo rzeczy, a przy tym mają świetne promocje cenowe. Oto, co kupiłam na jesiennej wyprzedaży, z katalogu wrześniowego:



- tabletki do zmywarki, 24 szt./ 2 opakowania
- trójkątne miski, 3l /2 szt. + 1,6l /2 szt.
- lunchbox
- shaker do sosów i dressingów
- silikonowa podkładka pod garnek
- miska z cedzakiem
- pokrywka do mikrofalówki
- ściereczka z mikrofazy
* gąbka z kieszonką na mydło - GRATIS od mojej konsultantki :-)

A Wy lubicie kupować tego typu gadżety? Co ostatnio zakupiliście do swojego domu, dzięki czemu Wasze życie stało się łatwiejsze? xo





Mała rzecz, a cieszy, czyli zakupy online w douglas.pl

Mała rzecz, a cieszy, czyli zakupy online w douglas.pl

Klientką perfumerii Douglas jestem od kilku lat, ale w tym tygodniu skusiłam się na szybciutkie i malutkie zakupy w ich sklepie internetowym - jest to mój pierwszy zakup w sklepie online Douglas'a, ale muszę przyznać, że bardzo poprawił mi humor i jak dotąd, jestem bardzo zadowolona...

Skusiłam się na noc zakupów z 20% rabatem, a nabyłam wymarzoną i niezwykle mi potrzebną szczotkę Tangle Teezer (mam ogromny problem z rozczesywaniem włosów) oraz akcesoria do pielęgnacji paznokci, tj. pilnik i bloczek do polerowania Peggy Sage. Na zakupy wydałam niecałe 50 zł (w tym koszty wysyłki), a radości z tych skromnych zakupów mam mnóstwo :-)











OPAKOWANIE + WYSYŁKA: Produkty zapakowano w estetyczne niebieskie, douglasowkie tekturowe pudełko, zabezpieczono w środku papierem oraz specjalnym foliowym "balonikiem", natomiast paragon wraz z dokumentami zwrotu zapakowano w firmową kopertę. Dodatkowo, Douglas oferuje bezpłatne pakowanie towarów na prezent, zatem pozwoliłam sobie z tej szansy skorzystać (patrz: niebieskie pudełeczko z czarną wstążką na ostatniej fotografii). Szczotka Tangle Teezer w oryginalnym plastikowym pudełku, pilnik i bloczek Peggy Sage zafoliowane + 3 wybrane przeze mnie próbki luzem w pudełku.


KONTAKT Z KLIENTEM/ OBSŁUGA KLIENTA: Dostałam maila z potwierdzeniem złożonego zamówienia, maila z podsumowaniem, maila nt. zaksięgowania płatności online oraz na koniec maila o wysyłce paczki kurierem (z numerem do śledzenia przesyłki, tzw. tracking number), sms od firmy kurierskiej DHL oraz, dodatkowo, fakturę na adres e-mail. Obsługa klienta oraz informowanie o statusie zamówienia na jak najwyższym poziomie. 

OGÓLNA OCENA: Piątka z plusem. Wszystko wygląda super, było ładnie zapakowane i zabezpieczone do transportu, natomiast cała transakcja przebiegła szybko, sprawnie i profesjonalnie. Jestem megazadowolona z zakupu. Następnym razem może jednak wybiorę się do perfumerii stacjonarnej, gdyż jako bonus dostałam bon -25 zł :)

A Wy kiedyś kupowałyście na douglas.pl? Jakie są Wasze ulubione sklepy drogeryjne i/lub perfumerie online? 










Weekendowe przyjemności #1

Weekendowe przyjemności #1

Sobotnie przedpołudnie. Chwytam za laptopa, przeglądam listę czytelniczą, bloguję. Kawa obowiązkowa. Prasówka (dzisiaj wrześniowe wydanie Instyle UK). Po śniadaniu jednak wiem, że nadeszła pora na moje weekendowe przyjemności, czyli małe domowe SPA i kosmetyczne zabiegi. 

Postanowiłam jednak tym razem wszystko dokładnie zaplanować, gdyż zazwyczaj zawsze o czymś zapomnę, albo z powodu innych zajęć domowych, po prostu nie zdążę. Oto mój plan na sobotnio-niedzielne urodowe zabiegi:



- peeling twarzy + maseczka oczyszczająca z serii Planet Spa od AVON, potem nawilżanie organicznym kremem z marokańskim olejkiem arganowym, a wieczorem po demakijażu - maseczka nawilżająco-przeciwzmarszczkowa Bielenda (Esencja Młodości, 30+)

- kąpiel + depilacja, a po niej nawilżanie ciała (mleczkiem Yves Rocher)

- farbowanie włosów (w lipcu rozjaśniałam mój mysi blond żelem Casting Sunkiss - recenzja TUTAJ) - dzisiaj stawiam na odcień 801 Satynowy Blond z mojego ulubionego Casting Creme Gloss L'Oreal'a, potem nawilżę końcówki jedwabiem Biosilk

- pedikiur + manikiur, po całotygodniowym zmywaniu i sprzątaniu, czas na zadbanie o paznokcie i pomalowanie ich na jakieś fajne, rozweselające kolory

- zapachy: świece, olejek z Pachnącej szafy oraz ulubione perfumy: dzisiaj mam ochotę na moje ukochane DKNY Be Delicious, które są świeże i przypomną mi jeszcze kończące się lato, natomiast jutro... kto wie, może AVON Instinct (zapach sygnowany nazwiskiem Megan Fox, który bardzo mi się podoba; idealny na sezon jesienno-zimowy).

- poza tym obowiązkowo na rzęsy serum + tusz; dzisiaj dam skórze odpocząć od makeupu i pomaluję jedynie usta jakąś mocniejszą pomadką :)

A Wy jak spędzacie weekend? Jakie zabiegi wykonujecie w domu, a jakie u fryzjera lub kosmetyczki? 








Rzeczy, bez których nie mogę żyć

Rzeczy, bez których nie mogę żyć

Rzeczy, bez których nie mogę żyć: 



Jak widać na załączonym obrazku, nie potrafię się obyć bez kosmetyków, pięknych wnętrz, lektury ulubionych magazynów i książek, mojego laptopa (i bloga, ma się rozumieć!) oraz aparatu fotograficznego. A jak to wygląda u Was? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii i będę wdzięczna za każdy zostawiony komentarz. xo









5 ulubionych blogów i dlaczego je czytam

5 ulubionych blogów i dlaczego je czytam



Kochani, dzisiaj moje top 5 z listy czytelniczej bloggera:

1. Design Your Life http://designyourlife.pl/

Jest to blog lifestylowy Aliny Moskwy, niezwykle kreatywnej i inspirującej dziewczyny ze Śląska. Zaglądam na niego regularnie, gdyż Alina mnie inspiruje, fajnie pisze oraz robi genialne zdjęcia i przeróżne DIY. I ma bardzo podobny gust do mnie: kocha piękne wnętrza, podróże i dobre jedzenie w restauracjach.

2. nissiax8http://nissiax83.blogspot.com/

Blog Polki mieszkającej w Nowym Jorku. Agnieszka jest kosmetologiem, zna się na kosmetykach i wspaniale o nich opowiada (jest również moją ulubioną vlogerką, którą śledzę na youtube). Poza tym jest weganką i  maniaczką zdrowego stylu życia. Podziwiam ją za to.

3. Joanna - Interesting Details From My World - blog kosmetyczny
http://joanna-interestingdetails.blogspot.com/

Dziewczyna z Łodzi, ma ogromną wiedzę na temat kosmetyków różnych firm, również tych mniej znanych i eko. Testuje kosmetyki, ładnie maluje paznokcie, zawsze jest szczera i prawdziwa. A przy tym bardzo miła i sympatyczna; często zagląda na mojego bloga i zawsze zostawia jakieś ciepłe słowo.

4. Justinka in the Kitchen - blog kulinarny http://justinka.com/

Blog mojej imienniczki i koleżanki ze szkolnych lat (czasy licealne + studia). Uwielbiam jej pasję do gotowania i apetyczne fotografie, oraz pomysły na zestawy śniadaniowe do pracy (były mi szczególnie pomocne na diecie). Sama nie bardzo lubię gotować, nie spędzam dużo czasu w kuchni, ale lubię oglądać programy kulinarne i czytać bloga Justinki, bo zaostrza mi apetyt... na życie. 

5. Make Life Easier http://www.makelifeeasier.pl/

Tego bloga chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Mimo, iż jest jednym z najpopularniejszych w Polsce, oglądam i podziwiam w nim doskonałe fotografie, nie tylko Kasi Tusk. Moda jest tutaj dla mnie na drugim planie. Ten blog mnie inspiruje. Sama chciałabym, u mnie było tyle klasy i elegancji.

A jakie blogi Wy czytacie i dlaczego? Jestem ciekawa, co Was interesuje oraz inspiruje w blogosferze. Z góry dziękuję za każdy komentarz i pozdrawiam wszystkich serdecznie. Do następnego !(A tak na marginesie, szkoda, że jutro cała ta wyzwaniowa zabawa się kończy, bo sprawiła mi dotychczas ogromnie dużo satysfakcji i dzięki niej poznałam kilka naprawdę ciekawych osób i blogów)... 
xo








10 rzeczy o mnie, o których nikt nie wie

10 rzeczy o mnie, o których nikt nie wie


1. Gdybym nie była anglistką, zostałabym wizażystką. Kocham kosmetyki i mogłabym je testować oraz gadać o nich godzinami, a ponadto interesuje mnie makijaż (mam nawet ukończony kurs wizażu i makijażu I stopnia). 

2. Kiedyś (przez rok) chodziłam do szkoły plastycznej i malowałam obrazy oraz rysowałam (głównie portrety). Dzisiaj moją potrzebę artystycznej ekspresji wyzwalam poprzez amatorską fotografię lub dekorowanie wnętrz.

3.  Rano lubię ciszę i spokój i nie znoszę, gdy ktoś do mnie gada (chyba że radio lub TV, gdyż nie muszę nic odpowiadać).

4.  Miałam w życiu już 3 zabiegi chirurgiczne pod narkozą.

5.  Pisałam kiedyś wiersze. Oprócz jednego krytyka i jednej polonistki, czytały je może 3 bliskie mi osoby, reszta ludzi raczej o tym nie wie.

6.  Uwielbiam, kiedy mężczyzna ma ładne, zadbane stopy i latem chodzi w japonkach :-)

7. Gdy podróżuję, lubię się wybrać sama na dłuuugi spacer, gdzie jestem tylko ja, nowe miejsca i mój aparat fotograficzny.

8.  "Cierpię" na tzw. Zespół Niespokojnych Nóg (Restless Leg Syndrome). Wie o tym tylko mój mąż.

9. Raz w życiu byłam na castingu (do "Drogi do gwiazd"). Nie wiem, co ja sobie wtedy myślałam!

10. Uwielbiam piosenki (i nie tylko) Justin'a Bieber'a; wszyscy hejterzy zapewne zechcą mnie teraz zlinczować, ale taka jest "obciachowa" prawda na mój temat: uwielbiam jego piosenki, jego ruchy i taniec. Nie wieszam plakatów nad łóżkiem jak nastolatka, ale po prostu doceniam talent i ekstra młodzieżową cool nutę. :-)

To tyle tajemnic. A Wy jakie macie sekrety? 
xo







Moje miejsce pracy blogowej / kreatywnej

Moje miejsce pracy blogowej / kreatywnej

Tak naprawdę, pomysły na wpisy przychodzą mi do głowy niemal wszędzie, najczęściej jednak w podróży lub w domu, natomiast pisanie i tworzenie postu dokonuje się w samym "centrum dowodzenia", czyli w moim gabinecie. Dlaczego w gabinecie? Gdyż jest to miejsce, w którym nikt i nic mi nie przeszkadza, nie rozprasza mojej uwagi, tutaj również pracuję nad tłumaczeniami lub przygotowuję i prowadzę lekcje angielskiego, dlatego gdy drzwi do gabinetu są zamknięte, to wiadomo, że jestem zajęta i nie należy mi przeszkadzać. Ponadto, w gabinecie znajdują się moje ulubione meble, książki, gadżety i kolory na ścianach, co pozwala mi pracować w przyjaznym otoczeniu, które stymuluje moją kreatywność i natchnienie do pisania, oraz zwyczajnie dodaje mi kopa (zwłaszcza jedna ściana w kolorze czerwonym)...









Wiem, że to miejsce jest dość kolorowe, ale wcale mi to nie przeszkadza; natomiast dzieci, które uczą się ze mną angielskiego w tymże pokoju, uwielbiają go i zwyczajnie dobrze się tu czują.

Dajcie znać, w jakich warunkach Wam się najlepiej pracuje i/lub tworzy. 
xo








Cypryjskie przysmaki / Cypriot delicacies

Cypryjskie przysmaki / Cypriot delicacies

Kochani, wracam po dwutygodniowej przerwie (tj. po remoncie... najgorsze nareszcie mam za sobą, ufff!). Zamierzam teraz pisać często i regularnie, mam już całą masę pomysłów i kilka kolejnych postów w głowie, którymi będę się z Wami sukcesywnie dzielić. Wiele osób jest bardzo ciekawych efektu końcowego remontu, ale to już niedługo, obiecuję!... Tymczasem ja nadal wspominam mój ostatni tygodniowy pobyt na Cyprze, w związku z czym dzisiaj postanowiłam napisać kilka słów na temat jedzenia oraz restauracji i knajp, które warto odwiedzić w Pafos. 


Oczywiście, wiele dań, które próbowałam, to greckie dania, w tym m.in. tsatsiki, souvlaki (na pierwszym zdjęciu poniżej), moussaka (zdjęcie nr 3), czy pastelaki (wafle orzechowe, przypominające nieco nasze sezamki).




Poza tym, miałam ogromną przyjemność i zaszczyt spróbować oryginalnych przysmaków przyrządzonych przez rodzinę naszego gospodarza, w tym cypryjskiej kawy, przeróżnych ciast, ciasteczek i deserów na bazie gęstego jogurtu greckiego. Wszystko było przepyszne, ale najbardziej smakował mi jogurt, moussaka i tsatsiki, no i chyba do końca życia nie zapomnę smaku ciasteczek z nadzieniem oliwkowym... Przywiozłam również kilka "fasolek" z drzewa karobowego do dekoracji (które można legalnie zbierać tylko jednego dnia w roku - 18 sierpnia). Na Cyprze można zakupić również syrop karobowy (używany głównie jako polewa do deserów lub jako składnik sosów), jednak dowiedziałam się od Georgios'a, że w zasadzie nie jest on stosowany w kuchni przez tzw. lokalsów.

Oryginalna kawa cypryjska:


Jeśli natomiast chodzi o knajpy w Pafos, warto odwiedzić restaurację o nazwie Mandra, która kiedyś była pomieszczeniem dla zwierząt, a obecnie specjalizuje się w Mezie i innych tradycyjnych daniach. Obsługa również na najwyższym poziomie.

Fragment wystroju Mandry (na zdjęciu poniżej):



Z kolei The oldest traditional taverna jest moim zdaniem przereklamowana - była to z pewnością nasza najdroższa kolacja i, niestety, chyba jedna z gorszych pod względem smaku. Na szczęście, trafiłyśmy na wieczór cypryjski, który rekompensował "profanację" tradycyjnych dań kuchni cypryjskiej (zwłaszcza mięs), podawanych z frytkami...




W Pafos niemal na każdym kroku da się zauważyć wpływy brytyjskie, w związku z czym większość pubów, jedzenie, picie i wieczorne rozrywki są typowo angielskie, gdyż stałymi bywalcami tych pubów są głównie Anglicy. Jednym z takich miejsc jest Pit Stop Pub, który niezbyt elegancki wystrój nadrabia pysznym jedzeniem i swojską, domową atmosferą. Tam właśnie spróbowałam wyśmienitej moussaki z sałatką warzywną oraz sałatki z kurczakiem (fotka poniżej).


Dajcie znać, czy próbowaliście kiedyś któregoś z wymienionych przysmaków, lub czy polecacie coś zupełnie innego... xo








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger