Czekolada bez kalorii

Czekolada bez kalorii

Nie ma nic bardziej pokrzepiającego w ponure i zimowe dni jak kubek gorącej czekolady. Co jednak zrobić, jeśli się dba o linię? Jak osłodzić sobie życie bez dodatkowych kalorii? Dla mnie idealnym rozwiązaniem jest zapalenie świeczki Country Candle o zapachu Hot Chocolate. Jest to pierwszy zapach marki Country Candle, z jakim dotychczas miałam do czynienia. Jeśli jesteście ciekawi, co o nim myślę, zapraszam Was do dalszej części wpisu.


Daylight o zapachu Hot Chocolate dostałam w prezencie od szwagra podczas Świąt Bożego Narodzenia i przyznam szczerze, że był to idealny czas na zaprzyjaźnienie się z takim słodkim i ciepłym zapachem. Świeczka nie tylko uprzyjemniła mi okres poświąteczny i początek Nowego Roku, ale była również fantastycznym zastrzykiem energii w leniwe zimowe poranki stycznia i lutego (paliłam ją raczej oszczędnie). Daylight to maleńka świeczka zamknięta w plastikowym opakowaniu z pokrywką, dzięki której szybko możemy ugasić płomyk bez jakiegokolwiek dymu. 


Waga: 35,5g
Rozmiar: 5,5 cm x 2,5 cm
Czas palenia:  do 12 h
Dostępność: kringle.pl 
+ inne sklepy internetowe
Cena: 12 zł

Sam zapach jest bardzo prosty - jest to czysta gorąca czekolada, bez jakichkolwiek smakowych dodatków. Na początku obawiałam się, że będzie to bardzo mdły i męczący aromat, jednak okazało się, że jest idealny: słodki, lecz nie przesłodzony, dość intensywny, ale na szczęście nie za ciężki i nie przyprawiający o ból głowy. Po odpaleniu daylight'a dom przyjemnie pachnie świeżo zaparzoną, energetyczną gorącą czekoladą, humor od razu się poprawia, i co najważniejsze, czekolada nie idzie w boczki. Jeśli lubicie słodkości oraz potrzebujecie aromatów, które otulają, rozweselają i jednocześnie dodają wigoru, będzie to propozycja stworzona dla Was. Ja bardzo chętnie jeszcze kiedyś do niej wrócę. xo


A Wy jakie zapachy najbardziej lubicie zimą?
Ulubione książki 2017 roku - TOP 5: Poradniki

Ulubione książki 2017 roku - TOP 5: Poradniki

W poprzednim wpisie pokazałam Wam moje ulubione powieści, przeczytane w zeszłym roku, więc tym razem moja kolejna ulubiona kategoria, czyli wszelkiego rodzaju poradniki - książki dotyczące zdrowia, pielęgnacji oraz stylu życia. Zapraszam na moje TOP 5 2017 roku.



PORADNIKI

#1 Michalina Wisłocka "Sztuka kochania" 
& "Sztuka kochania w 20 lat później"

Jak widzicie, moje wydania (Wydawnictwo Iskry, Warszawa,1985 i 1988) są bardzo stare i dosyć mocno zdezelowane, przewinęło się bowiem przez kilka pokoleń czytelników biblioteki publicznej. Niestety, zarówno mała czcionka, jak i specyficzny zapach (no wiecie, trąci myszką - dosłownie! ;), nie ułatwiały mi lektury, niemniej, zawarte w niej treści sprawiły, że przeczytałam od deski do deski. Pierwsze rozdziały to już dla mnie "musztarda po obiedzie" (narodziny uczuciowości, dorastanie, pierwsze kontakty seksualne, antykoncepcja itp.), natomiast rozdziały poświęcone zmysłom, orgazmom, czy unikaniu monotonii w związkach okazały się niezwykle przydatne i fascynujące. 



Bardziej odpowiednia dla mnie okazała się druga część poradnika - "Sztuka kochania w dwadzieścia lat później". W tej części Wisłocka poświęca sporo uwagi różnego rodzaju problemom, takim jak onanizm młodzieńczy, oziębłość kobiet, niepłodność, klimakterium, przerost prostaty czy miłość w wieku dojrzałym. Część II - "Miłość po trzydziestce" najbardziej mnie zainteresowała (w tym roku kończę 35 lat!), ale w innych rozdziałach również znalazłam kilka interesujących i zaskakujących informacji (dowiedziałam się m.in., kim są tzw. "matki jemioły", co to jest wirylizator oraz jakie cechy powinien posiadać mądry mąż i jak powinien się podmywać ;) Przyznam, że niektóre porady i poglądy doktor Wisłockiej już dawno można by schować do lamusa, niemniej jest w jej książkach wciąż sporo aktualnych i uniwersalnych prawd, jak również sporo zaskakujących i przydatnych informacji. Moim zdaniem, "Sztuka kochania" powinna być lekturą obowiązkową każdej młodej kobiety (oraz mężczyzny!), także ogromnie się cieszę, że po ogromnym sukcesie filmu o autorce, książka znalazła się na liście bestsellerów w polskich księgarniach. Ja już znalazłam miejsce na regale i uzupełniłam swoje zbiory o nowsze wydania obu poradników.

#2 Julita Bator "Młodziej, piękniej zdrowiej"



Jest to genialny poradnik Julity Bator, która wcześniej zasłynęła książką pt. "Zamień chemię na jedzenie". W tej pozycji dowiemy się o tym, jak naturalnie dbać nie tylko o urodę, ale również jak utrzymywać ciało w dobrej kondycji i zdrowiu. Jest to taki poradnik, który otworzy Wam oczy oraz zmieni Wasze podejście do pewnych spraw; ja po przeczytaniu już pierwszych rozdziałów (polecam "Jeśli nie botoks, to co?"!) zaczęłam nie tylko inaczej myśleć, ale też działać; między innymi, pod wpływem tej książki przeprosiłam się na dobre z rosołem oraz ogórkami kiszonymi. Poza tym, jest to poradnik, do którego z pewnością będę jeszcze wracać. Serdecznie polecam!

#3 Agnieszka Maciąg "Pełnia życia"


Jest to moja pierwsza książka Agnieszki Maciąg, ale na pewno nie ostatnia. Książkę dostałam jako kompletnie niespodziewany prezent urodzinowy od przyjaciela i przeczytałam z ogromnym zaciekawieniem. Mamy tu nie tylko streszczoną historię życia i kariery Agnieszki Maciąg, ale również sporo osobistych refleksji na temat zdrowia, wiary i duchowości, modlitwy, medytacji, jogi czy też faz księżyca. Ponadto, w książce znajdziemy też kilka porad odnośnie czakr, tworzenia osobistej mapy marzeń oraz afirmacji. Jeśli takie tematy jak prawo przyciągania czy pozytywne myślenie nie są Wam obce, "Pełnię życia" po prostu powinniście przeczytać.

#4 Meik Wiking "Hygge. Klucz do szczęścia"


Mimo, iż to całe hygge jest nieco przereklamowane i opowiada o tzw. "oczywistych oczywistościach", z wielką przyjemnością przeczytałam tę maleńką książeczkę aż dwa razy. Uwielbiam hygge i, jak się okazuje, już od lat wdrażam tę filozofię w swoje życie niemal każdego dnia. Moim zdaniem, ta pozycja jest o niebo lepsza pod kątem merytorycznym oraz fotograficznym od tego drugiego "Hygge" w granatowej okładce. Zdecydowanie polecam oraz odsyłam do moich archiwalnych postów poświęconych idei hygge:


#5 "Sekrety urody babuszki" 



Przyznam Wam się szczerze, że gdy książka była promowana w social media, byłam pewna, że to jednak nie dla mnie. Mimo wszystko, po jakimś czasie sama się skusiłam i przeczytałam z przyjemnością - książka zawiera mnóstwo świetnych przepisów na naturalne, domowe kosmetyki oraz porady dotyczące zastosowania popularnych składników spożywczych w pielęgnacji cery, ciała i włosów. Jeśli jesteście ciekawi Słowiańskiego Elementarza Pielęgnacji, odsyłam Was do RECENZJI


Dajcie znać, jakie poradniki lubicie czytać i czy znacie 
któryś z mojej listy ulubionych w 2017 roku. xo

Ulubione książki 2017 roku - TOP 5: Beletrystyka + Biografie

Ulubione książki 2017 roku - TOP 5: Beletrystyka + Biografie

Mimo, iż nie jestem zwolenniczką wyzwań typu "przeczytam 52 książki w roku", w 2017 udało mi się przeczytać około 60 pozycji. Niektóre książki czytałam po raz drugi, tuż przed rozstaniem z nimi - zrobiłam mega porządki na regałach i chciałam się jeszcze z niektórymi pozycjami pożegnać, niemniej udało mi się też przeczytać sporo nowości, i to zarówno z beletrystyki, jak i wszelkiego rodzaju poradników. Jeśli jesteście ciekawi, jakie książki skradły moje serce w zeszłym roku, to zapraszam na zestawienie - dzisiaj TOP 5 2017 roku w kategorii beletrystyka + biografie.


#1 Janusz Leon Wiśniewski "Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie"

Była to moja pierwsza powieść Pana Wiśniewskiego, która zapoczątkowała moje uwielbienie do jego książek (cały czas męczę panie w bibliotece o kolejne tytuły!). Krótko mówiąc, "Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie" to bardzo ciepła i mocno refleksyjna powieść o tym, co tak naprawdę jest w życiu ważne, o relacjach międzyludzkich, bliskości oraz jej braku, o samotności w związkach, oddalaniu się od siebie, o emocjach, jak również o kobietach i mężczyznach. Bardzo smakowita pozycja, od której do ostatniej strony ciężko było mi się oderwać, będzie idealna na długie jesienno-zimowe wieczory. Jeśli nie znacie jeszcze prozy Janusza L. Wiśniewskiego, to "Wszystkie kobiety" będą świetnym pretekstem do nawiązania nowej, bardzo obiecującej literackiej znajomości. Ja po lekturze jestem tak oczarowana, że już przeczytałam "S@motność w sieci" i "Los powtórzony", ponadto na mojej półce czekają właśnie dwie kolejne pozycje tego autora: "Na fejsie z moim synem" oraz "Zespoły napięć". Jeśli jesteście ciekawi najnowszego dzieła Janusza L. Wiśniewskiego, odsyłam Was do pełnej RECENZJI.

#2 Remigiusz Mróz "Behawiorysta"

Słyszałam o autorze mnóstwo skrajnych opinii, ale postanowiłam przekonać się sama. Mimo iż nie miałam czasu zagłębiać się w serie, postanowiłam sięgnąć po thriller psychologiczny pt. "Behawiorysta" i... nie zawiodłam się. Jest groźny terrorysta, są ofiary i bardzo brutalnie dokonane morderstwa, jest też Gerard Edling - były prokurator, tytułowy behawiorysta (czyli ekspert ds. ludzkich zachowań) oraz mnóstwo ciekawych rozważań z dziedziny psychologii. Przyznam szczerze, że zakończenie mnie trochę zaskoczyło (chyba jednak nieco negatywnie), niemniej książka bardzo mi się podobała. 




#3 Janusz Leon Wiśniewski "S@motność w sieci" 

Moja druga powieść Wiśniewskiego, która również bardzo mnie poruszyła. Podejrzewam, że każdy już dawno ją przeczytał i/lub obejrzał film, który moim zdaniem jest wielce rozczarowujący. Co do samej książki, niestety mój egzemplarz był z biblioteki i nie nadawał się do sfotografowania, niemniej powieść serdecznie Wam polecam - przedstawia bardzo aktualny problem samotności nie tylko w Internecie, ale również zagadnienie wyalienowania i niespełnienia w związkach, nawet tych wieloletnich. Ponadto, historie miłosne głuchoniemej Natalii oraz księdza Andrzeja wzruszyły mnie do łez - nic na to nie poradzę, że czasem jestem ckliwa i sentymentalna. Co do zakończenia, to oryginalne podoba mi się znacznie bardziej od tego wyżebranego przez czytelników.


#4 Olga Tokarczuk "Prawiek i inne czasy" 

Tokarczuk, ach, Tokarczuk! Uwielbiam powieść "Bieguni", natomiast "Dom dzienny, dom nocny" przeczytałam chyba ze dwa czy nawet trzy razy, jednak to "Prawiek" najbardziej mną poruszył. Jeśli mam być szczera, jest to książka, po której odebrało mi mowę i nie byłam w stanie nawet sklecić najprostszej recenzji. Na portalu lubimyczytac.pl opisałam ją jako "Jedna z piękniejszych książek, jakie czytałam". I tego się trzymam. Jeśli jeszcze nie czytaliście, koniecznie musicie to nadrobić!


#5 Alysia Abbott "Tęczowe San Francisco. Wspomnienia o moim ojcu"


Najlepsza książka biograficzna, jaką przeczytałam w 2017 roku. Są to wspomnienia młodej dziewczyny o swoim ojcu-homoseksualiście, którą czyta się jak powieść. Jeśli interesuje Was tematyka LGBT lub lubicie czytać biografie, serdecznie polecam. RECENZJA

***

Ponadto, w 2017 roku miałam przyjemność dwukrotnie uczestniczyć w Wielkiej Wymianie Książkowej, organizowanej przez Magdę z bloga Save the Magic Moments. O tym, jakie książki udało mi się wymienić, przeczytacie w poniższych wpisach:





Już się nie mogę doczekać kolejnej edycji! xo



Projekt denko: listopad-grudzień 2017

Projekt denko: listopad-grudzień 2017

Moje postanowienie noworoczne? Robić denka co miesiąc (a może już wcale?), żeby puste opakowania nie straszyły z siaty. Niestety, ostatnio nie udało mi się ogarnąć zużyć przed końcem roku, więc zapraszam Was na spóźnione denko, jeszcze z 2017 roku. Jest tu sporo hitów, więc zapraszam na przegląd.


CIAŁO

Sanex, dermo 7in1 protection (50 ml) - całkiem fajny antyperspirant, aczkolwiek szukam jakiegoś odpowiednika z dobrym (możliwie jak najbardziej naturalnym/bezpiecznym) składem, więc nie wiem, czy jeszcze do niego wrócę - zawiera sole aluminium.

Avon, Naturals: Pachnąca mgiełka Śliwka i Wanilia (100 ml) - fajny produkt do odświeżania powietrza w toalecie o ładnym, słodkim zapachu. Czasem używam mgiełek Avon do pomieszczeń, ale nigdy do ciała (nie widzę potrzeby pryskania się czymś z alkoholem denat. w składzie). 

OnlyBio Mydło w płynie (500 ml) - dla mnie to mydło jest lepsze od popularnych naturalnych mydeł innej polskiej marki, ponieważ lepiej domywa dłonie z brudu lub tłuszczu oraz nie przesusza dłoni (w zasadzie można zapomnieć o kremie do rąk). Dla mnie bomba! RECENZJA

Biolove, Dezodorant kwiatowy (50 ml) - tu z kolei mamy naturalny skład (bez aluminium, SLS, PEG, silikonów, parabenów czy barwników), ale brak jakiejkolwiek ochrony przed przykrym zapachem. Z wielkim bólem serca muszę stwierdzić, że się nie sprawdził. Zużyłam w dni, w które nie musiałam wyjść do ludzi.

APIS Natural Cosmetics Ultra-Odżywcze masło do ciała z minerałami z Morza Martwego i masłem shea (200 ml) - bardzo przyjemne i nie tłuste masło do ciała; skóra po nim byla miękka, gładka i dobrze nawilżona. Może kiedyś jeszcze do niego wrócę. RECENZJA

Douglas Home Spa Harmony of Ayurveda Fizzing Bath Cube (24 g) - fajny, świeży zapach cytrusów, produkt w sam raz na raz. Generalnie nie przepadam za kostkami do kąpieli (zdecydowanie wolę naturalne płyny i olejki), więc nie wiążę z tym produkcji przyszłości.

Douglas Essential Hydrating Gloves - nawilżające rękawiczki do suchych dłoni z wyciągiem z kwiatu japońskiej wiśni. Mimo, iż są jednorazowe, użyłam ich jakieś 3 razy - są rewelacyjne! Myślę, że kupię je dla mojego męża, który ma bardzo, ale to bardzo suchą skórę na dłoniach - genialnie nawilżają i regenerują.


Dove,Shower Foam (200 ml) - kolejny produkt z Meet Beauty; mimo, iż jest to pianka do mycia ciała, to zużyłam jako mydło w płynie dla gości. Kilka razy umyłam nią dłonie i ciało, ale skład jest raczej sztuczny. Na pewno nie wrócę do tego produktu.


TWARZ

Buna, Płyn micelarny do skóry suchej i wrażliwej Aloes (380 ml) + Drożdżowo-glinkowa maseczka oczyszczająca szałwia (70 ml) - przyjemne kosmetyki o ziołowych zapachach, niskich cenach i fajnym działaniu. Chętnie wypróbuję również inne warianty maseczek. RECENZJA

Natur Pharm, Serum U (30 ml) - naturalne masełko do ust, które ma w składzie tylko masło shea. Bardzo je lubiłam, ale smarowałam nim usta głównie po wieczornym demakijażu (było dla mnie trochę za tłuste na dzień). Wyrzucam, bo się popsuło.

GlamGlow Flashmud Brightening Treatment (15g) - mini wersja kultowej maseczki rozjaśniającej rodem z Hollywood. Maseczka jest genialna - cudownie złuszcza i rozjaśnia cerę, a przy tym jest bardzo przyjemna w użyciu, więc na pewno będę na nią polować na jakichś mega promocjach. Na szczęście, mam w zapasach jeszcze jedno opakowanie :)

Holika Holika Sleek Egg Skin Cleansing Foam (140 ml) - rewelacyjny produkt do oczyszczania cery! Myślę, że jeszcze kiedyś do niego wrócę pomimo faktu, że cena (ok. 50 zł) i opakowanie średnio mi się podobały (ani to jajko eleganckie, ani poręczne). RECENZJA

Eveline, Oczyszczająco-wygładzająca maseczka z zieloną glinką (50 ml) - dostałam ją od organizatorów Meet Beauty. Mimo iż skład nie do końca mi się podobał (nie jest to kosmetyk naturalny), z przyjemnością zużyłam do końca. Była całkiem przyjemna (fajnie pachniała, pozostawiała cerę odświeżoną i nawilżoną), jednak ja kupuję naturalne kosmetyki pielęgnacyjne, więc nie planuję do niej wracać.

Klairs, Rich moist soothing sheet mask (23 ml) - naturalna nawilżająco-regenerująca maska w płacie z kwasem hialuronowym, ma bardzo dobry skład, działanie oraz niską cenę (8 zł), więc na pewno będę do niej wracać (mam jeszcze 2 sztuki w zapasie).

Face Love X-Mas Spices Santa Claus Face - maska w płacie o zapachu świątecznych przypraw, z wymalowaną facjatą Świętego Mikołaja. Nie tylko nawilżyła moją cerę w tym wyjątkowym dniu, ale przydała się również do charakteryzacji (przez co Mikołaj był nie do rozpoznania!). Fajna przygoda, ale raczej na raz. 

BeautyOil, Nawilżająco-ochronny krem na dzień (50 ml) + Regenerująco-odżywczy krem na noc (50 ml) + Nawilżająco-drenujący krem pod oczy (15 ml) - najlepsze naturalne kremy do twarzy, z jakimi jak dotąd miałam styczność (krem na noc i pod oczy zapodziały mi się gdzieś i niestety nie ma ich na zdjęciu). Chętnie jeszcze do nich wrócę, serdecznie polecam! RECENZJA

Avene, Cleanance (100 ml) - dermo-żel do oczyszczania twarzy (w zasadzie miniatura z Joybox'a). Albo był za stary, albo po prostu trochę mnie uczulił, więc nie myłam nim twarzy, tylko używałam do czyszczenia pędzli i gąbek do makijażu - w tej roli spisał się świetnie. Mimo to, więcej do niego nie wrócę.

Sylveco, Lipowy płyn micelarny (200 ml) - kultowy i wychwalany przez blogerki micelek nie zachwycił mnie aż tak, jak niebieski Vianek, więc nie wrócę już do niego. Jest delikatny i nie szczypie w oczy, ale trochę kiepsko domywa eyeliner i mocniejszy makijaż.


WŁOSY

Batiste, Dry shampoo wild & cheeky cherry (200 ml) - jeden z moich ulubionych suchych szamponów i niezbędnik na toaletce. Ten zapach lubię i pewnie jeszcze nie raz do niego wrócę. 

Sylveco, Odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany (300 ml) - naturalny szampon o świeżym, cytrusowym zapachu. Dobrze oczyszczał włosy, natomiast bez odżywki nie mogłam rozczesać po nim włosów. Raczej wypróbuję coś z Vianka niż wrócę do tego szamponu. 


MAKIJAŻ

Missha Perfect Cover BB Cream SPF42 / PA +++ No. 23 (20 ml) - słyszałam tyle rewelacji na temat tego kultowego azjatyckiego kremu bb, że postanowiłam spróbować. Na szczęście, na próbę zamówiłam mniejsze opakowanie - krem był dla mnie za ciężki, zapychał, jego skład nie do końca mi się podobał, a kolor ciężko dopasować do jasnej, słowiańskiej karnacji. Nigdy więcej!

Indigo Nail Therapy (10 ml) - odżywcza baza pod lakiery do paznokci. Nawet lubiłam ten produkt (choć teraz znalazłam lepszą bazę-odżywkę z Yves Rocher), ale wyrzucam, bo już zgęstniał i nie da się nim malować. 

Blend-it! Gąbka do makijażu (gratis do magazynu "Glamour") - byłam bardzo zadowolona z tej gąbki - super miękka i komfortowa w użyciu. Myłam ją po każdym użyciu i spisywała się rewelacyjnie. Jedyny jej minus to taki, że czasem minimalnie osypywał mi się z niej taki czarny pyłek podczas malowania. Poza tym, chętnie wypróbuję też inne warianty tej marki. 


ZAPACHY

Yves Rocher Clementine & Epices - świeczka z limitowanej kolekcji o cudownym zapachu mandarynki z przyprawami korzennymi. Jeśli jeszcze kiedyś będzie dostępna, z ogromną przyjemnością do niej wrócę. RECENZJA

Yankee Candle, Mulberry & Fig Delight + Warm Cashmere - z ubiegłorocznej jesiennej kolekcji zostały mi tylko te 2 woski (na pozostałe 2 wymieniłam się z koleżanką). Bardzo lubiłam te zapachy i "męczyłam" je całą jesień i zimę, aż do świąt. RECENZJA 


I jak, dobrnęliście do końca? Znacie te produkty? Ja jestem zadowolona, że większość stanowią jednak kosmetyki naturalne (ja sama staram się kupować właśnie taką pielęgnację) i do kilku z nich z pewnością jeszcze kiedyś powrócę. Oczywiście, zużyłam także kilka drogeryjnych produktów, które otrzymałam na spotkaniach blogerskich, ale sama takich kosmetyków raczej nie kupię. Mam nadzieję, że kolejne denka będą mniejsze i że będzie w nich więcej produktów ekologicznych oraz naturalnych. xo

Umyj twarz jajkiem!

Umyj twarz jajkiem!

Bardzo lubię mieć doskonale oczyszczoną skórę, w związku z tym chętnie testuję nowe produkty do demakijażu. Jakieś pół roku temu skusiłam się na piankę myjącą koreańskiej marki Holika Holika z ekstraktem z żółtka oraz hydrolizowanej skorupki jajka. Przyznam szczerze, że to fikuśne i oryginalne opakowanie średnio przypadło mi do gustu, natomiast działanie tego produktu przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zapraszam Was na recenzję jednego z ciekawszych kosmetyków, jakich używałam w 2017 roku.


Holika Holika Sleek Egg Skin Cleansing Foam to delikatna pianka myjąca, która ma za zadanie zmywać makijaż, brud i sebum, a jednocześnie wygładzać i nawilżać skórę. Zawiera m.in. ekstrakt z żółtka jajka, hydrolizowaną skorupkę i ocet ryżowy. Bogate w lecytynę i witaminę D żółtko ma za zadanie nawilżać i odżywiać skórę, natomiast naturalnie sfermentowany ocet ryżowy odpowiada za efekt odświeżenia oraz lepsze wchłanianie składników aktywnych w głąb skóry. Sposób użycia: niewielką ilość produktu należy nalać na dłoń, następnie zaaplikować na wilgotną twarz, masować aż do momentu uzyskania piany, a na koniec zmyć wodą. 

Składniki (INCI) - wg strony producenta:
Water, Disodium Cocoamphodiacetate, Glycerin, Cocamide Dea, Lauric Acis, Potassium Hydroxide, Potassium Chloride, Egg Yolk Extract, Hydrolized Egg Shell Membrane, 1,2-Hexanediol, Egg Shell Powder, Vinegar, Disodium Edta, Caprylyl Glycol, Caprylhydroxamic Acid, Phenoxyethanol, Fragrance.


Opakowanie przypomina jajko kurze, z tym, że jest znacznie większe. Jest niezwykle fikuśne, ale szczerze mówiąc bardzo niepraktyczne. Najpierw należy zdjąć wieczko, a potem dopiero otworzyć połówkę jajka i wydobyć z niego żel-piankę. Było to dosyć irytujące i dla mnie zbędne, dlatego ja wieczko po prostu schowałam w szafce. W opakowaniu mamy 140 ml produktu i wbrew pozorom, jest to bardzo wydajny kosmetyk. Całe "jajeczko" zużyłam po kilku (tj. ok. 4-5) miesiącach, przy czym wstępny demakijaż wykonywałam za pomocą płynu micelarnego oraz olejku do demakijażu.


Konsystencję możecie zobaczyć na zdjęciu - jest to transparentny, żółtawy żel, który przy kontakcie z wodą zamienia się w białą piankę. Produkt delikatnie "trąci" jajkiem, ale o dziwo dla mnie było to raczej przyjemne doznanie ;) Co do działania kosmetyku, to wszystkie obietnice producenta zostały spełnione - pianka pozostawia cerę doskonale oczyszczoną, nawilżoną i gładką niczym pupcia niemowlaka. Co więcej, pianka była bardzo łagodna dla mojej skóry; nie podrażniała mnie ani nie ściągała. Byłam z jej działania bardzo, ale to bardzo zadowolona. Moja skóra była w doskonałej kondycji podczas jej używania, więc z pewnością za jakiś czas jeszcze do niej wrócę (gdy zaczęłam używac innego produktu do zmywania olejku, zauważyłam nieznaczne pogorszenie stanu cery). Swój egzemplarz kupiłam w Kontigo za około 50 zł (pianka w zależności od sklepu kosztuje ok. 49-55 zł), jednak uważam, iż mogłaby kosztować trochę mniej - powiedzmy, ok. 30 PLN. Tak czy inaczej, na pewno warto się za nią rozglądać na promocjach.

Plusy:

  • przyjemna konsystencja 
  • ciekawy, nienachalny zapach
  • idealnie współgra z olejkami do demakijażu (dokładnie wszystko domywa)
  • rewelacyjne działanie oczyszczające i wygładzające
  • nie podrażnia, nie uczula
  • nie ściąga skóry, pozostawia ją miękką i nawilżoną.

Minusy:

  • niezbyt udane opakowanie
  • phenoxyethanol w składzie (mam fioła na tym punkcie i strasznie mnie to wkurza, że większość azjatyckich kosmetyków go zawiera :/)
  • cena dla mnie trochę za wysoka.

 Moja ocena: 7/10. 


Polecam wypróbować - mycie twarzy jajkiem może być baaardzo przyjemne! xo

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger