Projekt denko: listopad-grudzień 2017

Projekt denko: listopad-grudzień 2017

Moje postanowienie noworoczne? Robić denka co miesiąc (a może już wcale?), żeby puste opakowania nie straszyły z siaty. Niestety, ostatnio nie udało mi się ogarnąć zużyć przed końcem roku, więc zapraszam Was na spóźnione denko, jeszcze z 2017 roku. Jest tu sporo hitów, więc zapraszam na przegląd.


CIAŁO

Sanex, dermo 7in1 protection (50 ml) - całkiem fajny antyperspirant, aczkolwiek szukam jakiegoś odpowiednika z dobrym (możliwie jak najbardziej naturalnym/bezpiecznym) składem, więc nie wiem, czy jeszcze do niego wrócę - zawiera sole aluminium.

Avon, Naturals: Pachnąca mgiełka Śliwka i Wanilia (100 ml) - fajny produkt do odświeżania powietrza w toalecie o ładnym, słodkim zapachu. Czasem używam mgiełek Avon do pomieszczeń, ale nigdy do ciała (nie widzę potrzeby pryskania się czymś z alkoholem denat. w składzie). 

OnlyBio Mydło w płynie (500 ml) - dla mnie to mydło jest lepsze od popularnych naturalnych mydeł innej polskiej marki, ponieważ lepiej domywa dłonie z brudu lub tłuszczu oraz nie przesusza dłoni (w zasadzie można zapomnieć o kremie do rąk). Dla mnie bomba! RECENZJA

Biolove, Dezodorant kwiatowy (50 ml) - tu z kolei mamy naturalny skład (bez aluminium, SLS, PEG, silikonów, parabenów czy barwników), ale brak jakiejkolwiek ochrony przed przykrym zapachem. Z wielkim bólem serca muszę stwierdzić, że się nie sprawdził. Zużyłam w dni, w które nie musiałam wyjść do ludzi.

APIS Natural Cosmetics Ultra-Odżywcze masło do ciała z minerałami z Morza Martwego i masłem shea (200 ml) - bardzo przyjemne i nie tłuste masło do ciała; skóra po nim byla miękka, gładka i dobrze nawilżona. Może kiedyś jeszcze do niego wrócę. RECENZJA

Douglas Home Spa Harmony of Ayurveda Fizzing Bath Cube (24 g) - fajny, świeży zapach cytrusów, produkt w sam raz na raz. Generalnie nie przepadam za kostkami do kąpieli (zdecydowanie wolę naturalne płyny i olejki), więc nie wiążę z tym produkcji przyszłości.

Douglas Essential Hydrating Gloves - nawilżające rękawiczki do suchych dłoni z wyciągiem z kwiatu japońskiej wiśni. Mimo, iż są jednorazowe, użyłam ich jakieś 3 razy - są rewelacyjne! Myślę, że kupię je dla mojego męża, który ma bardzo, ale to bardzo suchą skórę na dłoniach - genialnie nawilżają i regenerują.


Dove,Shower Foam (200 ml) - kolejny produkt z Meet Beauty; mimo, iż jest to pianka do mycia ciała, to zużyłam jako mydło w płynie dla gości. Kilka razy umyłam nią dłonie i ciało, ale skład jest raczej sztuczny. Na pewno nie wrócę do tego produktu.


TWARZ

Buna, Płyn micelarny do skóry suchej i wrażliwej Aloes (380 ml) + Drożdżowo-glinkowa maseczka oczyszczająca szałwia (70 ml) - przyjemne kosmetyki o ziołowych zapachach, niskich cenach i fajnym działaniu. Chętnie wypróbuję również inne warianty maseczek. RECENZJA

Natur Pharm, Serum U (30 ml) - naturalne masełko do ust, które ma w składzie tylko masło shea. Bardzo je lubiłam, ale smarowałam nim usta głównie po wieczornym demakijażu (było dla mnie trochę za tłuste na dzień). Wyrzucam, bo się popsuło.

GlamGlow Flashmud Brightening Treatment (15g) - mini wersja kultowej maseczki rozjaśniającej rodem z Hollywood. Maseczka jest genialna - cudownie złuszcza i rozjaśnia cerę, a przy tym jest bardzo przyjemna w użyciu, więc na pewno będę na nią polować na jakichś mega promocjach. Na szczęście, mam w zapasach jeszcze jedno opakowanie :)

Holika Holika Sleek Egg Skin Cleansing Foam (140 ml) - rewelacyjny produkt do oczyszczania cery! Myślę, że jeszcze kiedyś do niego wrócę pomimo faktu, że cena (ok. 50 zł) i opakowanie średnio mi się podobały (ani to jajko eleganckie, ani poręczne). RECENZJA

Eveline, Oczyszczająco-wygładzająca maseczka z zieloną glinką (50 ml) - dostałam ją od organizatorów Meet Beauty. Mimo iż skład nie do końca mi się podobał (nie jest to kosmetyk naturalny), z przyjemnością zużyłam do końca. Była całkiem przyjemna (fajnie pachniała, pozostawiała cerę odświeżoną i nawilżoną), jednak ja kupuję naturalne kosmetyki pielęgnacyjne, więc nie planuję do niej wracać.

Klairs, Rich moist soothing sheet mask (23 ml) - naturalna nawilżająco-regenerująca maska w płacie z kwasem hialuronowym, ma bardzo dobry skład, działanie oraz niską cenę (8 zł), więc na pewno będę do niej wracać (mam jeszcze 2 sztuki w zapasie).

Face Love X-Mas Spices Santa Claus Face - maska w płacie o zapachu świątecznych przypraw, z wymalowaną facjatą Świętego Mikołaja. Nie tylko nawilżyła moją cerę w tym wyjątkowym dniu, ale przydała się również do charakteryzacji (przez co Mikołaj był nie do rozpoznania!). Fajna przygoda, ale raczej na raz. 

BeautyOil, Nawilżająco-ochronny krem na dzień (50 ml) + Regenerująco-odżywczy krem na noc (50 ml) + Nawilżająco-drenujący krem pod oczy (15 ml) - najlepsze naturalne kremy do twarzy, z jakimi jak dotąd miałam styczność (krem na noc i pod oczy zapodziały mi się gdzieś i niestety nie ma ich na zdjęciu). Chętnie jeszcze do nich wrócę, serdecznie polecam! RECENZJA

Avene, Cleanance (100 ml) - dermo-żel do oczyszczania twarzy (w zasadzie miniatura z Joybox'a). Albo był za stary, albo po prostu trochę mnie uczulił, więc nie myłam nim twarzy, tylko używałam do czyszczenia pędzli i gąbek do makijażu - w tej roli spisał się świetnie. Mimo to, więcej do niego nie wrócę.

Sylveco, Lipowy płyn micelarny (200 ml) - kultowy i wychwalany przez blogerki micelek nie zachwycił mnie aż tak, jak niebieski Vianek, więc nie wrócę już do niego. Jest delikatny i nie szczypie w oczy, ale trochę kiepsko domywa eyeliner i mocniejszy makijaż.


WŁOSY

Batiste, Dry shampoo wild & cheeky cherry (200 ml) - jeden z moich ulubionych suchych szamponów i niezbędnik na toaletce. Ten zapach lubię i pewnie jeszcze nie raz do niego wrócę. 

Sylveco, Odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany (300 ml) - naturalny szampon o świeżym, cytrusowym zapachu. Dobrze oczyszczał włosy, natomiast bez odżywki nie mogłam rozczesać po nim włosów. Raczej wypróbuję coś z Vianka niż wrócę do tego szamponu. 


MAKIJAŻ

Missha Perfect Cover BB Cream SPF42 / PA +++ No. 23 (20 ml) - słyszałam tyle rewelacji na temat tego kultowego azjatyckiego kremu bb, że postanowiłam spróbować. Na szczęście, na próbę zamówiłam mniejsze opakowanie - krem był dla mnie za ciężki, zapychał, jego skład nie do końca mi się podobał, a kolor ciężko dopasować do jasnej, słowiańskiej karnacji. Nigdy więcej!

Indigo Nail Therapy (10 ml) - odżywcza baza pod lakiery do paznokci. Nawet lubiłam ten produkt (choć teraz znalazłam lepszą bazę-odżywkę z Yves Rocher), ale wyrzucam, bo już zgęstniał i nie da się nim malować. 

Blend-it! Gąbka do makijażu (gratis do magazynu "Glamour") - byłam bardzo zadowolona z tej gąbki - super miękka i komfortowa w użyciu. Myłam ją po każdym użyciu i spisywała się rewelacyjnie. Jedyny jej minus to taki, że czasem minimalnie osypywał mi się z niej taki czarny pyłek podczas malowania. Poza tym, chętnie wypróbuję też inne warianty tej marki. 


ZAPACHY

Yves Rocher Clementine & Epices - świeczka z limitowanej kolekcji o cudownym zapachu mandarynki z przyprawami korzennymi. Jeśli jeszcze kiedyś będzie dostępna, z ogromną przyjemnością do niej wrócę. RECENZJA

Yankee Candle, Mulberry & Fig Delight + Warm Cashmere - z ubiegłorocznej jesiennej kolekcji zostały mi tylko te 2 woski (na pozostałe 2 wymieniłam się z koleżanką). Bardzo lubiłam te zapachy i "męczyłam" je całą jesień i zimę, aż do świąt. RECENZJA 


I jak, dobrnęliście do końca? Znacie te produkty? Ja jestem zadowolona, że większość stanowią jednak kosmetyki naturalne (ja sama staram się kupować właśnie taką pielęgnację) i do kilku z nich z pewnością jeszcze kiedyś powrócę. Oczywiście, zużyłam także kilka drogeryjnych produktów, które otrzymałam na spotkaniach blogerskich, ale sama takich kosmetyków raczej nie kupię. Mam nadzieję, że kolejne denka będą mniejsze i że będzie w nich więcej produktów ekologicznych oraz naturalnych. xo

Umyj twarz jajkiem!

Umyj twarz jajkiem!

Bardzo lubię mieć doskonale oczyszczoną skórę, w związku z tym chętnie testuję nowe produkty do demakijażu. Jakieś pół roku temu skusiłam się na piankę myjącą koreańskiej marki Holika Holika z ekstraktem z żółtka oraz hydrolizowanej skorupki jajka. Przyznam szczerze, że to fikuśne i oryginalne opakowanie średnio przypadło mi do gustu, natomiast działanie tego produktu przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zapraszam Was na recenzję jednego z ciekawszych kosmetyków, jakich używałam w 2017 roku.


Holika Holika Sleek Egg Skin Cleansing Foam to delikatna pianka myjąca, która ma za zadanie zmywać makijaż, brud i sebum, a jednocześnie wygładzać i nawilżać skórę. Zawiera m.in. ekstrakt z żółtka jajka, hydrolizowaną skorupkę i ocet ryżowy. Bogate w lecytynę i witaminę D żółtko ma za zadanie nawilżać i odżywiać skórę, natomiast naturalnie sfermentowany ocet ryżowy odpowiada za efekt odświeżenia oraz lepsze wchłanianie składników aktywnych w głąb skóry. Sposób użycia: niewielką ilość produktu należy nalać na dłoń, następnie zaaplikować na wilgotną twarz, masować aż do momentu uzyskania piany, a na koniec zmyć wodą. 

Składniki (INCI) - wg strony producenta:
Water, Disodium Cocoamphodiacetate, Glycerin, Cocamide Dea, Lauric Acis, Potassium Hydroxide, Potassium Chloride, Egg Yolk Extract, Hydrolized Egg Shell Membrane, 1,2-Hexanediol, Egg Shell Powder, Vinegar, Disodium Edta, Caprylyl Glycol, Caprylhydroxamic Acid, Phenoxyethanol, Fragrance.


Opakowanie przypomina jajko kurze, z tym, że jest znacznie większe. Jest niezwykle fikuśne, ale szczerze mówiąc bardzo niepraktyczne. Najpierw należy zdjąć wieczko, a potem dopiero otworzyć połówkę jajka i wydobyć z niego żel-piankę. Było to dosyć irytujące i dla mnie zbędne, dlatego ja wieczko po prostu schowałam w szafce. W opakowaniu mamy 140 ml produktu i wbrew pozorom, jest to bardzo wydajny kosmetyk. Całe "jajeczko" zużyłam po kilku (tj. ok. 4-5) miesiącach, przy czym wstępny demakijaż wykonywałam za pomocą płynu micelarnego oraz olejku do demakijażu.


Konsystencję możecie zobaczyć na zdjęciu - jest to transparentny, żółtawy żel, który przy kontakcie z wodą zamienia się w białą piankę. Produkt delikatnie "trąci" jajkiem, ale o dziwo dla mnie było to raczej przyjemne doznanie ;) Co do działania kosmetyku, to wszystkie obietnice producenta zostały spełnione - pianka pozostawia cerę doskonale oczyszczoną, nawilżoną i gładką niczym pupcia niemowlaka. Co więcej, pianka była bardzo łagodna dla mojej skóry; nie podrażniała mnie ani nie ściągała. Byłam z jej działania bardzo, ale to bardzo zadowolona. Moja skóra była w doskonałej kondycji podczas jej używania, więc z pewnością za jakiś czas jeszcze do niej wrócę (gdy zaczęłam używac innego produktu do zmywania olejku, zauważyłam nieznaczne pogorszenie stanu cery). Swój egzemplarz kupiłam w Kontigo za około 50 zł (pianka w zależności od sklepu kosztuje ok. 49-55 zł), jednak uważam, iż mogłaby kosztować trochę mniej - powiedzmy, ok. 30 PLN. Tak czy inaczej, na pewno warto się za nią rozglądać na promocjach.

Plusy:

  • przyjemna konsystencja 
  • ciekawy, nienachalny zapach
  • idealnie współgra z olejkami do demakijażu (dokładnie wszystko domywa)
  • rewelacyjne działanie oczyszczające i wygładzające
  • nie podrażnia, nie uczula
  • nie ściąga skóry, pozostawia ją miękką i nawilżoną.

Minusy:

  • niezbyt udane opakowanie
  • phenoxyethanol w składzie (mam fioła na tym punkcie i strasznie mnie to wkurza, że większość azjatyckich kosmetyków go zawiera :/)
  • cena dla mnie trochę za wysoka.

 Moja ocena: 7/10. 


Polecam wypróbować - mycie twarzy jajkiem może być baaardzo przyjemne! xo

Kalendarz adwentowy Douglas & Yves Rocher - druga połowa i podsumowanie zawartości

Kalendarz adwentowy Douglas & Yves Rocher - druga połowa i podsumowanie zawartości

Już minął tydzień od Świąt i za chwilę wkroczymy w Nowy (mam nadzieję, że o wiele lepszy) Rok. Dzisiaj mam dla Was zaległy post, w którym chciałam zaprezentować zawartość oraz krótko podsumować drugą połowę kalendarzy adwentowych Douglas i Yves Rocher. Jeśli jesteście ciekawi, to bez zbędnych wstępów zapraszam dalej.



DOUGLAS

Dzień 13 - Miniatura kremu do twarzy Daytox Rich Cream (10 ml). 

Dzień 14 - Chusteczka samoopalająca do twarzy i ciała Douglas Sun - meeh.

Dzień 15 - Miniatura dwufazowego płynu do demakijażu Douglas Essential (50 ml). 

Dzień 16 - Mini kredka do oczu (nr 1 Black) Douglas. 

Dzień 17 - Rolletka (10 ml) wody perfumowanej AnnaYake Kimitsu. 

Dzień 18 - Miniatura żelu oczyszczającego Artemis Skin Aquatics  (20 ml).

Dzień 19 - EOS Lip Balm w sztyfcie (4g). 

Dzień 20 - Miniatura żelu pod prysznic Douglas Home SPA Breath of Amazonia (30 ml). 

Dzień 21 - Miniatura naturalnej maski z glinką DayTox Clay Mask (20 ml). 

Dzień 22 - Lakier do paznokci Douglas w kolorze 74 Heart Break (10 ml). 

Dzień 23 - Miniatura serum przeciwzmarszczkowego AnnaYake (7 ml). 

Dzień 24 - 15 ml wody perfumowanej Toni Gard My Honey Woman.



YVES ROCHER

Dzień 13 - Miniatura żelu pod prysznic Plaisirs Nature Mandarine Bois de Cedre (50 ml)

Dzień 14 - Miniatura dwufazowego płynu do demakijażu oczu Pur Bleuet (50 ml)

Dzień 15 - Miniatura szamponu nabłyszczającego Brillance (50 ml)

Dzień 16 - Lakier do paznokci w kolorze 44. Rose pourpre 

Dzień 17 - Miniatura morelowego peelingu do ciała (30 ml)

Dzień 18 - Miniatura żelu pod prysznic Plaisirs Nature Amande Fleur D'Oranger (50 ml)

Dzień 19Lakier do paznokci w kolorze 94. Or paillete (z drobinkami)

Dzień 20 - Miniatura szamponu odżywczego do włosów suchych (50 ml)

Dzień 21Miniatura żelu pod prysznic Plaisirs Nature Vanille Bourbon (50 ml)

Dzień 22 - Miniatura wody perfumowanej Evidence (7,5 ml)

Dzień 23 - Cień do powiek w kolorze nr 94. Or Blanc Scintillant (2,5g)

Dzień 24 - Szminka Rouge Vertige w kolorze 56 Satine (3,7g).



Oba kalendarze sprawiły mi ogromną radość. Wiadomo, jak to w życiu - były lepsze i gorsze dni. Czasem trafiła się np. saszetka z chusteczką samoopalającą, którą niekoniecznie wykorzystam, kolejny czerwony lakier do paznokci albo czarna kredka do oczu, ale czasem były też produkty godne uwagi (np. balsam EOS lub miniatura kosmetyku YR, który od dłuższego czasu chciałam wypróbować) i one wywoływały ogromny uśmiech na mojej twarzy. Część produktów postanawiam wykorzystać w roli upominków dla bliskich lub na rozdanie, które planuję w niedalekiej przyszłości (bądźcie czujni!). Jeśli chodzi o pierwszą połowę zaprezentowanych tu kalendarzy, szczegółową zawartość pokazywałam Wam na łamach bloga już wcześniej. Druga połowa była równie ciekawa, aczkolwiek mój entuzjazm odnośnie codziennego odliczania i otwierania kolejnych okienek nieco opadł. Niemniej jednak uważam, że warto się skusić na któryś z tych kalendarzy w przyszłym roku (oczywiście, w cenach promocyjnych!). xo

APIS Natural Cosmetics: Ultra-Odżywcze masło do ciała z minerałami z Morza Martwego i masłem shea

APIS Natural Cosmetics: Ultra-Odżywcze masło do ciała z minerałami z Morza Martwego i masłem shea

Rok temu na spotkaniu blogerskim otrzymałam w prezencie od firmy APIS Natural Cosmetics Ultra-Odżywcze masło do ciała z minerałami z Morza Martwego i masłem shea z linii Inspiration. Ponad pół roku kosmetyk czekał cierpliwie w zapasach, natomiast jesienią wreszcie doczekał się, by otulić nim i dopieścić moje ciało. Właśnie wczoraj masło dobiło dna, więc postanowiłam, że jeszcze przed końcem roku podzielę się z Wami moim zdaniem na jego temat.


W tym jakże ładnym białym, minimalistycznym plastikowym słoiku mieści się 200 ml masełka o jasno-łososiowym zabarwieniu, bardzo przyjemnej konsystencji (w moim odczuciu, jest to raczej konsystencja lekkiego balsamu aniżeli ciężkie, tłuste masło do ciała) oraz delikatnym zapachu. Produkt ten dał mi czystą przyjemność użytkowania: aplikacja była szybka, łatwa i niezwykle przyjemna - masełko nie tylko łatwo było wydobyć ze słoiczka, ale też szybko i łatwo rozsmarowywało się i wchłaniało w moją skórę. Jeśli chodzi o zapach, to był lekko słodki (mieszanka masła shea, mango i ryżu), ale przy tym tak subtelny, że prawie nie czułam go ani w opakowaniu, ani na sobie (jest to zaletą, ponieważ nie kolidował ze słodkim zapachem moich perfum). 



Masło zostawiało na mojej skórze efekt glow - lekko połyskującą powłokę wynikającą z zastosowania oleju słonecznikowego, arganowego oraz masła shea z dodatkiem maleńkich złotych drobinek. Przyznam szczerze, że te drobinki rozświetlające nie do końca mi pasowały, ale na szczęście nie była to drobinkowa wersja hardcore, tylko raczej taki lekki soft ;) Co do działania kosmetyku, to praktycznie od razu po aplikacji można zauważyć, iż skóra jest doskonale nawilżona (jest to produkt przeznaczony dla skóry bardzo suchej), odżywiona, miękka i gładka. Właśnie takiego rezultatu oczekuję od jakiegokolwiek mleczka, balsamu czy masła do ciała, więc nie mogło być lepiej. 



Przejdźmy zatem do zestawienia zalet i wad produktu oraz do mojej subiektywnej oceny:

Plusy:
  • przyjemna konsystencja
  • łatwo się rozprowadza 
  • szybko się wchłania
  • bardzo subtelny, prawie niewyczuwalny zapach
  • dobre działanie nawilżające, odżywcze, zmiękczające i wygładzające
  • kosmetyk wydajny (200 ml)
  • przystępna cena (ok 20-23 zł).
Minusy:
  • fenoksyetanol w składzie (staram się go unikać w kosmetykach do smarowania twarzy/ciała oraz w odżywkach do włosów)
  • masło ma drobinki rozświetlające, a ja za takimi bonusami nie przepadam
  • problem z dostępnością produktu w sklepie producenta oraz w niektórych sklepach internetowych.

Moja ocena: 7/10.


Moim zdaniem, jest to bardzo przyjemne masło do ciała, którego największymi zaletami są konsystencja oraz świetne działanie. W zasadzie wszystkie obietnice producenta zostały spełnione, więc tutaj naprawde nie mam się do czego przyczepić. Jedyne, co mi się nie do końca podoba to to, że w składzie jest phenoxyethanol (zauważyłam jego obecność w większości lub nawet we wszystkich kosmetykach tej marki, a szkoda), jak również obecność tych złotych drobinek rozświetlających (nie lubię się świecić jak choinka w Wigilię). Tak czy inaczej, jeśli uda Wam się dorwać ten produkt w jakimś dobrym sklepie internetowym lub stacjonarnym, to myślę, że warto go wypróbować. xo

PS. Serdecznie dziękuję marce APIS za kosmetyk do testów! :)

APIS
BLOGMAS 2017 #6: Zimowa pielęgnacja twarzy

BLOGMAS 2017 #6: Zimowa pielęgnacja twarzy

Dawno już nie robiłam wpisów zbiorowych dotyczących mojej pielęgnacji skóry, a ostatni jesienno-zimowy post z tej serii ukazał się dwa lata temu. Zima w tym roku jest co prawda łagodna dla mojej cery, ale niestety daje w kość, jeśli chodzi o infekcje górnych dróg oddechowych. Pisząc dzisiejszy tekst, nadal zmagam się z przeziębieniem i zapaleniem gardła, a od prawie tygodnia nie wychodzę z domu. Aby już do reszty nie zwariować i nie zdziczeć, postanowiłam wreszcie się do Was odezwać i opowiedzieć Wam co nieco o tym, jak dbam zimą o skórę.


CODZIENNIE

Oczyszczanie wieloetapowe. Moją codzienną rutynkę pielęgnacyjną zaczynam oczywiście od oczyszczania skóry. Najpierw wykonuję demakijaż oczu oraz wstępny demakijaż twarzy za pomocą płynu micelarnego (rano zazwyczaj poprzestaję właśnie na przemyciu twarzy płynem micelarnym). Ostatnio zużyłam Lipowy płyn micelarny Sylveco, ale nie zachwycił mnie aż tak, jak niebieski nawilżający z Vianka. Aktualnie zaczynam testować Wzmacniający Płyn Micelarny Tonik 2w1 mojej ukochanej marki Vianek, która jak dotąd lepiej się u mnie sprawdza od matczynej marki Sylveco. Kolejnym etapem demakijażu jest u mnie naturalny olejek Biolove Cleansing Oil do skóry normalnej i mieszanej, który następnie zmywam pianką lub żelem do oczyszczania twarzy. Niedawno wykończyłam rewelacyjną piankę koreańskiej firmy Holika Holika (recenzja już niedługo!), natomiast kilka dni temu zaczęłam stosować krem do demakijażu Douglas Essential Foaming Cream-Gel Cleanser, który pozostawia skórę tak czystą, że aż "skrzypi". Żel lub piankę rozprowadzam na buzi za pomocą moich ulubionych gąbek Konjac od Yasumi (jestem im wierna od lat), a w tym sezonie sięgnęłam po wersję z likopenem. Gąbka jest rewelacyjna, ale była tak wielka, że musiałam ją rozciąć na pół (przez co starcza mi na pół roku zamiast na zaledwie 3 miesiące -> i wilk syty, i owieczka cała ;).


Esencja, serum, krem. Gdy czuję, że moja buzia jest doskonale czysta, na twarz aplikuję odrobinę toniku bądź esencji. Jesienią zakochałam się w Nawilżającym toniku-mgiełce marki Vianek i za niedługo planuję do niego wrócić (lub wypróbować wersję łagodzącą), natomiast aktualnie mam w użyciu całkiem fajny produkt marki Bielenda - jest to Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy z filtratem drożdżowym. Ten kosmetyk bardzo dobrze spisuje się na mojej mieszanej cerze: fajnie doczyszcza, tonizuje, koi oraz nawilża skórę, a do tego przyjemnie pachnie (mimo iż czuć trochę te drożdże). Po esencji smaruję buzię cienką warstwą Rozjaśniającego Serum na Przebarwienia marki APIS Natural Cosmetics, a następnie krem pod oczy i krem na dzień lub na noc. Ostatnio testowałam nowy krem przeciwzmarszczkowy do twarzy, ale kompletnie się u mnie nie sprawdził, więc wróciłam do resztek (niestety są już na wykończeniu) rewelacyjnych, naturalnych kremów polskiej marki BeautyOil. Tak jak pisałam w recenzji, są to najlepsze kremy do twarzy, jakich kiedykolwiek używałam i z całego serca polecam Wam je wypróbować. Nigdy nie zapominam też o pielęgnacji ust - zwłaszcza zimą regularnie używam pomadki ochronnej na bazie masła shea (aktualnie jest to sztyft Yves Rocher z serii Karite). Muszę Wam powiedzieć, że moja skóra nigdy nie była bardziej szczęśliwa i nie wyglądała lepiej niż teraz - ta aktualna dieta po prostu wyjątkowo jej służy.


1-2 RAZY W TYGODNIU

Peeling + maseczka. Jak zapewne już wiecie, jestem psychofanką złuszczania martwego naskórka, więc obowiązkowo minimum raz w tygodniu wykonuję peeling twarzy. W tym roku testuję Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym z serii Dermiss Farmona, który jest całkiem fajny, ale trochę przeszkadza mi jego octowy zapach. Po peelingu coś, co elfiki, tygryski i inne boskie stworzenia kochają najbardziej, czyli maseczka. Najchętniej sięgam po naturalne maski do twarzy (również te w płacie), a od kilku lat jestem ogromną fanką maseczek w saszetkach Bania Agafii (aktualnie mam odmładzającą na mleku łosia oraz moją ulubioną, maskę-lifting tonizującą). Jeśli chodzi o koreańskie maski, to szukam takich, które mają jak najlepsze i możliwie najbardziej naturalne składy. Na razie najbardziej polubiłam Missha Pure Source Cell Sheet Mango, a na dniach będę testować również naturalną maskę w płacie Klairs Rich Moist Soothing Mask z kwasem hialuronowym i bogactwem roślinnych ekstraktów. Anetka z bloga CosmetiCosmos bardzo ją chwaliła, więc mam nadzieję, że i ja będę z niej zadowolona.


CO 2 TYGODNIE

Mezoterapia. Ogromnie wierzę w działanie mezoterapii mikroigłowej i od ponad pół roku robię sobie zabiegi w domu* za pomocą Yasumi Titanium Derma Roller. Na początek używałam najmniejszych igieł (o długości 0,25 mm) i mimo lekkiego dyskomfortu związanego ze szczypaniem, już po kilku sesjach zauważyłam znaczną poprawę napięcia oraz kolorytu skóry. 

*Spokojnie, chodziłam do szkoły kosmetycznej, więc zabiegi wykonuję prawidłowo i mojej skórze nie dzieje się żadna krzywda! ;)


Na dniach zamierzam przejść na następny level terapii mikroigłowej - tym razem zamówiłam rolkę z igłami o długości 0,5 mm oraz pakiet ampułek Yasumi (z witaminą C, kolagenem oraz kwasem hialuronowym), które mają również wygładzać pierwsze zmarszczki. W podobne działanie kremów do twarzy nie wierzę, natomiast w działanie tego magicznego urządzenia w tandemie ze specjalistycznymi kuracjami jak najbardziej. 

I tak w zasadzie wygląda moje dbanie o cerę zimą. Dajcie znać, jak to jest u Was i czy znacie któryś w przedstawionych przeze mnie produktów. Niebawem mam w planach również podobne wpisy dotyczące  pielęgnacji ciała i włosów. Na razie powiem Wam tylko tyle, że będzie bardzo... naturalnie ;) xo


Wpis powstał w ramach weekendowego cyklu blogowego dotyczącego Świąt. 
Koniecznie zajrzyjcie też na blogi pozostałych, fantastycznych dziewczyn:





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger