BLOGMAS 2017 #5: Ulubione zimowe zapachy - moje TOP 5

BLOGMAS 2017 #5: Ulubione zimowe zapachy - moje TOP 5

Jeśli chodzi o aromaty typowo świąteczne, to dla mnie nie ma nic lepszego, niż zapach ciasta lub pierników roznoszących się po domu. Póki co, pierników jeszcze nie zdążyłam upiec, więc nie pozostaje mi nic innego, jak pocieszać się zapachem jesienno-zimowych wosków, olejków czy świec zapachowych w szkle (właśnie taką formę uwielbiam najbardziej ze względów wizualnych oraz praktycznych). Jeśli szukacie ładnych wosków lub świec, które uprzyjemnią Wam ponure, zimowe (jak również świąteczne) dni, zapraszam na mój subiektywny przegląd - listę TOP 5 najpiękniejszych zimowo-świątecznych zapachów.


#1
Najpiękniejszym jak dotąd zimowo-świątecznym zapachem jest dla mnie Kringle Candle Gold & Cashmere, który miałam na razie tylko w formie wosku, ale od jakiegoś czasu rozglądam się za świecą w szkle w moim częstochowskim TK Maxx'ie. Co takiego ma w sobie ten zapach - nie jestem w stanie powiedzieć, ale była to po prostu miłość od pierwszego "poniuchania". 


Złoto i Kaszmir kojarzą mi się przede wszystkim z bogactwem i luksusem oraz produktami dobrej jakości, z tzw. wyższej półki. Kaszmir to w moim odczuciu synonim otulenia miękkim szalem lub ciepłym swetrem o niezwykle delikatnej fakturze i wysokiej jakości wełny. Złoto z kolei to surowiec typowo biżuteryjny, jednak pozbawiony jakichkolwiek konotacji zapachowych. Tak czy inaczej, już sama nazwa Gold & Cashmere przywodzi na myśl nuty ciepłe i otulające, takie, które dadzą nam przyjemne doznania i rozgrzeją w chłodne dni. Znajdziemy tutaj słodkie aromaty wanilii i owoców cytrusowych (domyślam się, że głównie są to pomarańcze), przyprawione nieco cięższymi aromatami piżma i drzewa sandałowego. W moim odczuciu jest to mieszanka idealnie wyważona i subtelnie słodka; nie przytłacza i nie męczy, ani też, co gorsza, nie powoduje bólu głowy; w przyjemny i delikatny sposób roznosi się po mieszkaniu, dodając mu nie tylko przytulności i słodyczy, ale również finezyjnego sznytu i wyrafinowania.


#2
Na drugiej pozycji stawiam prześliczny zapach Aromatyczna Mandarynka od Yves Rocher. Jest to świeca  z tegorocznej kolekcji świątecznej (niestety, limitowana!), zatopiona w minimalistycznym białym kieliszku. Świeczka pięknie i mocno pachnie już "na sucho", natomiast po odpaleniu owocowe nuty mandarynek przepięknie unoszą się w pomieszczeniu, stopniowo łącząc się ze słodkim kakao i korzennymi przyprawami (mam wrażenie, że wśród przypraw znalazły się tu przede wszystkim wanilia i goździki). Wbrew moim początkowym obawom, te mocniejsze, korzenne nuty nie dominują cytrusowo-słodkiej klementynki, tylko idealnie ją "doprawiają" i uszlachetniają. Całość jest moim zdaniem bardzo trafnie skomponowana i wyważona - nie jest to kompozycja ani zbyt lekka, ani jednocześnie zbyt ciężka (co istotne, nie dusi, nie przytłacza, nie powoduje bólu głowy). Propozycja idealna na wietrzne, zimowe dni lub też na Święta Bożego Narodzenia, oczywiście raczej dla amatorów słodkich zapachówW ofercie marki Yves Rocher jest jeszcze świeca Owoce Leśne, którą zamierzam w najbliższym czasie dorwać. Wydaje mi się, że też będzie pięknie pachnieć, ponieważ kocham nuty owocowe. ;)


#3
Dosyć podobny do Gold & Cashmere jest zapach Warm Cashmere z tegorocznej jesiennej kolekcji Yankee Candle. Jest to cudowna, słodka, ciepła i otulająca niczym kaszmir kompozycja - na liście nut zapachowych, które wchodzą w skład "ciepłego kaszmirku" znajdziemy między innymi: drzewo sandałowe, kardamon, piżmo, paczulę i francuską wanilię. W rezultacie, mamy piękną i zaskakująco subtelną mieszankę słodkich przypraw z cięższymi nutami, takimi jak drzewo sandałowe czy paczula. Na szczęście, zapach nie jest zbyt mocny, a zatem nie muli, nie męczy i nie wywołuje migreny. Bardzo, ale to bardzo przyjemny, aczkolwiek Kringle i tak pozostanie numerem 1!


#4
Kolejna piękna propozycja od Yankee Candle to Pain au Raisin. Świeczkę miałam w małym słoiku, który służy mi do dziś do przechowywania złotych monet na szczęście ;) Pain au Raisin to w moim odczuciu zapach ciasteczka lub rogalika maślanego z dość wyraźnie wyczuwalną nutą cynamonu i rodzynek. Jest to zapach raczej subtelny i nienachalny, taki typowo zimowy, ciepły i otulający. Co więcej, świeca pachnie delikatnie, nie wywołuje bólu głowy ani innych nieprzyjemnych reperkusji (choć jeśli mam być szczera, to aromat ciasta, wanilii i rodzynek mógłby być nawet trochę mocniejszy). Uwielbiałam odpalać ją zwłaszcza rano, do kawy i śniadania, gdyż pozytywnie mnie nastrajała i przywoływała na myśl to, co najlepsze o tej porze roku (m.in. aromat ciasta, przypraw, słodyczy i masła). Jeśli miałabym określić ten zapach jednym słowem, to powiedziałabym, że jest... przepyszny ;)


#5
I na koniec propozycja dla osób, które zamiast ciasteczkowo-kuchennych aromatów preferują nuty owocowe z domieszką słodyczy, czyli Yankee Candle Cranberry Pear. Według producenta, ten sampler to wyjęta z pieca tarta z gruszkami i syropem żurawinowym lub też pieczone gruszki zatopione w syropie żurawinowymJa uważam, iż  Cranberry Pear to przede wszystkim lekko kwaskowata żurawina połączona ze słodkim zapachem ciasta, niekoniecznie gruszkowym. Gruszki w tej mieszance nie wyczuwam prawie wcale (no, może w minimalnym stopniu). W każdym razie, zapach jest z jednej strony orzeźwiający i kwaskowaty (żurawina rządzi!), a z drugiej słodki, lecz nie przesłodzony. W rezultacie, otrzymujemy mieszankę bardzo przyjemną, a przy tym subtelną i nie przytłaczającą. Mimo, iż Cranberry Pear czy Pain Au Raisin to nie są żadne nowości w ofercie marki, to muszę przyznać, że oba zapachy totalnie mnie oczarowały i jestem skłonna do nich co jakiś czas wracać.


A jakie są Wasze ulubione zapachy zimowo-świąteczne? xo

Wpis powstał w ramach weekendowego cyklu blogowego dotyczącego Świąt. 
Koniecznie zajrzyjcie też na blogi pozostałych, fantastycznych dziewczyn:





BLOGMAS 2017: Kalendarz adwentowy YVES ROCHER na półmetku

BLOGMAS 2017: Kalendarz adwentowy YVES ROCHER na półmetku

Wczoraj w ankiecie na moim Instagramie wyraziliście 100% chęć na pokazanie zawartości Kalendarza Adwentowego marki Yves Rocher. Po raz pierwszy w sklepie YR musiałam czekać na przesyłkę około 2 tygodnie (mimo, iż od razu opłaciłam zamówienie), ale w poniedziałek kalendarz wreszcie do mnie dotarł. Pomimo początkowej irytacji i zniecierpliwienia, muszę stwierdzić, że jednak warto było na niego czekać. Oczywiście, jako mistrzyni łowienia rabatów i wszelkiego rodzaju okazji, kalendarz wyhaczyłam za -40% oryginalnej ceny (czyli 119 złotych zamiast 199). Kto ciekawy, jakie cuda kryją się w tych ślicznych biało-czerwonych pudełeczkach o numerach od 1 do 12, zapraszam dalej na openbox. 



Dzień 1 - Miniatura (5 ml) wody perfumowanej Quelques Notes d'Amour. Ten zapach już kiedyś wąchałam (miałam próbkę) i totalnie nie przypadł mi do gustu, więc pójdzie dalej w świat.



Dzień 2  - Miniatura (50 ml) Szamponu odbudowującego z olejkiem jojoba. Mój ulubiony szampon (zresztą cała linia jest genialna), moje włosy po tym szamponie wyglądają świetnie, więc na pewno zostawię sobie do kosmetyczki podróżnej.



Dzień 3 - Miniatura (30 ml) Kremu naprawczego do włosów z olejkiem jojoba. Jest to nowość - krem do włosów na noc, którego bardzo byłam ciekawa, więc na pewno przetestuję.



Dzień 4 - Cień do powiek w kolorze 31. Brun Acajou Nacre. Jeśli znajdę podobny odcień w którejś z moich palet cieni, ten pójdzie do kogoś bliskiego. Kolor jest prześliczny, wprost idealny na zbliżające się Święta oraz Sylwestra.



Dzień 5 - Miniatura (30 ml) Kremu nawilżającego do rąk z arniką. Byłam go bardzo ciekawa, ale jakoś nigdy nie miałam okazji, by go wypróbować, więc oczywiście już jest w użyciu.



Dzień 6 - Miniatura (50 ml) Łagodzącego płynu micelarnego 2w1 do skóry wrażliwej. Chętnie przetestuję, a jeśli będzie ok, to zostawię sobie na weekendowe wyjazdy.



Dzień 7 - Miniatura (10 ml) Kremu nawilżająco-łagodzącego do skóry wrażliwej. Pewnie też wrzucę go do kosmetyczki wyjazdowej albo dam mężowi.



Dzień 8 - Pomadka ochronna z masłem karite. Mam już ten sztyft w kosmetyczce i bardzo sobie chwalę, więc myślę, że dam ją w prezencie komuś, kogo lubię.



Dzień 9 - Miniatura (30 ml) Kremowego żelu pod prysznic z karite do skóry bardzo suchej. Ciekawa jestem zapachu oraz właściwości, więc pewnie zaraz przetestuję ten produkt. 



Dzień 10 - SOS Wzmacniająca baza do paznokci (5 ml). Miałam w planach zakup tej bazy, więc ogromnie się z niej cieszę. Mam nadzieję, że podratuje mi trochę płytkę po hybrydzie.



Dzień 11 - Lakier do paznokci (5 ml) w kolorze nr 42. Coquelicot. Czerwień ciut ciemniejsza niż na zdjęciu, bardzo mi się podoba. Bardzo lubię lakiery tej marki, więc cieszę się, że ten lakier był w kalendarzu.



Dzień 12 - Miniatura (30 ml) Nawilżająco-natłuszczającego mleczka do ciała z wyciągiem z owsa. Zazwyczaj nie lubię zapachu mleczek YR z owsem, więc albo dorzucę komuś do upominku gwiazdkowego, albo wrzucę do torebki i zużyję jako krem do rąk.


Jako że od lat jestem klientką sklepów Yves Rocher, kilka kosmetyków już znałam. Myślę, że podaruję je komuś bliskiemu albo zostawię na urodzinowe rozdanie na blogu i/lub IG. Miniaturki to fajny sposób na wypróbowanie nowych kosmetyków albo na zmniejszenie rozmiaru i wagi bagażu podczas wyjazdów, więc na pewno je wykorzystam. Najbardziej cieszy mnie odżywcza baza oraz lakier do paznokci - produkty Yves Rocher do pielęgnacji i stylizacji dłoni są moimi ulubionymi, więc lepiej być nie może. 



Ponadto, samo pudełko z kartonikami prezentuje się prześlicznie i będzie się nadawać na wykonanie kalendarza adwentowego dla siebie lub bliskiej osoby na kolejny rok (zero waste!). Jak na razie, z produktów jestem zadowolona, tylko trochę mi żal, że YR tak nawaliło z wysyłką i nie mogłam się cieszyć codziennym (stopniowym) odkrywaniem zawartości kalendarza. Druga połowa będzie się już odbywać jak należy (tj. stopniowo będę otwierać po jednym pudełku na dzień), więc zachęcam gorąco do obserwowania mojego bloga, Instagrama oraz FB. xo

BLOGMAS 2017: Kalendarz adwentowy DOUGLAS - moje wrażenia na półmetku

BLOGMAS 2017: Kalendarz adwentowy DOUGLAS - moje wrażenia na półmetku

Kosmetyczne kalendarze adwentowe kusiły mnie już od jakiegoś czasu, ale jakoś zawsze było mi na nie szkoda pieniędzy (ceny zaczynają się od 130 złotych), albo nie wiedziałam, na który się zdecydować. W tym roku jednak z okazji Black Friday polowałam na niego na douglas.pl i tuż po północy udało mi się go dorwać za -20% (czyli zapłaciłam za niego około 111,20 PLN zamiast  139 PLN). Dodatkowo wzięłam jeszcze perfumy dla męża na urodziny, więc nie płaciłam za wysyłkę, a do pudełka wpadły jeszcze całkiem sympatyczne gratisy (kopertówka MK i mini mascara YSL) oraz próbki perfum. Jeśli śledzicie mojego Instagrama, to zapewne widzieliście już część łupów z tego kalendarza (pokazuję jeden kosmetyk dziennie), a jeśli nie, to dzisiaj na łamach bloga przedstawię Wam zawartość oraz moje wrażenia na jego półmetku (swoją drogą, zostało już tylko 12 dni do Świąt, a u mnie pierniki jeszcze nie upieczone oraz choinka nie ubrana - nie ogarniam tego!)...


Zacznijmy od tego, że jak to zwykle w przypadku perfumerii Douglas, moje zamówienie było realizowane już następnego dnia roboczego, a paczka dotarła do mnie błyskawicznie, czyli we wtorek. Pełna kultura, profeska i zadowolenie (przez co od lat jestem wierną klientką Douglas'a), zaś sam kalendarz zachwyca mnie z każdym nowo otwieranym okienkiem:

 

Dzień 1 - Matowa pomadka w płynie ISADORA w kolorze 01 Nude Attitude. Kolor jest przepiękny, delikatny nudziakowy róż, wprost idealny do pracy. Oczywiście, od razu się nią wymalowałam i muszę stwierdzić, że kolor prezentuje się fajnie, natomiast lekko przesusza usta i po paru godzinach nie wygląda już zbyt dobrze. Trzeba ją po prostu częściej zmywać i aplikować od nowa. 


Dzień 2 - Gąbka do aplikacji podkładu Douglas - akurat moja gąbka blend it wylądowała w denkowym koszu, więc z tego produktu bardzo się ucieszyłam. Okazało się, że jest niestety dość twarda, więc wykorzystam ją raczej do aplikacji korektora (ma do tego idealny kształt) lub do zdobienia paznokci - u mnie nic nie może się zmarnować ;)


Dzień 3 - Douglas Essential Hydrating Gloves, czyli nawilżające rękawiczki do suchych dłoni z wyciągiem z kwiatu japońskiej wiśni. Mimo, iż są jednorazowe, użyłam ich jakieś 3 razy - są rewelacyjne! Myślę, że kupię je dla mojego męża, który ma bardzo, ale to bardzo suchą skórę na dłoniach - genialnie nawilżają i regenerują.


Dzień 4 - Hej Organic Reactivating Face Fluid z kaktusem - jest to 10 ml miniaturka wegańskiego i organicznego kremu nawilżającego do twarzy. Fajnie, że ma naturalny skład - na pewno wykorzystam na wyjazd! 


Dzień 5 - Douglas 2in1 nail Care (10 ml), czyli pełnowymiarowa baza + top do paznokci w jednym. Akurat moja baza-odżywka z Indigo mi zgęstniała ze starości, więc z tym produktem trafili idealnie w moje potrzeby. Na razie użyłam jej raz, ale mam nadzieję, że będzie spoko. Na bank się przyda jako utwardzacz :)


Dzień 6 - Face Love X-Mas Spices Santa Claus Face - maska w płacie o zapachu świątecznych przypraw, z wymalowaną facjatą Świętego Mikołaja. Nie tylko nawilżyła moją cerę w tym wyjątkowym dniu, ale przydała się również do charakteryzacji (przez co Mikołaj był nie do rozpoznania!). 


Dzień 7 - TONI GARD My Honey shower gel - miniaturowy (30 ml) żel pod prysznic marki, której jeszcze nie znałam. Na razie użyłam go dwa razy i już mogę Wam powiedzieć, że ma fajną, perłową konsystencję i śliczny zapach :) 


Dzień 8 - Douglas Lip Liner w odcieniu nr 2 - Bois de Rose (konturówka do ust "Olśniewający uśmiech") - idealnie trafia w moje potrzeby, bo akurat miałam kupić różową konturówkę. Ta gładko sunie po ustach i jak dotąd spisuje się świetnie. Jestem bardzo, ale to bardzo happy!


Dzień 9 - Douglas Home Spa Harmony of Ayurveda Fizzing Bath Cube (24 g). Kostka do kąpieli to całkiem przyjemny umilacz domowego SPA, na razie jednak wciąż czeka na użycie.

Dzień 10 - Miniatura perfum Ariana Grande - pachnie słodko i kwiatowo, trochę przypomina mi Versace Bright Crystal, a trochę Calvin Klein Downtown, jest to takie coś pomiędzy. Mam tylko nadzieję, że nie będzie mnie po nich boleć głowa, jak po CK.


Dzień 11- Invisibobble 3 Traceless Hair Rings - uwielbiam gumki tego typu, ale oryginału jeszcze nie miałam okazji używać. Na pewno je sobie zostawię na później :) 


Dzień 12 - Douglas Essential Hydrating Mask, czyli nawilżająca maseczka do twarzy. Jako prawdziwa masko-maniaczka mam wielką ochotę ją wykorzystać od razu, ale myślę sobie, że warto by było ją wrzucić do weekendowej kosmetyczki i zostawić na najbliższy wypad w góry. Cóż, świerzbi mnie, by ją zaraz nałożyć na twarz, ale chyba jednak będę dzielna ;)

*Zdjęcia poszczególnych produktów pochodzą z mojego Instagrama, więc wybaczcie jakość i rozmiar.



Jak widzicie, mamy tu produkty do makijażu (akurat to, co było mi potrzebne, czyli baza do paznokci, konturówka w kolorze zgaszonego różu i pomadka w płynie do pracy), jak i sporo pielęgnacji, czyli coś, co elfiki kochają najbardziej :D Maska w płacie oraz rękawiczki nawilżające do suchych dłoni od razu poszły w ruch (przez co nie ma ich już na zdjęciu zbiorowym) i muszę przyznać, że były bardzo przyjemne w użyciu. Póki co, jestem ogromnie zadowolona z zakupu tego kalendarza i mam nadzieję, że druga połowa będzie równie fajna (albo i jeszcze lepsza!). Dajcie znać, czy zawartość przypadła Wam do gustu. xo
OnlyBio: Ekologiczne produkty do mycia i pielęgnacji ciała

OnlyBio: Ekologiczne produkty do mycia i pielęgnacji ciała

Od jakiegoś czasu dążę do wyeliminowania szkodliwej chemii ze swojego życia, zarówno w pożywieniu, środkach czystości, jak i w kosmetykach, których używam na co dzień. Aktualnie naturalne, ekologiczne kosmetyki stanowią jakieś 90-95% wszystkich moich zapasów. Od listopada mam przyjemność używać dwóch produktów do mycia ciała od Laboratorium Naturella: mydła w płynie oraz płynu do kąpieli OnlyBio. Jeśli dbałość o środowisko oraz stosowanie naturalnych produktów to idee bliskie Twemu sercu, zapraszam Cię do dalszej lektury i do poznania kosmetyków ekologicznych OnlyBio - są to naprawdę dobre polskie produkty, o których niebawem będziemy mówić z wielką dumą... 


O marce
Laboratorium Naturella to nowa marka na rynku kosmetyków naturalnych, której produkty zawierają przynajmniej 99% składników pochodzenia naturalnego oraz są biodegradowalne, jednocześnie zapewniając wysoką efektywność działania.

Bazą wszystkich produktów firmy jest unikalna na skalę światową biosurfaktyna z rzepaku. Jest to substancja powierzchniowo czynna, która posiada właściwości myjące i czyszczące oraz antybakteryjne. Jej produkcja jest w pełni ekologiczna, a pozostałości po rzepaku służą jako pasza dla zwierząt. W portfolio Laboratorium Naturella znajdują się dwie marki: OnlyBio – kosmetyki przeznaczone do higieny i pielęgnacji ciała dorosłych i dzieci od pierwszego dnia życia oraz OnlyEco – oferująca ekologiczne środki czystości. 



Wszystkie produkty są pozbawione szkodliwej chemii, m.in. SLS, SLES, PEG-ów, silikonów oraz olejów mineralnych, a także substancji petrochemicznych i zwierzęcych oraz barwników mogących wywoływać podrażnienia i alergie.

Mydło w płynie OnlyBio

Płyn znajduje się w szklanym słoju z pompką o pojemności 500 ml. Słoik jest wykonany z ciemnego, matowego szkła. W skład produktu wchodzą: 

Składniki/ INCI: Aqua, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Coco-Sulfate, Glycerin, Sodium Chloride, Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cocoyl Glutamate, Sodium Surfactine, Canola Oil, Glyceryl Oleate, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate.


To mydło bez mydła delikatnie myje dłonie, jednocześnie usuwając brud oraz tłuszcz. Pachnie przyjemnie (jest to subtelny aromat przypominający cytrusy), jednak pieni się raczej słabo (co mi zupełnie nie przeszkadza - dla mnie nawet szampon może być bez piany, najlepiej, by nie zawierał SLS). Podczas regularnego, codziennego używania mydła moje dłonie odzyskały nawilżenie, miękkość i elastyczność, a wcześniej były wprost potwornie przesuszone. Dla mnie jest to bardzo dobry produkt. Jedynym minusem jest pompka, która działa trochę topornie i dozuje nieco za dużo produktu. Mimo to, po zużyciu całego mydła z opakowania, mam w planach dokupić sobie saszetkę uzupełniającą (tzw. refill).  

Płyn do kąpieli OnlyBio

Płyn do kąpieli znajduje się w podobnym, szklanym słoju co mydło w płynie (ma również sporą pojemność, bo 500 ml), jednak nie posiada pompki dozującej. Do jednej kąpieli zużywam ok. 2-3 nakrętki produktu i mimo braku SLSów, cieszę się przyjemną, otulającą moje ciało pianą. 

Składniki/ INCI: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Sodium Coco-Sulfate, Glycerin, Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cocoyl Glutamate, Sodium Chloride, Sodium Surfactine, Canola Oil, Glyceryl Oleate, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate.


Zapach płynu jest zbliżony do mydła w płynie (również naturalny i nienachalny, przywodzący na myśl trawę cytrynową) - nie jest to jakieś super intensywne doznanie zmysłowe, niemniej kąpiel jest delikatna i przyjemna i, co najważniejsze, nie przesusza skóry. W zasadzie oba produkty są do siebie bardzo podobne - mają prawie identyczne składy i robią, co mają robić (tj. przede wszystkim myją dłonie i ciało), a moja skóra pokochała je za delikatność oraz za działanie nawilżające, zmiękczające i uelastyczniające. Płyn do kąpieli jest oczywiście o wiele bardziej wydajny niż mydło w płynie, więc jeszcze długo będzie sobie mieszkał w mojej łazience (z czego bardzo się cieszę). Jeśli po dłuższym stosowaniu znudzi mi się jego zapach, będę do niego dodawać naturalne olejki eteryczne i będzie git (-> czasem tak mam, że po bardzo długim stosowaniu nudzi mi się jeden i ten sam zapach).


Plusy:


  • pozbawione szkodliwej chemii, naturalne składy 
  • ekologiczne, eleganckie i solidne opakowania z ciemnego szkła
  • produkty łagodnie oczyszczają, jednocześnie nawilżając skórę ciała i rąk
  • nie wywołują reakcji alergicznych i są bezpieczne do stosowania (nawet dla wrażliwców i u małych dzieci, już od pierwszego dnia życia!)
  • płyn do kąpieli tworzy przyjemną pianę pomimo braku SLSów w składzie
  • produkty mają ładne, naturalne i bardzo subtelne zapachy
  • podoba mi się zarówno filozofia marki, jak i fakt, że firma nie stosuje nachalnego marketingu  
  • bardzo wydajne produkty w przystępnych cenach (43,99 PLN za 500 ml); opakowania są solidne i wielorazowe - po zużyciu mydła w płynie można kupić tzw. refill za jedyne 32 złotówki ;).

Minusy:
  • pompka w mydle do rąk działa trochę topornie i wydobywa zbyt wiele produktu.

Gdybym miała wystawić szkolną ocenę, to byłaby to piątka z małym minusem (minusik właśnie za zacinającą się pompkę w mydle do rąk). Kosmetyki OnlyBio nie tylko skutecznie myją ciało i dłonie, ale przy okazji są w 100% bezpieczne i naturalne, nie wywołują podrażnień, alergii czy przesuszeń (wręcz przeciwnie: stosując te kosmetyki, zauważyłam znaczną poprawę nawilżenia na skórze moich dłoni i ramion). Z czystym sumieniem polecam Wam wypróbować kosmetyki tej firmy. 


Więcej produktów znajdziecie na stronie producenta oraz na FB Laboratorium Naturella

Laboratorium Naturella
Serdecznie dziękuję Laboratorium Naturella za produkty do testów.

BLOGMAS 2017 #2: Christmas Wishlist

BLOGMAS 2017 #2: Christmas Wishlist


Z listów do Mikołaja w pewnym wieku się wyrasta, ale na szczęście w blogosferze istnieje takie cuś jak "wishlista" (znana niektórym jako lista chciejstw). W dzisiejszym wpisie postanowiłam opublikować właśnie taką Świąteczną listę moich małych materialnych marzeń - niech to będzie podpowiedź zarówno dla moich bliskich na Gwiazdkę, jak i lista zakupowa dla mnie samej na zbliżający się Nowy Rok...

Kosmetyki 

2018 roku MUSZĘ wreszcie przytulić jakieś kosmetyki marki Rituals, Origins, a także wypróbować pielęgnację Iossi i zapachy Jo Malone. Zaczynając od Sephory, z Origins chciałabym wypróbować peeling oraz krem pod oczy z serii GinZing (Refreshing Scrub Cleanser +  Refreshing Eye Cream to Brighten and Depuff). Z Rituals może być np. zestaw upominkowy The Ritual of Ayurveda Balancing Ritual w rozmiarze M (kosztuje tylko 109 zł, a aktualnie jest promka -20%). 


Źródło: SEPHORA

Z Iossi chciałabym z kolei serum nawilżająco-wygładzające lub rozświetlające, natomiast jeśli chodzi o Jo Malone London, to najpierw muszę się przejść do Douglas'a w jakimś większym mieście i powąchać na żywo ich zapachy oraz świece. Chyba już zacznę odkładać powoli pieniądze, bo ceny trochę zwalają z nóg. ;-)

Źródło: DOUGLAS

Buty


Od jakiegoś czasu ślinię się do butów Eva Minge - mam już jedne skórzane espadryle w kolorze złotym i je po prostu uwielbiam. Chętnie przygarnęłabym też baleriny oraz szpileczki. Jeśli zaś chodzi o wygodne sportowe buty, to chcę Adidas Superstar, tylko jeszcze nie wiem, na jaki kolor się zdecydować... chyba jednak wybiorę białe z różowym złotem albo czernią. 
Źródło: EOBUWIE

Bielizna, piżamy i skarpetki

Podobnie jak w roku poprzednim, tego mam zawsze za mało i czuję się jak ostatni dziad. Brakuje mi zarówno ładnej, eleganckiej bielizny (mężu, musimy się razem wybrać na zakupy!), jak i gustownych, nie-obciachowych piżam, i to nie tylko na wyjazdy.


 


Źródło: ETAM

Książki

Dobra książka popularnonaukowa bądź poradnik to dla mnie chyba najlepszy prezent. W tym roku pod choinką bardzo chciałabym znaleźć poradnik Kasi Tusk pt. "Make Photography Easier". Zazwyczaj powieści wypożyczam z biblioteki lub wymieniam się na nie z innymi, jednak dla Michała Witkowskiego robię wyjątki. "Wymazane" to książka, którą koniecznie muszę przeczytać i mieć w swoim zbiorze!


Źródło: ZNAK


Wpis powstał w ramach weekendowego cyklu blogowego dotyczącego Świąt. 
Koniecznie zajrzyjcie też na blogi pozostałych, fantastycznych dziewczyn:






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Elfie's planet , Blogger