K.A. Tucker "Chroń ją"

K.A. Tucker "Chroń ją"

Właśnie przeczytałam najnowszą powieść K.A. Tucker pt. "Chroń ją". Jest to co prawda moje pierwsze spotkanie z tą autorką, lecz z pewnością nie ostatnie. Jeśli jesteście ciekawi, dlaczego tak spodobała mi się ta książka, zapraszam na recenzję.


K. A. Tucker to kanadyjska powieściopisarka, która zasłynęła w Polsce bestsellerową serią "Dziesięć płytkich oddechów" i jest lubiana zwłaszcza wśród miłośników gatunku Young Adult. Ja niestety dotąd nie spotkałam się z  jej twórczością, ale byłam ogromnie ciekawa jej pióra. Jej najnowsza powieść - tak zwany romans z dreszczykiem pod tytułem "Chroń ją" (w oryginale "Keep her safe") przyszła do mnie jakoś na początku maja i towarzyszyła mi przede wszystkim w weekendy lub luźniejsze popołudnia po pracy.


Głównymi bohaterami i jednocześnie narratorami są przede wszystkim Noah i Grace. Noah Marshall to przystojny, niebieskooki blondyn z doskonałymi teksańskimi manierami, który pewnego dnia znajduje w kuchni martwą matkę. Grace to z kolei jego dawna znajoma z dzieciństwa, której niestety w życiu się nie poszczęściło i swoje życie spędziła głównie wśród narkomanów i biedaków w dzielnicy przyczep kempingowych. Niesamowicie atrakcyjna i harda mulatka, którą przeznaczenie po latach prowadzi do Austin oraz do domu Marshall'ów. Mimo dzielących ich różnic, Noah i Gracie tworzą naprawdę gorący duet i nieźle sobie radzą, wspólnie docierając do prawdy. Przyznam Wam się w tajemnicy, że w pewnym momencie obawiałam się nieco, że książka będzie słabym romansidłem w stylu Gray'a, ale na szczęście "Chroń ją" to zupełnie inna historia. Po pierwsze - bohaterka K.A. Tucker jest naprawdę inteligentna i ma twardy charakter, a po drugie - w powieści nie znajdziemy pikantnych scen łóżkowych i rozmyślań głownej bohaterki w stylu "w myślach przyklaskuję swojej wewnętrznej bogini". Fabuła skupia się przede wszystkim na wyjaśnieniu tajemnicy morderstwa oraz odnalezieniu wewnętrznego spokoju po wstrząsających i traumatycznych przeżyciach obu głównych bohaterów.

Moim zdaniem, "Chroń ją" to bardzo udana powieść z pogranicza dwóch gatunków - jest w niej wszystko, co lubię zarówno w kryminałach, jak i powieściach obyczajowych: samobójstwo, tajemnice z przeszłości, ciekawe postaci, problemy społeczne, takie jak walka z biedą, prostytucją i nałogami, praca w policji, korupcja, wielki skandal i wreszcie romans. Ponadto, książkę czyta się lekko, gdyż jest napisana przystępnym językiem, fabuła wciąga, natomiast słodko-gorzkie zakończenie bardzo pozytywnie zaskakuje (mimo, iż z drugiej strony postępowanie jednej z postaci może również mocno zniesmaczyć). Niemniej, gorąco polecam Wam tę powieść jako idealną książkę na lato - jest ciekawa, ma fajne postaci i szybko się czyta, ale na szczęście nie ma w niej banału i nie pozostawia niedosytu związanego z rozwiązaniem intrygi. Polecam gorąco!

Moja ocena: 8/10.
Autor: K. A. Tucker
Wydawnictwo: FILIA
Oprawa: Miękka
Ilość Stron: 536
Premiera: 23.05.2018.


 Dajcie znać, jakie książki tej autorki warto jeszcze przeczytać!, xo


Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu FILIA.


BIRTHDAY WISHLIST

BIRTHDAY WISHLIST

Już niedługo moje kolejne urodziny. Nie wiem, czy jest się czym cieszyć, ponieważ coraz bardziej zbliżam się do czterdziestki. Tak czy inaczej, staram się skupiać na pozytywach, więc dzisiaj przychodzę z luźnym wpisem - zapraszam na moją urodzinową listę chciejstw - są tu przede wszystkim książki (nic mnie tak nie cieszy, jak dobra książka w prezencie!), wymarzona letnia torebka/koszyk oraz zapachy. 


Część moich marzeń z listy świątecznej została już spełniona (m.in. bielizna Etam, poradnik "Make Photography Easier" Kasi Tusk czy książka Michała Witkowskiego "Wymazane"), ale część pozostaje nadal aktualna. Po pierwsze, nadal marzą mi się świece i perfumy marki Jo Malone London. Niestety, nie wąchałam ich jeszcze, więc nie mam żadnego konkretnego i sprecyzowanego zapachu na myśli. Myślę, że spodoba mi się English Pear & Freesia lub Lime Basil & Mandarin, ale najpierw wolałabym je jednak powąchać na żywca.


Źródło: DOUGLAS

Ponadto, w tym sezonie (niech mnie drzwi ścisną, jeśli to nie jest wpływ Instagram'a!) totalnie zachorowałam na taką oto cudną koszykową torebkę z Zary:


                                                                             Źródło: ZARA

No po prostu muszę ją mieć! Jest boska - modna, uniwersalna (nadaje się zarówno do pracy, na spacer, jak i na plażę), a do tego praktyczna, bo ma  w środku lniany zamykany worek. Można ją nosić przez ramię oraz w dłoni. Mój MUST HAVE na lato. [EDIT, 5.06.2018]" JUŻ MOJA!!! :)

I na koniec to, co Elfiki-moliki kochają najbardziej, czyli moje książkowe chciejstwa: najnowsza powieść Jojo Moyes "Moje serce w dwóch światach" lub poradniki: Agnieszka Maciąg "Smak szczęścia" oraz Jagoda Kutkowska "Mieszkaj pięknie"[EDIT, 5.06.2018]" JUŻ MOJA!!! :)


 

Źródło: ZNAK


Jeśli jesteś moim krewnym i nie wiesz, 
co mi kupić, to najlepiej kup książkę. xo


SYLVECO: Lekki Krem Rokitnikowy

SYLVECO: Lekki Krem Rokitnikowy

Bardzo lubię naturalne kosmetyki polskiej marki Sylveco, więc z ogromnym zaciekawieniem testuję kolejne produkty do pielęgnacji twarzy, włosów czy też ciała. Dzisiaj chcę Was zaprosić na recenzję kremu, który towarzyszy mi każdego dnia od ponad 2 miesięcy i jest ciekawą alternatywą dla kremu tonującego i jednocześnie pielęgnującego do codziennej pielęgnacji twarzy.



Lekki Krem Rokitnikowy Sylveco znajduje się w poręcznej plastikowej tubce o pojemności 50 ml. Tubka jest biała, wyposażona w etykiety ze szczegółowymi informacjami w języku polskim (działanie, wskazania i sposób użycia), a ponadto posiada praktyczny dozownik z pompką, co jest ogromnym plusem. W środku znajdziemy krem o pomarańczowym zabarwieniu i lekkiej konsystencji, dzięki czemu produkt łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Konsystencja jest bardzo przyjemna, aczkolwiek zapach bez szału. Mi to akurat nie przeszkadza, ponieważ krem ma naturalny skład i nie jest sztucznie perfumowany (co, jak wiadomo, może uczulać). Zapach to w moim odczuciu połączenie nut rokitnika z emolientami, bez żadnych sztucznych naleciałości. Krem był dodatkowo zapakowany w papierowy kartonik, na którym znajdziemy dodatkowe informacje w rodzimym języku, takie jak  lista składników INCI, szczegółowy opis składników aktywnych oraz ich działanie.



Jeśli chodzi o skład, to znajdziemy tu bogactwo roślinnych ekstraktów (z mydlnicy lekarskiej, z kory brzozy i aloesu), naturalne olejki, takie jak olej z rokitnika, z pestek winogron, z soi, arganowy czy jojoba, jak również masło shea, wit. E czy alantoina. 

Składniki/INCI:
Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycine Soja Oil, Sorbitan Stearate, Hippophae Rhamnoides Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Glyceryl Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Stearic Acid, Sucrose Cocoate, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Betulin, Tocopheryl Acetate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Saponaria Officinalis Root Extract, Lupeol, Oleanolic Acid, Betulinic Acid.

Szczegółowe informacje o produkcie znajdziecie TUTAJ

Co do działania, kosmetyk sprawdza się całkiem dobrze jako lekki krem na dzień dla mojej tłustej cery w strefie T - ładnie poprawia koloryt i dodaje zdrowego, naturalnie wyglądającego blasku, bez zbędnego obciążania, przetłuszczania czy zapychania cery. Jest fajny na sezon wiosenno-letni, ponieważ jest bardzo lekki i dodatkowo delikatnie barwi skórę, przez co czasem zastępuje mi krem bb. Gdy nie wychodzę do pracy, jestem saute, a mimo to moja cera wygląda na naturalnie rozświetloną i wypoczętą - jest to ogromny plus tego kosmetyku. Poza tym, krem doskonale sprawdza się jako baza pod makijaż lub baza pod filtry (z powodu skłonności do melasmy, używam na niego Non Chemical Sun Block z SPF50 i dogadują się bardzo dobrze). Największy zarzut mam jednak do niewystarczającego nawilżenia poza strefą T. Moja mieszana cera ma ostatnio bardzo ciężki czas - na moich policzkach jest sucho niczym na Saharze, a ostatnie badanie skóry wykazało, że nawilżenie jest niestety niewystarczające. W związku z tym, poza strefą T, na krem rokitnikowy muszę dodatkowo aplikować krem odżywczy Vianek - on ratuje moją przesuszoną skórę w problematycznych miejscach i wówczas jest OK. Krem Sylveco polecam na wiosnę i lato zwłaszcza posiadaczkom cery tłustej oraz osobom, które w naturalny sposób pragną delikatnie poprawić koloryt oraz dodać blasku zmęczonej czy poszarzałej cerze. Ja ten kremik polubiłam, jednak muszę go stosować w tandemie z kremem odżywczym (zwłaszcza w miejscach problematycznych) oraz z kremem z wysokim SPF, gdyż ten nie zapewnia ochrony przed promieniami słonecznymi.


PLUSY:
  • zawiera tylko naturalne składniki
  • nadaje skórze zdrowy wygląd (ma pomarańczową barwę, przez co daje efekt jak po  regularnym spożywaniu soku z marchwi), dodaje blasku
  • lekka konsystencja, szybko się rozprowadza i błyskawicznie wchłania
  • bardzo fajne, poręczne opakowanie z pompką
  • jest lekki, idealny dla cery tłustej, nie zatyka porów, 
  • jest hipoalergiczny; nie podrażnia, nie uczula
  • kosztuje niewiele (bez promocji zaledwie 29,90 PLN)
  • nie testowany na zwierzętach

MINUSY:
  • poza strefą T, nie daje mi wystarczającego nawilżenia (policzki dodatkowo smaruję kremem odżywczym Vianka)
  • nie jest perfumowany, przez co nie pachnie zniewalająco (choć z drugiej strony jest to także jego atutem -> nie uczula).

Moja ocena: 8/10.



Kosmetyk do testu otrzymałam od sklepu CUDA.PL
Dziękuję!

cuda.pl


ROSE GOLD #1: Living Room

ROSE GOLD #1: Living Room

Uwielbiam odcień różowego złota. Rose gold jest dla mnie najpiękniejszym kolorem, jeśli chodzi o dodatki do domu oraz biżuterię i zegarki. Od dłuższego czasu zbieram piękne przedmioty w tym kolorze, a w dzisiejszym wpisie chcę się z Wami podzielić moimi ostatnimi zdobyczami ze sklepu TK Maxx. W TK'u moim ukochanym działem jest dział domowy - podczas niemal każdej wizyty w Galerii Jurajskiej zaglądam i węszę, co nowego piszczy w dziale Home. 


Świeca - DW Home Candles @ TK Maxx
Lampka - Smukee @ Biedronka/Taca - Jysk
Koszyczki - IKEA / Książka - Empik

Ostatnio niemal godzinę wąchałam świeczki i ostatecznie zdecydowałam się na minimalistyczny i niezwykle elegancki słoik angielskiej marki DW Home - świeca nie tylko świeżo i pięknie pachnie herbatą o smaku białego melona (White Melon Tea), ale dodatkowo wieczko oraz etykieta są właśnie w odcieniu rose gold. Moim zdaniem, połączenie bieli i różowego złota sprawdza się najlepiej - jest to 100% klasy i ponadczasowej elegancji w najlepszym wydaniu. Ponadto, w dziale wyprzedaży przytuliłam do piersi metalową ramkę na zdjęcia, którą przeceniono z 40 zł na 20. Grzechem byłoby jej nie wziąć do domu. Jestem ogromnie usatysfakcjonowana moimi małymi zakupami. 




Ramka - Philip Whitney Ltd. @ TK Maxx



Dajcie znać, czy lubicie dodatki w tym kolorze oraz gdzie 
ewentualnie można je upolować w Waszych miastach. xo


Powtórka z klasyki: "Mały książę"

Powtórka z klasyki: "Mały książę"

Są czasem takie dni, kiedy mamy wszystkiego dosyć i najchętniej znowu stalibyśmy się beztroskimi dziećmi, choćby tylko na jeden dzień. Ostatnio właśnie tak się czułam, więc aby na chwilę uciec od problemów świata dorosłych, zatopiłam się w lekturze "Małego księcia" Antoine de Saint-Exupery'ego.


"Mały książę" to klasyka literatury, książka - lektura obowiązkowa, którą powienien znać każdy. Jednak z lekkim wstydem muszę Wam się przyznać, iż jakoś nigdy nie przeczytałam tej książki do końca. Oczywiście, pamiętałam doskonale niektóre obrazki, postaci Małego Księcia, Pijaka, Lisa, Róży, jak również niektóre cytaty, ale nigdy tak naprawdę nie wiedziałam, jak historia Małego Księcia się skończyła. Ostatnio postanowiłam jednak ten feler nadrobić, więc sięgnęłam po swój stary (z 1996 roku!), wyświechtany egzemplarz wydawnictwa PAX z oryginalnymi ilustracjami autora, w przekładzie Jana Szwykowskiego.


Powiem Wam, że mimo iż jest to lektura "szybka" (można ją przeczytać w godzinę lub dwie), którą czyta się łatwo i przyjemnie (ilustracje dodatkowo potęgują pozytywne wrażenia zmysłowe), to historia Małego Księcia naprawdę daje do myślenia. Po przeczytaniu książki naszło mnie sporo refleksji odnośnie miłości, przyjaźni i ludzkich przywar. W dzisiejszym świecie zdominowanym przez social media i selfie postać Próżnego wydaje mi się wyjątkowo aktualna. Czasem mam wrażenie, że dla większości liczą się tylko lajki, followersi i poklask. Ponadto, prostota języka w połączeniu z bogatą symboliką totalnie do mnie przemawia. Krótko mówiąc, zakochałam się ponownie w świecie Małego Księcia. Myślę, że raz na jakiś czas wyprawa na jego małą planetę dobrze zrobi każdemu, zarówno dzieciom, jak i dorosłym. xo 

Moja ocena: 10/10.
AutorAntoine de Saint-Exupery
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy PAX
Oprawa: Twarda
Ilość Stron: 84
Rok wydania: 1996.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger