poniedziałek, 27 marca 2017

Deser z chia w roli głównej

Deser z chia w roli głównej
Nasiona chia stają się coraz bardziej popularne i coraz łatwiej dostępne nawet w mniejszych miastach, co ogromnie mnie cieszy, ponieważ są bardzo zdrowe i dietetyczne. Po pierwsze, te maleńkie i niepozorne ziarenka są cennym źródłem antyoksydantów, witamin i minerałów (przede wszystkim kwasów Omega-3, błonnika, wapnia, magnezu, żelaza, selenu, czy też witaminy C). Regularne ich spożywanie skutkuje m.in. wzrostem energii, poprawą koncentracji, przyspieszeniem przemiany materii, poprawą kondycji włosów, skóry i paznokci, a także wzmocnieniem kości. Co więcej, nasiona chia pomagają regulować poziom cukru we krwi, obniżają poziom złego cholesterolu i działają przeciw nowotworowo, więc naprawdę warto się za nimi rozejrzeć w sklepach ze zdrową żywnością lub w supermarketach.

nasiona chia

Aby wykonać bardzo prosty i zdrowy deser tudzież szybkie drugie śniadanie z nasionami chia w roli głównej, potrzebujemy: 
  • 2-3 łyżki nasion chia
  • 3/4 szklanki ulubionego mleka (może być mleko sojowe, ryżowe lub mleczko kokosowe, choć moim zdaniem to ostatnie jest nieco mdłe w smaku)
  • garść owoców (idealne są np. maliny, jagody, śliwki - oczywiście najlepsze są owoce świeże, ale by nie czekać do lata, na razie można sobie dogadzać również owocami mrożonymi, domowymi konfiturami lub ewentualnie dodać kilka orzechów i bakalii).

nasiona chia

Nasiona chia sypiemy na dno szklanki, zalewamy mlekiem, odstawiamy do lodówki na około 2 godziny, a na koniec dodajemy na wierzch owoce. Jak zapewnia Ania Lewandowska w swoich książkach oraz na blogu Healthy plan by Ann, pudding chia to również doskonały koktajl przed treningiem, aczkolwiek ja czasami zjadam go sobie po - fantastycznie syci oraz uzupełnia niedobory energetyczne, a przy tym świetnie smakuje. 


nasiona chia

To jak, przekonałam Was do nasion szałwii hiszpańskiej? 
A może macie jakiś inny przepis na chia? xo

czwartek, 23 marca 2017

Mój ulubiony puder do twarzy, czyli SKIN79 The ORIENTAL BB Moist Sun BB Pact

Mój ulubiony puder do twarzy, czyli SKIN79 The ORIENTAL BB Moist Sun BB Pact
Bardzo długo nie mogłam się przekonać do używania pudru. Przede wszystkim dlatego, że moja cera poza strefą T zazwyczaj odczuwała nieprzyjemne ściągnięcie, przesuszenie czy nawet szczypanie. Próbowałam kilka różnych produktów różnych marek, i z żadnego do końca nie byłam zadowolona. Aż do jesieni 2015 roku, kiedy to w moje łapki trafiło złote cudeńko koreańskiej marki Skin79, czyli The ORIENTAL BB Moist Sun BB Pact SPF25 PA++ Plus.


Jeśli jesteście sroczkami, to Waszą uwagę przyciągnie oczywiście to złote i niezwykle eleganckie opakowanie z lusterkiem i puszkiem w środku. Opakowanie ucieszy również gadżeciary, ponieważ lusterko wykręca się i obraca (wokół własnej osi o 360 stopni oraz pod różnymi kątami) niczym Yoga Tablet. Opakowanie/puzderko/gadżet jest nie tylko nowoczesne i efektowne, ale też bardzo solidne i praktyczne. Będąc w podróży, stawiałam sobie lustereczko na blacie i wykonywałam makijaż i w tej roli sprawdzało się naprawdę dobrze. Dzięki temu, nie musiałam dodatkowo taszczyć żadnych innych lusterek do make-up'u, więc moja kosmetyczka była znacznie lżejsza. Dodatkowym atutem jest tutaj także obecność aplikatora-puszku. Kilka razy zdarzyło mi się zapomnieć pędzla do pudru, w związku z tym puszek okazał się wybawieniem (jest on również świetny do torebki i szybkich poprawek np. w pracy).



Jednak to nie opakowanie mnie w sobie rozkochało. Sam puder okazał się dla mnie ogromnie pozytywnym zaskoczeniem i to właśnie dzięki niemu zaczęłam tak naprawdę swoją przygodę z pudrami, "gruntowaniem" twarzy po podkładzie a przed aplikacją bronzera, różu czy rozświetlacza, dzięki czemu wszystko łączy się w jedną zgraną całość. Pamiętam, że już po kilku pierwszych użyciach doceniłam zalety tego produktu i używałam go z wielką przyjemnością przez prawie półtora roku (z kilkoma przerwami).

Zalety produktu:
  • bardzo skuteczne i długotrwałe matowienie skóry (zwłaszcza w problematycznej dla mojej mieszanej cery strefie T) przy jednoczesnym uczuciu nawilżenia
  • efektowne, solidnie wykonane i praktyczne opakowanie z lusterkiem
  • kolor idealny dla jasnych karnacji
  • doskonale łączył się z większością podkładów (z wyjątkiem matującego fluidu z Bielendy, który dawał na tyle pudrowy efekt, że nie wymagał już aplikacji pudru)
  • daje bardzo naturalny efekt (nie czuję, jakbym w ogóle miała na sobie jakiś puder!)
  • puder ma bardzo przyjemną, jedwabistą konsystencję
  • delikatnie wyrównuje koloryt cery, lekko kryjąc drobne zaczerwienienia czy przebarwienia
  • nie przesuszał, nie ściągał mojej suchej i wrażliwej na policzkach cery, nie uczulił i nie podrażnił (ostatnio co prawda odczuwałam delikatny dyskomfort, ale jest to związane z faktem, iż zgodnie z zaleceniami producenta, kosmetyk należy zużyć do 12 miesięcy od otwarcia, a ja używałam go nieco dłużej niż rok)
  • bardzo wydajny (opakowanie zawiera 13g, które starczy na parę dobrych miesięcy do roku)
  • posiada filtr (SPF25).
Wady produktu:
  • dostępność głównie w wybranych sklepach online (m.in na douglas.pl, kosmetykomania, minti shop czy w sklepie Skin79).


Jak widzicie, jest to kosmetyk praktycznie bez wad. Mimo niechęci do pudrów, ten okazał się dla mnie strzałem w dziesiątkę i z pewnością prędzej czy później do niego wrócę. Moim zdaniem, jest on wart swojej ceny - 99 zł to w końcu nie majątek, tym bardziej, że puder jest niezwykle wydajny, a często można go złapać na jakiejś promocji (np. obecnie - 20% na produkty do makijażu twarzy w Douglas'ie). Dla mnie ten kosmetyk to po prostu ideał i z wielkim żalem po ponad roku przyjaźni muszę się z nim pożegnać. Ale nie ma tego złego, bowiem prawdziwi przyjaciele zawsze wracają i zawsze są po prostu niezawodni. Już nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z The ORIENTAL BB Moist Sun BB Pact... ;) 

Znacie kosmetyki Skin79? 

środa, 15 marca 2017

O kąpieli słów kilka

O kąpieli słów kilka
  "Gorąca kąpiel jest dobra na wszystko, no, prawie na wszystko. (...)
  W kąpieli medytuję. Woda musi być bardzo gorąca, tak gorąca, żeby parzyła, kiedy się wkłada nogę do wanny. Trzeba się zanurzać bardzo powoli, centymetr po centymetrze, aż woda dojdzie do szyi. 
  Pamiętam sufit nad każdą wanną, w jakiej się kiedykolwiek wylegiwałam. Pamiętam kolor tynku, rysy, pęknięcia, wilgotne zacieki, no i lampy. Pamiętam kształt wanien: stare, na wygiętych nogach, i nowoczesne, podobne do trumien, i wymyślne, różowe, marmurowe, w cudownych łazienkach z oknami o zamglonych szybach (...). Pamiętam też kształty i rozmiary kurków i mydelniczek.
   W wannie z gorącą wodą staję się naprawdę sobą."

Sylvia Plath, "Szklany Klosz", Czytelnik, Warszawa 1975, str. 36.


Jak widać, Sylvia Plath miała hopla na punkcie kąpieli. Kąpiele uwielbia zapewne także większość z nas. Jest to nie tylko moment fizycznego oczyszczenia się i zmycia z siebie wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń, ale również upragniona chwila wyciszenia się i błogiego relaksu, którą możemy połączyć także z pielęgnacją całego ciała oraz twarzy. Jak zatem sprawić, by kąpiel dała nam maksimum pielęgnacyjnych korzyści, a przy tym uprzyjemniła wieczór po ciężkim dniu pracy oraz ukoiła nerwy? Poniżej kilka moich ulubionych produktów oraz patentów na kąpiel idealną. Zapraszam!

Po pierwsze: temperatura
W przeciwieństwie do Plath, nie jestem zwolenniczką zbyt gorących kąpieli. Po pierwsze, zbyt gorąca woda zwyczajnie mnie parzy, a po drugie, nie jest wskazana ze względów zdrowotnych. Ponoć idealna temperatura wody waha się w granicach 34-37 stopni Celsjusza. Tak ciepła kąpiel pozwoli nam się odprężyć, rozgrzać i jednocześnie rozluźnić mięśnie (zwłaszcza po treningu), a poza tym ułatwi nam zasypianie. Istotny jest przy tym czas trwania kąpieli, który nie powinien przekraczać 20 minut. Zbyt gorąca woda oraz zbyt długa kąpiel będzie męczyć zarówno naszą skórę, jak i dla układ krwionośny, dlatego też nie warto na siłę sprzeciwiać się naukowcom ;)


Po drugie: pielęgnacja
Poza temperaturą wody i czasem trwania terapeutycznej sesji w wannie, niezwykle istotne jest również to, w czym się kąpiemy. Ja osobiście zwracam uwagę zarówno na zapach, jak i na skład oraz właściwości wszelkiego rodzaju płynów, żeli i kul do kąpieli. Fajnie, jeśli kosmetyk ma przewagę naturalnych składników, a przy tym zawiera bogactwo olejków i relaksujących wyciągów roślinnych (moimi ulubionymi są m.in. olejek ze słodkich migdałów, olej makadamia, ylang ylang, masło shea). Ideałem są oczywiście płyny i żele pozbawione SLS i SLeS, jednak niestety ciężko znaleźć żele pod prysznic i szampony pozbawione tych detergentów (niemniej, zawsze warto czytać składy i zwracać uwagę na reakcje naszej skóry). Bardzo przyjemne produkty do kąpieli ma w swojej ofercie m.in. marka Kneipp (właśnie zużywam trzecią buteleczkę ich słynnego olejku Kwiat Migdała), Nacomi (jak choćby widoczna na zdjęciu Półkula musująca do kąpieli o zapachu pomarańczy i wanilii z olejem makadamia), czy też Sweet Bath - firma produkująca cudowne słodycze (ciasteczka, muffiny, puddingi etc.) przeznaczone do rozpuszczenia w wannie. 



[EDIT, 16.03.2017] Zapomniałabym wspomnieć również o moich ulubionych żelach pod prysznic, których często gęsto używam w roli płynu do kąpieli. Bardzo przyjemne zapachy ma w swojej ofercie marka The Body Shop (o żelach widocznych na zdjęciu nieco więcej napiszę niebawem), i co dla mnie ważne, żele tej marki nie przesuszają mi skóry. Ponadto, zawsze wracam też do kosmetyków marki Tołpa, ponieważ kosmetyki te nie zawierają detergentów, parabenów i całej tej szkodliwej chemii, a przy tym są niezwykle delikatne dla skóry i bardzo delikatnie pachną.



No i nie byłabym sobą, gdybym minimum raz w tygodniu podczas kąpieli nie zrobiła sobie peelingu całego ciała, a na twarz nie położyła jakiejś nawilżającej lub odmładzającej maseczki (po więcej pomysłów odnośnie domowego SPA odsyłam Was tutaj).

Po trzecie: umilacze
No i wreszcie, poza wszelkiego rodzaju kosmetykami, warto umilać sobie kąpiele relaksującą muzyką, aromatycznymi świecami bądź woskami ulubionych marek (a jest w czym wybierać!). Na zagranicznych kanałach youtube widziałam również dziewczyny umilające sobie kąpiele truskawkami, szampanem oraz ulubioną książką, ale powiem Wam szczerze, że dla mnie to spora przesada i lans pod publiczkę. Zwłaszcza pomysł czytania książek w wannie wydaje mi się idiotyczny; po pierwsze, istnieje ogromne ryzyko zachlapania książki, a po drugie, czytanie wciąga, w związku z czym nasza kąpiel musiałaby trwać dłużej niż zalecane 20 minut. U mnie czytanie książki zawsze ma swoje miejsce już po kąpieli, w najwygodniejszym miejscu na świecie, czyli moim łóżku. ;)


A jakie są Wasze patenty na relaksującą kąpiel? xo
Copyright © 2016 Elfie's planet , Blogger